sobota, 8 lipca 2017

Fucking rage & The Colour Run Warsaw

Dzisiaj jest jeden z tych dni w roku kiedy mam ochotę po prostu sobie coś zrobić. Naprawdę chyba krzywdę.


Oczywiście mam ochotę wyrządzić krzywdę swojemu popapranemu organizmowi, który DZIWNYM trafem w tym roku zawsze wie, kiedy zachorować. Bowiem to już drugi raz(pierwszy miał miejsce w lutym), kiedy to odsprzedałam bilet na koncert z powodu choroby, tak tym razem, zespół na którym oooogromnie mi zależało, przyjeżdża do naszego kraju, jako jeden z nielicznych na tej trasie(większość to koncerty festiwalowe) decyduje się aby fani mogli zagłosować i wybrać 5 kawałków które będą zagrane (gdzie oczywiście dziś sprawdziłam jakie ostatecznie zostały wybrane i ponownie łzy stanęły mi w oczach mimo że wiedziałam że ten mój faworyt pojawi się na secie) - a Ty co? A Ty leżakujesz. Spocona jak pies czy rudy kot na pustyni, bo nagle dopada Cię wirus, który pozbawia Twoje mięśnie sił i ochoty jedzenia czegokolwiek i patrzenia na cokolwiek.


Nie musze chyba też tłumaczyć,  jaki ból mi sprawiło podarcie biletu? Tego ładnego z ich zdjęciem, tego biletu, który był przepustką do muzycznego szczęścia...Tak, wiem że wiele osób szukało biletów, ale też wiem że nie doczłapałabym się na dół na klatkę schodową.
Zamiast zająć się jakimś innym zajęciem, to co robię? Ludki które mnie znają, wiedzą że mam zamiłowanie do bólu wszelkiej maści, a więc a co tam! Poznęcam się nad sobą jeszcze! Ico - Oczywiście siedzę na instagramach i innych twitterach i patrzę czy ludzie już jakieś zdjęcia wstawiają i tłukę filmiki z poprzednich koncertów.


Tym bardziej gorszy mój ból jest, bo kawałek Over&Over -stosunkowo niedawno pokochałam. Ale to wiecie, takie hardkorowe kłucie, że ma się wrażenie, że nic innego nigdy nie istniało poza tym kawałkiem, staje się jakby dla Ciebie wszystkim. Totalne zadurzenie się w niej. Nastąpiło to około  3 tygodni przed tym koncertem, więc moje podekscytowanie usłyszenia go na żywo rosło z każdym dniem. Aż wzrosło do poziomu gorączki 38.8.
Na koncercie miała pojawić się też moja koleżanka z dolnych części Polski, fanka Linkin Park i tego typu brzmień, spędziłyśmy razem i poznałyśmy się na lastfm właśnie dzięki TDG. a przedwczoraj odczytałam wiadomość że tez nie będzie mogła się pojawić, bo z pracą coś jej poprzestawiali i wypada jej w tę sobotę. Także pewnie gdzieś tam jest nas więcej.
Ale to takie smutne i przygnębiające, mam wrażenie że byłam jedną z 1 osób które zakupiły bilet na ten koncert, bo zrobiłam to już w pracy zaraz po godzinie 10, kiedy bilety weszły do sprzedaży, a teraz? Faszeruję się jakimiś lekami. Get the fuck out sick!

Uf...

Dałam ujście swojej frustracji zgromadzonej od czwartkowego ranka i teraz mogę przejść do przyjemniejszej części, może nie związanej z muzyką, choć ta grała wszędzie, może gatunkiem niezbyt zbliżonym do obecnego dziś koncertu, bo radio Eska było patronatem, ale zawsze milej co by to nie było.





2 tygodnie minęły już od 5km kolorowego, szczęśliwego biegu. Celem akcji już od 6 lat, jest promocja aktywności fizycznej i ogólnego fajnego samopoczucia.  A cykl The Color Run to imprezy w ponad 40 państwach.
Od 2012 roku dzięki akcji udało się zdobyć środki pieniężne dla ponad 80 organizacji charytatywnych, niezły wynik.


Mój pakiet biegowy kosztował 75zł. Jest to pakiet podstawowy gdzie w skład tej kwoty wchodzi wszystko to, co na zdjęciu obok. Były jeszcze pakiety vipowskie, które różniły się jakimiś pierdołami, więc jak dla mnie strata kasy, ale im wcześniej się kupi pakiet to tym lepiej bo taniej.

Z kolegą stawiliśmy się na 13, nasz bieg miał zacząć się o 15, ale skapnęliśmy się w miarę szybko że chyba czas tu roli za bardzo nie gra i jak się ustawimy w długich bramkach startowych, to tak pobiegniemy. Nie chodzi o to w jakim czasie się dobiegnie, chodzi o dobrą zabawę, bycie jak najbardziej pokolorowanym i uśmiechniętym :) Nasz czas wyniósł 45 min(z czego połowe to przeszliśmy ale ciii! )


Kiedy docieraliśmy pod główną wiatę gdzie została puszczana kolejna partia biegaczy, standardowo, każdy otwierał na sygnał swój proszek i wyrzucaliśmy go w górę iii zaczęęęło się. W czasie 5 km mijaliśmy 5 stacji z atrakcjami pod postacią kolorowych proszków. Tematycznie ubrani wolontariusze z maskami i w ubraniach i w kolorze danej stacji obsypujący proszkiem, czerwonym, żółtym, zielonym i niebieskim, aby w końcu dotrzeć do stacji-nowość- czyli piankowej, nie wiedziałam czego się spodziewać, myślałam że będą nas strzelać z tej piany, a tymczasem to były jakieś małe rurki i z nich piana leciała, buty mokre, śmierdziałam wilgocią i rozmazaną kolorową mazią, ale było fajnie w sumie :D


Na mecie czekały na nas butelki z wodą i medale z wizerunkiem pegaza. Poszliśmy pod główną scene gdzie rzucali Skittlesami, czyli jednym z głównych patronatów biegu. A następnie białymi i czerwonymi proszkami, gdzie podzieliliśmy się na dwie strony i byliśmy gotowi do wyrzucenia biało czerwonego pyły w niebo. Nie wiem czy stężenie smogu nie osiągnęło najwyższego poziomu przez ten wszędobylski proszek, ale śmiechu było. No i bez okularów, ciężko by się biegło, oj tak.
Ah i jeszcze cudowny wniosek wyciągnęłam z tego wydarzenia - dobrze mi podobno jest w zielonych włosach. Wreszcie czas na małą zmianę!

Ogólnie to polecam każdemu taki bieg, raz że trochę ruszycie swoje dupska, to i pouśmiechacie się do innych ludków i sypniecie ich swoim kolorem(bo może akurat osoba obok was nie dostała w pakiecie zielonego a dostała niebieski)-choć miałam wrażenie że niebieski i fioletowy, dwa moje ulubione były najbardziej pożądane). Choć raz fajnie jest coś takiego zaliczyć. Nie będę aż tak daleko wybiegać w przyszłość i myśleć o tym, czy jednak wybiorę się jeszcze kiedyś.






Życie jest nudne bez kolorów :3


Na nadchodzący tydzień chciałabym Wam życzyć przede wszystkim zdrowia, bo u mnie kiepsko z tym, to żeby chociaż Wam tam dobrze się żyło, no boszz w końcu ktoś musi zarabiać na ten marny nasz naród, kiedy inni na zwolnieniu :D
I pioseneczka o taka, żeby Agusia jeszcze sobie popłakała jak będzie to sobie włączać. Jeszcze ze starym wokalistą Over&Over.



Tak wiele myśli, że nie mogę wydostać się z mojej głowy
Próbuję żyć bez ciebie, ale za każdym razem gdy to robię, czuję się martwy
Wiem co jest dla mnie najlepsze
Ale zamiast tego chcę ciebie
Będę kontynuować marnowanie mojego czasu

Raz po raz, raz po raz
Zakochuję się w tobie
Raz po raz, raz po raz
Próbuję tego nie robić
Raz po raz, raz po raz
Sprawiasz, że się w tobie zakochuję
Raz po raz, raz po raz
Nawet tego nie próbujesz

1 komentarz: