czwartek, 27 lipca 2017

British photos power!

Jeszcze i jeszcze więcej! Relacje zdjęciowe to moja specjalność. Tak powiem nieskromnie, bo jakoś zawsze udaje mi się dobrze opisowo przedstawić pod nimi sytuację. Zdjęć jest spora ilość. Pokazywać one będą Wielką Brytanię w raczej pozytywnym świetle.




Miasto o najcudowniejszych ceglanych domkach. Boję się że kiedyś jak będę mieć własne lokum, czy to mieszkanie czy dom - zrobię sobie cegłę w środku jak moja siostra i Ona tym samym będzie na mnie wściekła że papuguję po niej.


Numerki na mieszkaniach. Kolejna fantastyczna rzecz. Pewnie trafi się wiele takich samych wzorków, ale i tak każda ma swoją oryginalną "czcionkę"





MIND THE GAP , znają chyba wszyscy, czyli najogólniej uważaj przy wchodzeniu do pociągu, bo tam jest przestrzeń pomiędzy + LOOK RIGHT, gdzie wypowiadane przez nas na głos przy podchodzeniu do przejścia- jest ogromnie pomocne! Czasem jest też oznaczenie- paTtrz w obie strony.
+ klikanie w biały guziczek na przejściu dla pieszych które nie jest oznaczone zebrą a kwadracikami po obu stronach.


The Tube - najcudowniejsza rzecz na świecie wymyślona dla tego miasta. Jeżeli wiesz na jakiej stacji chcesz wysiąść/wsiąść - znasz kolor tej linii i kierunek - nie ma szans abyś się zgubił. Z początku to trochę taki szok jest, ale jak mówiłam w poprzednim poście - pod koniec 1 dnia podróżowania- ja już wiedziałam jak się poruszać i co w tym wszystkim biega. PS. To Way Out co widzicie, to droga do wyjścia- również ogromnie pomocna :)



Jak to mój towarzysz podróży się śmiał - czy oprócz niskości Big Bena- coś Cię jeszcze rozczarowało? Hm, w tamtym momencie powiedziałam że nic, ale teraz tak sobie myślę, że może jednak to że jest w remoncie i nie umiał zapozować? + na prawdę jest niski. Pałac Kultury i Nauki dla porównania to kolos - 96 metrów(Big Ben) - Pałac Kultury(237m) = any questions? :D


Tamiza z London Eye taka czysta. HE he. Wiecie, myślę sobie że tak, to jest takie must see jedak. W środku kapsuły jest monitorek gdzie można śledzić i spoglądać w dal- i z niego dowiemy się co znajduje się w konkretnych miejscach + ta genialna płynność przy wskakiwaniu i wyskakiwaniu z niej i sprawdzanie każdego pomieszczenia wykrywaczem metalu.


Jak byliśmy w tej kapsule to robili z zewnątrz nam zdjęcia, śmiałam się do kolegi - i co? Że niby taki wielki flesz też będzie? Niestety ale był. Ała. Cena takiego zdjęcia wynosiła chyba 10funtów. Bleh. Bujajcie się.


Taki tam autobusik.


To Whitehall Gardens. Za chwilę była ulica Downstreet na którą w sumie nie dotarliśmy. Brak mapy zrobił swoje..


Jakaś budka, taki jakby kiosk może. Albo kapsuła przenosząca do przyszłości? Ale ładna. Zielona.


"nooo ja chce zdjcieeee przy buuuudcee nooo weś miiii zróóóóóóób" - ale jeszcze spotkamy nie jedną.. " no ale to cooo no weeeś! o kuuuu ale te drzwi ciężkie do otworzenia! "



National Gallery i wielki...lajk. Tak go nazwałam. Ten tłum ludzi przed Galerią to nie jest kolejka, spokojnie. Do London Eye to była ogromna. A tam po prostu ludki oglądają ulicznych grajków.



Pan Guma np. był taki. Co potem fruwał i kasę zbierał.



Uliczki artworkerzy. Na większości flag leżały pieniądze. Oczywiście od obywateli danego kraju. Polska gdzieś tam wyżej była.



Chyba zaraz po Piccadilly jeden z najsłynniejszych placów. Stoi tam wielka 55 metrowa kolumna Nelsona. Miejsce spotkań. Prawie jak Rotunda w Warszawie. Której w sumie już nie ma, ale ludzie się pod rusztowaniem spotykają :D


Wokół Pałacu Królowej Elżbiety można spotkać takie ładne oświetlenie, lampy uliczne.




St. James Park, jeden z piękniejszych parków. Z dziwnymi kaczkami. Coś w stylu naszych Łazienek. Tyle że z dziwnymi kaczkami i beżowymi wiewiórami. Chyba jedno z 1 miejsc gdzie usłyszałam język polski.


Lubię to zdjęcie :D To również St  James Park i leżaczki, gdzie aby poleżeć na nich trza zapłacić chyba coś koło 2 funtów, czy nawet więcej nie pamiętam. A ludki jak to ludki. Trawnik też nie jest najgorszy ! :D


Rozpiska ze zmianą warty i piękni my.



 Union Jack everywhere! <3





Buckingham Palace i otoczenie wokół na prawdę imponuje. Zadbane ogrody, ogromne sztandary flagowe, tłumy gapiów i ogólnie jakoś tam tak sympatycznie jest że chce się posiedzieć na murku i popatrzeć przez kilka godzin.


Mama oglądając- TO TEN UNIWERSYTET SŁYNNY?   eh

Chyba jakaś restauracja, ale nieważne. To otoczenie, te ozdoby...*_*


Wchodzimy w ulicę Soho... ^,^ i za chwilę spotkamy 1 pary płci męskiej.




Jak z filmu <3  Nawet nie chcę myśleć jak każda uliczka i każdy element musi wyglądać od października przygotowując się do świąt.



Pierwsza podróż piętrowym autobusem i ciach, czarna budka.



Ogromny szyld promujący ostatnią część przygód małego czarodzieja. Kolega w 7 niebie, bo wielki fan!


 Chinatown. Czyli tłumy żółtków w białych maseczkach na twarzy i śmieciarka akurat wyładowująca śmiecie. Niezapomniane uczucie.



Tacy ładni Panowie w lateksie. Nie mogłam nie zrobić im zdjęcia. Kto by nie zrobił?! Tak ładnie zapozowali.


W M&M-sowym sklepie,gdzie wszystko jest kolorowe i trochę czas się zatrzymuje. Ogromny budynek z ogromną ilością pierdół do kupienia. A ludzie i tak tylko zdjęcia robią. + poniżej Lego world. Czyli ogrom pracy np. przy planie metra.



Wejście do metra! <3


Ta fotografia ogólnie ma przedstawiać parowanie ze świecy, tak mnie zachwyciło. Ale ogólnie to pewnie sklep z jakimiś "zdrowymi pierdołami do domu.




Pan William przy Leicester Square( nie nie, nie spotkałam Kasabian, spokojnie), ale za to zjedliśmy w towarzystwie Shakespeare`a lody z Maka. Które były dosyć niepokojąco tanie. W końcu trzeba coś zjeść na ciepło nie?


Zamówiliśmy pizzę hawajską. Była pyszna. Nie wiemy jednak czy ze względu na nasz głód czy może na prześmieszną obsługę hinduskiego kelnera, który non stop próbował nas rozśmieszać, ale byliśmy tak zmęczeni, że po prostu udawało mu się to bez trudu. I to ciągłe mylenie- orange juice for you? and for you apple juice? NIEEEE Panieee, odwrotnie! :D  Pizza stała na takim fajnym podeście a pod podestem były talerzyki dla nas.


London Eye nocą



I my cudnie zmęczeni wracając metrem do domu. Tube map - ratowało nam kilkadziesiąt razy dupę że tak powiem. A takie mapki można dostać na prawie każdej stacji metra. Fajną rzeczą w metrze są oddzielne siedziska jak widać. Z oparciem na łokieć.


Rozbawił mnie rysunek Koguta i Sowy, gdzie przedstawia krótki opis tego że pociągi są do dyspozycji obywateli w sumie non stop :)



London Aquarium. Czyli jak gadać aby się dogadać. Tak tylko potrafił kolega. Ale ta pani przy kasie może jakaś nie halo była. Sama muzyka obejmująca akwarium była imponująca, zabierała Cię w świat takiej bajki. A z tego wszystkiego to najbardziej podobały mi się rekiny, Nemo rybki i pingwiny które autentycznie nam pozowały! Ogólnie to dobra zabawa dla dzieci.



Primark i Jego szalona kolekcja koszulek zespołowych dla płci męskiej. Oczywiście dla damskiej niewiele tego było. Ale i tak plusik za Kas.


Ten moment kiedy robisz zdjęcie Oxford Street nocą i myślisz że robisz zdjęcie najbogatszemu domowi towarowemu w Londynie (Harrods_ Taki żarcik  i pomyłka niestety, bo to nie on :D


Tak jakby trochę English weather?


Foteczka zrobiona, bo busik ładny. Herbatkowy!




Nasze zainteresowanie National Gallery było ogromne jak widać. Tu przycupniemy, tam usiądziemy, o, a tu wifi łapie  :D




Camden, najlepsze co mogło mnie spotkać- czyli stos koszulek(oczywiście głównie dla płci męskiej) wszelakiej maści ozdóbkami z filmów czy kreskówek. Raj dla zbieraczy. Raj dla zakupoholików. A ja dalej nie mogę tego zdzierżyć że sobie opaski na rękę tam nie kupiłam!
Tutaj też całkiem zapominając próbowałam trafić na dom Amy Winehouse, ale trafiliśmy przypadkiem tylko na Jej pomnik, co i tak fajnym wspomnieniem będzie. I to jeszcze w kolejną rocznicę Jej śmierci byliśmy.
 Śmiałam się do kolegi że dałby mi 1000 zł a ja bym sama do tej dzielni się nie wybrała wieczorem :D


Raj dla fanów gotyku i innych ciemnych strojów i ćwiekowych rzeczy. Szyldy i ozdoby, robiły wszędzie wrażenie.








Na Abbey Road to śmiechu było co nie miara. Lało totalnie, ale dotarliśmy po wielu przygodach. Na prawde, dla zdjęcia na tych słynnych pasach to zrobiłabym wiele. Wbiec pod autobus też. Btw. przesrane muszą mieć Ci kierowcy tam jednak ! :D + machający rowerzysta i kręcący do nas głową z emocją na twarzy - ale o co chodzi? Co wy tu wyrabiacie ?



Pod dom Sherlocka również zawitaliśmy, a po nas tłum turystów. UF. PS. obok stała policja spisująca pijane dziewczyny, a my przebiegaliśmy na czerwonym. SPOKO.


Jedna z rzeczy dla których warto tu przyjechać. British power and only music store!


Sherlock z fajką to duży Sherlock. Ale ten Sherlock składa się z kilkuset małych Sherlocków. Z daleka tego nie widać!


 Nie, to nie jest promocja wódki. To zdjęcie takiego tolerancyjnego Londynu wzdłuż ruchomych schodów.


Rodzinka u której byliśmy powiedziała że dobrze że byliśmy nocą, bo za dnia nie robi jakiegoś wow wrażenia. Tower Bridge!





Ten moment kiedy po przyjeździe do Polski dowiadujesz się że byłaś w największym centrum handlowym w Europie- Westfield Stratford City... :D ooooo to ja już wiem czemu po 10minutach napisałam do kolegi smsa- boże jak ja nienawidzę zakupów? I tłumów wszędzie pędzących?



W centrum zjedliśmy takie pyszne coś. Ale było tak słodkie aż do porzygu. Ja oczywiście zjadłam może z 1/3 tego. u mnie główną rolę grał ananas a u kolegi truskawki z oreo.




Po ogromnej ulewie nagle staje kolej. Podobno to standard tutaj. Wniosek taki że może lepiej się nie ruszać w ogóle z domu jak pada? 30 minut staliśmy na stacji, aż w końcu ruszyliśmy w poszukiwaniu autobusu co by nas przybliżył do naszej lokalizacji. Jechał 50 minut, ale kij z tym, ważne że dojechaliśmy.



Angielskie metro. Tak głośne że łojezu. Otwierają się jak piwnica w starym budynku :P


Uroczy imbryk z herbatą :3


Spałam pod taką pościeeelą! <3 <3



Strefa wolnocłowa, czyli brytyjska energia skumulowana w jednym miejscu. Nic tylko kupować :D 
W strefie tej połasiłam się na  takie długie czekoladki, bo promocja była i na perfumy ponoć oryginalne, które u nas można by kupić za ponad stówę drożej! A polowałam na nie od jakiegoś czasu :)


Czekamy na lot. Jednak lotnisko to nie jest skomplikowana rzecz. Trzeba się tylko trochę rozejrzeć wokół siebie, wiedzieć jakie są warunki sprawdzania walizek, ludki poinformują co gdzie wrzucić, kiedy masz lot, jaka bramka, a potem boarding i wchodzenie do samolotu :)



Taką fajną mapkę znalazłam w jednym z kiosków. Super sprawa, dla tych którzy miejsca nie mają.


Chyba jeden z moich ulubionych cytatów dotyczących Londynu. To akurat jest tył pocztówki. A poniżej muzyczny magazynowy świat. Czyli już wiadomo dlaczego u nas Takie Q jest takie drogie, bo tu wynosi około 4 funtów






Czekamy na samolooot :3



Anglia pożegnała nas deszczem, ale mimo wszystko wylot odbył się tylko z 5 minutowym opóźnieniem. A ja miałam okazję lecieć przy oknie i obserwować jak pan na rampie"obchodzi się" z walizkami pasażerów....


Lotu się nie bałam, byłam podekscytowana tym że zobaczę świat z wysokości i tak na prawdę dopiero wtedy zdałam sobie sprawę jak niesamowitą maszyną jest samolot. Może unieść tylu pasażerów z ich bagażem i jeszcze ta cała konstrukcja która tyle waży. Tutaj lecimy prawdopodobnie nad Morzem Północnym :)

A to snapy kolegi z aktualnych danych




I mój pierdółkowaty świat, czyli gazetki, torebki, wejściówki, herbatki, słodycze i maskotki :3


I pierwsza british tea na polskiej ziemi pita z ogromnym smutkiem że to wszystko już minęło.
Ja wiem że to wróci. Że ja tam wrócę. Wiem, że dalej jest to miejsce na ziemi, do którego chciałabym pojechać, wrócić i być może zamieszkać, moja opinia co do niego się nie zmieniła, a jeszcze bardziej wzmocniła.
Od kiedy wróciłam, wyjazd raz mi się śnił. Moja miłość do patrzenia na samoloty i interesowanie się jako takim lotniskiem i wszystkimi jego tajnikami pracy jeszcze bardziej nakręciła.
Cudowne jest to, że świat w dzisiejszych czasach nam ofiaruje tyle fantastycznych możliwości, ale mam wrażenie, że czasami jest ich po prostu za dużo i niewiadomo za co się wziąć i co jest dla nas najlepsze.
Jednak jestem przekonana, że każda jakaś mała wyprawa i spotkany ludek na ziemi, jest po coś, może po to aby w.urwić i zezłościć, ale jednak po coś. Drugi ludek po to aby nam pomóc i wyrwać od złych myśli.

A ja w tym momencie mam wahania nastrojów, niby jestem jeszcze w takiej post travel depression czyli ogólnym smutku spowodowanym powrotem, ale powoli dostosowują się do czarnej rzeczywistości i zaczynam uśmiechać. Staram się nie odburkiwać mamie- jestem zła teraz,bo było mi tam dobrze i musiałam wrócić!(tak powiedziałam w środę) - a raczej na spokojnie takie rzeczy przemyśleć i coś sensownego powiedzieć. Bo życie ma jeszcze trochę niespodzianek przed nami :)

Enjoy!

xoxo


Ale jesteśmy młodzi, dajemy radę,
Nie możemy zwariować, nie ma czasu,
Puszczamy się, jeśli chcemy,
Ale czujemy się dobrze.

Mamy trochę kasy, kupujemy opony,
Odkładamy je, jeździmy po polach,
Tracimy kontrolę, uderzamy w ścianę,
Ale czujemy się dobrze

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz