środa, 21 czerwca 2017

Góralski Rock`n Roll

Pełny tytuł tego posta powinien brzmieć Góralski Rock`n Roll czyli jak to jest być po raz pierwszy po 24 roku życia w górach, podczas gdy było się non stop nad morzem.

Długo rozważałam w jakim stylu napisać tego posta aby było jak najjaśniej, najdokładniej.. i postanowiłam najprościej to napisać, jak rozprawkę.



Dzisiejszy wpis powinien być sponsorowany przez Panią supportującą Gunsów w dzisiejszym koncercie  w Gdańsku czyli Dodę i jeden z lepszych banerów w Wawie jaki się pojawił. Chociaż motywujący!



1.Ogólne wrażenie po przyjeździe- o mieście i miejscowych

Zakopane, miasto pełen kultury, przygód i wrażeń- tak się reklamuje na fruwających chorągiewkach. Czy to prawda? Myślę że się mogę zgodzić. Same Krupówki nie zrobiły na mnie jakiegoś big big wrażenia, nie wiem dlaczego, ale myślę zupełnie obiektywnie że jednak Nowy Świat w stolicy jest bardziej interesujący. Fakt, jest dłuższa niż zakopiańska ulica, ale jakoś więcej się dzieje i bardziej do późna. Miłe ogromnie było to że wszędzie było czuć zapach gofrów, jakiś kiełbas i oczywiście serów. Nie wiem czy to miejscowi czy nie, ale fajne i przyjemne jest to, że ciągle byłyśmy przepuszczane przez pasy, kultura i zatrzymywanie się. A może to kwestia ciasnych uliczek i chudych chodników?
Sfrustrował mnie trochę brak śmietników na ulicach, nie wiem czy względami bezpieczeństwa, ale czasem ciężko było mi znaleźć :D


Po lewej - Krupówki o 7.30 rano w zwykły dzień tygodnia. A po prawej dzień przed Bożym Ciałem po godzinie 18. 
yyyyy..




Tak zwana nuda w drodze powrotnej, ale cień jest najlepszą rzeczą ever. Nigdzie nie jest się tak szczupłym jak na nim!




2.Komunikacja i schroniska

Uważam za świetne te małe busiki doprowadzające wszędzie turystów spragnionych górskich wrażeń! Na prawdę, już w środku czuje się taki podekscytowany klimat, ciasność w pomieszczeniu  na to jaki wysiłek nas czeka na szlakach :)

Schroniska są najcudniejszą rzeczą jaką można było wymyślić! Człowiek styrany przyłazi do takiego goooralskiego domku i co ? Wyczuwa od razu swojską atmosferę, drewniane ławki, ciepłe pomieszczenie gdzie czuć domowy obiad a my zamiast obiadu wcinałyśmy szarlotki za 6 zeta z grzanym winem :D

W jednym ze schronisk(tym na Dolinie Chochołowskiej) z koleżanką zauważyłyśmy kota, zagadałam do Pana za ladą, który z miłym uśmiechem i rozrzewnieniem opowiadał o nim, że jest dzielnym stróżem schroniska. Wyniesiony poza, zawsze wróci, a jej właściciel zmarł. Zaintrygowała mnie kulka na głowie sporych rozmiarów, okazało się że to rak, a kotka jest już za stara na operację :(



3.Kwatera:

Nasz hotel mieścił się zaledwie 2 przecznice od Krupówek, czyli centrum życia towarzyskiego. Dojście do przystanku o wymownej nazwie Watra(oczywiście wymownej bo skojarzyć mi się mogła tylko z płytą zespołu Wilki, od której zaczęła przygodę z mocniejszymi brzmieniami w latach 90tych xD).  Autobusy do Kir, Kuźnic, Kościeliska, baaardzo taanie, płatność przy wyjściu z busa i bliskość do przystanku powodowała że chciało się maszerować.
Sam hotel miał mega wygodne łóżka, balkon, dwie filiżanki, telewizor no i częściowy widok na Wielką Krokiew i szary pionowy wysoki kościół, na serio ładny. Panie z recepcji przeogromnie miłe, identyczne były, więc od razu je pomyliłam drugiego dnia :D  Śniadanie przypadkowo miałyśmy wliczone w cenę całości dzięki kumpeli, ale były bardzo dobre. Poprosiłyśmy aby zamiast o 8 mieć na 7 śniadania bo jak najwcześniej chciałyśmy ruszać na podbój Tatr.



Zestaw początkującego podróżnika - wersja minimalistyczna czyli tzw. slow life


Nasz widok z okna. W tle to białe długie to Krokiew z prawej za drzewami góry

4.Górale i wszystko co z nimi związane

Kumpela na każdym kroku podkreślała jak to Ona chciałaby znaleźć sobie chłopa górala, że ona też ma taki góralski charakter i taka z niej dziołcha. NO okey, zaprzeczać nie będę, bo faktycznie tak wygląda, godo i charakterologicznie by się zgadzało.
 Od razu po przyjeździe jak tylko zameldowałyśmy się w hotelu i wyszłyśmy do centrum od razu P. przystanęła do pierwszej lepszej budki z oscypkami gdzie grubszej postury pan z młodszym który chyba przyszedł tak pogadać, przewracał sery na grillu. Pani stojąca przed nami nie mogła się zdecydować(nie mam zielonego pojęcia co jej nie odpowiadało ale śmiechłam.
P. od razu się zdecydowała  na 2 oscypki z żurawiną, a młodzy Góral stwierdził że na pewno nie jesteśmy ze stolicy, bo warszafka to panisko wielkie i niezdecydowane. Kiedy P. powiedziała skąd jesteśmy, starszy góral od razu wiedział że to pod samą Wawą i kiedyś tamtędy przejeżdżał nawet, poruszyliśmy pare jakiś luźnych tematów, gdzie wywiązała się 10 minutowa pełna śmiechu rozmowa :P Ogólnie z pare razy miałam styczność z góralami, np. w restauracjach i są to otwarci, uśmiechnięci ludzie. Mają swój świat :)



5. Turystą być

Typowy zakopiański turysta ma na sobie adidasy,  z przodu brzuszek przechadza sobie Krupówkami po 17, podczas gdy do 17 stołuje się w swojej kwaterze. Ah, no i kupuje wszystko co popadnie + fotografuje się z Białym Misiem. Ogólnie to miałam wrażenie że widzę tylko rodziny i zakochane pary. No i te wszędobylskie w dziecięcych dłoniach stickery, hit sezonu. Coś co się obraca i wywołuje- nie wiem co. Dzikie poruszenie wśród małoletnich. W necie za dyche, Krupówki - 25. Cenią się Podhalańczycy!

Nietypowym turystą nazwałabym trochę nas. Czyli taki co bladym świtem o 6 rano wstaje, szybkie pakowanko, wylot na busa ze swoim cienżornym plecokiem i o 7.30 bycie już na szlaku by zaznać górskich wrażeń. Taki turysta ponoć przygotowany powinien być na cztery pory roku. Za chwilę Ci gorąco, a za 10 minut umierasz z zimna. Tak właśnie było, ja niestety żółtodziobek, nie o wszystkim pamiętałam, ale o tym już za chwilę. Cudownym zwyczajem jest o którym poinformowała mnie P. jest mówienie sobie"cześć", "dzień dobry" na szlakach czy w drodze do nich. P. mówi że to dlatego aby lepiej zapamiętać twarz w razie zaginięcia czy coś. Ja tam uważam że też pozdrowienie i zwykła uprzejmość.  Z początku się wstydziłam, ale potem już sama mówiłam.
 Powrót nietypowego turysty jest zazwyczaj koło godziny 18-20. Kiedy to odjeżdżają ostatnie busiki, na które nie zawsze się człowiek wyrobi, ale o tym za chwilę.



6.Partner w podróży

W sumie gdyby tak podsumować moje życie, to to był takie mój pierwszy samodzielny wypad. No wiecie.. z własnoręcznie zarobioną gotówką, na własną rękę. Nigdy raczej nie wybierałam się na powyżej 2 dni gdzieś z kimś. A teraz widzę jak ważne to jest, aby np. przed ślubem gdzieś razem jeździć ze sobą, spędzać dłużej niż tydzień ze sobą non stop czas. Poznaje się totalnie osobę, od podszewki. Od wszystkich fanaberii jak chodzenie w samej bieliźnie, jak krótkie mycie zębów, chodzenie boso po pokoju i oszczędzanie. Tak, te 3 ostatnie punkty należały do mnie.
Ze smutkiem muszę stwierdzić, ale 2/3 wyjazdu tak na prawdę zepsuła mi P. która jak to nie fochała się na mnie z podejrzewam tegoż powodu iż nie wiele rozmawiałam.
Uwierzcie mi, nie czułam między nami przez ten tydzień żadnej chemii, raczej tonę niedomówień i dogryzek od strony P. Kto z Was miałby ochotę rozmawiać, ba,  spędzać czas z osobą która ciągle Was krytykuje i zaniża poczucie wartości? Raczej nikt. A ja miałam tę nieprzyjemność. Każde zdanie moje było negowane, dyskwalifikowane. Opinia na jakiś temat, zero możliwości wyrażania siebie, umniejszanie mnie. Tak banalne sprawy i moje pytania, osoby będącej pierwszy raz w górach- co to są te Baciary ? Ile kosztował Cię wjazd na Kasprowy, Gubałówkę - dręczyły ja, traktowała mnie jak głupka za przeproszeniem, jakby to były oczywiste rzeczy które powinnam wiedzieć.

Niestety, nie jestem chodzącą wikipedią jak Ona, prędzej dziwną zbójecką wersją Nonsensopedii.

Także, dobierajcie się względem stylu życia i charakteru, bo inaczej to tak..kiepsko będzie. Nie dziwię się już wiecie, że jak moja siora wyjechała na 3 tygodnie a w drodze powrotnej nikt do siebie się nie odzywał- SZACUN SIOSTRO, ja 2 drugim dniu już się nie odzywałam.
Z drugiej strony to wiecie, jestem wdzięczna P, że jest taka pewna siebie, oh i ah i żyjąca na prawde szybko i głodna życia. Dzięki niej nie nudziłam się, wymyślała rożne rzeczy, miała jakieś tam swoje pomysły i była momentami wyrozumiała no i cieszę się że na Krupówki i posiadówy wykorzystywałyśmy tylko niektóre wieczory a tak non stop na szlakach, tak jak chciałyśmy.


7.Pogoda

Zmienna jak kobieta, po wyprawie na lodowatą Krzesanicę, P. kupiła sobie na drugi dzień rękawiczki. Nie przydały się już.
 To prawdą jest że tam są 4 pory roku każdego dnia. Raz jest słońce, a za chwilę jest Ci zimno jak w lodówce. W buty czy w nogi nie było mi zimno, za to w łapki już tak :(  A "inna"wikipedia opisuje to w genialny sposób.





8. Muzyka góralska

Nigdy w jakiś szczególny sposób nie interesowałam się pieśniami góralskimi. Miałam raczej od zawsze mniemanie o nich że to takie folkowe disco polo. A bo to o dziołchach śpiewają, o tym jak je poderwać, że ino by się z nimi umówili na randkę. Pierwszy lepszy z brzegu Baciarów brzmi:

                   Chłodziłek sukołek swego scyńścio po całym świecie
i wreście łodnaloz, choć wy ludziska ło tym nie wiycie.
Nie wiys ło tym dziywce, ze jo cie w mym serdusku nose
i ło twoją miłość, moje tys zycie tak Boga prose.

Powiydz mi dokładnie
co mos w sercu na dnie
jaką ty dziywce tajemnice mos
powiydz mi kochanie cy przy mnie zostanies
cy moze inny jus w serdusku jest

Czyli jak widać, jest tu o serduszku o miłości jak mówiłam, tyle że Górale ubierają to wszystko w bardziej przyzwoite słowa aniżeli muzycy klasycznego disco. Za to Panowie Górale, co by nie mówić, kurwiki w oczach posiadają, zagadywać umieją. Skrzypcami, kontrabasami i swoimi silnymi głosami zdobywają dusze dziewcząt. Niestety i mi jeden wpadł w oko od razu we wtorek. Niestety miał zbyt olewczy wzrok i to mnie w nim pociągało.. no trudno, next time!



Drewno drewno, wszędzie drewno :3 ! (harmoszka w tle!)


Jakże mogłam nie zrobić zdjęcia tak oryginalnym Menu :D


9.Co zobaczyłyśmy, gdzie byłyśmy, co zdobyłyśmy i jakieś przygody?

W poniedziałek wyjechałyśmy o 7 zajechałyśmy na 14 i ruszyłyśmy na ogólny przegląd Krupówek, rozejrzenie się za najbliższą Biedrą, gdzie mam wrażenie że całe Zakopane do niej chodziło i żeby w miare szybko zrobić zakupy, ja stałam w kolejce, P . robiła zakupy i następnie ona stała za mnie a ja latałam za swoimi rzeczami. Tegoż dnia, również gadałyśmy z Panem góralem od oscypka , który jak się okazało, ma jakąś tam dalszą rodzinkę w mojej miejscowości :P

We wtorek pobudka o 6, szybkie ogarnianie, pakowanie. Woda 1,5 l , termos, polar, okulary, czapa z daszkiem- genialny, męczący dzień. Ruszyłyśmy do Doliny 5 stawów, aby wszystkie oblukać, po czym aż do Morskiego Oka, wykańczający dzień jak na 1 raz, pierwsze odciski u kumpeli, ból kolan, który ciągnie się do końca wyprawy, a ja bogu dziękuję za genialne swoje buty.
Pamiętam dobrze moment przy Wodospadzie Siklawa kiedy to wołałam P. która praktycznie non stop była pierwsza  i prowadziła drogę, gdzie mam postawić stopę, bo strasznie niewygodne kamienie były... no i ten wodospad tak sikał że i na kamienie leciało. Stawiam tą lewą stopę, potem prawą po czym ta prawa mi się obślizguje i zjeżdżam od 2 głazy niżej, normalnie obsrana byłam, spocona, pełna emocji, chwilę chłonęłam ...stresowało mnie to, kiedy za mną ktoś szedł i wiedziałam że sobie lepiej radzi i że mogę go przepuścić w trasie co czyniłam pierdyliard razy, chciałam za wszelką ceną być taka jak oni, szybka, jednak dla zdrowia warto być rozważnieszym. Mi się nic nie stało, ale co się strachu najadłam, to moje.

W środę nadszedł czas na nasze podstawowe plany wycieczkowe, czyli już wyższe partie górskie. Pobudka znów o poranku i tym razem zdobyłyśmy Czerwone Wierchy przed Dolinę Chochołowską chyba..
Wszystkie 4 szczyty zdobyte:

Ciemniak – 2096 m (fajnie było go ominąć i nie wiedzieć że na niego weszłyśmy już 10 minut temu i pytać się ludzi czy jest jeszcze przed nami czy za nami :D ) ale serio nie widziałyśmy tam żadnej tabliczki! +ten niepokój kiedy myślałam o tym pochmurnym niebie i że zacznie zaraz padać i o niedźwiedziach który zaraz nas zje :D

Krzesanica – 2122 m - "panie zobaczycie takie kopczyki małe, to tam!" OKEY. Może jego chociaż nie przegapimy. Ogromne głazy, ogromna wysokość, ogromna przepaść obok nas. Ja chodząca na kolanach i łapiąca się wszystkiego czego popadnie, ogromna mgła, halny wiejący z prędkością nie wiem czego, ale zmarzniętych rąk i bólu zębów przy piciu herbaty - niezapomnę ^.^ + mgła, głazy, chodzenie na czworaka i ogólnie zima poziom hard.
Małołączniak – 2096 m  - dalej hardkorowa zima, halny wiejący z każdej strony i ogólnie mleko i chmury.
Kopa Kondracka – 2005 m - tu już było zdecydowanie cieplej i jakże przyjemnie było zejść w niższe partie. Teraz tylko droga powrotna :3

No CHYBA  mi nie powiecie że nie wyglądamy z Martynką jak obce sobie osoby. Jesteśmy niemalże identyczne! Jak siostry!
Okey. nie mam gogli na glowie, sory. I jestem blada jak mąka.ale to standard.

W czwartek- Od Polany Chochołowskiej zdobywałyśmy tym razem:

-Grześ  - 1653 m - (mało metrów, ale las przez który szłyśmy i dwa razy ze szlaku zeszłyśmy bo nie widziałyśmy nigdzie namalowanej flagi spowodowało że ta droga na prawdę nie miła nam się wydawała, za to mili ludzie na szlaku, gromadki dzieci i uroczy Pan, który klnął na swoją żonę że go w góry zabrała, która już dawno była na szczycie z synem, a ten biedny Pan tłumaczył się że już za stary jest.). A tymczasem jemu po prostu kondycji brakowało i tyle ! :P

-Rakoń - 1879m. -  nieco wyżej, ale jakoś tego nie odczułam, przecudowne widoki, cudną pogodę miałyśmy. Powolny spacer z super widokami.

-Wołowiec - 2064 m - jesteśmy dalej w Tatrach Zachodnich..to był hardkor! Kopulasty i bardzo masywny. Końcowa wspinaczka i trudności przy samym szczycie powodowały moje masowe opadanie sił. A kiedy zobaczyłam panią stojącą i robiącą zdjęcia, nie omieszkałam krzyknąć do niej- "PROSZE PAAANII! CZY PANI STOI NA SZCZYCIE?   - TAAAK, DAWAJCIE, DACIE RADĘ!" - było podbudowujące !


Nie wiedziałyśmy tak naprawdę czy wejdziemy na niego czy nie..Była już godzina 15.00, jak zeszłyśmy z Rakonia, a tabliczkom na których był napisany czas, nie bardzo było jak wierzyć, bo nasze tempo im nie dorównywało, ale jednak się skusiłyśmy.
Kij z tym że potem na busika ostatniego się spóźniłyśmy 4 minuty! :D

W tymże miejscu czas na przygodę. Bo kiedy dowiedziałyśmy się o tym że jednak nie mamy tego busa, 2 chłopaków, zaoferowało się podwózką, że też dopiero wrócili i że czekają na kolegę, który jedzie do Kościeliska. Nie bardzo nas to ratowało, Zakopiańskie dziołchy, ale po swoich spojrzeniach zdecydowałyśmy że się zabierzemy. W ogromnym śmiechu i bólu policzków ze śmiechu zostałyśmy podwiezione gdzie? Oczywiście pod same dolne Krupówki finałowo :DD P.zostawiła telefon w samochodzie, który jej wypadł, ale szybko panowie zareagowali, po czym po 30 minutach odnalazł jeden z panów koleżankę na fejsie. Znajomość o ile mi wiadomo wciąż się rozwija, Panowie byli ze świętokrzyskiego województwa i częściowo z Krakowa, taka przygoda ! :)

W piątek - zwiedzałyśmy okolice Wielkiej Krokwi(jako fanka sportu musiałam tam pójść :)), czas na kupowanie pierdół i pamiątek, a potem wycieczka w stronę Doliny Białego, gdzie tuż pewnie przed Jej końcem musiałyśmy przerwać wspinaczkę, bo deszcz który napadał, spowodował na prawdę niebezpieczne śliskie kamienie. Zarezerwowałyśmy w drodze powrotnej bilety jednodniowe na  Spływ Dunajcem. Miałam do wyboru, Aquapark czy jednodniowa wycieczka, ale zważywszy na świeżość tatuażu, wolałam nie ryzykować.





W sobotę - intensywny początek. Szczerze? Zaproponowałam jednodniowy wyjazd do Oświęcimia w którym nie byłam, jednak partnerka stwierdziła, że była już w dwóch tego typu miejscach i ma zawsze po nich doła i to NIE SĄ MIEJSCA na urlop. OKEY. Przewróciłam oczami jak dzień jak co dzień i zgodziłam się na ten Spływ. Grzebanie się koleżanki spowodowało jedzenie śniadania w biegu, przepłacenie w carrefourze i w drodze aby zdążyć na 9 na busa turystycznego. Przemiły Pan i przemili ludzie i ekipa nam się trafiła. W głównej mierze osób po 60stce+ urocza para polaka i angielki, który nazywany był"tłumaczem". W ramach wycieczki było zwiedzanie dwóch kościołów(oba zamknięte z powodu deszczu bo są zabytkami), zamku w Niedzicy(zabrakło już biletów), park miniatur( drogi bilet, więc nie poszłyśmy...ale chociaż Spływ Dunajcem był świetny! Totalnie moja ulubiona chyba część tego wyjazdu. Pan Flisak prowadzący naszą łódką, miał tak genialną gadkę, że nie da się tego powtórzyć. Anegdoty, legendy, zagadki typu" po której stronie znajdzie się tamta góra za chwilę", gdzie połowa oczywiście w tym ja źle mówiła, no i ogólnie czarujący był tamten Pan, ciągle o nim myślę mimo że mógłby być moim ojcem -.-` ale to u mnie nie nowość przecie!


Trochę padało przed startem, ale w trakcie już nie :3


Jedna z anegdot Flisaka" Wiecie po co są te gałązki z przodu?" "NIEEEEE" " W razie jakby jakaś jedna osoba gdzieś się utopiła to reszta plecie z nich wieniec" <3  < no to już wiecie że zakochałam się w jego poczuciu humoru>


Pan zachęcający do Spływów. Sztywny trochę był




Koniec 2,5h Spływu :(


Harnasiowy szlak + w oddali zapora w Niedzicy z malowniczym chodnikiem poniżej :3







Nie wiem czy to można nazwać przygodami, ale jakimiś sytuacjami przyjaznymi na pewno:

-chłopak robiący sobie przekomiczne zdjęcia na szycie Rakonia, gdzie daje pokaz swojej siły fizycznej(brak potwierdzenia i zdjęcia)
- opatrzenie przez P. turysty schodzącego szybciej od nas i jego"oddam plasterek następnym razem!"
- znalezienie chustki dziecięcej, dogonienie rodziców i podziękowanie pani " uratowała nam pani urlop! dziękujemy!!" :p
- przygoda taka, że nie widziałam ludzi w sandałach i skarpetach, ale widziałam w trampkach i nie mogę sobie wyobrazić nawet mojego poczucia współczucia dla tych ludzi.
-w jednej z knajp, kelnerka spytała się mnie o wiek. ekhm. to również uważam za przygodę, od koleżanki już nie chciała dowodu, a na twarzy kelnerki malował się wyraz twarzy pod tytułem"boże, one są o 4 lata starsze ode mnie!)
-1 dnia, złapała nas ulewa, stoimy pod sklepem z pamiątkami,  P. mówi- stoimy tu? A ja mówię że nie, było już po 19, po czym P. mówi- okey to biegniemy ile sił dotąd aż usłyszymy góralską muzykę  :p
-Pan na Małołączniaku do nas- "Zrobię Wam zdjęcie, ale obliżcie usta, ładniej wychodzą! :D "-fakt, ciągle miałyśmy suche, mimo pomadek.
-Ojciec wchodzący na Grzesia -"boże, nie mam już siły, no nie dam rady!"
"ależ da Pan!" - mówimy z koleżanką uradowane wysiłkowymi endorfinami
-"no nie dam rady, mówię Wam, ja tu za chwilę zawału dostanę i serce mi stanie"
Po czym jego dwie małe córki z rozbrajającą szczerością i zwykłością- "tato, masz zawał? serce Ci stanie? Serio, ale numer"    ;D ;D


A teraz porcja zdjęć ogólnych z oczywiście tłumaczeniami co to jest.


Miód Pitny - rozkosz dla podniebienia dla mojej towarzyszki. Dla mnie. Nie rozumiem zachwytu.




Konikowy świat, czekając na ciężkie toboły i ciężkich ludzi nie mających"siły" dojść na Morskie oko.




Dużo robiłam zdjęć potokom i ogólnie wodzie. Zakochałam się w tej czystej wodzie z której napełniałyśmy butelki i myłyśmy twarze. Coś cudownego wytwarza natura. Poza tym strasznie uwielbiam szum wody, uspokaja mnie.

 Żarełko nasze na tydzień :D (moje zaczyna się od jabłek w lewo zaznaczam xD)



Lasy lasy, i ciągle zielono, balsam dla oczuuuff :3

Kuulleżaneczka może nie życzyć sobie upubliczniania twarzy więc gdzieniegdzie pozmieniałam ją. Ładna jest. Tutaj przy Wodogrzmotach Mickiewicza.


Maszerujemy ochoczo, pełne sił. Jeszcze. I bez odcisków i bólu kolan.



Wodospad Siklawa, czyli ten moment kiedy kamienie były śliskie i mi prawie serce stanęło



oh, jaka ja romantyczna, kto by myślał ^.- ( nie, nie chodziłam no stop w niebieskiej bluzce, miałam jeszcze żółtą. Jedną.)


jeden z dziwniejszych momentów w drodze na Morskie Oko, taki niepozorny śnieg, a ciśnienie mi równo podskoczyło i szłam jak łamaga :P




Dalej trochę nie mogę uwierzyć, że serio widziałam takie widoki na żywo.


Próbowałam zrobić śmieszkową  i wyluzowaną pozę przed stresem pierwszego wchodzenia na wyższe partie. No właśnie. Próbowałam.


Flora Tatr. Te linki wyżej, to specjalne maty które się rozkładają w przyrodzie i nie można było ich deptać.




Ciesze się ,że choć częściowo mogłam przed kuuleżanką trzasnąć wiedzą na temat kamiennych kopczyków. Część osób układa kamienie na szczycie, żeby przekazywać „tu byłem”. Hmm… Jest to pozytywna alternatywa w porównaniu do pozostawiania podpisów czy wątpliwej jakości graffiti. Inni budują kopczyki w miejscach, gdzie zginęła znana im osoba. Nieliczni traktują to jako swego rodzaju modlitwę – symbol na miarę zapalenia świecy, tylko że trwały.

W Himalajach o czym wiem z książek postawione przez wędrowców górskich kopczyki to najprostsze budowle sakralne (na wzór „stup”). Ciekawa legenda dotyczy kamiennych kopczyków ustawianych w norweskich górach. Podobno są to zamienione w kamień trolle, które nie zdążyły uciec przed pierwszymi promieniami słońca. Słyszałam również że mają przynosić szczęście. A więc i my ustawiłyśmy swój- z prawej :) W Tatrach najczęściej widać je na Krzesanicy.




Małołączniak(2095m. n.p.m.) - pytając osoby fotografującej się ze znakiem, dlaczego jest ten znak tak obdrapany(pomyślałam o niedźwiedziu - nie śmiejcie się), dowiedziałam się, że w zimę ludzie nie wiedzą co zdobyli, wszystko zamarza, dlatego obdrapują. A  ludki którym robiłyśmy zdjęcia wyciągnęli flagę  Radomia. Eh, a ja nie wzięłam swoich 2 flag z herbem miasta, buu.


Trochę zimno trochę wysoko i trochę jesteśmy w chmurach. Marzenie o byciu stewardesą - mission completed!



Dzień dobry to ja. Tak, chodziłam tydzień w jednych spodniach, ale jakże wygodnych. Nakrzyczcie na mnie.


Piernik w schronisku i grzane wino podane w zwykłej szklance ! :D Epickie!


Mądra myśl -" Szukaj więc wciąż swoich gór i dolin, nie zadowalaj się tym co już zdobyłeś. Zobyte już się nie liczy"

Koteł ze schroniska z rakiem :[


Tutaj odprawiałam dzikie modły. Na dzikiej polanie. Na dziko grzejącym słońcu. Siedząc na dzikich ogromnych czerwonych mrówkach. Na prawdę, są tam giganty.



Kot spacerujący po prawie szlaku. Pewnie uciekł z Bacówki bo musiał zaznać "powietrza". Ogarnięty, dał się pogłaskać.






Wołowiec Wołowcem, ale..jak ja z niego mam zejść i przeżyć?!
A
Już wiem.
Na dupie.
Jak zwykle.


Najbardziej urokliwa roślinka Tatr- dzwoneczek :3

Pan Wielbłąd idący z karawaną na plecach, czyli malutkim dzieciątkiem. A i tak oczywiście nas wyprzedzał. Jak wszystko co się ruszało.
Łącznie z powietrzem.

Szarlotka góralska z jagodami. Dzika rozkosz w schronisku za 6 zeta


"W górach chodź zawsze tak, aby nie gubić znaków" - Jan Paweł II. - zdjęcie na ścianie w schronisku






Ogłoszenia górskie, może się załapię? :D  Bez ryzyka nie ma zabawy, po Tatrach czas na Annapurnę! (taki suchar)


Damski Chill- na Dolinie Białego takie wyryte cudo


Korzenie tez mi się bardzo podobały


Jedyne zdjęcie warte uwagi z kolejki na Kasprowy, a raczej już z Kasprowego. Bo byłam tak obsrana jadąc nią, że chyba nigdy więcej. Bilet pognieciony z nerwów. A ja głupia do Energylandii chciałam jechać..ekhm!


Jedyne również sensowne zdjęcie z Gubałówki. Bo nic nie było na górze widać. I nie, góry mi nie zasłaniały.


Szyszka orzechowa! Pierwszy raz to jadłam ale było niezłe!


Aguśka, drogo się cenisz. Tanio skóry nie sprzedajesz.


Wehikuł czasu, czyli Back To The Future- reklamujący beach & bar La Playa

Giewont, na którego może kiedyś się odważę wspiąć
.

Na pewno nie wiedzieliście dlaczego lasy potrzebują martwych drzew! o!


Nostalgicznie w drodze już do domu. Okolice Radomia.

Niee ależ oczywiście! Nic a nic się nie opaliłam. Do tej pory mi złazi. Już tydzień


Moja Zakopiańska zdobycz, a raczej cuś co na każdym kroku było -chusta krótka niebieska. + kupiłam sobie pocztówki, ale to wiecie, bo od zawsze jak gdzieś byłam to j kupowałam + 3 rodzaje oscypków- owczy, zwykły i wędzony, bransoletkę czerwoną na rękę i skarpety takie długie ciepło. Kiedyś zrobię fotę.



Tak myślę sobie, że chyba czas na koniec wpisu. Cudnie było jeszcze raz przypomnieć sobie wszystko co się tam działo. Z pewnością wróce jeszcze nie raz w góry, ale może w nieco bardziej mi sprzyjającym środowisku :) Na koniec 4 krótkie filmiki.
1 i 2 to wspinanie się, 3 to Flisak który jak już wiecie mnie oczarował a 4 to podróż busem i widoki za oknem .

Mam nadzieję że relacja w miarę się podobała i ciekawie została opisana. Wszystkie zdjęcia są moje, niestety kuleżanka nie dostarczyła mi jeszcze swoich dobrej jakości.

Dzięki temu wyjazdowi na pewno stałam się choć trochę bardziej śmiała do obcych ludzi. Np. o spytanie o drogę czy o coś czego nie wiem, ale także bardziej spokojna i cierpliwa. Cierpliwość w stosunku do towarzyszki podróży. Czy nabrałam chęci na dalsze takie wypady mimo kilku złych sytuacji? Nie, nie odebrało mi to chęci. Jeszcze z większą pasją  czytam i smakuję podróżniczą literaturę i mam dobry humor od poniedziałku po powrocie. A to, że z partnerką do siebie nie piszemy tak jak dawniej - trudno. Musimy od siebie odpocząć. Wszystko ma swój czas, a mi to jak najbardziej pasuje *_*

Enjoy!

xoxo








A na koniec posłuchajcie cudownej Findlandki -Aurory. Czyli kawałka który towarzyszył mi w drodze. Piosenka pochodzi z drugiej części płyty M. Wojciechowskiej"W drodze"




Wiesz, że uczymy się w niej, ale miejsce chcę zająć
życzyć Ci słonecznej prawdy,
jest jeszcze kawał czasu,
aby wrócić do domu, zrobić nam kompletny plan, ty i nikt inny.

2 komentarze:

  1. Uwielbiam góry, najlepiej jeśli są ośnieżone, a ja mogę zjeżdżać na snowboardzie <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurcze, mam wrażenie że większość ludzi bardziej przepada za górami niż za ich rywalem- morzem :D

      Usuń