piątek, 2 czerwca 2017

British streets

Dzisiejszy post, jest podyktowany ostatnimi dwoma dniami w których zadziała się niesamowita rzecz. Mam nadzieję, że spełnię jedno ze swoich marzeń za niecałe 3 miesiące!


Nie jestem pewna czy powinnam zapeszać czy nie, ale wiem jedno - opadły mi te buzujące początkowe emocje i myślę, że powinnam się z Wami podzielić tą myślą.
2 dni temu napisał do mnie kolega z propozycją wyjazdu do Londynu na 4 dni, gdzie w sumie ponoć 2 pełne dni mamy sobie po nim łazić. A ja jak gdyby nigdy nic, zgodziłam się, przemyślałam sobie już na chłodno następnego dnia i nie dostrzegłam żadnych przeszkód aby nie jechać. Po prostu jak to mój kolega mawia- życie to sztuka ustalania priorytetów.
A więc, miałam do wyboru, czy może, kolejne spotkanie z koleżanką gdzie wydajemy kasę bez umiaru w pubie co jakiś  czas, czy może koncert Capital Of Rock we Wrocławiu gdzie zagra m.in The Prodigy.
Mając do wyboru czy zwrot który przyszedł mi z pitu wydam go na coś koniecznego jak karta miejska czy może konserwacja roweru, zdecydowałam że wybiorę przyjemność jaką jest tatuaż, ale która kiełkowała już we mnie dosyć długo.
Cały czas się uczę tego, aby nie podejmować decyzji pod wpływem emocji, aby ochłonąć, aby nie kupować rzeczy gdzie wiem że jest to chwilowa zachciewajka, ale nie jest łatwo, ale każde doświadczenie czegoś nas uczy, czy to pozytywne czy to negatywne w szczególności.

Myślę, że mogę wziąć pod uwagę mały cud. Bo tego samego dnia dostałam informację w robocie, że mam jeszcze urlop do wzięcia, a że nie przeszkadza im to że 3 osoby w tym samym czasie będą na urlopie to bez wahania zgłosiłam swój pod koniec-lipcowy termin. Wczoraj kupiłam bilety na busa do Modlina który jedzie spod Pałacu Kultury 40 minut i szczęśliwa i nie mogąca wciąż uwierzyć w swoje szczęście głośno krzyknęłam - fakjeeee!
Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że i na tym blogu wspominałam o tym i kilkakrotnie sobie obiecywałam że choćby się waliło i paliło, to pojadę tam nawet na dzień, żeby przed 25 rokiem życia być w tym miejscu  o to dreams come tró! :3



Wiadomo, 2 dni to nie jest wiele czasu na zwiedzanie. Ale biorąc pod uwagę że jadę z osobą, która była już tam i pewnie nie będzie mieć ochoty na zwiedzanie pewnych miejsc na które ja mam ochotę i wiem o nich, nie będę się kłócić, bo życie to sztuka kompromisu także!
Jest całkiem spora liczba podróżników czy turystów zwykłych, którzy właśnie na swoich blogach opisują jak zwiedzali stolicę UK w 2 dni. Ale terminarz mieli ogromnie napięty, sądzę że z racji rodzinnych stron kolegi- tutaj tak nie będziemy mogli zrobić.


UK jest naszpikowane tym co znamy z muzyki i z filmu. Każdy róg ulicy, nazwy ulicy, kawiarnie, puby, które widzimy w telewizji, istnieją również na żywo, dopóki nie zobaczymy tego w świecie realny, trudno jest nam w to uwierzyć. No dobra, przynajmniej mi jest.

Londyn... myślisz - 2 miliony Polaków, Big Ben, Elżbieta II, funty i czerwone autobusy z London Eye. A ja Wam mówię -Oasis, Sex Pistols, Beatlesi.

1.Battersea- opalana węglem elektrownia która znajduje się na południowym brzegu Tamizy. A co w niej takiego muzycznego? Ano choćby słynna okładka płyty"Animals" Pink Floyd z latającą świnią :)
Po lewej okładka - z prawej oryginał

 













2. Primrose Hill  z Abbey Road -  tu nie trzeba wiele tłumaczyć. Beatlesowska moc. Z Primrose w Regent`s Park rozciąga się podobna najpiękniejsza panorama miasta i tam właśnie  rozmawiał o Bogu i życiu Paul Mccartney ze swoim przyjacielem.
Na Abbey Road, która jest jedną z najczęściej chyba wykurzających kierowców ulica, gdzie co 5 sekund muszą się zatrzymywać, bo ktoś chce przejść śladami wielkiej czwórki, po słynnych pasach z okładki płyty




3.Soho, Wardour Street- dzielnica głównie kojarzona z narkotykami, procentami, paniami do towarzystwa,  różnorodnością i homoseksualnością. Zakamarki tej uliczki muzycy i rockmani upodobali sobie ją bardzo dobrze.
Klub Marquee który się tam znajduje, dostąpił zaszczytu występu wielu gwiazd. To tam m.in Hendrix wykonywał cuda ze swoją gitarą. Dla publiczności poświęcał się David Bowie. Brian Jones, jeden z członków The Rolling Stones rozpoczynał tam karierę i wielu innych. W 2008 roku jednak budynek został sprzedany a kultowy klub został przeniesiony na Charing Cross Rd.

4.Frith Street -  i lokal Angelucci`s w który bohater słynnego "Wild West" Dire Straits kupował kawę.

5.Berwick Street - młodzi gniewni muzyki wschodzącej Britpopowej - Oasis. To na tej ulicy właśnie została ukazana droga na okładkę ich kultowej płyty - Whats The Story Morning Glory. W ramach ciekawostki powiem, że ulica ta słynie z rynku owocowo-warzywnego.
ps. śmieszne to jest, ale właśnie włączyłam sobie brytyjską playlistę  i jak piszę tu teraz o Oasis to właśnie zaczynają grać!

6. Denmark Street -   tuż przy tej ulicy swoją karierę rozpoczynał Elton John. Nagrywał swoje piosenki w jednym z małych studiów. Do dziś ulica ta, nie straciła swojego muzycznego charakteru ponieważ został wybudowany tam sklep muzyczny.

7.Carnaby Street -ulica różnej kultury, muzyki, hippisów. To tutaj z The Who  mieszkał Pete Townshend, a kwieciste koszule nabywali Stonesi. Mccartney poznał swoją żonę Lindę.

8.Kensington Road- Royal Albert Hall - ta sala koncertowa od zawsze na zawsze będzie robić na mnie wrażenie. Gwiazd które w niej występowały, nie da się zliczyć. W 1963 roku miał miejsce jeden z najsłynniejszych koncertów - Stonesi wystąpili razem z Beatlesami :)
9. Whitechapel i Theatre  Drury Club -  kraina słynnego Kuby Rozpruwacza.
Kto nie kojarzy gościa, po krótce wyjaśniam!
 Kuba to był koleś który swoją działalność jeśli tak można to nazwać rozpoczął koło 1888 roku, kiedy to po północy polował na prostytutki a Londyn wprowadzał w świat grozy i psychozy.
O Drury Club wspomniałam, ponieważ ofiary Rozpruwacza, chodziły tam i zamawiały sobie złocisty trunek.



10. Camden- dzielnica też ponoć bardzo znarkotyzowana, ale to tyle wiem z mediów, na żywo nie doświadczyłam. Ale myślę że warto zahaczyć o Camden Square, przy której znajduje się dom Amy Winehouse.

11.Harrow Road- to tam mieści się budynek Mute Records, wytwórnia muzyczna założona w 1978 roku, gdzie swoje płyty nagrywali m.in Depeche Mode, Nick Cave, Laibach, Buzzcocks, Moby czy Sonic Youth.


Wymieniłam tylko 11 ulic, dzielnic gdzie można spotkać muzyczne ślady, ale jest ich znacznie, znacznie więcej..

 Na nadchodzący tydzień coś optymistycznie depresyjnego, oczywiście brytyjskie The Smiths

Enjoy!

xoxo


Zachowujący się 'ponad swój stan' chłopiec
Który nigdy nie znał swojego miejsca
Rzekł "zwróć pierścienie"
On wie tak wiele o tych sprawach
On wie tak dużo o tych rzeczach

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz