niedziela, 7 maja 2017

NEW ALBUM - KASABIAN

Szósty album w dorobku Leicesterowiczów nadszedł. Nie powiem żeby czekała z jakimś full full podekscytowaniem, ale czekałam. Bo to w końcu misie pysie moje. Nie powiem też że wreszcie nadszedł bo w przypadku tego zespołu wydawanie płyt odbywa się dość regularnie. Jak się spisali z płaczącym panem na okładce. Zobaczmy.


Przyznam szczerze, że uwielbiam ten moment, kiedy mogę pisać reckę  nowego albumu ulubionego zespołu. Przemaglować, przerobić każdą piosenkę i słuchać jej dopóki nie skończę i nie wyłapię smaczków zawartych w każdym zakamarku utworów.


Okładka albumu, która z początku wzbudzała nie małe kontrowersje, przyjęła się odkąd usłyszeliśmy pierwsze single. A raczej 2 single bo 3 singiel wzbudził w moich głęboko osadzonych szarych komórkach wątpliwości. Okładkę zaprojektował niejaki Aitor Throup, Argentyńczyk, którzy współpracował już przy przy płycie Velociraptor, ale także z artystami takimi jak Damon Albarn(kolejny dowód na to jak muzyczna rodzina jest mała i każdy jest z każdym powiązany), Flying Lotus czy Stone Island.
Na zdjęciu mamy przedstawionego Ricka Grahama, płaczącego komputerowymi łzami. Tyle wiem o tej osobie.
Album oficjalnie miał ujrzeć światło dzienne już 28 kwietnia, ale został zepchnięty na datę tydzień później, prawdopodobnym jest że ze względu na premierę płyty Gorillaz" Humanz".

Album podstawowy zawiera 12 kawałków, na którym zdecydowanie czuć wpływ końcówki Velociraptora(album który był moim zdaniem przełomem do zmian w ich twórczości), ale i 48:13, które słychać choćby w kawałku All Trought the Night i jest tak senne jak mój humor przy jedzeniu zupy z flakami yy. Ale i motyw pod koniec kojarzy mi się nieco Neon Noon i... z Ojcem Chrzestnym.

 III Ray(The King), podoba mi się, jako rozpoczęcie albumu, jako kawałek średnio, kwestia wsłuchania się z pewnością.

You`re Love With a Psycho - pierwszy utwór z nowej płyty, nad którym fani rozpływali się niczym maczając palce w nutelli czy dżemie truskawkowym...utwór do którego czyżby inspiracją był sam wokalista Tom? Ciężkie jest życie muzyka, kto łazi na koncerty, kto choć raz był na backstage`u doznał tej namiastki tego życia. Tego wysiłku. Jak przyznaje Kasia Gawęska, dziennikarka Onetu, Tom miał wiele zawirowań w ubiegłym roku. Ponoć rozstał się ze swoją partnerką po czym pogubił się po śmierci przyjaciela. A Serge wziął ślub. Dwóch kolegów z pracy o tak przeciwstawnych wartościach życiowych które ich spotkały. Nawet nie chcę sobie wyobrażać jakie to musiało być ciężkie, kiedy osoba cierpiąca widzi drugiego zadowolonego człowieka. "Maybe this way we'll find a solution of problems
Oh, to love we gotta find love" - może trzeba najpierw rozwiązać problem jak pisze Serge i znaleźć miłość ?


Twentyfourseven, to taki typ gdzie uwielbiam kiedy Tom z Sergem śpiewają razem. Gdzie słychać gitarę i piękne echo. I wpływ Acid Turkish Bath.

Good Fight to już takie 48:13, tak pomyślałam. Ale i słychać Man of Simple Pleasures. Czyli coś co  zachwyciło mnie bardzo. Owszem, ładne to jest, ale nie znajduję jakiś bardzo plusów. Dlatego też myślę, że prawdziwe życie zaczyna się po Wasted.


Wasted wg mnie jest tak Beatlesowe że bardziej być nie może :D O ile nie jestem przekonana do zwrotek, tak refren już jest bardziej. Utwór o zarumienieniu koloru róż. Romantyczny jak pocałunek w maju w Polsce w deszczu. Pizzorno wziął ślub w tamtym roku, a więc czego owocem zapewne jest ten utwór.
 A że też no wiecie, lubię czwórkę z Liverpoolu to na prawdę wpadł mi w ucho.

Niemalże 30 sekundowy trąbkowy wstęp do Comeback Kid, którego przyznam szczerze, wcześniej nie doceniałam, a dopiero zyskał wspaniałą miarę gdy posłuchało się wraz z innymi kawałkami na albumie. To mój faworyt, zdecydowanie. Miałam cichą nadzieje że The Party Never Ends uratuje go i zastąpi, ale nie, podpasował mi i koniec. Bo to tamburyno, bo Tomka melodyjny głos. Odrobiny elektroniki tutaj też nie może zabraknąć bo taką oferuje utwór pod samo koniec przy śpiewaniu Pizzorno. Jak dla mnie 4:20 to zdecydowanie za mało, bo ja mogę gwałcić replay tutaj i nie mieć moralnego kaca.

The Party Never Ends - uwierzcie mi, bądź nie, ale moja słowiańska dusza chyba się odezwała, czy romska czy cygańska. Bo nie oszukujmy się , ale słychać coś w nim takiego właśnie bałkańskiego wręcz. Nawet śmiem rzec że Party Like A Russian Robbiego Williamsa tu znajdę.
 I rzadko się moi drodzy zdarza, że przy przesłuchaniu połowy utworu, ja klikam serducho na laście. Bo tak mnie złapało. Zauroczyło, zakochałam się.

Najdłuższy numer na albumie wynosi prawie 8:30, a zwie się on Are You Looking For Action.
Tak ciężko ocenić mi ten utwór, nie wiem co o nim myśleć. Pierwsze dwa przesłuchania były totalnym nieporozumieniem, nasza nić została przerwana, między moim sercem a ich muzyką. Co to w ogóle jest i dlaczego ja go nie rozumiem. Nie rozumiem Cię, Panie Pizzorno, Pana, który jest Pan tak miły przy robieniu sobie z fanami zdjęć, tak, Pana, który balansuje między disco i rockiem. A i jeszcze religią Talking Heads!
 WAT się pytam. Ale powiem Wam, że z dłuższym przesłuchaniem nabiera to barw. Ale jest to takie tęczowe, taki kalejdoskop w głowie że głowa mała.

Sixteen Blocks, to jeden z tych kawałków, gdzie gwizdanie dodaje mu tylko uroku, zdecydowanie powinno się go słuchać na słuchawkach i zrobić głośniej. To ten typ utworu gdzie rusza się głową jak w transie i słychać tak wiele dźwięków, że trzeba naprawdę się skupić. Ale jest dobry, serio. Teraz po tym kiedy przez 2 tygodnie leczyłam się z koncertu i twórczości King Dude, widzę w tym utworze Jego namiastkę - czyli mroczny głos Tomasza :)

Bless This Acid House - mogłabym potraktować jako dobry rock`n roll! Ulubiony utwór Pizzorno tym samym. Melodyjny głos Tomka, drapiące gitary, gdzie czuć powiew takiej pozytywnej muzyki, optymistycznej z domieszką Comeback Kid. Takie stare dobre Kasabianki, takie śmieszki w których gitara i tamburyno to fantastyczny osiągalny efekt. Jest po prostu jak dobra impreza po smacznym obiedzie :D

Put Your Life On It - komu nie skojarzyły się pierwsze dźwięki z Arctic Monkeys "Do I Wanna Know" niech pierwszy rzuci kamieniem. Ale i taką przyjazną Beatlesomanią. Utwór również o zabarwieniu West Ryderowym, tzn, czuję wpływ tej płyty w nim. Jest miłym zakończeniem tego albumu. Powiedziałabym w sumie że dziwnego albumu. Jest dziwny, bo myślę że pierwsza część albumu jest tak zróżnicowana, a potem dla mnie nabiera znaczenia druga część albumu, jest fajniejsza i bardziej do mnie dociera, rozumiem ją.

The Guardian napisał że ludzie wciąż myślą o tym, że indie rock łączy się głęboko z zaburzeniami psychicznymi czy innym zdrowiem psychicznym (o.O). Faktycznie- muzyka mnie uspokaja.
Nowy album oprócz psychicznych tematów, porusza niepoprawności polityczne i zbrodnie przeciwko surrealizmowi. 3/5gwiazdek

NME wspomniał że w jednym z wywiadów Serge, pisarz tekstów na albumów powiedział iż nowy album jest prostszy, nie tak skomplikowany. Są kawałki na miarę Fire, ale są też proste jak Club Foot, hymn uniwersytecki z 2004 roku. Serge napisał album w poczucie ogromnego obowiązku, pilności, czyli w 6 tygodni. A album ocenili 4/5 gwiadek.

Clashmusic - napisał że kilka dni przed premierą, że miał być to gitarowy przełom w karierze, ale wg nich taki jednak się nie stał. Dla twórców serwisu, bo co by nie mówić, ale jeżeli jedna osoba decyduje się na recenzję na jakimś serwisie, to typowy fan, mierzy cały serwis taką samą miarą. Że oni wszyscy pewnie tak samo sądzą. Przeszkadzają im słabe utwory jak Wasted czy Put Your Life On It, za wolne, za mało ostre. Są krytyczni i uważają że dla fanów niewiele tu jest w tym albumie do polecenia. Nie ma zaskakujący elementów. Jest to album, ale który przeszedł dużą awarię. 4/10 gwiazdek.

Powołałabym się jeszcze na  Crack Magazine, IrishTimes czy Standard.co.uk, ale to co tam wypisują, nie nadaje się do publikacji u mnie. Bo tak besztają, ale wierze w to, że nie siedza tak w muzyce, a napisali tak bo musieli. Fajna jest konstruktywna krytyka, a nie za przeproszeniem z dupy, aby tylko zwalić. Nie zgadzam się.

Ogółem oceniam album 8/10. Nie jest to majstersztyk jak w przypadku ich pierwszych albumów ale cudownie się słucha wielu kawałków.


Warto zaznaczyć że wersja deluxe to na prawdę full wypas. Zawiera w sobie 15 kawałków z  King Power Stadium, czyli stadion piłkarski położony w ich rodzinnym Leicester, nagrany 28-29 maja 2016 roku  i powiem Wam że cudnie się go słucha, to stadionowe które zaczęli tworzyć, zagadywanie do publiczności...ma w sobie niesamowity no właśnie.... Power i ciarki są, piękne wstępy i zakończenia utworów :)

No i pamiętajcie tak na koniec że życie jest jak brokuł, jeśli nie spróbujesz, nie dowiesz się jakie jest ohydne i śmierdzące i trafi Ci się nawet w najgłupszej grze. Tak, nienawidzę tego warzywa.

Z serii Agnes Coelho. I tak wszyscy spotkamy się w piekle ale wpierw w psychiatryku.


Enjoy!

xoxo


Przebija się przez najczarniejszą dziurę
Przemoc nadchodzi, nadchodzi, nadchodzi
Odsuń się
Ta stalowa kulka
Przebija się przez najczarniejszą dziurę
Przemoc nadchodzi, biegnę, biegnę

ps. nie mogłam nigdzie znaleźć jakże fantastycznej wersji Days`ów, gdzie są momenty z Ojcem Chrzestnym, ale zrobie wszystko aby ją znaleźć i ściągnąć, bo jeszcze jest tak cudowneTake Aim przy którym rozpływam się i jestem kałużą rozpaczy zmieszanej z krwią :,,))


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz