niedziela, 5 lutego 2017

RECENZJA - RINGO

Odkąd na rynku wydawniczym pojawiła się książka o najsłynniejszym perkusiście, człowieku który wyznaczył rytm w pewnej epoce muzycznej, od razu wiedziałam że to kwestia czasu kiedy będzie już moją własnością ( w tym wypadku ten okres czasu to było 5 miesięcy).




Richard Starkey, bo tak oryginalnie nazywa się nasz "czwarty"Beatles - a czwarty bo jak wiemy, dołączył jako ostatni do składu, od zawsze był moim ulubionym..z początku tylko dlatego, że wydaje mi się być najprzystojniejszym i z największym poczuciem humoru chłopakiem. Z czasem pojawiło się moje uwielbienie do instrumentu perkusyjnego i także to też zostało dopisane do listy jako punkt drugi do kochania się w Ringo. Powinnam w sumie jako trzeci wymienić że z Ryśkami w życiu to ja będę chyba mieć już zawsze do czynienia...biorąc pod uwagę, że ulubiony członek R+ również zwie się  Richard, biorąc pod uwagę #2- że mój tata to Rysiek, biorąc pod uwagę #3 - że mojej najbliższej duszyczce, kumpeli przytrafił się  rodem z (sic!)  Liverpoolu dobry kolega Richard   =  KURDE, to wszystko musi coś znaczyć i przypadkowe to nie jest, przyznacie ? Za dużo ich w życiu mym ?



Książka bardzo ciekawa, dla kogoś kto może nie przepada za ich muzyką czy w ogóle muzyką z tamtych lat, nie będzie to ciekawa pozycja, ale pozostałej reszcie, polecam. Żanetakaleta. A tak już całkiem serio..

Ringo był przeogromnie chorowitym dzieckiem, jeżeli nie popadał w choroby, to konsekwencją niewyleczonych chorób były powikłania czego wynikiem było dzieciństwo spędzone w czterech ścianach i późniejszy w dorosłym życiu dyskomfort do szpitalnych korytarzy.
Biografia ta, niestety nie jest książką autoryzowaną, czyli w skrócie- główny zainteresowany - nie bierze odpowiedzialności za to co w niej umieści autor. Kiedy przeczytałam to, trochę się zdenerwowałam, ale i ucieszyłam że Ringo tak pilnuje swojego życia prywatnego(btw, ale i tak mam nadzieję, że za pare lat odbije mu palma kokosowa i jednak na dzierga coś swojego, takiego od siebie ?) 
Mimo tego, że Ringo nie włożył swoich 5 groszy do tej książki, to jest ona bogata w wiele informacji i wiele rzeczy można się z niej dowiedzieć.



Jak każda przeciętna biografia, rozpoczyna się od dzieciństwa, chorowitego jak już wiecie, gdzie jest dość obficie opisane. Rozbite małżeństwo rodziców, nie wpłynęło dobrze na psychikę młodego, więc postanowił rzucić szkołę i oddać się muzyce, która to okazała się zbawienna na skaleczone serce przyszłego bębniarza.
"Ritchie" wraz ze swoimi wrodzonymi zdolnościami do instrumentów perkusyjnych i byciem leworęcznym w sposób charakterystyczny wtopił się w ten świat. Zawsze wesoły z iskierkami w oczach i dziwacznym sposobem trzymaniem pałeczek w dłoniach wywijał cuda i zdobywał przychylność mu bliskich osób.

Nie ukrywam, że to jedno z moich najbardziej ulubionych zdjęć, jest na nim po prostu najpiękniejszy w swojej prostocie :3

John, Paul i George nie byli zadowoleni ze swojego pierwszego poważnego perkusisty - Pete`a Besta, więc John zaproponował pozostałym Ringo. O ironio, że największy"wróg' Ricza w zespole - czyli Paul, przeżył razem z nim i dalej tworzą swój repertuar i wielokrotnie pokazali się opinii publicznej na wspólnych występach i niekoniecznie charytatywnych czy galach rozdań nagród.
W późniejszym okresie George również zaraz po Johnie Jego bratnią duszą.
Samo to, że niby jest największym śmieszkiem w tej czwórce, duszą towarzystwa wręcz, ale i jednocześnie outsiderem, ponieważ wiele z Jego kompozycji, nie znajdywało miejsca na albumach; także wielokrotnie nie brał udział w tworzeniu kawałków.

Wszechobecny znaczek Victorii oznaczającej gest zwycięstwa, który w pewnym sensie stał się jego znakiem rozpoznawczym. Jest taki śmieszny fragment w książce gdzie jedna z osób go wspominających mówi o tym, że na jednej z uroczystości mówiąc 3 zdania wplótł w nie zgrabnie słowa pokój i miłość np." Dzisiaj mogę powiedzieć, że jestem jednym z tych ludzi na ziemi, pokój i miłość, który jest najszczęśliwszy. Lata spędzone z The Beatles, nie uważam za stracone, otworzyły mi bramę do artystycznego świata pokój i miłość ". Coś mniej więcej takiego, wypowiedziane ciągiem, śmieszą :D


Podczas sesji nagraniowych Paul wraz z Johnem, próbowali wpoić młodego Beatlesowi nowy sposób gry na perkusji, ale ten mając szerszą wiedzę na temat gry na tym instrumencie, skutecznie sprzeciwiał się argumentując to totalnym widzimisię pozostałych kolegów, którzy nie zdawali sobie sprawy że pewnych sekcji, nie da się po prostu na raz zagrać, a jak wiemy Ringo posiada dwie dłonie, nie dziesięć.

chyba.

Ringo nastawiony pokojowo do świata, skromnie akceptował wszystkie prośby i wymagania kolegów, zdając sobie świetnie sprawę z tego jakie miejsce jest w zespole. Ale ileż można być miłym i ciągle być na czyjejś łasce? Mimo że sama jestem świetna w ukrywaniu emocji i tego, że wiele rzeczy mi nie pasuje a mimo to nie marudzę, to w pewnym momencie człowiek po prostu już traci swoje siły i wybucha.
Pierwsze poważniejsze kłótnie pojawiły się przy nagrywaniu Sgt. Pepper’s Lonely Hearts Club Band, gdzie wg. Ringo już wtedy postanowił odejść. Można w sumie odnosić takie wrażenie, że mimo wcześniejszych zapewnież kolegów z zespołu o byciu świetnym perkusistą...w rzeczywistości tak o nim nie myśleli i życie gwiazd jest pełne zakrętów, kłamstw i niedomówień. A podobno wystarczy rozmawiać, najlepiej otwarcie. A jak wiemy proste to nie jest.
Ale pamiętajcie, bycie miłym to przekleństwo, a najgorsza prawda jest lepsza od kłamstwa.

Już na początku 1970 roku Ringo rozpoczął swoje imprezowe życie, kiedy to popadał w alkoholizm i narkotyki, jednakże kilkakrotne próby rzucenia nałogów w końcu doszły do skutku.
Na pewno nie zwolnił tempa, mimo że przyjaźnił się z Keith Moon(perkusista The Who), Markiem Bolan (T.Rex) czy Harrym Nilsson.



Miłym zaskoczeniem dla mnie była informacja o tym, że Phil Collins - wokalista i perkusista Genesis, mimo że jest młodszy o 11 lat od Ringo, to podkreślał zawsze że uwielbia ten zespół i pojawił się na jednym z koncertów kiedy do The Beatles rozpoczynali swoją karierę - oczywiście nie znając prywatnie chłopaków. Wziął także udział w słynnym filmie Hard Days Night- za który Ringo był bardzo chwalony, a szczególnie za swoją naturalność i jakby jego drugim powołaniem było aktorstwo, czego da przykład w dalszej karierze) Poczułam takie ciepło w sercu czytając wtedy ten fragment, że kurde- muzycy, artyści, to jedna cholerna, pieprzona rodzina, Każdy się z każdym zna i przypadkiem czy nie, jeden na drugiego trafia. To urocze.

Czytając końcówkę książki nie byłam w stanie zliczy w ilu produkcjach filmowych wziął udział, ta liczba serio jest imponująca, od małych epizodów bo role drugoplanowe i tak obliczyłam na oko jest ponad 25.


17 nagranych albumów na przełomie 1970-2015 roku to liczba również robiąca wrażenie.

Dzięki tej książce na pewno zrozumiałam, że Ringo byłu uwielbiany przez Beatlemaniaków. Za ten właśnie chłopięcy urok, niski z wielkim nosem i jak ja to mówię- z moimi ukochanymi przydymionymi oczami( czyli w drodze wyjaśnienia - w końcach jego opadających oczu co zawsze mi się podobało).






















Doceniam jeszcze bardziej kunszt jaki prezentują
perkusiści....synchron między górną częścią ciała a dolną..mam wrażenie tak po zastanowieniu się, jest dla mnie czyli w sumie roztrzepanej osoby, czynnościa prawie niewykonalną. Skupienie się na 4 odstających częściach ciała, walących w różne  talerze i werble... kiepsko to widzę... aczkolwiek może wykorzystam słynny gest ruszania łebkiem przez Ringa, to będzie mi lepiej szło i będę sobie tym łebkiem narzucać rytm :D
ps. no i myślę sobie, że Ci co sobie podśpiewują w międzyczasie grania...to dopiero są artyści :O




W książce wypowiadają się często już wyżej wspomniany Phil Collins, John Densmore(perkusista The Doors), Max Weinberg( perkusista Bruce`a Springsteena) i Kenny Aronoff.


Na koniec dzieci moje drogi zawsze niedouczone, kwiecie przyszłości, świata tego... trochę muzyki oczywiście, bo jesteście tacy słabi że Jej pewnie nie znacie. HE

he.

ale jestem śmieszna. dziś. tylko.

xoxo


Mam ramiona, które tęsknią, by cię obejmować
i mieć przy sobie.
Mam usta, które tęsknią, by cię całować
I usatysfakcjonować, oooch.

Jeśli jest coś, czego pragniesz,
Jeśli jest coś, co mogę zrobić,
Po prostu zadzwoń do mnie,
a ja zaraz to wyślę


PS. tak, ja też zostaję lesbijską dla tej dziewczynki w 1:15, warto poczekać .
hoho



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz