sobota, 21 stycznia 2017

RECENZJA - WIECZÓR WŁOSKI W BUFFO

Wczoraj byłam na kolejnym wieczorze tematycznym odwołującym się do konkretnych kultur i narodów. Mówią, że wieczory te cieszą się ogromnym zainteresowaniem. Ja sądzę, że każde spektakle w tym teatrze to zawsze zapełnione sale do ostatniego miejsca. I cieszy mnie że zazwyczaj słyszę po nich"musimy obskoczyć wszystkie wieczory".




Teatr na swojej stronie wieczór opisuje tak :
Będzie to wieczór pełen przebojów pokazanych w 100 minutowym szaleństwie muzyczno-choreograficznym inspirowanym kulturą Italii. Gwarantujemy Państwu uroczy, radosny klimat koncertu. Podczas spektaklu Widzowie częstowani są winem.
Na koncert pt. „WIECZÓR WŁOSKI W BUFFO” złożą się piosenki stare i nowe, takie jak: Mambo Italiano, Non ho l’eta, Quando, quando, Volare, Marina, Felicita…


Szczerze? Spodziewałam się iście włoskiego wieczoru z głośną muzyką, włoskim rozkrzyczanym charakterem. Może za dużo oczekiwałam, jak zawsze w życiu.


Była porozwieszana bielizna nad widownią, bańki mydlane, seksowne kobiety i ...wino
Tak, wino, taniec i śpiew, tak można opisać ten wieczór. Wino ponoć było wytrawne, czego nie odczułam, smakowało mi, a koło mnie siedziała chyba aktorka, Daria Widawska z partnerem. Taka wyniosła i dumna wielka Pani, czułam się trochę jak sierotka Marysia.

Widownia lepiej się bawiła niż na latynoskim mam wrażenie, choć było chyba więcej starszych osób wczoraj. Pomyślałam sobie też, że to dobry spektakl dla mojej mamy, która lubi poważne arie, barytony, tenory i inne soprany. W sumie też więcej występowało gości z poza teatru niż sami artyści Studio.


Natasza Urbańska zdobyła moje serce i ogółem, cały wieczór, boskim wykonaniem "Be Italian" z fenomenalnego musicalu "Nine", który bardzo polecam( zapomniałam w ogóle że go widziałam pare lat temu :D
Seksowny, wręcz erotyczny taniec z krzesłami odstawiły artystki, zapierał dech, na pewno nie tylko płci męskiej, miło się na to wszystko patrzyło. Aktorki patrzyły, kusiły, wyginały się, bawiły swoim ciałem i cudownie wyglądały, no rozpływam się  haha, na koniec postu zobaczycie jak to wyglądało w filmie, bo nawet nie śmiałabym Wam pokazać jak to na żywo, bo to trzeba zobaczyć i poczuć twarzą w twarz.


Szkoda że w piasku nie było wczoraj, potęgowałby doznania, ale i tak bez niego jedna z artystek przewróciła sobie krzesło, ale szybko się wykaraskała
Świetny duet który mi się podobał, to zwyciężczyni ostatniej edycji Twoja Twarz Brzmi Znajomo -Marysi Tyszkiewicz(genialnie wcieliła się w postać Axl Rose z GnR, a w finałowym repertuarze zaprezentowała Rihannę.) i Jerzy Grzechnik. Nie pytajcie mnie co zaśpiewali, bo z języka włoskiego to mocna nie jestem.  Jerzy po raz kolejny pokazał jak OGROMNE ma możliwości wokalne, nie mogłam wyjść z zachwytu. Na scenie pojawił się aż trzy razy, cieszyłam swoje oko na Jego widok, a jeszcze bardziej na głos.

Znów siedziałam w 1 rzędzie i wymieniałam z Arturem Chamskim przez 2-3 sekundy "fuck eyes", niczym we "Wstydzie" i scenie w metrze Fassbendera. Powiecie, że wśród publiczności , jak ja mogłam dostrzec że ktoś na pewno na mnie patrzy. Wiecie, 1 rząd, to inaczej się to widzi i gdyby nie to, że Artur jest tak serdecznym i wiecznie uśmiechniętym gościem, gorąco by mi się od tego zrobiło.


Janusz Józefowicz jak zwykle perfekcyjnie poprowadził wieczór zapowiadając każdy utwór, opowiadał anegdoty i żartował.  Docinki wykonywane przeciwko Januszowi Stokłosie, na prawdę śmieszą. Była scena kiedy nagle wybiegł właśnie Józefowicz i zaczął strzelać z broni ślepakami, uniosła się charakterystyczna woń(omnomnom), zabił oczywiście prawie wszystkich, następnie krótka pogawędka, pokazanie telebimu i sceny gangsterskiej, nawiązanie do "mafii włoskiej"  i film "Poranek Kojota" - nie mogę się zabrać żeby go obejrzeć :P gdzie dobrego szefa zagrał właśnie Józefowicz, większość ludzi jak dobrze mniemam na sali, widziała go już, a ja byłam trochę zniesmaczona tym, że jednak jesteśmy w teatrze a oglądam przez 4 minuty fragment filmu, ale to teatr, tu jest wszystko możliwe.

Po cichu liczyłam na to, że poleci muzyka z Ojca Chrzestnego, albo może jakiś tekst został napisany do tej cudownej melodii i go zaśpiewają, ale jednak nie.

Było tańczenie do piosenki "Marina", a także do "Italiano Vero" ze specjalną włoską gestykulacją a także wyrwanie z tłumu prawdziwego Włocha. Może nie wyglądał, ale zaciągał i nie wyraźnie mówił po polsku. Nie zdziwiłabym się, gdyby był podstawiony. Choć z początku bardzo mi to prawdziwie wyglądało...udawał świetnie onieśmielonego, zaczerwienił się na twarzy, odmawiał wejścia na scenę, że śpiewać nie umie itd... Józefowicz wypytał go o najsłynniejsze włoskie gesty, co mówią, co chcą nam Włosi przekazać dzięki mowie ciała.


Również uwagę moją przyciągnęła śliczna i najzgrabniejszej figury ever dziewczyna z The Voice Of Poland czyli Natalia Srokocz i "Miłość w Portofino" i tekst " Jest tyle dziewczyn w Portofino. A zobaczyłeś właśnie mnie. Pomarańczowy księżyc płynął. Gdy w Portofino mówiłam: "nie".Piękne, romantyczne wykonanie z białym dymem w tle.

Która z nas, nie chciałaby( Panowie też mam nadzieję) napić się wina przy świecach w takim Portofino.. pamiętam jak oglądałam koncert z mamą Andrea Bocelliego pt"Love in Portofino" z 2013 roku. Cudowny koncert, cudowna sceneria :)

Ogółem wieczór udany, ale jak mówiłam i jeszcze raz zaznaczam, to był nastrojowy, wytworny wieczór z tenorami i sopranistkami, romantyczny, nie porywczy jak muzyka latynoska. Czytałam komentarze że tym osobom którym przypadł do gustu wieczór latynoski, przypadnie także bałkański, a więc- to kolejny mój cel! :D
We mnie drzemie chyba jednak bardziej rozrywkowa dusza, której w sumie tak na co dzień nie okazuję, ale jak już porwę się w rytm muzyki to oj oj  haha.

Pare ogłoszeń parafialnych na koniec:

* przyszedł mój bilet na Korn ! :) (chłopaków widziałam na Impactie na Bemowie pare lat temu, ale widziałam, to raczej za dużo powiedziane, raczej usłyszałam skrawki kawałków, teraz czas na coś porządnego!



*wczoraj taka miła niespodzianka dla fanów niemieckiej przebojowej szóstki przybyła. W Multikinie już w marcu będziemy mieli okazję obejrzeć właśnie Rammstein i koncert z Paryża na dużym ekranie w kinie! (już się stresuję na samą myśl że zobaczę jakieś znajome mordki haha).To jedno z  moich takich koncertowych kinowych marzeń było. Dupa Ryśka, Ryśka błyszczący żel na włosach, Ryśka ogromne barki na dużym ekranie ? Yess plzzz.

*plotki chodzą, że Ramsztajny może zjadą do nas na otwarcie Stadionu w Chorzowie. Problem dopiero się pojawi jak będę musiała się zaprzyjaźnić z cholernym PKP, gdzie stresuje już mnie sama myśl o nim, bo polskie busy tam nie jeżdżo! :( A raczej do Katowic i z Katowic tam, sobie nie pojadę :D  Aczkolwiek chciałabym ujrzeć minę taksówkarza gdzieś na dworcu w Kato mówię- proszę do Chorzowa. To brzmi prawie jak " proszę z Warszawy do Lublina...
Oficjalna konferencja 15 lutego, także, prezent walentynkowy - niezły. Zobaczymy.

*rozdanie nagród Brit Awards - już za miesiąc- 22 lutego - yayayyy! Grammy - 12 lutego. Stay tuned ! :)

Na dzisiaj nic innego jak Be Italian i scena z wczoraj z pięknymi Paniami, drapieżnym głosem Fergie i ....zaczynam dochodzić do wniosku że tamburyn(inaczej bębenek baskijski) jest ..dosyć seksownym instrumentem, zaraz po saksofonie :D  Warto poświęcić te 5 minut, nie zbawi Was to, serio.


Miłego wieczoru, niedzieli i tygodnia! A jutro robię faworkasyyy :D  (wiecie jak jest faworek po angielsku ? A kind of sugared fritter (dłużej się nie dało? )

Enjoy!

xoxo


Bądź Włochem
Żyj dzisiaj tak
Jakby ten dzień
Miałby być twoim ostatnim

Bądź Włochem
Wykorzystaj szansę
I spróbuj skraść
Ognisty pocałunek

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz