niedziela, 30 października 2016

KONCERT - PLACEBO

Frekwencja na koncercie była troszkę rozczarowująca, trybuny puste.. czy tak fajna grupa już nie potrafi zapełnić Torwaru jak dawniej? A może to była wina...chyba nienumerowanych miejsc? Czy mało znanych kawałków z dawnych lat?


Na koncert wybierałam się bez żadnej spiny że tak powiem. Taki jakiś chleb powszedni..bo na drugi dzień wolne, a i z nikim się nie umawiałam. Z głosem w głowie "boże tak wieje na zewnątrz" A JA muszę wyjść z domu, no nieeee, popędziłam pod halę.. Dopiero postanowiłam być pół godziny przed otwarciem bramek Early Entrance- wcześniejsze wejście - 17.30, które i tak się opóźniło..jadąc autobusem obczaiłam wielkie napisy i wiedziałam gdzie stanąć, ale niektóre zielone ludki koncertowe nie wiedziały i wpychały się w tą samą..no cóż...
Z zamarzniętymi dłońmi i rozdygotanymi kolanami kolejka ruszyła, zakręcając już 2 razy przy najmniej na chodniku.
Poczułam się trochę jak więzień w Oświęcimiu, wszyscy nakaz dostali od ochrony(FOSA) aby iść jeden za drugim z 1 biletem w dłoni...na prawdę, to było dziwne uczucie..i te grobowe miny :o


Z lekkim pośpiechem, bo przecież ludzie ganiają, no to i ja ganiam, popędziłam do szatni(choć teraz się zastanawiam po co, skoro mogłam swobodnie tańczyć i skakać?), wchodząc na salę, zrobiłam szybkiego wygodnego koczka i stanęłam jak dęba..kurna i co teraz? Stawać po Brianowej stroni czy jednak prawej ? Hm, będzie gorąco, będzie duszno, jestem sama- wybieram tu gdzie mniej ludzików, 2 rząd, nie jest źle. Co na koniec okaże się decyzją roku? :D Oczekiwanie bardzo szybko w sumie minęło, dziewczyny obok czytały książki i rozwiązywały krzyżówki na telefonie a jeszcze inni obczajali na Wikipedii support.  No właśnie, support o dziwo wszedł już 5 minut przed czasem, ale pewnie dlatego aby też wcześniej skończyć :P The Mirror Trap, szkocka szóstka grająca alternatywanego indie rocka, wg mnie połowicznie mi podpasowała. muzyka owszem genialna, ale wokalista jak dla mnie był tylko dodatkiem do tej muzyki...co zazwyczaj jest odwrotnie...po prostu Jego śpiewo-skowyczenie do mnie nie docierało, a Pan stojący za klawiszami za to bawił się w pana Culluma szalejącego, no i w sumie gitarzysta (Ben chyba?) drugi od prawej był fajny. Taki o, ładny chłopaczek. EDIT. Sprawdziłam mojego Bena- okazało się, że ma nazwisko Doherty! Przypadek- nie sądzę!

Ogólnie to chyba się myliłam co to tego pana Bena basisty :D  To chyba ten z lewej xD na żywo lepszy był :(

Koncert chyba też z malutkim opóźnieniem się zaczął, bo na zegarek nie spojrzałam... Panowie z ochrony od razu zaczęli fruwać i zwracać uwagę ludziom którzy nagrywali cokolwiek i czymkolwiek. Podejrzewam że mogłabym przyjść z kapciem i kapciem nagrywać to kazaliby mi rękę opuścić. Może gdyby pozwolili nagrywać, to więcej ludzi trzymałoby łapki w górze a tak ? Chyba mojej prawej stronie nie zabardzo się chciało.. a ludzie ożywali się na kawałkach z ostatnich 2 płyt.


Śmiesznie wyszło w oczekiwaniu na autobus :D z racji tego że mam problem połączenia na trasie telefon- komputer, zrobiłam zdjęcie aparatem telefonu i wyszło jak nagranie i jakieś stopklatki z  filmiku starego :D




Opaseczka i miejscówka :3 i to tyle z moich zdjęć. Reszta to czysty instagram i kradziejstwo! :P

A trasa ta, specjalna na 20 rocznicę powstania zespołu, która przemierza Anglię, Europę i Rosję- jak to zgrabnie zostało nazwane na Wikipedii(jako oddzielny kontynent xD), koncert w Polsce uważam za udany, a ja po raz kolejny muszę Bogu czy to może i rodzicom podziękować za to że urodziłam się w centrum Polski z trochę więcej niż 170cm wzrostu :D

Cudownym jest uczucie kiedy już na miejscu dowiadujesz się, że"cholera, ładowałam pół dnia aparat i jednak go nie wzięłam, a chuuu by to szczelił! Ale chociaż dostosowałam się pod prośby zespołu. Wiecie..może moja koleżanka ma rację..bulę na koncerty nie małą kasę..to jednak zrobienie paru fotek jednak nie powinno być problemem... aczkolwiek..żyjmy w realnym świecie, bądźmy tu i teraz, a nie w wirtualnej rzeczywistości..  Filmiki które w życiu nagrałam obejrzałam może ze 3 razy? Zdjęć trochę częściej...


Koncert rozpoczął się cudownym nagraniem Every Me, Every You, to taki sztandarowy w sumie utwór grupy, po czym można ich rozpoznać, a jak ktoś nie zna zespołu, to poleciłabym ten utwór właśnie. Migawki, takie intro w tle za instrumentami na telebimie...po całym kawałku, krótki skrót zrobili znów na telebimie w postaci przebiegu z wszystkich lat.. i na sam początek ruszyły nowości jak Jesus` Son czy Loud Like Love z czego ten 1 kawałek koncertowo na prawdę się sprawdza.

A ja już w oczekiwaniu na 6 kawałek...bo miało być Lazarus...Wy nawet nie wiecie jak ja się wciągnęłam w ten kawałek..to po prostu gorzej niż moja ostatnia faza na Sia :D

Każdy kawałek jak zwykle był zwieńczony krótkim słodkim i skromnym thank you Molkowym + od czasu do czasu dłuższą pogadanką o zespole.
Najwięcej kawałków zespół zagrał ze swojej najmłodszej płyty"Placebo" z roku 1996. Miałam cholerne 4 lata, kiedy ten zespół zaczął się wzbijać na wyżyny. EH
Liczyłam po cichu na Meds, pare osób nawet się darło o to, ale nie wiem, czy są zdolni do takiego zmieniania sety.


Twenty years i Devil in the Details zrobiły na mnie również wrażenie pamiętam i lepiej się tego słucha niż na płycie.  Fajnie to wszystko wyszło, miało to ręce i nogi, od spokojniejszych kawałków, do co raz starszych...dopadała mnie taka nostalgia..boże..Oni już mają kurczę prawie po 45 lat...pewnie niedługo skończą karierę..jak któremuś coś nie odbije..mam nadzieję że nie, bo ile smutków wylałam tyle razy nadziei ich muzyka mi przyniosła i dalej przynosi...

Exit Wounds czy Space Monkey to piękne utwory.. ten 2 nagrałam 3 lata temu z trybuny..za co fani byli mi bardzo wdzięczni, ja sobie też :P Na tych utworach widziałam w Molko ogromne uczucia jakby faktycznie coś sobie zażywał w czasie koncertu aby być pobudzonym, emocje jakie z siebie wydzielał, powodowały u mnie równie dobrą euforię bez wspomagaczy.

cieszę się że ktoś to uchwycił :D !

Na kawałku Without You I`m Nothing miałam ciary poziom hard. W tle na telebimie pokazywane były fragmenty spotkań z Davidem Bowie-człowiekiem od którego Placebo się zaczęło, On w nich uwierzył.. po śmierci Davida, która była ogromnym szokiem dla całego muzycznego świata..trochę się niepokoiłam o chłopaków..co się wtedy w ich głowach działo..jak bardzo musieli być przytłoczeni..a Brian wystosował krótki komentarz:

“Dearest David
Wherever you are now, I miss you. Not only do I miss you but my heart is broken. You were my idol, then you became my mentor and my friend.
I learnt so much from you, just by being in your presence, the conversations we had and, of course, watching you perform. You always had time for me. My band and I were tiny when we first met. Nonetheless , you took us under your wing. You believed in us and gifted us with so many fantastic opportunities.
Without you, your tutelage and your wisdom, I don’t think I would be where I am today, as an artist but also as a person. For that I will be eternally grateful.
Float around the ether, David. Bounce gracefully off planets light-years away as you become one with the Universe, as you dive into the Great Unknown.
My sincere and heartfelt condolences to Iman, Lexi and Duncan, whose hearts I know are far more broken than mine. As for me, I will treasure every memory of every moment we spent together.
Dear David, beautiful man and force of nature, you are immortal. You live beyond the veil of the big sleep.
Ong Namo Guru Dev Namo.
Namaste"


Na jako samej piosence miałam ogromne ciarki.. a po piosence, widząc łzy w oczach Briana, mi także ich nie zabrakło :((

Chwila oddechu na pozbieranie się i lecimy z serią końcową można powiedzieć i z szybkimi brzmieniami Lady Of The Flowers, For What its Worth, Special K i Bitter End.



Mały człowiek o wielkiej duszy i wielki człowiek z tęczową gitarą

Potem nastąpił podwójny bis, myślałam, że jeden będzie, ale tu dwa, to takie miłe. Mimo obolałych od stania nóg trudno mi nie było ruszyć w tany do Nancy Boy, które zostało poprzedzone krótką przemową Stefana na temat tego, że życie składa się z więcej kolorów niż tylko czarne i białe, po czym pokazuje nam w kolorach tęczy swoją gitarę za co otrzymał brawa(Panie i Panowie tam na Wiejskiej- patrzcie i uczcie się od Waszej młodzieży!)

Drugi Encore to był pulsujący początek coveru Running Up That Hill, gdzie jak dla mnie, to piękny utwór i w pewnym sensie nadaje się na zakończenie koncertu..ale jednak wolałabym coś bardziej ..skocznego? Do ostatniego tchu..no wiecie noo :D

Brian jako Space Monkey :D to na prawdę był dobry moment, bo nikt się nie spodziewał i było to przed 1 bisem :D  Tak blisko i dobrze że prawa strona nie była zaniedbywana :3

Po koncercie Stefan zszedł do publiczności i dzięki temu pewnie że jest wysokim facetem, mogłam złapać jego dłoń na prawdę- w całości i potrząsnąć :D (wybaczcie mi te szczegóły, ale to dla mnie mega ważne!) przebiegł w drugą stronę jeszcze raz, po czym poszedł za kulisy...i wchodzi po dłuższej chwili na scenę Brian, uśmiecha się pięknie tą swoją słodką twarzyczką i siada na środku sceny i chwilę udaje że zastanawia się czy do nas zejść po czym to oczywiście czyni.. zaczął od środkowych fanów gdzie w fajny sposób klepał sobie łapki i piątki, przeszedł po całej linii first row i wrócił i stanął nad dziewczyną przede mną <3 <3 <3  Powiem tak, próbowałam spodni dotknąć, ale żem nie dosięgła, zapewne przez ochroniarzy którzy musieli mocno go trzymać, a ja zmacałam praktycznie całą rękę - od dłoni po łokieć, niesamowity śliski pot Briana chyba powodował palpitacje nastolatkom, jak i mi. ekhm. No i sumie nie śmierdział, bo czułam ludzi wokół i tylko marzyłam o tym żeby jeszcze troszkę podotykać go :D

HM..Nie wiem czemu, ale Fiona, skrzypaczka towarzysząca na scenie chłopakom, dostała chyba największe owacje po przedstawieniu zespołu, co Brian skomentował krótko zawadiackim głosem- Fiona, masz tu tylu fanów!  :D 
EDIT. że tak powiem - wyjaśniło się! :D


Akcje koncertowe były jak widziałam, w stylu trzymanie kartek z napisem Thx for 20years czy thx for your emotions i puszczanie baniek mydlanych na Too Many Friends <3  Na telebimie to pięknie wyglądało. Brian wśród baniek. more plzzz.

Kiedy koncert się skończył, powolnym tempem udałam się w stronę wyjścia, które chyba jak wykazała frekwencja.. sprawnie to wszystko szło i dość szybko znalazłam się przy swojej szatni do której - uwaga - ustawiła się kolejka! Oczywiście cebulaczków nie zabrakło, którzy ot tak sobie kładli numer na ladę, ale kij z nimi...

Kiedy byłam już praktycznie przy swoim przystanku, nagle dostaję smsa od Ani która była w tej samej strefie ale po stronie Briana i trochę bliżej" jesteś jeszcze? chcę Cie przytulić". Pomyślałam sobie- aaa walić te autobusy i zimno, wracam się bo takie aww totalne mi się zrobiło. Ania była z chłopakiem który miał bilet niestety na płytę. Spotkałyśmy się i przytuliłyśmy i pierwsze co powiedziałam to ze łzami w oczach mówię- boże Ania, On PIEPRZYŁ SIĘ Z TĄ GITARĄ!
 :D

Ania wymęczona przytaknęła i opowiadała swoje wrażenia, zapoznałam się z Jej chłopakiem i tak minęło nam z 20-30 minut na przegadaniu ludzi i wszystkiego co się wokół działo a ja po raz kolejny żałuję, że nie mam mieszkania w Wawie, bo miałabym kogo przenocować :((

Droga powrotna była szybka i zwarta, zdążyłam na ostatni autobus o północy(Ania miała o 5 :/ ) a w autobusie sporo ludzi i napalony Ukrainiec- mimo że nie zaciągał, po urodzie- uwierzcie- to się widzi. Najpierw zagadywał do jakiejś dziewczyny ciągle tymi samymi pytaniami co potem do mnie po angielsku, po czym musiała już wyjść. Na szczęście On do Piaseczna jechał...czyli do samego końca. Kiedy dziewczyna wyszła, po prostu tylko czekałam na moment kiedy zagada, to była kwestia kilku cholernych minut, odwracałam się tyłem do niego, patrzyłam w okno..aż nagle..streszczę po polsku, po angielsku to szajs jakiś"

-Cześć, dokąd jedziesz?
-Do domu
-Domu? Sama tak późno?
-Tak, wracam z koncertu
-Z jakiego koncertu
-Placebo
-I tak sama? Nie czujesz się samotna?
-Nie czuję się, byłam z koleżanką
-A w życiu nie czujesz się samotna?
-Nie..mam wielu przyjaciół
-Ja też mam, ale my też możemy być przyjaciółmi..widzę, jesteś smutna
-Myślę, że nie możemy być..i nie nie jestem. Jestem zmęczona.
-Dlaczego? Jesteś samotna... ile masz lat? studiujesz?
-24 i nie studiuję już - moje odpowiadanie pół słówkami powodowało chyba że się wkurzał
-super! Ja 25 mam i pracuję, jedziesz do Piaseczna?
-Nie, nie jadę.
-Może pojedziesz? - dystans między nami się skraca, a ja czuję niepokój
-A może nie pojadę? Wychodzę za kilka przystanków
-Na prawdę nie potrzebujesz przyjaciół? Znasz inne języki?
-Lubię niemiecki, ale nie znam go
-No to jak to ? Studiujesz i nie znasz angielskiego, hiszpańskiego czy niemieckiego?
-Trochę znam..



Jak dobrze że zagadał do mnie tak późno... i w pewnym momencie akcja nabrała tempa, chłopak który nie wygląda żeby znał angielski, bierze gwałtownie go za ramię i zaczyna szybkim angielskim nawijać do niego w skrócie- Odpie.dol się od niej!Brakuje Ci dziewczyny? Wracaj do swojego kraju i tam wyrywaj, a nie podrywasz obce dziewczyny. Już druga dziewczynę zagadujesz i myślisz że poderwiesz? Tak się nie robi, spieprzaj na drugi koniec autobusu jak najdalej od niej, ty kur*o....
Ukrainiec odpowiadał chaotycznie i półsłówkami w stylu- ale dlaczego jesteś zły? dlaczego zaczepiłeś nas... przecież polskie dziewczyny lubią się pieprzyć... Polak się jeszcze bardziej wkurzył i do małej szarpaniny doszło, drugi koleś się włączył, ale chyba był pijany bo coś kiepsko mówił..Kiedy usłyszałam ten ostatni tekst- Polak zagadał do mnie po ang- Przepraszam, czy jesteś zadowolona z tego że do Ciebie zagadał? Oczywiście powiedziałam że nie i że dziewczyny nie życzą sobie czegoś takiego.
Miałam akurat wychodzić więc instynktownie pomyślałam że podziękuję mu i trudno było mi się wtrącić w tę rozmowę, ale udało mi się, złapałam delikatnie Polaka za rękę i mówię- dziękuję że zareagowałeś, po czym On powtórzył to Ukraińcowi który szoku doznał i głosy jeszcze bardziej się podniosły..
Zawsze lubiłam nocne powroty do domu, bo śmieszni ludzie jeżdżą, albo są pijani i zazwyczaj śmieszne gadki z nimi są, ale jeżeli dochodzi do takich akcji, to nie, nie robiło się już to zabawne.. Mam nadzieję, że nigdy go więcej nie spotkam i takiej sytuacji też nie bo było mi po niej najzwyczajniej przykro, że płeć żeńska jest traktowana tak przedmiotowo. I magia pokoncertowa chwilowo wygasła..
Długo usnąć nie mogłam, leżałam przy zapalony świetle, głaszcząc opaskę na nadgarstku i próbując sobie uzmysłowić ile wariatów i idiotów chodzi po tym świecie..


To był ogólnie, bardzo udany wieczór, podobało mi się bardzo, cieszę się, że zobaczyłam się z Anią, poznałam chłopaka i doszłam do wniosku, że rzeczy z youtuba i sytuacje z autobusów..nie biorą się znikąd tylko z życia.. : /

Cóż, życzę Wam rozwagi na ten tydzień i chłodnej głowy, a ja już komponuję kolejny wpis dotyczący mojego ostatniego wyjścia do teatru który pewnie jutro opublikuję :)

Tutaj daję link do recenzji Antyradio, która jest bardzo dobra i trafna!

Enjoy

xoxo !


ps. kiedy powiedziałam mojemu koledze w pracy że idę na Placebo powiedział tylko aha. I dodałam- takie tam, smutne jojczenie dla smutnych nastolatków. A On- o dziwo -  bez przesady!  To prawda że z większości są smutne, ale są piękne i towarzyszyły mi w trudnych chwilach jak i w tych bardziej szczęśliwych. Kocham ich.

Bo każdy z nas potrzebuje obok siebie w życiu drugiego ....36 stopni..

Z perspektywy czasu byłem bardziej niż ślepy, zagubiony bez wskazówki.
Myślałem, że zdobywam szczere złoto, a dostałem ciebie.
Utknąłem w tej sytuacji, samotny na szczycie.
Zawsze byłem introwertykiem,
szczęśliwie krwawiłem.

Ktoś próbował mnie skrzywdzić ( tego się obawiam ).

4 7 2 3 9 8 5 - muszę oddychać, by przetrwać.
i 1 4 2 9 7 8 - wygląda na to, że się uduszę.
14 16 22 - ciało pokrywa się niebieskimi pęcherzami.
Ramiona, palce, kolana - mam 36 stopni.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz