niedziela, 16 października 2016

7 NIGHT AT INSTITUTE OF AVIATION

4 tygodnie temu pomyliłam terminy, bo myślałam że noc w Instytucie jest 30 września i z wielkimi oczami poszukując tłumów wróciłam zażenowana do domu swoją niewiedzą. Ale chociaż postałam i popatrzyłam na lecące na niebie światełka :) Ale spokojnie spokojnie, będzie namiastka muzyki w tym całym podniebnym szaleństwie.



A właściwy dzień Nocy to był 14 października, noc w której można powiedzieć spełniają się marzenia o lataniu, studiowaniu mechatroniki, oficerstwa czy innych poważnie brzmiących wykładów na studiach. Można zobaczyć sprzęty, których na co dzień się nie widzi. Można spróbować wsiąść do F-16, można spróbować zasiąść za sterami symulatora. Można pogadać z pilotami odzianymi w swoje profesjonalne ubranie. Można przede wszystkim poczuć, że uczestniczy się w czym fajnym i niebanalnym i ilu rzeczy się dowiedzieć.

Dzikie tłumy

Wejście było już od 17 czynne, ale z racji na c.ujowe godziny pracy, przedostałam się pod budynek na 19. W towarzystwie rodziców ze swoimi rozwrzeszczanymi bachorkami i pachnących żelków z fruwającymi balonami w kształcie helikopterów, doczekałam się na suchy prowiant od koleżanki i ruszyłyśmy w stronę  zwiedzania. Z zwiedzać było co!

Teren instytutu jest ogromnie rozległy..jak zaczęłyśmy chodzić i do każdego stoiska zaglądać to skończyłyśmy tak na spokojnie około 21.30. Pod koniec mimo ciepłego kubka herbaty po 4 zeta, człowiek dygotał z zimna, boże jak wiało, to sobie nie wyobrażacie. Myślę też tak sobie, że Lotnisko Chopina, zmieniło kierunki lotów, na inne pasy lądowały aby nie zakłócać nocy na terenie. A ja  tak czekałam pod tą siatką naiwnie :( ale! Co się odwlecze...


Wszyscy wielbiciele lotnictwa, kosmosu, nauki i ludzi ciekawych świata, to wszystko przyciągnęło ich i nas w to jedno miejsce. Uwierzcie mi że to niesamowite jak się patrzy na ludzi podjranych tym co robią. Wchodząc z koleżanką na kolejne stanowiska z różnymi rzeczami nie mogłam wyjść z podziwu z jaką pasją Ci młodzi ludzie( panowie w przewadze) opowiadają o sprzętach, dronach, konstrukcjach które mogą coś wnieść do naszej przyszłości. Nie dziwi mnie jakoś to, że stereotyp o tym, że matematyk, fizyk czy chemik śmiga w okularach, jak całe życie zajmuje się skomplikowanymi rzeczami, jest wpatrzony w komputer jak katolik w Boga, jest też nie bez powodu przytaczany w wielu książkach o Polakach.

Pamiętam, że był taki moment że weszłyśmy do jakiegoś ciemnego pomieszczenia..wisiał mały samolocik i jakieś takie dwie ogromne paszcze po bokach...nie wiem jak to nazwać...wszystko migało na kolorowo dodając temu miejscu uroku i tłum stał..dwóch gości przewodników też... którzy odpowiadali na pytania ciekawskich.. które też powodowały że totalnie się zielona czułam i głupia ich słuchając i myśląc sobie- boże jaki jak techniczny młot jestem w tej dziedzinie życia :O( ale to co, ja mam zdolności manualne a Oni pewnie nie, o! : D )


I taka cisza zapadła w pewnym momencie. Niezręczna jak zawsze. Przewodnik pyta- są jakieś pytania? I kobieta rzuca swojskie - co to w ogóle jest ? xD

Salwa śmiechu oczywiście, ale połowa nie wiedziała co to jest i są tylko głupie odpowiedzi, nie pytania, remember bitch, więc dumne po dowiedzeniu się co to jest, opisaniu fotografii( jakiś bezzałogowy samolot testowy to był) , odeszłyśmy jakże oświecone, że aż nam mózgi w tej ciemnocie świeciły.

Wraz z kolejnym stanowiskiem było nam cholernie zimno, szczególnie koleżance, ale dopadłyśmy takiego miejsca, że Ona mogła się ocieplić, a ja stałam w 3 osobowej kolejce do symulatora lotu. Koleżanka jak zwykłe gada na cały regulator że wszyscy wokół wiedzą o czym rozprawiamy, ale trudno. Chłopak przede mną zagaił- no tak, oczywiście warto czekać, bo gdzie indziej jest taka okazja. Miałam mu ochotę sarkazmem palnąć pod tytułem- chłopczyku, choć zabiorę Cię za rok na pokaz lotniczy to pokażę Ci co to prawdziwa symulacja i jak się sterami dowodzi, ale to byłoby za mocne, a chłopak był sympatyczny i miał sympatyczną buzię. A ja speszona obecnością koleżanki nie zagaiłam jednak. To mogła być moja prawdziwa miłość!
.
.
...

Oh, well, mój chłopak przecież jeszcze się nie urodził.


Hm, co mi jeszcze utkwiło w pamięci? No w sumie to, że czekając w tej kolejce do symulatora zgasło światło i prąd się wyłączył i smuteczek taki, bo ten chłopak został i tam czekał, a my ruszyłyśmy dalej. I chyba końcem końców dobrze, bo jak potem ponownie się pojawiłyśmy to dalej tam było ciemno.
Były kolorowe fontanny, gdzie każdy był zaskoczony. Mam sweet fotkę, może Wam na koniec pokażę. Jak zasłużycie.
A skąd te fontanny? No przecież w razie pożaru to z jakiegoś źródła straż lotniska musi czerpać wodę right? Right nigga.




Podobała mi się wielozadaniowa ryba podwodna. Cyber ryba Był wielki basen pełen wody i akurat rybka swoje akumulatorki ładowała, miała kamerę na łebku i mogłyśmy się w niej przejrzeć.
Obecne były również łaziki marsjańskie, a inżynierowie instytutu oprowadzali po tunelach aerodynamicznych i laboratoriach.

Dotknięcie czubku F-16 też należało do przyjemności czy zobaczenie komory do testowania silników lotniczych ! :)
Ze smaczków, co godzinę( nie wiedziałam o tym i napatoczyłyśmy się na to zjawisko przy okazji), można było zobaczyć odpalanie śmigłowca lotniczego Pogotowia Ratunkowego ISKRA. Barwa czerwona świateł wspomagała ten superowy moment i płomień  na żywo nas nieco rozgrzał.

nooo nie powiecie mi chyba że jestem niefotogeniczna?


Kolejną dobrą atrakcją, było zobaczenie wystawy zdjęć Maciej Margasa i Sławka Krajewskiego, fotografów lotniczych( i tu będzie moment muzyczny :D ) oraz rysunki lotnicze.











Spitfire moi drodzy to jednoosobowy brytyjski myśliwiec, jeden z najsłynniejszych podczas II wojny światowej. Więc nie bez powodu grupa The Prodigy nazwała tak swój jeden z kawałków.

A piętro niżej - Tora! Tora! Tora! - pomyślicie, a jaki zespół się wkradł tym razem? Ano ten który ogłosił niedawno trasę koncertową czyli, Depeche Mode! :) Hasło to jest japońskie i oznacza do ataku na Pearl Harbor w 1941 roku, słowo tora oznacza tygrysa.


Świetną okazją do porozmawiania z mądrymi profesorami czy pilotami, były prelekcje, które odbywały się w budynku A. Nie ukrywam, że główną osobą która mnie zachęciła do wybrania się na tę noc, był sam Artur Kielak, czyli polski pilot, śmigłowcowy, szybowcowy, komunikacyjny i skoczek spadochronowy. Na co dzień kapitan Boeingów w firmie Ryanair, czyli samolotów pasażerskich dalekiego zasięgu.

Jego prelekcja była zaplanowana na godzinę 22.40, koleżanka chyba niezbyt zainteresowana, ale też narzucona obowiązkami następnego dnia, musiała niestety jechać do domu kiedy prezenter ogłosił że mają małe opóźnienie, nie wiedziałyśmy że jest aż 2 godzinne... i następne wykłady zostały odłożone. Odprowadziłam więc koleżankę na przystanek, nie wiedząc jeszcze że jak wrócę, to jednak, wszystko odbędzie się według planu i za chwilę zobaczę Artura. Miałam nadzieję na wspólne zdjęcie, ale nie było przy mnie osoby która zrobiłaby mi z nim zdjęcie, bo jednak to nawet wstyd sobie selfie robić z kimś tak wielkim( wzrostem też :D), a co do selfie ze znanymi osobami to tez mam mieszane odczucia i nie przepadam.
Od razu napisałam do koleżanki, że mogła zostać, bo jednak o północy zamykają cały teren a Artur już wkracza na scenę. Pokazuje nam krótki film nagrany przez dobrego kolegę pokazującego Jego pracę w samolocie, po czym krótko opowiada o swojej pracy, kim jest itd...choć osoby które do tak późna zostały to wątpię żeby znalazły się z przypadku. Ja podjarana faktem że go widzę i słyszę pofrunęłam do pierwszego rzędu i chłonęłam każde słowo. Sporo pytań było na które czekał i z cierpliwością odpowiadał na każde. Widać że ludzie którzy przyszli i można było ich rozróżnić..kto ma pojęcie o tym co robi..czyli zadaje bardziej skomplikowane pytania,  a kto jest laikiem czy zaczyna dopiero swoją przygodę i np. jest na etapie studiów wyższych. Podobały mi się właśnie od tych drugich osób pytania, o motywację, siłę skąd czerpać do tego aby jednak przebrnąć przez taką ogromną drogę jaką ma przed sobą pilot..opowiadał  o swoich początkach, o siedzeniu pod siatką lotniska w Mińsku Mazowieckim skąd pochodzi i jak kroczył swoją drogą nie zważając na komentarze Januszy i Cioć Grażyn - Dobra Rada.


Podobało mi się to, co kiedyś przeczytałam gdzieś..a Artur jedynie to potwierdził, że jeżeli ktoś mu mówi, że kiedyś będę latał tak jak Ty, że kiedyś pójdzie jeszcze na takie studia, że kiedyś coś sroś...to w takim przypadku i sposobie myślenia, nigdy to nie nastąpi. I tak jak w życiu" a boo nie mam czasu...ale  spokojnie! Kiedyś się zobaczymy ...bla bla bla" to jak wiemy, są to słowa rzucane na wiatr, nie mające zupełnie sensu, a ja przepuszczam tę osobę w mózgu by wyleciała jak najdalej ode mnie :) Bo po co mówić coś, jeżeli jednak się tego nie zrobi? Kiepskie to takie.

Więc ogółem mówiąc, nie żałuję że się wybrałam, choć miałam już ogromne zwątpienia z powodu zimna czy dam radę wytrzymać do końca, ale się nie poddałam. Czy wybiorę się na następną taką noc? Czas pokaże, pewne jest to, że większość czasu przesiedzę na sali wykładowej i znów poczuję ten studencki rytm :P

A tu macie kilka profesjonalnych zdjęć od gazety wyborczej:










Łapcie na koniec oczywiście te 2 kawałki( dobrze że zobaczyłam błąd bo napisałam kanapki z początku- głodnemu chleb..tak tak!). Zwróćcie uwagę z jaką powagą, wiedzą o czym śpiewa i dorosłością w głosie śpiewa tutaj 2 letni zespół DM  i 20 letni Gahan, któremu głos, no niewiele się zmienił trzeba przyznać... i wariackie Spitfire !

Enjoy!

i miłego tygodnia!

xoxo






Oni spadali z nieba jak deszcz
Wybuchając w moim sercu
Czy to jest miłość w przebraniu
Czy tylko forma nowoczesnej sztuki

Prawie mógłbyś słyszeć ich krzyczących z nieba
Tora!Tora!Tora!
W mieście spadali na dół
Tora!Tora!Tora

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz