środa, 28 września 2016

MICHAEL BUBLE - AT CINEMAS!

Przedwczoraj miałam okazję być z koleżanką która również bardzo przepada za tym artystą w kinie na dokumencie poświęconej trasie"To Be Loved Tour", - Tour Stop 148, gdzie zostały pokazane fragmenty koncertów, wywiady z samym Michaelem oraz Crew.



Każdy krok artysty był śledzony przez oko kamery, który zdobył kilka statuetek Grammy i jest kochany przez wiele milionów ludzi na całym świecie..a teraz? Teraz mogliśmy poznać życie artysty od kulis.... no i w sumie Wam powiem, że właśnie "to życie od kulis" najbardziej mi się podobało.
Koleżanka moja ma w tym dużo racji, kiedy po projekcji, powiedziałam Jej że średnio mi się podobało i najmniej z tych wszystkich kinowych koncertów na których byłam. A koleżanka przyznała bowiem, że jednak obkręcam się bardziej w innych gatunkach muzycznych, a tutaj, jednak trzeba"czuć jazz". Faktycznie zapewne tak jest.
Bo Michael nie dość że przyciąga głównie damską część widowni, niesamowicie czaruje swoim głosem, kanadyjskim trzeba dodać( a dzielna Aga myślała całe swoje życie i jest taką fanką, że jest Brytyjczykiem-fuck yea!)


Z dokumentu możemy wyczytać między wierszami jak ciepłą osobą  i z jakim poczuciem humoru jest Michael. Jego ciepłe spojrzenie, wzmocnione przez brwi, które zawsze dostrzegam z którego bije domowe ognisko, dla swojej ekipy Crew jest jak rodzina... a dlaczego? Cała trasa została pokazana i tak zapewne w dużym skrócie, ale świetnie z niej widać, jak są sobie bliscy i nie ma między nimi żadnego tabu. Wokalista zna ich rodziny, przyjaciół, co lubią jeść, jakiej muzyki słuchają, jakie mają hobby. Życie w trasie należy do bardzo trudnego, cholernie zadania...ciągłe niedosypianie, noclegi w autokarach, często w ciuchach, drzemki, precyzja, praca w stresie, to coś co ekipy koncertowe mają na co dzień i się z tym zmagają. A my, zwykli zjadacze chleba, widzimy tylko 2 godziny koncertu i nic więcej... jak sam Michael powiedział, że ma ogromny szacunek do fanów..nie ma dwóch takich samych koncertów...każdy jest inny i to w tym kocha...szanuje każdego fana, czy to z Azji czy z Brazylii..bo haruje czasem po kilkanaście godzin w ciągu dnia, aby zobaczyć wybranego artystę...to jest poświęcenie! Co by nie mówić, ma rację i cieszę się, bo pewnie wiele gwiazd o tym nie mówi tak otwarcie a w duszy jednak mają taki szacunek dla fana. Pozwolę sobie jeszcze przytoczyć naszego rodowitego wokalistę, pana Maleńczuka, który zapytany przed dziennikarza, dlaczego ciągle występuje w garniturze, odpowiedział, ze z szacunku do publiczności. Nic dodać nic ująć.

Dokument z Michaelem zaczął się od 15 minutowego wywiadu właśnie z nim, gdzie już straciłam nadzieję, że zabraknie muzyki i jakiś smaczków, ciekawostek...zaczęłam rozpaczliwie patrzeć na koleżankę i było mi smutno i przykro, trochę zażenowana.. kiedy w momentach gdy ktoś coś śmiesznego na ekranie powiedział, większość sali wybuchała śmiechem, a ja? Z całego 1,5 h zapisu zrozumiałam może 60% tego co zostało powiedziane i jak koleżanka słusznie przyznała- kto nie zna angielskiego, to trochę na marne to przyjście do kina. Na napisy w czasie zapisów koncertów rzadko bo rzadko, ale trafiają się. Na Queen np. były. Więc w sumie nie zdziwiło mnie, że tu nie ma. Jednak osoba która 1 raz jest na czymś takim, nieco się rozczarowała..
 Racji w tym wszystkim dużo, ale muzyka jest wielokulturowa, muzyka jednoczy, jest językiem uniwersalnym i wielu pokoleń i każdy ją zrozumie, ma możliwość posłuchania w kinie :)


Reżyser całego przedsięwzięcia, Brett Sullivan, dzień w dzień, noc w noc ucieleśnia w jedną całość humor artysty, podróżując z nim, pokazuje kulisy, niedospanie( wory pod oczami - jak koleżanka zauważyła) i życie w ciągłym biegu. Rytuały przed koncertowe, niedopatrzenia ekipy w niektórych przypadkach i niebanalne poczucie humoru.

Bardzo lubię osobiście patrzeć, podglądać, jak Crew sprzątają w zwolnionym tempie te wszystkie kabelki, zbierają setlisty by za chwilę spragnionym fanom wyrzucić zmielone w ręku resztki, które dla fana, są cenniejsze niż woda, której nie pili przez ostatnie 8 godzin, bo czekali na koncert. Ile to ja razy sobie myślałam, wow, ale fajnie byłoby tam być, a rzeczywistość jaka została tam ukazana, jest brutalna i nie taka kolorowa..związki na odległość nie wytrzymują prób czasu, o ile osoba będąca w trasie jest zajęta pracą, o tyle" żony marynarzy" myśląc o tych swoich żeglarzach gdzieś na kuli ziemskiej... są rozbite i tracą sens życia.  Zapominają o urodzinach, rocznicach i innych ważnych wydarzeniach...
Podziwiam kobiety, które zostały ukazane z Crew, jak twarde to są babki, to są takie międzynarodowe Beaty Pawlikowskie i Martyny Wojciechowskie w jednym :D Świetnie kierują swoimi ludźmi, głównie płcią męską, która wymaga klarownych przekazów w krótkim czasie.

Same zapiski koncertowych piosenek bardzo mi się podobały. To w jakim świetle ukazany był Michael, kombinacje ze sceną, podwyższaniem, obniżaniem, kolory jakie zostały dopasowane do poszczególnych kawałków.. zjazdy z poślizgiem Michaela, czy po płaskiej śliskiej scenie, zwracanie się do publiczności w różnym wieku, to były urocze rzeczy...pięknie się na to patrzyło. Bardzo lubię też patrzeć, jak fani śpiewają, co było wiele razy ukazane, a serce mi się radowało, jak ludzie się super cieszą na koncertach i śpiewają teksty artysty. Podobało mi się ogromnie dzielenie ekranu na 3-5 części, gdzie po kolei była wyświetlana postać Michaela, jak nie wiecie o co mi chodzi to fota poniżej :D



Ogólnie cieszę się i nie żałuję kasy że wydałam ją na to wydarzenie. Każde takie widowisko to jakieś przeżycie, wspomnienia. No i fajnie jest je spędzić z osobą której dawno się nie widziało. Ale uświadomiłam sobie jedno.. że może to tylko teraz moje takie gadanie, ale nie wydałabym na Jego koncert 2-3 stów...to zdecydowanie za dużo, jak na mój poziom sympatii do niego. Owszem, płytę świąteczną ubóstwiam i przzzeeeekocham, ale nie, na osobny koncert, raczej nie. Jestem w stanie wydać tyle albo i więcej na Stinga, czy U2.

Jak można nie zakochać się  w czymś takim nooo awwww *__* . Tak, mało kto zwrócił uwagę na hasztagi :D


Na koniec łapcie jedną z optymistyczniejszych i bardziej znanych piosenek Michaela, bo jutro już czwarteczek kochani, a potem piątunio i łikendzik już taaak bliissssko! :D


Enjoy!

xoxo

PS. Nowy album Robbiego Williamsa ma się ukazać cholernego 4 listopada! Umrę z radości! Ale jeszcze bardziej umrę bo miesiąc później, bo 2 grudnia ukaże się 2 solowy album! Gdzie fani musieli czekać boskie 7 lat! Nie lada wyczyn. W moim przypadku, trochę mniej, bo aż tyle lat, go nie znam :D Na maila dostałam pięknego newslettera z całą listą albumową piosenek i już jestem taka podjarana, że oh my god.!



Bo jeśli kiedykolwiek pomyślisz, że będę zajmować
Mój czas myślami o naszym zerwaniu
To masz coś innego na Twojej drodze
Bo to piękny dzień
piękny dzień

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz