wtorek, 2 sierpnia 2016

Warsaw Uprising in my eyes

Z racji tego, że dni wolne od pracy(bo urlopem nazwać tego nie mogę), wypadły mi w ciągu pierwszych 5 dni sierpnia. Postanowiłam, że spędzę je jak najaktywniej w swoich okolicach, bo nigdzie nie wyjeżdżałam. A jestem trochę z tych osób, które chyba trochę cierpią na pracoholizm i ..nie umieją się lenić..czy nawet nigdy nie zaznały słowa urlop.


Wczoraj świętowaliśmy 72 rocznicę Powstania Warszawskiego, to na pewno każdy z nas wie. Jak nie z pamięci, to z wszelakich mediów. Zadając sobie pytanie, czy było ono na prawdę potrzebne, trzeba by się dłużej nad tym zastanowić. Z pewnością trzeba wspominać ten dzień, kiedy się ono rozpoczęło. Dla tych młodych serc, które rwały się do walki, do wolności.




2 dni przed pomyślałam sobie, że to dobra okazja i z tej racji że mam wolne, wybrać się wreszcie do stolicy i uczcić wraz z Jej mieszkańcami to ważne wydarzenie. Wyjechałam około 16, by tuż o 16.30 znaleźć się w strasznie zatłoczonym metrze- już spory czas nim nie jechałam i zapomniałam jakie to katorgi w godzinach szczytu. Komfort był taki, że gdzie bym się nie ustawiła, do wyjścia zawsze dolezę, bo wiadomo, pół pociągu wysiadło w centrum.
Kiedy wyszłam na powietrze od razu uderzyło mnie  - tłum ludzi, przy metrze sporo, jak dzień jak co dzień, ale wokół, ludzie siedzieli i stali w miejscach gdzie normalnie by tego nie zrobili. Słupy ze znakami, latarnie, kioski, przystanki autobusowe czy nawet na centrach handlowych byli ludzie. Wzruszający widok. A wszystko po to, aby wspólnie spędzić tę chwilę, usłyszeć syreny, zobaczyć ludzi z flagami i opaskami z polską walczącą na ramieniu(jak dla mnie to już przegięcie z tą opaską, ale jeżeli ktoś się przez to czuje większym patriotą- spoko, nic mi do tego), a także patriotów - legionistów jak ich nazywam, którzy na tych przystankach tuż przed odpalili czerwone race. Zanim syreny zawyły było już tyle dymu że o ja pitole. Obserwowałam ludzi, dzieci kręcące się z rodzicami i pytającymi co się dzieje, rowerzystów wkurzonych że nie mogą przejechać, biznesmenów pędzących z telefonami, by za chwilę się zatrzymać, aż w końcu  nastolatków, którzy znają poziom hejtu i mówiący" ta, żeby tu taką bombę teraz wpuścić, nagle tacy bracia wszyscy są".

Może i jest w tym ziarno prawdy, ale umocniłam się w przekonaniu, że bardzo, bardzo ciężko mieszkałoby mi się za granicą i jak psioczę czasem na nasz kraj i mentalność, to jednak kocham ten kraj i tych ludzi. I nasz język. Bo w takich chwilach jak jesteśmy wszyscy razem, jesteśmy niemalże nie do zdarcia.





DOBRY MOMENT UCHWYCIŁAM :D :D







Tuż po godzinie 17, część tłumu się zaczęła rozchodzić a część , by poczekać na rozpoczęcie się Marszu upamiętniającego, który miał trwać pewnie ponad 2 godziny i ruszał właśnie z Ronda Dmowskiego. Gdybym nie miała innych planów z pewnością poszłabym w marszu, ALE miałam inny plan.
Śpiewanie piosenek (nie)zakazanych na placu Piłsudskiego. Ruszyłam w stronę parku saskiego za którym znajdował się Grób Nieznanego Żołnierza a w międzyczasie był przejazd harleyowców z flagami, co także powoduje ciarki.
Z przerażeniem stwierdziłam, że wszyscy idą tam gdzie ja, ale z czasem zaczęli się rozchodzić do innych uliczek czy autobusów.

Kiedy doszłam do Grobu, pomodliłam się, zrobiłam zdjęcia i poszłam w kierunku krzesełek i sceny. Krzesełka przygotowane były dla osób starszych które przyjdą i zechcą usiąść. Większość osób które siedziała to były właśnie osoby starsze, ale gdzieniegdzie były i młode(w tym ja i jest mi głupio, uwierzcie mi!).







Pod sceną byłam już o 17.30 a więc do 20 jeszcze trochę czasu, ale nauczona koncertowym wcześniejszym przybywaniem pojawiłam się prędzej.. Po około 10 minutach dosiadła się do mnie starsza kobieta...p. Danusia, która okazała się piękną kobietą nie tylko na zewnątrz ale i wewnątrz, miała już pewnie po 70-tce, ale noo.. świetnie się trzymała. Złoty naszyjnik, pierścionki, bransolety i kolczyki. Czarne okulary w kwiecistych oprawach. Od słowa do słowa, na prawdę wywiązywała się interesująca rozmowa. Pani jak się dowiedziałam kiedyś już była w Konstancinie i zazdrości mi że tam mieszkam bo jest dużo zieleni. No nie zaprzeczę. Zaczęła opowiadać swoją historię, m.in to że Jej tato, był kolegą, czy tam wujem Marszałka Piłsudskiego! Zaczęła pokazywać mi zdjęcia grobów swoich bliskich którzy brali udział w powstaniu i są pochowani częściowo na Bródnie bo tam ta Pani mieszka w skromnej kawalerce. Zaczęła mi opowiadać o swojej rodzinie, że dzieci nie za bardzo spędzają z nią czas, bo gonią za pracą i pracują jeżdżąc po Polsce, a życie napisało Jej niewesoły scenariusz i została sama w swojej kawalerce. Uświadomiła mi, że najgorszą rzeczą jaka może mieć miejsce, to właśnie zostać samym samotnym w tym świecie. Żadna telewizja, żaden internet, żadne radio. Nie zastąpi nam drugiego człowieka, rozmowy z nim, chociażby krótkiej, ale jednak. P. Danusia bardzo żywiołowo opowiadała to wszystko, pełna w emocjach i jako kontaktowa osoba z niezłym poczuciem humoru zagajała do innych ludzi.


Po jakiś 30 minutach przed nam usiadła kobieta koło 40-stki. Odwróciła się do nas i spytała kiedy będą śpiewniki rozdawane. I tak też od słowa do słowa rozmowa się wywiązała. 3 pokolenia ze sobą rozmawiały, a mi się dusza radowała, że tak powiem, że można na fajne tematy tak jeszcze porozmawiać. Pani czekała na swoją rodzinę, męża i dwójkę chłopaków. Okazało się że od 24 lat mieszkają w Ameryce, na Florydzie, a Pani jest rodowitą warszawianką ze śródmieścia. Mąż trochę zaciągał, ale był Polakiem. Synowie to na prawdę śliczne i inteligentne chłopaki będą jeżeli będą się słuchać rodziców. A w szczególności ojca..Potem mama chłopców wyszła po jedzenie jakieś a między nami a mężem tej Pani znów powstała rozmowa..opowiadał o tym jak niewielu Polaków mieszka tam gdzie oni, że u nich w domu jest zakaz rozmawiania po angielsku i że nasza młodzież jest świetnie wychowana, a amerykańska ma zdecydowanie za dużo wolności..Pan stwierdził również, że na chwilę obecną zostałby w Polsce, woli leczyć się u polskich lekarzy, wydają się być bardziej kompetentni i jest dużo bardziej taniej. Hm...jak dla kogo ? ;)
Opowiadał też o lekcjach historii jak miał dwie historie z różnymi profesorami i jeden mówił wiedzę książkową o Katyniu, a druga lekcja z innym profesorem gdzie kazał pozamykać książki i mówił"a teraz opowiem Wam na prawdę jak to było".
Trochę dziwnie się czułam jak to słyszałam, bo jakbym skądś znała te słowa, jakby z telewizji, bo ludzie często sobie lubią przypisywać takie rzeczy, ale no już dobra.
Bardzo miło mi się słuchało tego Pana, na prawdę dużą wiedzę ma na ten temat i to była wielka przyjemność poznać taką fajną rodzinkę.




Potem poszłam po śpiewniki które rozdawali, kolejka szła całkiem sprawnie, a kiedy wróciłam, Pani Danusia przyznała z żartem że my Polacy jesteśmy przyzwyczajeni do kolejek i dlatego :D
"Floryda", bo tak zostali ochrzczeni przez Panią Danusię, rodzinka siedząca przed nami, wahała się czy nie zejść z miejsc kiedy pojawiali się starsi ludzie...ja trzymałam miejsce dla starszej kobiety, która zostawiła torbę i poszła gdzieś...po koleżankę chyba..A kiedy po godzinie nie przychodziła, P. Danusia przewrażliwiona na punkcie terrorystów, kazała mi sprawdzić co tam jest, "Floryda" również. Stresowałam się że zaglądam komuś w torbę no ale trudno, jakby wybuchło to my pierwsi giniemy i tak :P Otwieram i na głos mówię- no więc jest gazeta wyborcza, chleb, bułki, picie, po czym starsza kobieta zagaduje mnie z tyłu i mówi- oj to moja torba! DŻIZUS!
Ona siedziała rząd za mną! I zajęła miejsce koleżance, szybko zaczęłam tłumaczyć o co mi chodziło, na szczęście była bardzo serdeczne i pochwaliła nas, że dbamy o bezpieczeństwo ^.^
Okazało się, że koleżanka jednak nie przyjdzie i na Jej miejsce usiadła druga miła starsza  Pani która miała 77 lat i też co nie co mi zaczęła opowiadać...miałam momentami wrażenie ze Pani Danusia była wręcz o nią zazdrosna, że Jej słuchałam xDD

Pani blondynka i mąż po lewej :D

Pani lat 77 mówiła że nie siedzi w domu, chodzi na Uniwersytet 3 wieku..z kijkami, na wycieczki jeździ i wychodzi do ludzi i także mówiła, że najgorsze co może być, to samotność.
Wolontariusze przechadzający się między nami zwrócili mi i rodzince przed nami że to są miejsca dla starszych ludzi i że jak możemy stać to żebyśmy zsiedli..mąż argumentował to dobrymi tekstami i bronił swego, a mnie jak zwykle obroniła Pani Danusia, mówiąc" JA mam 1 grupę inwalidzką a to jest moja wnusia, więc jak łooona płóóójdzie gdziś w tłum to jakże ja ją potem znajdę a telefonu nie mam!". Wolontariusz ucichł...w głowie śmiać mi się chciało, ale przy tłumie patrzących na nas ludzi, uwierzcie mi, było mi ciężko tam siedzieć.. a komentarze z tyłu w stylu"no, najlepiej, tyłek posadzić, głowę skulić".  Pani z lewej też mi potem tłumaczyła że dobrze że nie zeszłam, bo starsi ludzie przychodzą na ostatnią chwilę a potem wymagają wszystkiego...do autobusu pierwsi biegną...w szoku byłam że mówi to kobieta lat 77. No szok.
Marzyłam o tym, żeby już to wszystko ucichło i rozpoczął się koncert.
Równo o 20 wyszedł Maciej Orłoś i zaczęliśmy śpiewać. Nagle wszyscy znów zostaliśmy Polakami a człowiek był drugiemu człowiekowi człowiekiem.
Półtorej godziny prawie zajęło nam to śpiewanie. Pani Danusia non stop kamerowała swoich telefonem na który tak wcześniej narzekała. Podejrzewam że ludzie za nią musieli być zażenowani no ale..to starsza osoba, więc wywnioskowałam, że niech już tam Jej będzie. Mimo że wsadzała mi ten telefon niemalże w twarz xD

Blok z symbolem :)

Pani z lewej natomiast, mocno stąpająca po ziemi, rozpłakała się na piosence "Warszawo Ma". Nie dziwię się. Wzruszająca ballada odśpiewana przez solistkę musiała wezbrać ogromne wspomnienia w tej kobiecie. Stwierdziłam, że skoro zawarte tego popołudnia znajomości i opowieści ludzi starszych wyglądają mi niemal jak w filmie ...więc JAK TO w filmach bywa, potarłam Panią z lewej po ręku i z uśmiechem w geście wsparcia, nie pozostała mi dłużna i odwzajemniła mi ciepły uśmiech.
Na koniec były jeszcze dwa bisy najbardziej ruchliwych pieśni. Mąż przede mną wziął młodszego syna na barki a starszy syn( lat ja wiem.....może z 14) wręczył mu flagę do machania. Mega widok. Po zakończonym koncercie publiczność szybko się rozchodziła..podziękowaliśmy i uścisnęliśmy sobie dłonie z "Florydą" i życzyliśmy powodzenia. Żałuję że zdjęcia sobie z nimi nie zrobiłam..taka to super rodzina.


Kiedy byłyśmy już na Placu nagle usłyszałyśmy jak ktoś ze sceny hymn śpiewa. Wszyscy przystanęli i na stojąco śpiewaliśmy 2 ostatnie zwrotki. Wzruszający moment i bardzo podniosły. Człowiek po prostu czuł się na prawdę dumny z tego że jest Polakiem i jakoś tak..miał więcej energii..odwagi w sobie po tym koncercie..
Odprowadziłam Panią Danusię, pomogłam Jej skorzystać z toi toi`ka  i czule się pożegnałyśmy bo jechałyśmy w dwie różne strony. Żałuję trochę, że nie wymieniłyśmy się telefonami, ale boję się, że zawiodłabym Ją, że nie miałabym tyle czasu dla niej...bo wspominała o tym, że z chęcią zaprosiłabym mnie do swojej kawalerki na Bródnie. A i takie wyjście zrobiłoby nam obu dobrze.
Bo samotność to najgorsza rzecz, a towarzystwa za pieniądze nie kupisz.



Ja samotność traktuję z rezerwą. To świetna rzecz bo mam często ochotę popłakać sobie w samotności..tak na maksa..nie zapomnę jak u siostry jak mieszkałam to płakałam, a koty patrzyły na mnie jak na dziewczynę z psychiatryka. Pies by pewnie zrozumiał, kot nie bardzo. I tu mają u mnie minus. Ale chociaż je pogłaskać mogłam. Ale człowiek to też zwierzę stadne które potrzebuje drugiego serca do tego, aby coś osiągnąć. Niestety, ale i stety....

Optymistycznie się z Wami pożegnam i patriotycznie, bo mówię Wam że więcej mam energii po tym dniu :) 1 filmik to jak wyglądała godzina 17 na Dolnym Mokotowie z oryginalną super oprawą, drugi w centrum. I już wreszcie wiem, dlaczego ludzie przyjeżdżają tu po tylu latach bycia za granicą czy z innych miast. Włoski same stają. No i wiecie jak to jest jak jeszcze dzieci to zaśpiewają..masakra jakaś psychiczna :)

Enjoy!

xoxo





Warszawo ma, o Warszawo ma
Wciąż płaczę, gdy ciebie zobaczę
Warszawo, Warszawo ma.
Warszawo ma,
Patrz w oku mym łza
Bo nie wiem czy jeszcze zobaczę cię jutro
Warszawo ma.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz