wtorek, 23 sierpnia 2016

CONCERT - MUSE

Ledwo żyję Wam powiem, czuję jak mnie oczy pieką i ziewam na każdym kroku. Tak właśnie mija 37 godzina bez snu. A ja still alive! I już się nie mogę doczekać soboty.

 Mokry plakacik :((

Wyruszyłam z Warszawy o 12 pełna obaw, aby się pogoda nie zmieniła i nie rozpadało się. Bo u mnie świeciło słońce i było dość parno.. Po mojej lewicy zasiadł chłopak z za dużym zarostem jak na taką ładną buźkę i jedno drugiemu zaglądając co porabia, tak minęła 4 godzinna podróż do Kraków City. Niestety prognoza pogody sprawdziła się i już 2 godziny przed Krakowem, nie padało. Lało! I to lało tak, że świata za oknem nie widziałam. No cóż. Trzeba było myśleć wcześniej i jednak zabrać ze sobą jakąkolwiek bluzę. A miałam krótki rękawek, nerkę w której zmieściłam płaszczyk przeciwdeszczowy, aparat, klucze i kasę. Grunt to umiejętność pakowania i ściskania rzeczy w rulony :D

Kiedy dotarłam na Dworzec, spanikowałam i nie wiedziałam trochę co ze sobą zrobić.. bo jednak muszę czekać na Magdę + Jej 3 koleżanki(trochę spontanicznie się dowiedziałam, za czym nie przepadam, bo lubię takie rzeczy wcześniej wiedzieć, ale pozory mylą).
Z początku totalnie nie wiedziałam jak do tej Galerii Krakowskiej dojść, ale podsłyszałam jak jakaś Pani tłumaczyła 3 muserkom, że schodkami w dół itd... no więc udając że totalnie nic nie słyszałam ani nie widziałam, założyłam jak oni swoją kurtałkę przeciwdeszczową i popciupciałam po tych wstrętnych kałużach do Galerii, gdzie zjadłam ostatnie kanapki i czekałam na dziewczyny. Wpadłyśmy do mcdonalda, zapoznałam się z nowymi towarzyszkami i leniwie tuż przez 18 ruszyłyśmy na jakiś autobus, który o dziwo nie było trudno znaleźć.



Kiedy dotarłyśmy na teren, okazało się, że spory kawałek musimy się wrócić by dojść do wejścia, ale podekscytowanie sprawiło, że szybko czas nam minął. Zdziwione małą ilością namiotów na polu namiotowym i ogólnie na polu festiwalowym, zabrnęłyśmy wreszcie do ochrony i do sprawdzania torebek. No i klops. Dziwnie szczegółowo mnie Pani przebadała. Kiedy tłumaczyłam po kolei co mam w której przegródce, skupiła się nagle na aparacie cyfrowym. Sama sobie dowaliłam ognia można rzec, bo powiedziałam że wiem że tylko do 5 mpix można wnosić, a mój ma 8!(ale nie robi świetnych zdjęć + nie ma wymiennego do k.rwy nędzy obiektywu! Oj się wkurzyłam w duchu mocno, ale spokojnie kobiecie tłumaczyłam...a tymczasem ona poprosiła starszego kolegę, czy taki aparat może przejść. Ja zrobiłam oczy shreka do pana i stwierdził, że może być, uf. Dołączyłam do dziewczyn i w kapokach brniemy przez miasteczko. Gdzie roi się od muserów. Podejrzewam, że my z Magdą miałyśmy ochotę już koczować po prostu pod sceną, aby być jak najbliżej, ale ostatecznie i tak nie miałyśmy złych miejscówek.


Godzina prawie 18.30 i tak mało ludków :o + na 1 planie widzimy kurtałki z Radio Zet które my również nosiłyśmy :D

Pozostała dwójka chciała pozwiedzać..no okey, pochodziłyśmy chwilę, zgarnęłyśmy mapkę festiwalową, obejrzałyśmy merch festiwalowy i zostałyśmy zaczepione przez namiot Radio Zet, którzy rozdawali za darmo pelerynki. Trochę się wahałam przez chwilę ale zachęcona koleżanką również zdjęłam swoją domową i skorzystałam z darmowej. Cóż. wyglądałyśmy w piątkę jak fan club radia..całe na czerwono z białym napisem Radio Zet na przodzie  i z tyłu. Boże jaka wiocha ! :D Ale ważne że uratowało nam ciuchy i włosy. Byłyśmy suche, aż do Muse ;)

Kiedy zbliżała się godzina 19, czyli czas kiedy suportem był Organek czyli 40 latek z Suwałk, prezentujący specyficzną trochę muzykę co by nie mówić. Jest tu trochę bluesa, hip-hopu z r&b i muzyki alternatywnej. Ogólnie no to niektóre kawałki podobały mi się, ale przez pierwsze 30 minut się nieźle zmęczyłam. Mimo że podrygiwałam, bo tak przykazała mi muzyka to nie urwało mi czegokolwiek. Nawet klaskanie zostawiłam sobie w ramach oszczędzania energii na gwiazdę wieczoru.
Kiedy już skończył odkryłyśmy że nagle zostało tylko 30 minut do naszych Bogów...potem 20..15..10...i zaczęło się cholerniee dłużyć. Ostatecznie chłopaki spóźnili się, ale tak do 10 minut. Zawsze śmiać mi się chce z fanów, kiedy tak skrupulatnie odliczają każdą nanosekundę i nawet spóźnienia.
Z głośników sączyła się na prawdę przyjemna muzyczka, która nastrajała do deszczowego wieczoru. Przed Muse padało, w trakcie również trochę, ale muzyka i zespół spowodował, że to w ogóle nam nie przeszkadzało.
Śmiesznie ogólnie było, robiłyśmy sobie selfie, obgadywałyśmy no i dobra akcja pod tytułem i skandowaniem" Złóż parasol" wygrała życie :D Z 6 razy zostało wykrzyczane przez tłum, po czym ludzie ze swoimi parasolkami, posłusznie je zwinęli..a skandowanie znów zabrzmiało"Dzię ku jemy!" co wywołało lawinę śmiechu. Nie rozumiem tylko...że zgarnęliby mi aparat który przekracza tylko 3 razy normę i nie wyrządzi nikomu krzywdy, a mała zwijana parasolka? Wrzucona na scenę nabrałaby tylko prędkości i mogłaby komukolwiek zrobić krzywdę. Ale to Polska.

Bogowie, czyli nasza Święta Trójca  :)

Kiedy światła przygasły, każdy wiedział że to już jest TEN MOMENT..wszyscy zaczęli głośno piszczeć i usłyszeliśmy Drill Sergeant ze słynnym wykrzyczanym przez publikę Aye Sir!
Plug In Baby, Hysteria ze świetnym intro, to było mocne wejście festiwalowe..wszyscy byliśmy jednym skaczącym organizmem. Najgorzej było jak ktoś akurat do góry skakał a Ty opadałaś...obcierka była straszna, ale potrafiłam się dopasować przez co przyjemnie minął koncert.

Polscy fani zorganizowali na twitterze i chyba instagramie, akcję pt" Citizen Erased i Assassin. Szczerze? Myślę, że jednak zobaczyli to i zwrócili na to uwagę. A że polskiej publiki nie da się nie kochać, no to musieli to zagrać. Assassin to jeden z kawałków które chciałam usłyszeć na żywo...w całości z mocną muzyką... i się udało... w Citizen uwielbiam początek...dlatego również się ucieszyłam że ją zagrali. Szkoda  że nie zabrzmiało po tych kawałkach polskie"dzię ku jemy!" albo chociaż po angielsku. No trudno.

W sumie to koło siebie nie miałam telefonów i ludzi trzymających je bez ustanku. I`m not kidding


Chris taki bez twarzy :D (miał takie ładne wdzianko).

Isolated System jak wszystkie inne kawałki miały przecudne wizualizacje na telebimach za chłopakami..no było to coś pięknego...jak słusznie nazwała to koleżanka- opowiedziana historia...Jednak dobrze, że żadnego kawałka nie obejrzałam przez tym koncertem, mogłam się spodziewać różnych rzeczy, ale takich efektów wizualnych, to nigdy :)

Na The Handler to była jedna z lepszych chwil..na ekranie geometryczne palce bawiąc się kłębkami kurzu. No i jakże niesamowitą energię ma ten kawałek. Na płycie jest geniusz ale na live jest jeszcze lepiej!  Na Isolated, The Globalist czy Drones było spokojnie, choć nie obyło się bez klaskania..to była chwila oddechu...a potem? Same hity, wiadomo....kręgosłup mnie nie bolał, ale no od kolan w dół o.O starość nie radość.  Typowa końcówka koncertowa Muse, to niezmiennie Uprising z dynamicznym outro, Mercy które w Polsce rok temu było tak ciepło przyjęte aww. Knights Of Cydonia, gdzie jak ktoś stwierdził... umieszczenie osoby... dziewczyny na barkach jest świetnym pomysłem....na taaak rytmicznym kawałku..to jakaś pomyłka!


Mefju i takie artystyczne zdjęcie wyszło!


 Nie wiem czemu ale w połowie koncertu skapnęłam się że deszcz nie pada i pomyślałam tak sobie że skoro są schodki od sceny...to mógłby Matt przebiec ten kawałek środkiem między barierkami..a już w ostatnich 3 kawałkach, tak się przesuwałyśmy równocześnie że dotarłyśmy do środkowych barierek i zbliżałyśmy się co raz bardziej do przodu.

Matt kilkakrotnie zwracał się do polskich fanów..ale chyba najbardziej wszystkim utkwiło"see you soon". A mi jeszcze dodatkowo uśmiechy chłopaków.. ah ten Dominic :D  nie wiem..mam wrażenie że to takie pod publikę nie było, a bardzo prawdziwe. Eh, jakże smutno że to już koniec..ale..byle do soboty! :D


Domiś i przepiękne wizualizacje <3 Fani mówią, że kobieta była łudząca podobna do dziewczyny Matta :o


Najlepszy moment, gwiazdy, galaktyka <3

Po zakończonym koncercie wspominałam bekę i przechadzającego się polem pana Sieradzkiego z programu Agent który reklamował swoją kolekcję i zespół Blue Cafe z nogami do nieba panią Gawędą(również Dominiką! ).
Chłopaki z Muse zabrali ze sobą ogromną biało-czerwoną flagę, gdzie fani z całej Polski mogli za sprawą maila organizatorkom, przekazać swoje podziękowania czy pozdrowienia.

Autobus taki festiwalowy. Był jeszcze z napisem Muse-koncert, ale się rozmazało bo dziewczyny mi uciekały :(  :D +moje urodzinki = 23.08! :D

Wsadziłam 1 różową wstążkę na pamiątkę w tylną kieszeń i pomknęłyśmy w stronę autobusów, by udać się na długotrwałą przechadzkę po centrum Krakowa w poszukiwaniu czegokolwiek otwartego w przyzwoitej cenie(patrz- niskiej) aż dotarłyśmy prawie pod Wieżę Mariacką i znalazłyśmy upragniony mcdonald <3 Komicznie to musiało wyglądać jak po "kolacji" wyciągnęłyśmy nasze złapane wstęgi i zaczęłyśmy je rozplątywać. Przynajmniej posiadamy zdolności manualne !

Faszyn from Łorso!
Z chęcią na prawdę nocą połaziłabym po rynku, ale strach przed tym, że nie zdążę na busa, spowodował, że wróciłyśmy się po chwili spod Wieży i szybkim tempem w poszukiwaniu busów, dotarłam do swojego przystanku. Prędkie pożegnanie z Magdą, bo reszta gdzieś się w tłumie zatopiła i już za chwilę odjechałam... co będę ukrywać, że nie ma deprechy jak jest  i to spora :D to mój 3 koncert Muse w życiu i wiem że nie ostatni..choć czasem się tak zastanawiam, czy nie lepiej wydać na zespół którego się nigdy nie widziało..jak np. The Cure...ale jakaś silna moc mi na to nie pozwala i gnam na drugi koniec kraju, by zmoknąć, stać w deszczu, czuć "zapaszek" skaczącego męskiego potu w deszczu, papierosów i przetworzonego alkoholu i posłuchać trochę dobrej muzyki. No cóż. Coś w tym musi być!


Zmęczona kończę już pisać. W skrócie sporym opisałam Wam jak mi się podobało. A podobało mi się bardziej niż na Orange rok temu. Może przez ten klimatyczny deszcz? A może przez różnokolorowe wstążki, a ja oczywiście złapałam wszystko co najgorsze czyli różową? A może to te wielkie różowe kule z czarnymi piórkami w środku fruwające w publiczności...  Ale może też dlatego że poznałam fajne nowe osoby i nabyłam nowych doświadczeń, bo pamiętajcie- koncerty uszczęśliwiają!

Post publikuję dzisiaj ponieważ miałam problem ze zgraniem zdjęć wczoraj.. A dziś się udało. Także, lepszego prezentu urodzinowego jak koncerty - mieć nie mogłam, uwierzcie mi :D

Na koniec łapcie oczywiście coś Mjusowego, dwa filmiki. Pierwszy to 1 kawałek czyli Psycho ,gdzie dobrze widać jak wszyscy na raz skaczemy i nie da się ustać w takim tłumie ;) A drugi to moje ukochane Starlight gdzie pięknie śpiewamy :D

Jeszcze kilka profesjonalnych zdjęć od Radka Zawadzkiego, który jak zwykle robi świetną robotę!
Tutaj link do Jego strony i jeszcze więcej zdjęć :) http://radekzawadzki.com/2016/08/22/muse/




Drugi najlepszy moment <33 Czyli eyes fucki!


Enjoy!

I do niedzieli moi drodzy! ^.^

xoxo





Światło gwiazd,
Będę gonić światło gwiazd
Do końca mojego życia
Nie wiem, czy to nadal jest tego warte

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz