piątek, 8 lipca 2016

REVIEW - MUSICAL "METRO"

Kto by pomyślał w tamtych czasach, że taki zwykły..pierwszy musical z Polski w roku 1992, zostanie wystawiony  w jednym z najbardziej znanym miejsc na świecie, czyli Broadway, na Manhattanie? Raczej mało kto..




W czasach kiedy byłam w podstawówce i miałam aż 10 lat, miałam okazję być po raz pierwszy w teatrze na takim prawdziwym musicalu. W 2004 roku miały premierę właśnie "Koty". A że miałam genialną wychowawczynię przez cały okres podstawówki, to zabrała nas na to fantastyczne wydarzenie, które wspominała cała klasa z wypiekami na twarzy. Pamiętam, że ogromne wrażenie zrobiły na mnie wzorzyste kocie twarze, stroje no i muzyka. A że od małego byłam kochliwa i upodobałam sobie patrzenie na właśnie jednego kota to już w ogóle nie mogłam zapomnieć o teatrze.. Pewnie gdybym miała Internet i telefon to ustawiłabym sobie go na tapecie :D A tak, mam tylko, albo raczej aż, miłe wspomnienia.

W pamięć również zapadł mi musical "Metro" o którym tak zagorzale rozmawiały wciąż moje koleżanki. Nie wiedziałam o co w nim chodzi..tylko że jest o młodych ludziach i że jest taki och i ach. Nie sądziłam też wtedy, że prawie w wieku 25 lecia obchodzonego przez Musical w tym roku, będę mieć okazję go zobaczyć.



Kupiłam więc bilet, wybrałam 1 rząd, miejsce nie najlepsze i w upalną sobotę wybrałam się do Studio Buffo. Bilet niestety brzydki...w formie drukowanej samemu sobie..może next time dostanę ładniejszy.
Nigdy nie byłam w tym teatrze. Budynek może nie powala swoim wyglądem z zewnątrz, ale samo to, że znajduje się człowiek w miejscu gdzie od 1956 roku on funkcjonuje, powoduje ekscytację.

"Metro" jest wystawiane nieustannie od 25 lat, okazał się jakimś niesamowitym fenomenem. Na pytanie dziennikarza o to, ile jeszcze lat, będzie grany,  reżyser musicalu, Janusz Józefowicz odpowiedział zwięźle - jakie będzie zapotrzebowanie, tyle razy będzie grany.
A mam wrażenie, że jest to jedna z rzeczy, która nawet za 10-15 lat, dalej będzie słynna i kolejne pokolenia będą z niej korzystać i czerpać naukę.

Mimo, że Musical zawędrował do Ameryki, nie zebrał pochlebnych opinii. Reklamowany hasłem"Ulice Europy pełne są marzeń, niech wolność tańczy i śpiewa".
Jednak ogromna popularność jaką zyskał w Polsce przeniosła się i do innych krajów. Warto podkreślić że Metro jest pierwszym polskim spektaklem w którym użyto ultrafioletu i laserów.
W pierwszej obsadzie wystąpili m.in Katarzyna Groniec na zmianę z Edytą Górniak, Michał Milowicz czy Robert Janowski. Ze starej obsady to mam wrażenie że tylko Mariusz Czajka, aktor znany m.in znany z "Maratonu Uśmiechu".



Metro to spektakl o młodzieży jak już wcześniej wspomniałam, którzy szukają szczęścia w życiu i chcą spełniać swoje marzenia, mają w sobie wielkie pokłady energii. Sprzeciwiają się nudzie i chcą być sławni. Kiedy nie przechodzą upragnionego castingu, postanawiają sami na peronie francuskiego Metra, wystawić swój musical. Kiedy musical robi rozgłos, dostają propozycję...pójść w drogę gwiazd i pieniądza, czy jednak wybrać wolność i marzenia. Zakończenie jest jednak trochę niejednoznaczne i zaskakujące....

W Metro porwało mnie na strzępy to jak wysportowani są aktorzy tego teatru. Jedna z dziewczyn miała takie łydki, że w życiu na oczy takich nie widziałam. Chłopcy od zadań specjalnych..podnoszenia dziewcząt spisywali się na medal. I pewnie nawet jakby coś komuś nie wyszło, to laik "Metrowy" nie skapnąłby w ogóle co było nie tak.


Duże wrażenie wywołała we mnie gra świateł.. nie da się tego opisać...idealnie przyciemniane..idealnie dopasowywane do wypowiadanych kwestii...no i te ultrafiolety...pamiętam jaki okropny szał był na to na dyskotekach w podstawówce...i nie wszyscy wiedzieli o co w  tym chodzi...tylko słowa" ubierz coś białego, zobaczysz, będziesz się świecić" i wszystkie dziewczyny w klasie pomalowały sobie paznokcie na  biało :D  Więc tańczące w musicalu dziewczyny w białych sukienkach w tej magii świateł, to coś przepięknego.

Niestety mimo że główną rolę i jako pierwszy do roli Jana, głównego bohatera występuje obecnie Jerzy Grzechnik, to ja musiałam natrafić na Jana Traczyka :( a nie chciałam... ale byłam usatysfakcjonowana tym, że Jerzy grał i śpiewał w większości po mojej lewej stronie mimo wszystko.



Miałam okazję spotkać się z głównym odtwórcami ról męskich na spotkaniu poświęconym temu musicalowi. Studenci niezrzeszeni UW zorganizowali to spotkanie na którym pojawiło się około 25 osób...w większości płci żeńskiej jak nie trudno się domyślić :P Opowiadali bardzo dużo o musicalu, o tym jak się tam dostali, o trudach pracy w teatrze, co zrobić żeby się dostać.
Powiem Wam, że jak weszli do sali to zawsze jest taki moment niedowierzania i jak zwykle tekst w głowie - BOŻE. To oni jednak istnieją, są na żywo, przechodzą metr ode mnie i się tragicznie pięknie uśmiechają swoimi białymi aktorskimi zębami ! :D Bo wiadomo, jest to mały szok, widzi się ich tylko za szklanym ekranem telewizora...w programach muzycznych.. kibicuje się im...Jerzego Grzechnika poznałam bliżej dzięki"Twoja twarz brzmi znajomo", ale Artura Chamskiego znałam już wcześniej, nie tylko z programu" Jak oni śpiewają" gdzie wysyłałam smsy na niego, ale i z seriali. Teraz przeważnie jest w teatrze..
Na spotkaniu na UW, oczywiście była możliwość poznania bliżej aktorów..ale że byłam sama no to...wstydziłam się..a mogłam mieć z nimi zdjęcie i ich autografy :((  Co śmieszne, będąc pare dni później w kasie teatru po bilet na Metro, zobaczyłam Jerzego siedzącego z dwoma koleżankami w restauracji teatralnej, która jest przy samym wejściu.. taka sytuacja :D Nie wiem, mam wrażenie że ma coś w sobie tak magnetyzującego, że kiedy On widzi że człowiek jest zafascynowany Jego osobowością, nagle się zamyka i otacza tarczą obronną i już nie patrzy na tę osobę...

Ciekawe jest to, jak w teatrze ludzie mogą być z jednej strony sobą, pokazać swoją prawdziwą osobowość, a z drugiej strony grają zupełnie inne osoby mogą być tym kim chcą..i dlatego świat teatru może być tak fascynujący, ale jednocześnie trzeba mieć silną osobowość...nie dostajesz się na casting? To co, jedziesz, próbujesz dalej, masz gdzieś to, że inni mówią że Ci się nie uda. O tym m.in jest ten Musical..


Zapodaję pare zdjęć ze spotkania ze strony http://nzs.uw.edu.pl

Wspólna focia, woooaaah mam z nimi zdjęcie!

 Ich cudowne głosy na żywo w zwykłej rozmowie, są jeszcze bardziej niezwykłe.
Od lewej Jan Traczyk, Artur Chamski, Jerzy Grzechnik


 Grupowa rozśmieszona focia część druga



I foteczka z organizatorkami :) Wielki dzięki!

Większość osób bardzo chwali musical Metro za muzykę..okey, na prawdę jest niezła, ale żeby aż tak bardzo ? Teksty na prawdę są mądre i to najbardziej cenię w tych piosenkach. Moja ulubiona? "A ja nie" w wykonaniu Jana i "Szyba" w wykonaniu Anki. Po prostu to są takie 2 typy takich piosenek dzięki którym mam ciarki totalne.
I na dzisiaj na koniec właśnie ten pierwszy zapodaję, tekst najchętniej wrzuciłabym cały, bo ciężko wybrać najlepszy fragment..ale trzeba :)

Enjoy!

Miłego weekendu :)

xoxo


Po pierwszym śniadaniu biegniecie za metrem
Powrotny autobus zabiera was z pracy
Potem szybkie "dobranoc" i parę słów szeptem
Bez nadziei, że będzie inaczej

Codzienne gazety, wieczorne dzienniki
Te same zajęcia w tych samych godzinach
Połykane co wieczór nasenne pastylki
Bardzo rzadkie wycieczki do kina.

A ja nie. Po prostu - nie.
Mnie się to - mnie to się nie podoba
niech się dzieje
Niech dzieje się co chce
Nie pożyczam, bo świat mi nie odda.
Ja to znam, po prostu znam
I nie będę -nie będę następny
Który szuka, szuka, choć wie
Że labirynt jest wszędzie zamknięty.

4 komentarze:

  1. A mi się marzy musical Mamma Mia. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale to już w Teatrze Roma :) Mi się marzy jeszcze Romeo i Julia aww :3

      Usuń
    2. Tak, wiem. Chciałam jechać kiedyś, ale w końcu plany poszły w kąt. :(

      Usuń
  2. Widziałam 2 lata temu, jak byłam w Sopocie :) Bardzo fajny musical.

    OdpowiedzUsuń