niedziela, 22 maja 2016

Do you like theatre?

Ej Ty!
Kiedy ostatnio byłeś w kinie? Okey..banalne pytanie.. pewnie w zeszłym tygodniu przy okazji ostatniej premiery X-Mena albo w zeszłym miesiącu..a w muzeum? Oj...robi się niekomfortowo...
na wystawie? Robi się jeszcze ciaśniej w głowie... w teatrze? Hm..czeekaj..chyba w 199.... a no właśnie. W podstawówce pewnie. To zupełnie jak ja.



Temat powiązany z muzyką, bo gdy w teatrze brak muzyki, to nie jest to teatr...
Miałam tę przyjemność i okazję być z koleżanką w Teatrze Kwadrat w piątek. Na spektaklu "Godzinka spokoju!". Obsada świetna, aczkolwiek liczyłyśmy z koleżanką, że jednak na miejsce jednego z aktorów, wystąpi ten nasz ulubiony, którego chcemy zobaczyć na żywo. Niestety nie udało się...i tak przehulałyśmy kasę na 2 spektakle, ale co by nie mówić, nauczka na przyszłość jest i szacunek do pieniędzy się wzmocnił :D Nie żałuję, że poszłam na ten piątkowy..całość trwała 2 godziny- nie licząc w tym przerwy. W obsadzie w głównej roli przegenialny i jakże autentyczny Paweł Wawrzecki, potem Wencel, Malec czy Wons. Spektakl ten opisuje historię Philipa, który jest jak można to powiedzieć psychofanem jazzu i fanem Neila Youarta.. kiedy w końcu na pchlim targu udaje mu się dostać wymarzoną płytę, przez tytułową godzinę, próbuje przesłuchać błyszczący winylowy krążek. Nie udaje mu się to za sprawą nie tak świętej jak mu się wydaje być żony, przyjaciółki, czy syna metalowca(brakowało mi w sumie tylko jakiejś ostrej muzy do scen z nim i byłoby prześlicznie, a nie tylko ślicznie :D ).



Nie ukrywam w sumie że zaskoczyło mnie pytanie koleżanki"czy uważam że strój w który jestem ubrana, jest odpowiedni do teatru". Odpowiedziałam, że jeżeli bym tak nie uważała, to bym się w to nie ubrała, chyba logiczne. Odeszła zdziwiona. Stawiam w swoim życiu na schludne, czyste ubrania, a nie kipiącą ekstrawagancję- nawet do teatru. Granatowa bluzka koszulowa, ciemne dżinsy i czarne botki wydają mi się dość ludzkim rozwiązaniem. Eh, dobrze że ja nie mam takich problemów ;)

Tłumaczę sobie to tak- koncert to koncert, idziesz luźniej ubrany(w sumie zależy jaki, ostatnio przykładowy Zimmer), teatr, nieco bardziej eleganko, do Filharmonii czy Opery, no to już pełen szacunek dla muzyków trzeba posiadać(co nie oznacza, że nie mam go dla aktorów) wręcz przeciwnie.
Ta niesamowita bliskość sceny w 1 rzędzie jest bezcenna :)

A dress code w teatrze jaki widziałyśmy i niektóre zachowania, to można podpasować pod "kowalskich i Nowaków", bo jednak żółta oczojebna koszulka  dresowa + spodenki przed kolano dżinsowe umówmy się, że nie jest najlepszą opcją ;)  Tłumaczę sobie to tym, że...jednak wyrosłam na dość rozsądną osobę :D
Choć jak siedziałyśmy w tym pierwszym rzędzie to jednak tym bardziej powinno się ubrać no jako tako można rzec, a nie w adidasy jak Pani 50 letnia po mojej lewicy, która wcinała ..gruszkę!  A po prawej stronie mojej koleżanki siedziało 80 coś letnie małżeństwo, gdzie Pani komentowała większość wybuchowych scen...ale co by nie mówić w wykonaniu tak uroczej Pani to było po prostu..no urocze ^,^.
W jednym z wywiadów przeczytałam, że nie ma nic bardziej irytującego niż podszeptywanie do siebie podczas spektaklu w 1 rzędach, czy mówienie kwestii aktorów, jest to podobno stresujące i rozpraszające.


Swojej przyszłości z teatrem nigdy nie wiązałam i pewnie wiązać nie będę, aczkolwiek wszystko z czym nie mamy do czynienia na co dzień, jest dla człowieka fascynujące. Jak np. kulisy teatru, jak wyglądają próby, czy z innej beczki- wypadek i akcja reanimacyjna ze słynnymi gapiami wokół.

Jest to fascynujące, bo jest inne, są tam zawarte tajniki które człowiek chciałby poznać, dlatego na koncertach, nawet uważnie się przyglądam jak kable zwijają i że cholera, nawet to jest ciężka robota.
Piękne jest to, kiedy nikt nie fotografuje, nikt nie nagrywa, ludzie siedzą, czekają aż zgasną światła, niewidoczna kurtyna się odsłoni i wejdziemy w relację z aktorami, którzy są żywi, są namacalni, możemy poczuć nosem jak ktoś pali papierosa na scenie, czy zobaczyć pot na czole artysty czy spoconą koszulę, wszystko jest takie swojskie...teatr obnaża bohaterów ze swojej filmowej nieskazitelności i pokazuje jak bardzo się stara być prawdziwy na scenie. Nie oddzielany jesteś od szklanego ekranu kina czy laptopa, widz staje się częścią spektaklu i miło jest obserwować jak aktorzy również świetnie się bawią. Bo życie jest jak spektakl w teatrze i role które my w nim odgrywamy, powtórzyć już się nie da, bo w filmie można wszystko.

Stereotypy które chodzą po Polsce na temat teatru są wciąż żywe...że to rozrywka dla bogaczy czy innych szlachciców, co to srają pieniędzmi, przepraszam za wyrażenie w tym kontekście, ale taka jest prawda..osoby które mają dużo czasu, pracują w dobrych firmach albo są szefami samymi sobie. Stereotyp kolejny, że to pewnie też osoba inteligentna w garniturze pewnie też..bo w końcu teatr to sztuka sama w sobie. Stereotyp który jest trochę prawdziwy, że to osoba wrażliwa, bujająca w obłokach i świecie swym(to raczej u młodych widzów), ale przeważnie publika to osoby po 27 roku życia.

Teatr wydaje się być miejscem sztywnym. Co by nie mówić. Z popcornem czy colą tam raczej się nie zazna spokoju i radości. Ja ostatni raz byłam w podstawówce, pewnie więcej było tego typu rozrywek, ale pamiętam tylko 3. Kiedy byłam w teatrze Guliwer, który jest teatrem lalkarskim, pamiętam że przykuło moją uwagę kolorowe wejście i duży tłum dzieci na widowni. Mieliśmy bardzo dobre miejsca w 1 rzędzie, lalki zagadywały do dzieci a przedstawienie nie pamiętam o czym było :D Potem byłam na"Koty" w Teatrze Roma, gdzie również publika była dość podstawówkowa..koty fruwały nad publicznością na linach, głośna muzyka sączyła się z głośników i podziwałam pięknie wymalowane twarze aktorów i barwne stroje. Koty były wystawiane od 2004-07 roku, a więc musiałam mieć ledwo ponad 10 lat, a jednak muzyka i ogromna akcja na scenie, utkwiło mi to w pamięci..w przeciwieństwie do "Dziadów", które widziałam w Teatrze Narodowym, ale prędko chcę zapomnieć ten przenudny spektakl dla mojej klasy spektakl, a potem nie lada wyczynem było napisanie recenzji :P

No tak, co by było..nie byłoby genialnego Brata Zdrówko z Jasminum!

Teatr w porównaniu z koncertem jest bardziej komfortowy. I fizycznie i psychicznie. Fizycznie- bo nie musisz się wyżywać, skakać, śpiewać, ogółem ruszać, a psychicznie bo ceny są niskie w porównaniu do tych pierwszych wydarzeń. Także, jak macie kogoś, kto zrzędzi bo brak mu pieniędzy na tego typu przyjemność, a lubi połazić do kina czy na koncert, to zaśmiejcie mu się w twarz i powiedzcie aby jednak jakiś celibat sobie wprowadzili na odpowiednią rzecz która sprawia Wam przyjemność i zażyli dożylnie nieco teatru. Oczywiście to wersja dla osób, że "z chęcią chodziliby, ALE ". Coś tam.


Aktualnie w swoim planie mam zawarte odwiedzenie Studio Buffo, który już jest można powiedzieć legendą..grane w nim "Metro" jest już od 1991 roku. Co by nie mówić, to bardzo słynny teatr i w dodatku muzyczny, więc coś dla mnie! Z ciekawostek powiem, że legendarne "Metro", na które chcę się wybrać, do stycznia tego roku zostało wystawione 1985 razy, biorąc pod uwagę, że w miesiącu jest tych razów około 2-3, ale są i takie gdzie jest grany 6 razy, ta liczba zapewne już przekroczyła 2 tysiące.
Pamiętam jak w gimnazjum wiele dziewczyn się chwaliło że widziało "Metro" i że było to takie genialne przeżycie...a ja siedziałam pod ścianą, patrzyłam na nich wzrokiem"r u fokin kidin me? " i byłam zafascynowana swoją pierwszą, czarno-złotą mp3 z firmy Grundig, obmacywałam z każdej strony.. gdzie nie umiałam jej obsłużyć i słuchałam tylko 2 kawałków i ...radia, bo miało radio! :D


Żeby nie było, nie hejtuję osób, które nie chodzą do teatru czy tych które nie czytają książek jak"statystyczny polak", po prostu uważam że warto próbować nowych, bądź zapomnianych już przez nas rzeczy czy zainteresować się inną formą rozrywki niż pójście do pubu. Ja sama nienawidziłam czytać książek 6 lat temu. Ale odkąd zaczęłam pracować, dojazdy zajmują mi "3 dni", odnalazłam w tym całą przyjemność i odkryłam, że już nie muszę czytać tego co mi karzą, a mogę to co chce.
 Kiedy powiedziałam o teatrze koledze, On na to"booOosze, tyle kasy wybuliłaś! Wiesz ile za to można mieć piw ?". No tak..z kim ja się zadaję .. ;)

"To opowieść o marzeniach i rozczarowaniach, o pasji i zdradzie, o młodzieńczych ideałach i władzy pieniądza.."

Świat się zmienia,
Padają mury, otwierają się granice
Teatr też się zmienia
Niezmienne pozostają tylko marzenia…
… marzenia młodych ludzi, nasze marzenia


Na nadchodzący słoneczny tydzień, życzę Wam chwil spokoju, bo nie ma to jak Godzinka Spokoju spędzona w słońcu  : D

Enjoy!

xoxo



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz