środa, 16 marca 2016

CONCERT- HURTS

Surrreeeeender surrrrrender..... ! Takim oto miłym akcentem rozpoczął się koncert zespołu, który darzę miłością wyjątkową i jedyną w swoim rodzaju.




Czy ktokolwiek z Was nie zna utworu Stay czy Wonderful Life? Jeżeli nie, to się wstydźcie i przestańcie czytać mojego bloga! :D To jedna z podstaw brytyjskiej popkultury obecnie i jeden z zespołów w mojej czołowej 10-tce, który jak na razie znudzić mi się nie zamierza. I tak już 6 rok leci..

Wyruszyłam wczoraj w swoją surrendertour tuż po 14 można powiedzieć, kiedy to koleżanki w pracy starały się jak mogły mnie bosko wymalować(gdyż sama mam niedowład malowania się). Trochę po godzinie 15 przybyłam na miejsce, wymieniając smsy z ludźmi który po raz kolejny zobaczę w swoim życiu przy okazji koncertu. Właśnie.. to lubię w koncertach..tę ekscytację od samego rana, pisanie, dzwonienie, czy martwienie się o pogodę, wymienianie emocji,(choć jak to u mnie zwykle bywa i jest to zwykle deszcz, a jak nie deszcze to pioruny szczalajo).
Miło zaskoczona kolejką złożoną z może 30stu osób w której stanęłam i od pierwszych minut zaczęłam marznąć, wiatr niemiłosierny, ale co tam! Przypominając sobie marcowy Berlin, czy Imagine w lutym, to pikuś odstania zaledwie 3 godzin.


Za chwilę dołączyła do mnie koleżanka którą znam od liceum i podarowałam Jej na urodziny płytę Hurts właśnie. Zdecydowałyśmy, że jak tylko reszta ekipy przyjdzie, ruszamy po coś ciepłego. W tym czasie wpadła do nas koleżanka moja Hurtsowo-Placebo- Depechowa- szalona Ania, która z emocjami w głosie opowiadała swoje przeżycia. Stała w drugiej kolejce obok, trzymała mi miejsce, ale ja niestety z większą grupą, nie bardzo dałabym rady się tam wepchać...
Otoczone ukrainko-rosjankami wymalowanymi że aż świeciły w ciemnościach hali torwar nastąpiło szybkie połączenie na linii- Aga-Jej kolega. Na szczęście się odnaleźliśmy i rzuciliśmy się w swoje stęsknione ramiona(od czerwca!). Przywitałyśmy z nowo poznanymi koncertowiczkami i ruszyłyśmy pędem w stronę restauracji torwarowej -ekskluzywnej jak mniemam.
Szybka herbatka przy dźwiękach supportu- zawsze spoko! Szkoda, że nie wiedziałyśmy że to support tak brzęczy, niczym Dejwid z Getta z pendrive`a, ale okey !

Czas nam zleciał niesamowicie szybko, na gadkach-szmatkach, pogaduchach jak zwykle od dupie maryni, ale pełno śmiechu, co spowodowało, że było mi ciepło.


Koncertowe selfie musi być, czyli twarze jakich niechcielibyśmy nigdy ujrzeć, nieważne w jakiej jakości

Jednak śniegu i opadów mało kto się spodziewał, ale na szczęście już wchodziliśmy do hali.
Pani z ochrony nie obmacała mego ubrania, pokazałam lekko marszcząc czoło swoją chudą nerkę(jakkolwiek to patologiczno-szpitalnie brzmi), na co Pani stwierdziła- nie no, tutaj raczej nic nie przeniesiesz w tym.
Koleżanka przemycała moją 0,5 wodę z sokiem malinowym co było wyczynem niezbyt trudnym przy gabarytach Jej torebki.
Kolega szybko zdjął kurtkę z kasą i pognali czym prędzej do wejścia, które okazało się otwierali pare minut po 18 a nie równo, co było niezłym pomysłem uważam :D

Adaśko fortepiano, gitarzysta i chórzystka :3 

My spokojnym jeszcze tempem udałyśmy się we 2 do szatni. Powracając przyspieszyłyśmy nieco, a potem nawet pobiegłyśmy trochę. Dostrzegłam kolegę, bo co by nie mówić, wzrostem się wyróżniał, przecisnęłyśmy przed 2 osoby i stałyśmy w 3-4 rzędzie można śmiało powiedzieć...i uwaga..akcja wieczoru...
Koleżanka z kolegą musieli wyjść do łazienki i przy okazji zahaczyć o hurts store, gdzie ceny były dość drogie jak na nasz biedny wschód. Zwykła przypinka- ponad 50zł, a bluzki jak zwykle powyżej tej kwoty.


Kiedy nasi wracali grzecznie przepraszali przepraszali, aż wreszcie dokopali sie do nas..
Tak sobie myślę, że gdyby na prawde nie chcieli ich w tłum wpuścic do nas to po prostu by się na to nie zgodzili i już, nie chce myślec o tym, że mogłabym spędzić koncert bez nich...ale się udało.. potem nastąpił ciąg licznych pretensji w kierunku moich ludków" że tu nie stali, że dlaczego sie wpychają, gdzie kultura, nie udawajcie że nie słyszycie..i najlepsze- BO WEZWĘ OCHRONĘ - to był suchar wieczoru w sumie, ale jeżeli mówiła prawdę i chciała to uczynić, to podchodzi mi tu już to pod grzywnę w naszą stronę, strach się bać kurczę!", w sumie dobre też było, kiedy oznajmiła, że ona odstała kilka ładnych godzin przed halą a ktoś sie wpycha 30 minut przed koncertem sobie i ma lepszą miejscówkę od niej! #okurczę2 ! :D
Próbowałam coś tam gadać, że ich nie było jak my tu przyszliśmy nawet, ale na prawdę ze słupami rozmawiać to brak sensu jest...+my też swoje odstaliśmy paniusiu...
Czasem żałuję że nie przeczytałam książki o "mistrzach ciętej riposty", albo że nie urodziłam się z takim zmysłem, cóż, jednemu Bozia daje inny talent, drugiemu inny, a tamtej"szczekającej Pani" widać w życiu więcej się szczeka niż cokolwiek robi, jak choćby wezwanie wspomnianej już wcześnie ochrony, której i tak wezwanie byłoby pośmiewiskiem.

Czas się trochę dłużył, tematy rozmów jednak się nie wyczerpywały, tłum gęstniał, robiło się cieplej, ciaśniej, bardziej intymnie. Upragniona godzina 19.30 kiedy to zaczyna grać support- wybiła.


K BLEAX, czyli dark ambientowa muzyka którą przedstawiła dziewczyna wraz z dwójką chłopaków.
 Jeszcze niedawno czytałam na Jej temat trochę w stylu"czy Polska jest na nią przygotowana?". Trochę nie wiedziałam o co chodzi w tym, ale po zobaczeniu na żywo już wiem.
Bo"tolerancyjna" i lojalna Polska, czepiać się mogła o kilka rzeczy jeśli chodzi o występ- jak zbyt erotyczny strój odsłaniający niemalże genitalia, że dziewczyna nie jest so skinny, że odważny makijaż, że głos zbyt piskliwy, że dziwnie się rusza".Bo jakby była spokojna i przeciętna- ludzie też by narzekali - bo nudna. A tu mimo ciemnych barw scenicznych, nie uważam, żeby występ był klapą, bo był niezły, bo wokalistka pisze o tym jak żyć i o tym jak przetrwać w tym trudnym życiu.
W internecie na Jej temat nie znajdziemy zbyt wielu informacji. Już sam wiek artystki jest wielką zagadką, a co dopiero jaki przebieg miała na przykład Jej kariera.
Co by nie mówić, muzycznie było nieźle, aczkolwiek mogło być lepiej i bardziej hurtsowo.

Czas po supporcie minął w ekspresowym tempie, fakt, że chłopcy się pare minut spóźnili nie przeszkadzało mi, ale wytrwałym koncertowiczom na pewno ta uwaga nie umknęła.
Tuż po 20.30 wparowali na scenę. Wparowali dosłownie można rzec, bo ilość wypuszczonego dymu przekraczała może minimalnie dopuszczalne normy, bo ja i moi znajomi powoli zaczynaliśmy oddychać jak ryby na powierzchi wody. Na prawdę, nie wiem co w tej parze i tych dymach jest, ale jest on zawsze dziwnie cuchnący i dziwnie..no..wiecie :P

Adaś! <3

Setlista zawierała w sobie prócz największych hitów jak Wonderful Life czy Stay, perełki z nowej płyty -Some Kind Of Heaven, Rolling Stone- miałam wrażenie że ludzie na niej tak się świetnie bawią, a dla mnie to jest smutna, ale piękna piosenka, bo jest bardzo życiowa i wiele osób może odnaleźć swoją osobę w refrenie. Mimo wszystko zamykałam oczy i totalnie żyłam swoim życiem w tamtym momencie, na każdym kawałku z nowej płyty. 

Why, to utwór który miał być zdominowany przez 1 akcję koncertową, lubię kawałek ten, ale bez przesady dzikiej jakiejś.. akcja polegała na podniesieniu na 1 refrenie kartek z napisem"We Love Hurts, but it doesnt hurt at all" co było nawiązaniem do refrenu, który brzmi podobnie i był świetnym pomysłem i również się udało.


Weight Of The World, tak jak myślałam - nie zrobiło na mnie wrażenia jakiegoś genialnego, bo czasem bywa tak, że nie lubi się wersji płytowej a na żywo jest to coś innego, wchodzi się w inny wymiar i jest się w innym świecie. Tak np. w moim przypadku było z kawałkiem Lights, za którym na płycie średnio przepadam, był mi obojętny, teledysk jednak super im się udał. Na żywo to kompletna bomba koncertowa, kolory którymi zaaranżowali scenę przypominały dyskotekę, a ludzie zamiast radośnie w górę skakać, poruszali się jak w teledysku, jak na imprezie psychodelicznej, jak po jakimś narkotyku który Cię otumania. To było genialne doświadczenie. Jeszcze te klatki. Właśnie! Klatki o których wspominam to genialny ubiór sceniczny, nowy design wymyślony na nową trasę według mnie to był super pomysł. Na scenie dwóch muzyków a z tyłu w klatkach, klawiszowcy i inni muzycy + chórki!

 M.L

Tak, genialne chórki, tym razem na trasie jedna ciemnoskóra Pani i jedna trochę bardziej jasna, które genialnie tańczyły(ale Pani bardziej przy tuszy i tak wygrała życie i była lepsza), zarażała nas wszystkich pozytywnym humorem i uśmiechem od ucha do ucha.
Wings, to utwór na który czekałam z takim podnieceniem, jak niczym na nową pracę na bezrobociu haha  :) Oczywiście poruszył dogłębnie moje serce, daarłam się jak mogłam- a chrypy seksownej i tak nie miałam, mimo że resztę tekstów też wyśpiewałam(wydarłam).
Kolejny kawałek który zasługuje na koncertową pochwałę to Nothing Will Be Bigger Than Us, chyba  w tym przypadku nikt nie miał żadnych wątpliwości, że jego na setliście nie może zabraknąć, bo ona jest wręcz stworzona do tego by wykonywać ją na żywo. Tym samym akcja koncertowa, która polegała na wyrzuceniu różowych balonów(dopasowanych do koloru okładki płyty) na bisie czyli "Nothing.." I "Stay"- udała się bez wyjątków. Dobrze że w gronie mieliśmy osobę która umie wiązać balony bo byłoby kiepsko :D


Pamiętam dziewczynę która na kawałku Evelyn po mojej prawicy została podniesiona przez chłopaka na ramiona i na koszulce miała napisane chyba że ma dziś urodziny czy coś takiego :D Nawet nie pytając wsparła sie na moim ramieniu i rozdając uśmiech na lewo i prawo, była tak radosna, że nie miałaby siły i dała rady się gniewać. Ogólnie bardzo spoko miałam ludzi wokół siebie, bardzo skaczących, trochę "braci" ze wchodu za sobą ze stickerami na pół ramienia, ale nie kolidowało to z  moją koncertową radością.

We Are Blinding :) M.L

Koncert jak się szybko zaczął tak szybko skończył, zdecydowanie za krótko..tuż przed 23.
Theo i Adam jak zwykle w dobrej formie, Theo z rozpiętą koszulą pokazujący skrawek klatki i Adam w za dużych spodniach podciągnietych pod sam pępęk, ale z pięknym rudościanym zarostem i umięśnionymi okazałymi ramionami; kochający polskich fanów oczekiwali wielkich rzeczy pisząc na instagramie. Czy się doczekali? Myśle że akcje fanów dały to do zrozumienia Panom z Manchesteru :) i to wyrażenie którym jaram się do tej pory jak wymawia słowo balony " wooow, so manyy balooons " <3 zakochałam się w tym! Tak samo jak w wyśpiewanym słowie "burżuazja- bourgeoisie"- myślę że nie jedna osoba co nie zna wymowy by się połamała i z błędami powiedziała. A wymawia się to "borszłazi" :)

so many balllloooonnns! :)

Powrót był dość szybki, kolejka w szatni, szła błyskawicznym tempem, na prawdę. Za chwilę sms od koleżanki, żebym chwilę poczekała przed bramą, bo dostała cynk że chłopaki wyjdą, jednakże nie mogłyśmy dłużej z koleżanką zostać, a po resztę ekipy też ktoś przyjechał.
Miłe pożegnanie z nowo poznanymi koleżankami i przemiłe z "hurtsowym" dobrym kolegą sprawiło, że zrobiło mi się totalnie żal, że pewnie tych osób znów nie zobaczę przez kolejny rok albo dwa.. ale, takie są uroki, koncertowych przyjaciół - widuje się ich tylko na takich wydarzeniach bo rozposzeni jesteśmy po całej Polsce.

Śnieg i deszcz dał nam w kośc w drodze powrotnej, śmiechu co nie miara było, ale tuż po północy dotarłyśmy do swoich domów by wtulić się w poduchy i zasnąć z głową pełną wrażeń i 19 piosenkową setlistą, która pewnie jeszcze z tydzień pod postacią depresji będzie krążyć.


Na dzisiaj nic innego nie mogę dać, wyjatkowo 3 rzeczy do przesłuchania-  jak Lights cz1 i cz2, Nothing Will Be Bigger Than Us i Wings- niech Was nie zrazi brak zdjęcia :D , czyli Surrender w najlepszym wydaniu. + uwierzcie mi, przejrzałam dziś 5 miast w których grali między innymi z Luksemburgu i nigdzie tak się nie darli jak u nas ! Taaaaka dumna!

Enjoy!

xoxo

ps. PLACEBO W POLSCE W PAŹDZIERNIKU OMG OMG news poniedziałku! :D








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz