niedziela, 31 stycznia 2016

MY FIRST TATTOO

Co to był za tydzień! Już od wtorkowego poranku miałam ochotę by ten cholerny tydzień się wreszcie zakończył. Kryzys w pracy dał mi w kość na cały boży tydzień..
A dziś? Niedziela. Ostatni dzień tygodnia, stycznia, dzień w którym połowie społeczeństwa odechce się postanowień noworocznych bo stracą motywację, a ja ? Mimo że nie miałam takiego postanowienia, to Je zrobiłam. Swoją pierwszą dziarę!

Czy się obawiałam? Raczej nie, a jeśli czułam rosnącą adrenalinę to tylko trochę przed kiedy zasiadłam już na fotelu przy swoim tatuażyście.
Wybrałam się wczoraj wczesnym rankiem w sobotę(taa, powiecie, co trzeba mieć we łbie żeby tak rano wstawać w sobotę) a taak, są pewne rzeczy dla których warto singlowi wstać :)
Ruszyłam ze wsparciem w postaci Patrycji, która jeszcze miała pare rzeczy do załatwienia na mieście, które trochę spaliły na panewce w efekcie końcowym.
Pojechałyśmy magiczną starą windą na 5 piętro gdzie z otwartymi drzwiami, czekało już dwóch tatuażystów, którzy akurat gdzieś wyszli. Zostałam poinformowana, że "Novick" już na mnie czeka.
Ucieszyłam się i ruszyłyśmy dziarskim krokiem, by poczekać około 20 minut na przygotowanie sprzętu, omówienie co i jak ma wyglądać. Powiem szczerze że nie przypominam sobie, żebym mówiła mu ile ma mieć cm, ale koleś wstrzelił się w idealne, wymarzone przeze mnie 13 cm! No mistrz!
Uważajcie na Agniechy! :D

W czasie oczekiwania zaproproponowano nam coś do picia, mimo, że nie siedziałyśmy tam więcej niż godzinę, co uznałyśmy za super miły gest. Samym super gestem już jest luźna atmosfera która tam panuje, nowo poznany klient, bez przechodzenia "na ty" i już mówicie sobie po imieniu. Studio jest małe, kameralne, porozwieszane wszędzie obrazki z tatuażami, gazety o tejże tematyce do poczytania i ramka ze zdjeciami tatuaży których nie wykonują = np dmuchawca, ponieważ są zbyt popularne. Btw. jak widzieliście kilka postów wcześnie - brałam pod uwagę dmuchawca rozdmuchującego nutki oops!

Jeden kolega zwrócił uwagę na to, że rozmawiają o jakiś wirusach i chorobach, co pewnie może wywołać we mnie strach przed nakłuwaniem i zarażeniem się jakimś ustrojstwem, ale ja byłam tak bardzo przejęta i samym faktem że tu już jestem i to jest TEN DZIEŃ i rozmową z Patrycją, że nawet nie wiedziałam o czym mówią ha.
Kiedy już zasiadłam na fotelu, dokładnie rozmasował na ramieniu maść, różne specyfiki chyba odkarzające, spięłam ramię w pierwszym momencie, po czym zwrócił mi uwagę, że nie spinaj się, rozluźnij ramię, bo będzie później zdeformowany. Okey, rozluźniłam się. Kiedy narysował już model z komputera z dużą precyzją, przyłożył mi go na ramię by mieć wzór do dziergania. Zapachy mieszały mi się w nozdrzach, nie wiedziałam już co czuję, na pewno mocny zapach perfum 5 obecnych panów :P

                                wohoo jestem akceptowana przez społeczeństwo! 

Kiedy kolega włączył "maszynę zmian", już znałam ten dźwięk..wystarczająco się filmików naoglądałam, Pati wytrzeszczyła oczy. Jednak dźwięk jaki wydaje z siebie ta maszyna, chyba jest bardziej irytujący od samego "bólu" jak się przechodzi, no i bardziej drażliwy od dentystycznych sprzętów.

Kiedy widziałam, że pewną ręką zbliża się do mojego ramienia, odruchowo zacisnęłam prawą pięść jak u dentysty i przygryzłam wargi po czym rozluźniłam się i miło uśmiechnęłam do otoczenia wokół i stwierdzam, kurna, to nic nie boli! To takie przyjemne mizianie, można rzec.
Może jedynie bolało mnie troszkę mocniej jak wiercił mi kropki, drążył w jednym miejscu.
Niesamowite jest to, jakie zdolności manualne muszą posiadać tatuażyści..mój tatuaż to głównie same kreski, a więc wypadałoby żeby były idealnie proste..i takie są :)
Pobolewało troszkę bardziej w miejscu gdzie tatuaż przechodzi na tył ramienia trochę, bo skóra tam jest mimo że obwisła, to tłuszczu tam niewiele a więc i zwiększone odczuwanie. Wtedy pokazywałam do Patrycji ustami tylko "ałaaa ałaaaa" haha.
Może to też kwestia że w tym miejscu skóra mi się trochę zmęczyła, a może i nie. Z jednej strony miałam tę świadomość, że jednak jestem twardą dziewczyną i mam sporą odporność na ból fizyczny, psychiczny zdecydowanie mniej :D


Kiedy kolega już skończył, kazał przejrzeć się w lusterku. Co raz obcierał mi tusz z brudu i z małych bąbelków krwi które mi się może ze 2 zrobiły. Stwierdziłam, że jest idealny. Przy płaceniu okazało sie że karty nie przyjmują, a więc udałam się na zewnątrz do bankomatu zostawiając Patrycję na posterunku, w razie gdyby myśleli że chcę zwiać, gdzie Pati stwierdziła - Aga, Ty nie wyglądasz na osobę która by była do tego zdolna.. okey, dziena że wzbudzam takie zaufanie i bieeere to jako komplement!
Prawie 4 stówy poszły w ten tatuaż. Liczyłam się z taką kwotą, bo w dobrych salonach właśnie takie są ceny. Porządna robota kosztuje i mam tego świadomość.

W studio kiedy już miałam wychodzić był kolejny klient, chłopak koło 30stki, który na łydce chciał zrobić sobie .. Bohuna! :D Niezły pomysł, pomyślałam, tym bardziej że koleś miał takie same kurwiki w oczach jak Jego bohater i dalej nie mogę pojąć dlaczego Helena wybrała Skrzetuskiego haha.
Tatuaż robił mu ukraiński tatuażysta, ponoć słynny Borisłav Dementiev, który akurat robił tour po Polsce i był wtedy w Wawie w dobrych salonach. Kiedy wychodziłam, przymierzał się do golenia mu łydki.




Kiedy wyszłyśmy udałyśmy się na małe zakupy i załatwianie pozostałych spraw. Tatuż kolega obtoczył mi folijką, wręczył krótką instrukcję "obsługi tuż po" i że po 3 godzinach można zdjąć. No ja zdjęłam po ...5 chyba, nie miałam innej możliwości. Jeszcze trochę mi się obsunął pod kurtką, którą i tak miałam luźną :/

 Kiedy dojechałam do domu, akurat brat taty nas odwiedził.. i się zaczęło..
- Oj pobalowałyście tam!- mówi mama
-No trochę się zeszło..nie zgadniesz gdzie byłam!
-Oho, ja już się domyślałam że coś kręcisz i nic nie powiedziałaś..
- Byłam sobie tatuaż zrobić! Zobacz jaki ładny, jaka folijka, no zobacz!
-Wiesz co, jesteś tak samo popi*rdolona jak Twoja siostra. Nie chcę tego na oczy widzieć.
Patrzę się na Jej plecy przez chwilę i widze jak się do wyjścia zbiera...aż czerwona ze złości.. Było mi przykro, wiedziałam jaka jest wściekła, dawno Jej takiej nie widziałam, chyba za 1 raz jak krew oddawałam honorowo. Było mi przykro że jest zła na mnie i było mi przykro, że nie cieszy się tym, że ja jestem szczęśliwa że to zrobiłam...przepraszam bardzo, ale jeżeli miałabym pytać mamy o taką rzecz  w tym wieku to jak pytać co najmniej o to czy...mogę już się z chłopczykami kochać czy mam czekać na pozwolenie ? *-*



Świeżo po zdjęciu folii za pieknie nie wygląda :P

Stwierdziłam, to nie ma sensu, idę dalej, wchodze do salonu. Oznajmiam z takim samym entuzjazmem -Mam tatuaż! Tato zobacz!
Zniesmaczenie na twarzy wujka, będę pamiętać chyba do końca życia, ten grymas na twarzy wyrażający dezaprobatę dla mojego uczynku. Tata jak to mój tata, twardą łapą wziął mocno moją rękę i z zafascynowaniem się Jej przyglądał CZYM mnie miło zaskoczył bo Jego reakcji się obawiałam najbardziej.... a tu takie zaskoczenie. Od razu dopytywał się o szczegóły itd.. a ja z chęcią opowiadałam. To duże dla mnie przeżycie więc z emocjami opowiadałam, bo w sumie..na najbliższe kilka dni, jest jedyną osobą z którą mogę porozmawiać w tym wariatkowym domu :D

Tata stwierdził wprost- masz już swoje lata, możesz robić ze swoim ciałem co chcesz, gdybyś to zrobiła nie wiem..w wieku 17 lat to byś już to nie mieszkała dawno.
 Fajnie, bo zbliżymy się trochę z tatą do siebie, ostatnio kontakt był niezły, ale za rewelacyjny nie był z powodu obustronnych fochów.

Samo zrobienie tatuażu do wyczynu nie należy. Oscara nie dostanę i nie oczekuję niczego podobnego za bycie dzielną i potężną. Samym wyczynem jest jednak takie szanowanie i dbanie tatuażu tuż po i przez całe życie, aby służył nam jak najdłużej w świetnej formie. Najlepiej aż "zegarmistrz światła purpurowy" przyjdzie po mnie ;D

Zakupiłam polecany na forach Bepanthen i tak męczę ten swój wzorek i smaruję i przemywam letnią wodą z płynem do higieny intymnej i znów smaruję, nie przykrywam. Niech oddycha, niech się goi. Jak najszybciej.
Zastanawiam się jak ja to zrobię we wtorek... na koncert Imagine Dragons na który jadę wczesnym rankiem..na pewno będę musiała bluzę wziąć, co wiąże się z obcieraniem przecież.. nie mam pojęcia co zrobić, muszę coś wykombinować..Nie wspomnę już o tłumie przy barierkach które będą pełne nastolatków.

Jedno jest pewne, będę musiała go chronić jak najlepiej potrafię..dziś jest dzień po i widzę, znacznie mniejsze zaczerwienienie wokół kresek. W niektórych dalej mam, bo tam w sumie najbardziej mnie bolało. Mam nadzieję, że będzie wszystko w porządku. Będę musiała trochę odzwyczaić się od opalania tego miejsca, bo jednak ono zawsze jest u mnie spieczone na raka haha :)

Dziś przeczytałam informację, że u Novicka robiła sobie również ..Maja Sablewska! Myślę, że znanych ludzi którym robił tatuaż, jest dłuższa..a ja po wyjściu ze studia pomyślałam - kurna, ciekawe po jakim czasie można drugi zrobić :D

http://www.rbrzezinski.net/archives/tag/tattoo - Novick w pracy- zjechać w dół i galeria zdjęć jest :) 
http://juniorink.pl/studio/ - Link do studia :)

Na koniec wyjątkowo nie piosenka, a pokazanie robienia tatuażu w wersji sloooow :) Warto obejrzeć cały.

Enjoy!

xoxo




3 komentarze:

  1. Że też ja taki post przegapiłam! Mam nadzieję, że Twoja mama nie będzie się długo gniewała :) no i ofc. najważniejsze, że Ty jesteś zadowolona. A takie pytanie mniej naszło podczas czytania, dlaczego zdecydowalas się zrobić tatuaż przed koncertem? Bo faktycznie musiałaś się przez to dodatkowo stresować, a po koncercie już raczej na luzak :p don_guraleska

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mama gniewała się do środowego poranka, a potem zeżarła ją ciekawość pod postacią "jak tam było w Łodzi itd". Już mamy dobry kontakt, nie poruszamy tematu dziary :P Hm, wiesz co...ogólnie to kiepsko to totalnie wyszło, ponieważ rano poszłam sobie zrobić, a wieczorem byłam w Stodole na Peterze Hook :D ale stanęłam dalej i chroniłam jak mogłam...dzwoniłam do studia i wyjaśniłam sytuację, że z emocji zapomniałam że mam koncert wieczorem no i 3 dni później również.. a On mi odpowiedział - a mogę zapytać na czyj idziesz? Powiedziałam, a On tylko sie zaśmiał i stwierdził - kochana, ja byłem kilka dni temu na Slipknocie to wtedy rozumiem Twoje obawy ale Imagine ? Tam nie ma takiego szału, ale jeżeli chcesz to możemy uzgodnić inny termin.. Stwierdziłam już, no dobra trudno, niech zostanie, już psychicznie się nastawiłam..poza tym.. nie wyjaśniłam mu że miałam zamiar atakować scenę i że mam GCEE.. i że chodzą na ich koncerty nastolatki pełne energii i że u nich też się skacze :D W efekcie bardzo go nie obtarłam, nie zakładałam bluzy, folię spożywczą pykłam i ju :)

      Usuń
    2. Yhm kumam. Właśnie, kolo nie zdaje sobie sprawy, ze takie nastolatki potrafia zrobic wiekszy sajgon niz tacy fani slipknota xD

      Usuń