piątek, 4 grudnia 2015

Someone like you ?

Czasem sobie tak myślę, jak wielki wpływ na nas kobiety ma muzyka.
Jeżeli mężczyzno nie wiesz w jakim stanie znajduje się Twoja kobieta, koleżanka bądź przyjaciółka, bo najzwyczajniej nie chce Ci powiedzieć i ma klasycznego kobiecego focha - zapytaj jakiego kawałka ostatnio słuchała, odnajdź tekst - a wszystkiego się dowiesz. Bo tekst o kobiecie powie najwięcej i najlepiej.



Post inny niż wszystkie dotąd, bo mam taką potrzebę, bo to mój blog, bo moja dusza cierpi i nic nikomu do tego. Post smutny. Nie chcesz - nie czytaj. Idź sobie.

Ostatnio jestem w kiepskiej sytuacji sercowej. Fakt, że mój poziom zauroczenia w stosunku do płci przeciwnej dramatycznie wzrasta, co przejawia się większym dbaniem o siebie, strojeniem się, malowaniem i wydawaniem kasy na perfumy czy inne pierdoły. Nie powiem, podoba mi się to, ale męczy. Czasem męczy, kiedy wiesz, że tylko czasami lubisz się ubrać kobieco, założyć obciślejszą bluzkę i pomalować rzęsy. Męczy, bo Twój styl ubierania na co dzień jest nieformalny i kocham luz i tak się też ubierać.
 Powroty z pracy i syndrom smutku i zamknięcia sie w sobie, małe ilości jedzenia.. Bo chce się być widocznym, zauważonym, chcianym i pożądanym przez daną osobę i robi się wszystko żeby to następiło.
W mojej playliście smutnej- miłosnej możecie usłyszeć głównie kawałki Placebo, Adele, Three Days Grace i Papa Roach.
 Piosenki które do mnie dobitnie trafiają, powodują, że jeszcze bardziej robię się samotna niż jestem w sercu i w duszy. Tak jakoś mamy, my ludzie, że kiedy jest nam cholernie źle w życiu i słuchamy muzyki, to włączamy smutną playlistę i już. Żeby jeszcze gorzej się zasmucić i być w dołku. Zasłuchujemy się w tekst jakby to była nasza dewiza życiowa. Nagle zaczyna sie rozumieć tekst zagranicznych piosenek, których przedtem się nie rozumiało.
Nie bez kozery mówi sie że teksty piosenek uczą języka. Sama Beata Pawlikowska mówi o tym żen nauczyła się choćby angielskiego, dzięki piosenkom Beatlesów..

Słucham na cały regulator, wiem, że już mój słuch jest ostro stępiony, ale słucham, bo mam potrzebę muzycznego wyżycia się, patrzę w przestrzeń za oknem, nie mogę czytać książki, bo za dużo myślę o nim, podziwiam mijające te same obrazki od 4 miesięcy, ludzi na przystankach, biegnących po pasach i obściskające się w drodze rozgrzania głupie pary.. i modlę się o każdy dzień w drodze do pracy, aby dziś nie było tak jak wczoraj, czyli kolejny raz bezsensowne wzdychanie do niego i rozmysślanie o tym, że od nowego roku będe musiała szukać sobie innego miejsca do pracowania. Z własnej cholernej winy!

Przedwczoraj zadzwoniła do mnie jedna ze stacji radiowych, gdzie zaintrygowani smsem pt" bolała mnie cały dzień głowa, bo myślałam nad tym jak powiedzieć koledze z pracy, że mi się podoba. Misja zakończona powodzeniem".
Powiem nieskromnie, że mam jakiś dziwny dar pisania intrygujących smsów, powodujących, że jednak ten prywatny numer pojawi się na ekranie telefonu i go odbiorę. Tak było i tym razem.
Pojawił się telefon, wypytywanie o to, jaki On jest, jak długo się znamy itd..Ta rozmowa szczerze mówiąc bardzo mi humor poprawiła.
Nie wiem też co ja sobie wyobrażam...



Widzę dorosłego faceta lat równe 30 ponoć, urody niespecjalnej, Fassbenderem czy Lewandowskim On nie jest, szczupłej sylwetki, wzrostu około 175, raz dziennie przez 20 minut, 5 dni w tygodniu od 4 miesięcy i że co  ? Że zechce sądzę umówić się na herbatę lub gdziekolwiek z dorosłą wiekiem kobietą, która ma możdżek jeszcze chyba...16 latki i w Jego mniemaniu zapewne jest jeszcze szczylem i popaprańcem? Która ciągle żartuje, buja w obłokach i z twarzy wygląda na pućkę typu panna Lawrence i Jej pasją są koncerty i jest w stanie wydać 4 stówy za 2 godzinne show które jest oddalone od Wawy o 8 godzin drogi stąd?

Niektórzy, jak nie większość osób, są kochani, akceptują moje dość proste poczucie humoru, chwalą że lubią przebywać w moim towarzystwie. Okey fajnie. Fajnie by było, żeby jednak ktoś się jednak mną bardziej zainteresował, a nie że tylko kolega i kolega z pracy. To mnie męczy.



Mówią, że każda stwora znajdzie swojego amatora i kiedy widzi się na ulice dziewczyny niespecjalnej urody, ale takie...na prawdę niespecjalnej urody z fajnymi kolesiami, dochodzę do wniosku że faktycznie to nie chodzi chyba im o wygląd, a o sposób rozmowy, że nie umiem zaintrygować rozmową.
 Jednak mi jako 23 latce(tak wiem co powiesz- masz jeszcze czas, szmat czasu przed Tobą, jesteś młoda, ciesz sie życiem, jesteś w genialnym wieku teraz, imprezuj) to bardzo ciąży na sercu. Bo potrzebuję męskiego bezpieczeństwa i ciepła..

Tak, takie jest mniemanie o samotnych 20 latkach. Ale ja nie chcę. Chcę mieć kogoś kto mnie zaakceptuje taką jaka jestem, że lubię ubierać się na luzie, tego że mam czasem focha, że w czasie chornego okresu nie jestem w stanie się z nikim spotkać bo jestem monstrum i gruba i fu(ale tak chyba wszystkie mamy nie ?), tego że mam taki a nie inny charakter, że jestem ambiwertykiem, czyli kims między ekstrawertykiem a introwertykiem. A ambiwertyk ma to do siebie, że nie lubi ludzi, ale potrzebuje przebywania w ich towarzystwie, lgnie do nich. Lubi samotność, ale kocha też akceptację i słuchać innych ludzi jak o czymś opowiadają. Nie lubi wypowiadać się. Lubi przebywać sam w swoim pokoju, ale takie coś jak koncerty, pasują mu, bo to blisko ludzi, czuje się wśród nich bezpiecznie - a mianowicie wokół ludzi  z takim samym zainteresowaniem jak Ty.
Ambiwetykom dobrze poznaje sie nowe osoby, kiedy wokół towarzystwa nie kręci się nikt Jemu znany. Bo ambiwertyk przejmie się Jego opinią. A tak? Jest anonimowy, nie zna go, nie zna przeszłośći. Jest spokojny.
Ogólnie to chyba ciężkie jest z nim życie.

Chciałabym szczerze mówiąc się zmienić, tak pozytywnie, na osobę która ma na prawdę to gdzieś, czy się kimś zauroczy czy nie, myśli sporo o sobie, a nie nad tym, żeby ktoś miał lepiej.Nie patrzy na starszego o 5 lat faceta w autobusie jako o potencjalnym partnerze.
Bo poradników o relacjach damsko-męskich i męsko-damskich przeczytałam bez liku. Wiem doskonale wzdłuż i wszerz jak zbudowany jest męski mózg, jak bardzo się różnimy, mimo to wciąż popełniam te same błędy kiedy widzę osobę którą mogę się zainteresować. To przytłaczające i boli bardzo.

Chciałabym przestać ciągle walczyć o czyjeś względy, przestać być tą ambitną i starajacą się. Chcę żeby teraz było odwrotnie i ktoś o mnie zawalczył, ale moim problemem jest też chyba to, że za bardzo ufam i otwieram sie i opowiadam o sobie. Że kiedy osoba wyciągnie do mnie palec, ufam od razu, automatycznie włącza mi się moja bujna wyobraźnia i zabieram całą rękę. A oni uciekają. Czasem to procentuje, czasem pewnie minusowe punkty mi są dopisywane.
Kręci mnie to, że ktoś jest niedostępny, mało o sobie mówi i jest tajemniczy. Taki właśnie on jest. Bo nawet dowiedzenie się o cholerny miesiąc urodzenia - nie jest prostym zadaniem.
Nakręca mnie to do tego, żeby wypytać, zbadać tę sytuację i drążyć temat, dotąd aż coś się dowiem, jednak najczęściej kończy się to tak, że wszyscy zaczynają sie mnie nagle bać i uciekają. Smuteczek.


Teraz w poniedziałkowym smsie będe musiała zdać relację z tego, że zrobiłam bananowe ciasto z rodzynkami i bakaliami.  Powiedzieć o tym, że ciasto mu smakowało, a to że mu powiem że zrobiłam je specjalnie dla Ciebie i z myślą o Tobie bo od 2 miechów staram się Ciebie poderwać, a Ty nie zwracasz na mnie uwagi bo jestem jaka jestem..
To jakaś forma uległości. Stara się jedna strona, druga nic nie robi. Albo się wstydzi, albo..nie wiem.. ma to gdzieś. Jakieś pier*olone fifty shades of grey.
To jednak prawda, że jaką mamy opinię o sobie tak inni nas postrzegają. Jeżeli czujesz się gównem - jesteś gównem. Jeżeli czujesz się królową ulicy i myślisz że jesteś dziś lwicą seksapilu- tak jest faktycznie - to Oni momentalnie wyczują Twoją pewność siebie bijącą od Ciebie.

Ciągle w głowie mam słowa- jeżeli nie zaakceptujesz siebie taką jaka jesteś - nigdy nikogo nie znajdziesz. Tkwią w mojej głowie jak jakaś cholerna mantra. Choć nią być nie powinna.
Obwiniam siebie, obiwniam rodziców za to że jestem jaka jestem. Za moje stosunki z płcią przeciwną obwiniam głównie tych pierwszych, bo to od nich zaczyna się wszystko. Od tego ich wiecznego "ale Lena dostała 5 a Ty 4 ?Co tak słabo? Nie żryj tyle bo będzie gruba, a dupa rośnie", "oj nie ładnie to zrobiłaś ,ale brzydko fuj fuj!"/
 Wszystko to o czym marzy każda dziewczynka - o podziwianiu, o byciu dbaną i kochaną, przytulaną. Oszczędnie bardzo mi to wszystko robili, nie pamiętam momentu kiedy ojciec by mnie przytulił, by powiedział kocham Cię, by pochwalił o cokolwiek. Niech się nie dziwi, że jeżeli tak traktuje moją matkę i mnie olewczo, będę pałała do niego nieskończoną miłością. Nie.
Mama mówi, że głupia jestem. Jestem GŁUPIA- cytat z wczoraj, że robię dla faceta ciasto. Bo Ona jest antyfacetowa i ma urazę. Ja Jej mówię- a ja nie chcę być  taka jak Ty, nie chcę takiego faceta jak tata, chcę  byc inna. I zrobię to ciasto. Bo to nie tylko dla niego, dla super fajnych osób w pracy również. Ostatnie ciasto w tej pracy w końcu...

Idąc błędnym rozumowaniem z dzieciństwa, jak dziewczynka w ciemnym lesie i mgle, potykam się o te cholerne wystające głazy płci przeciwnej.
Stoją nieuchronnie, olewają mnie wzrokiem, mają mnie gdzieś, a ja do nich lgnę, bo są zimne, niebezpieczne, sprawiają wrażenie takich co chcą żeby się nimi zaopiekować, a kiedy już to dostaną, kopną na bruk. Bo Ty za bardzo się zaangażowałaś i lgniesz jak bluszcz. kobieta bluszcz. Spotykany często typ.

Jeszcze nie powinnam pisać życzeń noworocznych bo zazwyczaj piszę to w ostatnim poście roku i tak też w tym zrobię, ale życzę sobie już w tym momencie stanu totalnej zerowej miłości, skupieniu się na sobie i swoim wyglądzie, pokochaniu siebie, tylko dla siebie i nie łamania sobie więcej serca i starania się o względy płci przeciwnej. Bo ile można mieć sił się starać o kogoś. Ile razy można kochać bez wzajemności ? Odkąd pamiętam, tak kochałam, od zerówki. To chore. To podlega pod kryminał ..z jakimś psychicznym horrorem.


Na nadchodzący tydzień i weekend, coś świątecznego, mikołajkowego powinno być. Ale nie będzie. Będzie później. W weekend będe robić ciasto, dla kolegów i koleżanek z pracy. Ale i dla tego debila. Aby mu powiedzieć co tak na prawdę czuję i że nie żartowałam z tym stwierdzeniem że chcę przez żołądek do serca.

Życzę sobie i Wam, abyście mieli w życiu takie dobre dusze, osoby, realne anioły stróże które w każdej doli i niedoli Was wysłuchają, pogadają i pomogą, bo osoby które tylko wysłuchają i stwierdzą że nie mają juz siły słuchać Twoich marudnych stwierdzeń o złamanym kolejnym sercu juz w tym roku - na prawdę nie pomagają.



Bo widzieć w autobusie mężczyznę lat około 40stu, ze smutkiem zapatrzonym w szybę, z opadniętymi kącikami ust i napływającymi łzami do oczu powoduje że mózg mi szybciej działa, że wyzwala sie we mnie od razu chęć przytulenia i zapytania co się stało.
A kilka dni temu chłopak lat może 15, siedzi w autobusie i autentycznie mu łzy lecą, ma głowę spuszczoną, łzy spływają do ust i patrzy sie smutno w dół lub w okno.
Jakie ludzkie smutki muszą być twarde i prawdziwe, że ktoś nie wytrzymuje i już od 7 rano, jest w tak zapłaknym stanie w podły poniedziałek? To samo przeżywałam w środę. Jeden chłopak zauważył moje cholerne zaszkolne oczy, bo On nic nie odpowiedział na moje wyraźne znaki. Czy płacz faktycznie jest oznaką nie słabości, a tego że nam okropnie na czymś zależy?

Każdy z nas ma swoje osobiste problemy i inne tragedie. Dla kogoś to chora matka na raka, dla kogoś syn samobójca, dla kogoś to bycie AA, albo DDA, dla kogoś innego wieczne pały w dzienmiku, albo że ona nie chciała dać mu dupy, dla kogoś niedostanie się na wymarzone studia, dla kogoś stracenie pracy (soon! ) i nieszczęśliwa miłość.
Ty uważasz że to banał, a dla drugiej osoby to prawdziwa tragedia. Złamane serce? Proszę Cię, masz 20 lat, co Ty wiesz o życiu.. nie jesteś jedyna. Myśli tylko narcyzka o sobie. No właśnie. Chyba za dużo dbam o innych i o nich myślę. Tu jest cały problem.
 Nie negocjuj tego, nie neguj, każdy ma inne serce i swoje problemy. A ja wykazałam się sporą odwagą dzieląc się tutaj tym w moim małym blogowym świecie.





Taką wodą być,

Co otuli Ciebie całą, ogrzeje ciało,
Zmyje resztki parszywego dnia,
I uspokoi każdy nerw, zabawnie pomarszczy dłonie,
A kiedy zaśniesz wiernie będzie przy Twym łóżku stać


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz