niedziela, 13 grudnia 2015

Aj gewjó maha...

Rok 1985 grudzień...i następne po nim 30 lat to niekwestionowany klasyk świąt Bożego Narodzenia. Bo w grudniu ta piosenka i fragment tytułowy mojego postu jest niemalże porównywalny do Vincenta Vegi, który w ostatnich 2 tygodniach wyskakuje nam z zamrażalnika i piekarnika.



Brytyjska formacja z Londynu która przeżyła tylko 5 lat, zapisała się pod znakiem kultowego Last Christmas. George Michael i Andrew Ridgeley napisali ją i była to można powiedzieć odpowiedź "The Power Of Love" - piosenkę którą swoją drogą bardzo lubię.
Kawałek Wham! od zawsze nie był tylko ot taką sobie zwykłą piosenką. Fundusze z tej piosenki miały być przeznaczone na biednych ludzi w Etiopii. Singiel sprzedał się w milionach kopii na świecie, ale jak to zwykle bywa w surowym brytyjskim rynku muzycznym- nie doszedł do szczytu i swojej top 100.

Klip został nakręcony w Szwajcarii w domu przyjaciół Andrew i George`a. Ideę na teledysk napisało samo życie. Dziewczyna Andrew zakochała sie w George`u i na tym polega też teledysk. Przygotowywanie się do świąt i dziwne flirty.
Przeciwników jak i zwolenników tej piosenki pewnie jest tyle samo, a dziwię się czemu przeciwników, bo to świetna piosenka i ja tam nie mam nic przeciwko temu że grana jest w radio już w listopadzie :D

Wczoraj odchamiłam się, zrobiłam generalny porządek pokoju, wyjęłam z piwnicy ozdoby świąteczne i lampki w oknie już się palą po godzinie 17.

W świętach najbardziej lubię to że miasto jest przystrojone, roztargnionych ludzi biegnących po ulicach z ozdobnymi papierami świątecznymi  i torebkami. Lubię też to, że przed każdym większym centrum handlowym czy obiektem stoją duże choinki, wszystko się świeci i jest bajecznie. Bajeczny czas.

Łapacz snów wraz zarąbistą ozdobą łańcuchową na mój "żyrandol" :D



Koleżanka wymyśliła taki pomysł na ozdobę świąteczną. Przyznam - super pomysł, ale wolałabym w szklanej butelce po coli której o dziwo w 3 sklepach sprawdzałam i..dostać nie mogłam D:


Z internetów lampki..genialne!

                   P.będzie chyba zadowolona z książki "Snajper" i "Kursu Angielskiego w biznesie " :)   Pomarańcza w prezencie nie idzie, ale korzytając z rad koleżanki z pracy, wbijałam goździki i...cudnie pachnie! Polecam.



Zapakowałam wczoraj prezent dla koleżanki(nie mamy zwyczaju dawać sobie prezentów w domu odkąd dowiedziałyśmy się z siostrą że Mikołaj nie istnieje D:  )
Więc dajemy sobie z koleżanką. Spotykamy się co roku w herbaciarni Same Fusy, czyli w miejscu idealnym na romantyczną randkę jak ja to mówię i brniemy oglądać oświetlony Zamek Królewski i wszystkie uliczki wokół pstrykając zdjęcia.
Wiem że prezenty nie polegają za bardzo na tym, aby obdarowywać się czymś co wiemy że dostaniemy, ale mimo że znam gusta moich znajomych - to jednak wolimy się siebie wypytywać.
Koledze wyślę prezent we wtorek prosto z pracy, a my się widzimy w sobotę 19 grudnia z P. :)

Pewnie choć trochę ciekawi jesteście jak tam moje sprawy sercowe, ano tak że im bliżej końca roku, tymbardziej staram się odkochiwać w Panu DPD. Bo im bliżej końca roku, tym bliżej pewnie końca mojej kariery zawodowej w tej firmie, choć sprawa jeszcze ponoć otwarta jest, ale nadzieję przestałam sobie robić. A tym samym na jakiekolwiek poczynania sercowe ws. mojego obiektu westchnień. Bo nawet o cm chyba nie przybliżyłam się do niego, a raczej..On do mojej koleżanki z pracy z którą miałyśmy małe spięcie, a ja się gniewać długo nie umiem. Cóż..widać że podrywa wszystkich i wszystko co się rusza...tylko nie mnie. Pewnie jakby poduszka miała nogi to by podszedł i je rozłożył. Haha boże, jestem tragiczna, strasznie złożliwa wręcz :D


Kolega coraz bardziej naciska na wyjazd do Wielkiej Brytanii od nowego roku, do pracy, a ja nie jestem wciąż pewna czy On jest do tego odpowiednią osobą. Do tego abym była w stanie z nim wytrzymać, ale po tak kiepskiej dzisiejszej relacji jaką odbyłam dziś z tatą, to co raz bardziej czuję że chcę opuścić swój dom i czasem tu po prostu nie wrócić nigdy.

Wciąż zbieram materiały na post o muzyce, który już planuję od pół roku co najmniej, ale mało w internecie widzę na ten temat który sobie własnie obrałam, co mnie wkurza, ale się nie poddam..i jeszcze ten cholerny post napiszę w tym roku, obiecuję sobie! :D

Wciąż marzy mi się taka duża choinka, taki kominek i tak wystrojony na święta dom. Z przepychem, ale się może podobać :)



Następny post, pewnie koło środy, albo czwartku z serii Discovery, ale tym razem nie o zespole z Wysp, a Ameryki. O takim, pewnym..hardrockowo-metalowym :)

A Wy jak tam, czujecie, czy nie czujecie? Świąt ? Jakby to zapytała  Pani lekarz z Dnia Świra :D

Enjoy!

xoxo

PS. Hardrockowy Last Christmas, czemu nie ? Wszystko jest dla ludzióóóów :]



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz