piątek, 27 listopada 2015

REVIEW - PLACEBO MTV UNPLUGGED

Wczoraj miałam to szczęście(ah, już kolejne w tym roku!), że coś wygrałam.
Konkurs dotyczył podwójnego biletu na przedpremierowy pokaz mtv Placebo unplugged, czyli bez prądu. Wierzyłam w swoje szczęście, bo z 3 osób tylko, które brały udział w nim, były ja i..moja koleżanka :D Oczywiście od razu wiedziałam kogo zabiorę. Nie miałam co do tego żadnych wątpliwości.




A wybrałam się z koleżanką z którą byłam na popularnych "plackach" 2 lata temu bodajże na Torwarze, przy okazji promowania ostatniej płyty czyli Loud Like Love co było jakby nie patrzeć, świetnym przeżyciem...ujrzeć zespół który odkrył i zachwycił się i wepchnął w niego muzycznego ducha sam David Bowie ? Ooo pozazdrościć!
Coś mnie tknęło i wczoraj właśnie około 13 zajrzałam na fejsa jednego z magazynów gdzie brałam udział, choć nie powinnam tego robić i paczę i? Co ja paczę! Znów wygrana. Ten rok, należy do fenomenalnych. Od razu sms do koleżanki i bang! Widzimy się o 20 przed Złotymi.
Szybkie wymienianie myśli koncertowych" Foo Figtersowe " wrażenia koleżanki i moje "Slashowe" wypełniły nam czas oczekiwania. Dostałyśmy standardową ulotkę do wypełnienia z konkursem i zasiadłyśmy w pechowym 4 od dołu rzędzie. Cóż, nikt nie mówił, że będziemy nieco wyżej..ale nieco niżej..też nie :D

Gdy członkowie Placebo otrzymali zaproszenie od stacji mtv o zagranie akustycznego koncertu, od razu było wiadome, że to nie będzie zwykły koncert w stylu potocznej setlisty jaką znamy i kawałków które kochamy. Bo Brian to jest Brian, magik, wizjoner, artysta i uroczo wrażliwy muzyk z wyjątkową duszą. Koncert z wyjątkowymi kawałkami, mało znanymi, niecodziennymi..z gitarą która liczy sobie wiele lat i nazywana jest jego "baby". A ja zbeształam ją przed koncertem i powiedziałam, że jest...zwykła..brzydka :D Sorry Brian, but still fó! :D

Skromnie na czarno wystrojeni Panowie wraz z małą orkiestrą wkroczyli na scenę, ponownie(niestety) zasłonietą przezroczystą kotarą odgradzającą ich od publiczności, na której pojawiały się różne wizualizacje co początkowo mi się nie podobało, ale z czasem... na prawdę świetnie wspomagało i przede wszystkim wzbogacało koncert.



Na początku myślałam, że po całym dniu pracy to ja już źle widzę i jednak sa nieostre postacie na ekranie, ale to właśnie ta nieszczęsna kotara.
W londyńskim studio mieliśmy okazję usłyszeć 17 kawałków z repertuaru Placebo ale i nie tylko.
Zobaczyliśmy dwa covery, standardowy koncertowicz i cover który nigdy nie umrze i pewnie wiele osób(ja również), dzięki niemu, poznałam zespół Pixies.

Setlista:


  1. Jackie
  2. For What It's Worth
  3. 36 Degrees
  4. Because I Want You
  5. Every You Every Me (feat. Majke Voss Romme aka Broken Twin)
  6. Song To Say Goodbye
  7. Meds
  8. Protect Me From What I Want (feat. Joan as Police Woman)
  9. Loud Like Love
  10. Too Many Friends
  11. Post Blue
  12. Slave To The Wage
  13. Without You I'm Nothing
  14. Hold On To Me
  15. Bosco
  16. Where Is My Mind?
  17. The Bitter End

dzięki Największe i najmilsze wrażenie zrobiła mnie wersja For What Its Worth, a to kawałek za którym nie przepadam szczerze mówiąc, tak tutaj w wersji dynamiczno - spokojnej się pojawiła.
Meds w wersji z końcowymi uroczymi skrzypcami pięknej blondynki - jak najbardziej mi pasuje i już możecie ją odsłuchać na spotify.
Protec Me From What I Want nie ukrywam że kojarzy mi się z koleżanką, która lubi Hurts i również ich, a to jest Jej ulubiona piosenka..o świetnym tekście, świetnej melodii, jak dla mnie same  ochy i achy lecą.


Na scenie zagościły dwie nowe osoby, do kultowego i wszystkim znanego Every You Every Me stanęła u boku Briana Majke Voss, której wygląd od razu miałam skomentować, bo wyglądała jak Deborah Curtis, ale no normalnie pierwsze skojarzenie! Głos nieźle współdziałający z Molko, ale samotnie śpiewając to marnie i mi się nie podobało, za to druga- Joan, spisała się dla mnie całkiem nieźle w tej przepięknej balladzie jednakże strojem niedopasowała totalnie do stylu Placebo. Poza tym, mogłaby trochę przykryć te umięśnione barki, ale co ja się tam czepiam :D Zazdroszczę i tyle!
 Obu pań nie znam, na oczy nie widziałam nigdy jak również nie słyszałam idąc tym tropem.

Post Blue tradycyjnie mi się podobało. To było pamiętam moje drugie marzenie koncertowe zaraz po Space Monkey 2 lata temu. Również do gustu przypadło mi Hold On To Me który jest premierą w wersji live i spokojne nastrojowe Because I Want You.

Na koniec cóż mogę więcej powiedzieć- podobało się, nie bardzo bardzo, ale tak..zwykle mi się podobało. Cieszę się, że wygrałam bilety, bo po tym co zobaczyłam, co trwało nawet nie całe półtorej godziny - nie wydałabym kasy, żeby w kinie zobaczyć mimo mojego uwielbienia dla twórczości tego zespołu.


Coś na koniec? A pewnie że tak. Na nadchodzący weekend andrzejkowy jakby nie patrzeć, żebyśce za dużo nie balowali to kawałek Meds, własnie z wersji kinowej którą widziałam z najlepszym chyba wzorkiem na kotarze jaki zrobili + bardzo głębokie "did you forget..." i skrzypce i spokony głos Briana..z małą dozą dramaturgi końcowej..majstersztyk :)

Enjoy!

xoxo




Jak wiele to dla nas znaczyło

Jak wiele znaczyło to dla mnie 
I o konsekwencjach



Byłem zdezorientowany
Przez kwiaty i pszczoły
Zapominając, czy na pewno o to mi chodziło.



Kochanie, czy zapomniałeś wziąć swoje leki? 


2 komentarze:

  1. Świetny koncert! Obejrzałam go (o dziwo) na MTV całkiem niedawno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak <3 Dobrze, że taki artystów pokazują w MTV :)

      Usuń