sobota, 21 listopada 2015

CONCERT - SLASH ft. MYLES KENNEDY & THE CONSPIRATORS

Jedynym problemem w szkole były moje długie włosy...no i to że haszysz był u mnie najdroższy.

Tak swoje młode, szkolne lata wspomina Saul Hudson, rodowity 50 letni londyńczyk. O kędziorkowatych czarnych włosach z napuszonymi, wydętymi ustami, niczym Doda(sic!), charakterystycznym cylindrze i uśmiechu typowego cwaniaka i bad boya. Tak, to On. Wczoraj miałam go okazję zobaczyć.





W poprzednim poście wspominałam o tym, że dzięki wahnsinn/donguralesce, która czasem komentuje moje wpisy, miałam to szczęście zobaczyć, ale w wypadku Slaha, przede wszystkim usłyszeć Jego kunszt gitarowy. Kto nie zna Jego solowej twórczości, a interesował się gatunkiem hardrockowym w latach 80-90tych, ten na pewno kojarzy słynne Gun`s N Roses. Zresztą!
Wystarczy przejść ulicą dużych zatłoczonych miast i zobaczyć że wśród Ramone, Pink Floyd czy Beatlesów, "Gunsi" są najpopularniejszym zespołem noszonym na koszulkach. I nie bez kozery, bo to twórczość ponadczasowa i nietuzinkowa.


Wybierając się na koncert, może miałam za duże oczekiwania? Spodziewałam się tego, że będzie to występ pełen dobrych riffów gitarowych, tego, że wpółpraca przy "Black Or White" i "Give In To Me" z M. Jacksonem i ranking 100 najlepszych światowych gitarzystów..i to, że znalazł się właśnie w 2004 roku na 15 miejscu wśród nich, nie jest przypadkowa.
Jednak moja osoba, ma to do siebie(co większość znajomych zrozumieć nie może), że nie przepadam za bardzo długimi riffami gitarowymi i długimi kawałkami na płytach(Pink Floyd tu akurat na myśli nie miałam). I być może to mnie właśnie zmusiło do opuszczenia początkowej miejscówki.

Wyjechałam z Młocin standardowo polskim busem o 16, wyrwana z pracy z której szczerze mówiąc, nie chciało mi sie wychodzić, by już tuż po 18 być w Łodzi Kaliska(od wczoraj jest to oficjalnie Ludz ;))
Po paru smsach i telefonach wyczaiłam donguraleskę, wyściskałam( w końcu po 2-3 latach chyba, rozmów internetowych mamy okazję zobaczyć się i pogadać na żywo! wohoo! ).
Od razu złapałyśmy bakcyla Slashowego i wymieniając emocje nadchodzące wraz z koncertem, udałyśmy się pod Arenę, by dowiedzieć się.. że nikt nie wie gdzie mamy stać w kolejce po odebranie biletów(pozdrowienia dla jak zwykle nie miłego pana po 40stce z megafonem, cheers and fuck u !)
Jedna z dziewczyn stwierdziła, że to po prostu FOSA, więc nie ma czego się po nich spodziewać, jak i po wygórowanym poziomie wiedzy dotyczącym danego wydarzenia.



Kiedy przy pomocy koleżanki- koleżanki i tego opryskliwego megafoniarza(lol jaka nazwa), przeszłyśmy na drugą stronę by stanąć w skromnej kolejce po bilety, ze strachem w oczach i buzującą złością, obserwowałyśmy sprawnie poruszającą się kolejkę z normalnymi biletami.

Nie miło było się dowiedzieć, że listy wygranych konkursów są dopiero drukowane, a pani obsługująca sama garstkę 25 osób, nie mogła zbyt wiele ogarnąć z nakładu pracy który ją z deczka przytłoczył, by nie powiedzieć - PRZYGNIÓTŁ. Po uśmiechu na twarzy, widać że Pani jednak było i tak do śmiechu, a nam zmarzniętym uprzywilejowanym, akredytowanym - trochę jednak mniej.

Tłum ludzi ubranych w czarne barwy ze Slashem i GNR na koszulkach, sztucznych czarnych lokach (bądź prawdziwych bujnie wyhodowanych :3) można było oglądać bez liku.

Stojąc w kolejce czułam się trochę jak przed koncertem Nirvany, albo w teledysku Smells Like Teen Spirit, gdzie się widzi tłum nastolatków fruwających po zadymionej sali. Tu jednak był tłum w obcisłych czarnych lateksowych bądź dżinsowych spodniach, mocnym makijażem i okularach pilotkach.

Po udaniu się w stronę płyty stwierdziłyśmy mądrze i dość bystro, że nie mamy przy sobie biletów, a będzie to dowód wejścia na płytę w końcu, więc wróciłyśmy do szatni. Kiedy wróciłyśmy i weszłyśmy na płytę, znów mogłam poczuć ducha koncertowego, wszyscy fajnie ubrani, tłumy pięknych polskich dziewczyn i tłumy(hm.. :D), okey, trochę mniej fajnych chłopaków. Przypomniał mi się Depeche Mode kiedy stałam bardzo blisko sceny i miałam Gahana na wyciągnięcie łapki. Ah, wspomnienia wspomnienia!

Supportem towarzyszącym głównej gwieździe wieczoru było brytyjskie trio z Buckhinghamshire- RavenEye.
Powiem szczerze, że chłopaki momentami jak sobie wspominam to podobali mi się od ..Slasha :D

Może dlatego, że dużo było więcej udziału bębniarza. Niemniej jednak zrobili na mnie, wow wrażenie.
Support wyskoczył równo o 20 by zagrać 40 min koncert. O 21.10 weszli Ci, na których wszyscy czekali.

Przyznam, że nie oglądałam za wiele filmików z ich koncertami featuring Myles Kennedy i Conspirators..z jednej strony dobrze, byłam zaskoczona bardzo miło, pomysłowym intro rodem z pokazu cyrkowego którym towarzyszył tłum polskich, zawsze głośnych gardeł.

6 coverów Gun`N Roses przy 20 kawałkach na setliście może się wydawać małą ilością, ale dzięki temu fani mają w duszy ten fajny niedosyt.
Nie mogło zabraknąć największych hitów jak Welcome to the Junge czy końcowe zwieńczające cały gig - Paradise City.

    warszawanaszemiasto.pl     Moje ulubione zdjęcie :3 :3 :3

Niestety- przesiedziane przeze mnie.
Około 6 piosenek przed końcem, kiedy właśnie nastąpił ten Slashowy długi riff gitarowy, który miałam wrażenie trwał wieczność, albo przynajmniej z 6 minut, co na równi było dla mnie z wiecznoscią :P dłużył się i dłużył. Niewytłumaczalny ból pleców, spowodowany - nie mam zielonego pojęcia czym, który towarzyszył mi praktycznie od wejścia na płytę, był dziwny. Spowodowany od pracy siedzącej? Nie sądzę, aczkolwiek kto wie. Potem ten ból przewędrował mi jakby do brzucha, bo zaczęło mi się robić najzwyczajniej niedobrze, poczułam dziwne ciepło i pot, aż do charakterystycznych małych mroczków przed oczami i pisku w uszach który mi towarzyszy właśnie przy omdleniach.
Stwierdziłam, kurde, przyszłam na koncert, bawić się, a ja tu umieram i się czuję jakbym miała 90 lat, już nie w takich tłumach stałam i dawałam świetnie sobie radę.
Fakt, że zjadłam ostatnie kanapki o 14  i napiłam się łyk wody, nie pomagał i pewnie też miał na to wpływ. Poinformowałam koleżankę, że wychodzę trochę do tyłu. Nie jestem z tych osób co to wytrwale czekają, aż mi kolana zejdą do poziomu parteru i ostentacyjnie zemdleją, by być wyniesioną przez dzielnych rosłych osobników płci męskiej, których jak wiemy na koncertach nie brakuje. Po prostu wyznaję krótką zasadę - umiesz liczyć, licz na siebie. Bądź konsekwentny i odpowiedzialny za siebie i za swoje zdrowie, za ludzi wokół również- nie czyń im krzywdy.
Stanęłam trochę bardziej z boku, bo trochę powietrza i może mi przejdzie i wrócę na miejsce. Niestety nie przeszło, przeszłam do tyłu by usiąść i oprzeć się o barierkę i pomachać trafionym cylindrem. Trochę zrobiło mi się lepiej i już nie wstawałam. Bo jakby nie patrzeć - czasem to są plusy bycia dalej - nikt Ci nie zasłania w sumie i miałam lepsze widoki na Slasha niż przy poprzedniej miejscówce. Trochę bałam się spowrotem wrócić do tłumu, że znów coś mi nie tak będzie, zostałam i poczekałam do końca.

    warszawanaszemiasto.pl  Genialne


    warszawanaszemiasto.pl  Ludz, już fuckin rock! :D

Nawet nie skapnęłam się, że na scenę w pewnym momencie weszła nasza rodowita latorośl zwana Dodą. Może w jakimś szoku toksycznym byłam :P
Owszem, słyszałam jak Slash zapowiada, że teraz z nimi zagra specjalna gwiazda. Ale że z Polski to już nie usłyszałam. Z ciekawości bardziej się wyprostowałam i zobaczyłam blondynkę w jaskrawo lśniącej obcisłej sukience. Pomyślałam sobie, hm, co to za laska, ale jak zaczęła śpiewać, totalnie się nie skapnęłam, że to może być ona..nasza Doda. Po prostu stwierdziłam, że to jakaś ich dupa na boku, co to jest ich dobrą kumpelą :D

Więc..jeżeli nie zapowiedziałby, że to jest właśnie Ona, a ludzie by byli w tym miejscu co ja = jestem przekonana, że nieliczni by stwierdzili że to na pewno Dorota. Dopiero po koncercie, jak już z Areny wyszłyśmy po donguraleskowej batalii w szatni o kurtki, dowiedziałam się kto to był, oczy mi trochę z orbit wyszły. Ale nagrania w internecie nie kłamią - TO BYŁA ONA.

Po obejrzeniu 2 filmików stwierdzam, że wokalnie na prawdę sobie nieźle poradziła, mimo że większość osób tam będących na pewno ją zhejtowała ostro, a osoby które tam nie były to już na pewno suchej nitki nie zostawiły. Zważając na to, że mimo że Dorota jest z wyglądu lukrową lalką Barbie, słodką, ale z ostrym pazurem, to raczej nie tworzyła dość często ballad w stylu właśnie słodkiej blondynki co ma nic w głowie. W Jej repertuarze zawsze można znaleźć sporo perkusji, a tym bardziej gitarowych brzmień. Może mało wyszukanych, ale jednak. Zawsze podkreślała to, że drzemie w niej rock`n rollowa dusza i to że właśnie ten kawałek coveruje na swoich koncertach - do przypadków nie należy.
Nie wiem jak to się stało, że znalazła się na scenie ze swoim idolem..nie chciałabym słyszeć że dała i dlatego sie dostała i spełniła swoje marzenie, ale gratuluję Jej lub Jej managementowi.

Z tego co antyradio nadało spod sceny, dała radę. zresztą im dalej, też nie ma co narzekać. Każdy kraj ma swoją Dodę grin emoticon nasza jest, jak każdy widzi. ubrała się tak, żeby każdy widział ją z kosmosu, ale to nic nowego. Zanim zaczęła nagrywać gówno dla radia, wydała dwie rockowe płyty, spiewać potrafi, wstydu nie przyniosła.
UnlikeReply1613 hrsEdited

Warty uwagi jest też wątek koncertowych akcji fanowskich, które jak najbardziej można zaliczyć do udanych. Na drugim kawałku mogliśmy zobaczyć fruwające w górze cylindry, które były rozdawane i rzucane w publikę(w tym jeden dla donguraleski fartem, ale jednak, gratuluję :33  i to co, że ja miałam go przez pół koncertu na głowie xD)



Prawdą chyba jednak jest to, że mało kto podrzucił te cylindry z obawą przed straceniem ciężko zdobytej pamiątki koncertowej ekhm :P


Druga akcja, to latarki, zapalniczki i wszystko co się świeci na kawałku Starlight ( jak dziś się w południe obudziłam to tylko słyszałam ten piękny głos Mylesa i najbardziej zapamiętałam ten kawałek z całej setlisty).
Poza tym, że miałam przez cały balladowy utwór stojące włoski(dobrze że ciemno było i nie było widać haha!) to poza tym kolana miałam jak z galarety a ręce już nie wytrzymywały trzymania czegokolwiek w górze. Jednak wydarzenia dokładnie z przed tygodnia spowodowały, że nie opuściłam ręki i to był wspaniały moment i utrwalenie pamięci osób które straciły życie i Je również ocaliły w teatrze Bataclan. Oczy mi się zaszkliły i pomyślałam tak sobie w tamtym momencie, co by było, gdyby wczoraj coś takiego się wydarzyło..
Myślę, że większość nie miała pojęcia o co chodzi, ale i tak zaświeciła, bo koncerty jednoczą i jesteśmy zawsze jednym, żyjącym muzycznym organizmem :)


Po koncercie nastąpiła krótka sesja fotograficzna, zbieranie konfetti które wybuchnęło na Paradise City z napisem Slash i udanie się w stronę dworca. Pożegnanie z donguraleską i mam nadzieję że do zobaczenia na Three Days Grace czy innym Ramsztajnie ;DD



Piosenki które najlepiej wspominam i na pewno polubiłam ? Bad Rain, You Could Be Mine i Starlight.

Na nadchodzący tydzień nic innego jak wczorajsze magiczne "Starlight" z łódzkiej Atlas Areny :)

PS. Pozdrowienia dla stewardów z Fosy i ogólnej już organizacji jak wspominałam wcześniej. Spisaliście się na medal- nikogo z osób akredytowanych i wygranych biletów w konkursie - nie sprawdziliście, nie obszukaliście. Oby tak dalej, a doczekamy się tak mocno wypracowanego dzięki Wam nieszczęścia na jakimkolwiek koncercie :)



Cienie śpiące na horyzoncie 

Sprawiają, że jesteśmy przerażeni

gdy rozchodzimy się w różne strony świata

Przynoszą łzy i tak wiele bólu
Więc kryjemy się przed ciemnością
Z nadzieją, że znajdziemy miejsce, gdzie możemy rozpocząć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz