sobota, 17 października 2015

REVIEW- WALK THE LINE

Wczoraj/dziś miałam przyjemność być na maratonie filmowym w moim mieście. Pierwszy raz odwiedziłam kino odkąd powstało. A było już dużo lat wcześniej..niestety została mi z lat 90-tych tylko mała pamiątka..mała Aga z siostrą pod pubem i w którym również było stare kino. Od 2 lat bodajże mamy nowe..na około 100-150 osób..kameralne miejsce, bardzo estetyczne w obrębie tężni i parku..od razu również chcę podziękować na wstępie organizatorom za cudne kawałki grane między filmami. Depeszowe In Your Room spowodowało, że odechciało mi sie spać o 1.30 :D




Od jakiś 3 miesięcy mam tzw. fazę na tego aktora..czyli typowy fangirlizm i bycie nastolatką mi się włącza = ustawienie na wszystkich możliwych tapetach zdjęcia danego aktora..w kalendarzu zapisanie daty urodzin, imienin, ważnego dla niego święta. Czyli standard :D
Oprócz "Spaceru po linie" miałam okazję zobaczyć po raz 834 "Gladiatora", a jako trzeci film z tym aktorem poleciał "Ślepy tor", film nieco w tematyce kryminalistycznej którego nie cierpię, ale w końcu jeżeli gra tam aktor którego uważa sie za bożyszcze chwilowe - to i tak Ci się spodoba. Bo On tam jest. I już.

Walk The Line powstało w 2005 roku w Stanach. Film do którego podchodziłam obiektywnie. Nie wiedziałam nic o twórczości głównego bohatera.. o Jego życiu również nic..no dobra. Wiedziałam, że ma coś wspólnego z muzyką country.

Tytułowy spacer po linie dobrze oddaje film, jest przewrotny, ale nie do końca. Jest to jedna z piosenek. Główny bohater, genialny Johnny Cash toczy walkę ze sobą. Balansuje na tej linie. Staje się z niewinnego chłopca nagle mordercą swojego brata, znienawidzony przez ojca, gdzie zostaje świetnie ukazana ich ciężka relacja.
Koncertowe wybujałe życie, podszyte licznymi groupies sprowadza aktora do alkoholizmu, bowiem na potrzeby filmu Phoenix musiał sporo pić ;)


Znajomość z June Carter, dowcipnej prezenterki radiowej, którą świetnie zagrała również jedna z moich ulubionych aktorek - Reese Witherspoon jest również momentami groteskowo pokazana..On ciągle z nią chce być, a ona sie wzbrania, a efekt końcowy musicie sami ocenić i gdzieś obejrzeć, bo to must see w dorobku każdego melomana :)
Johnny wspina się na szczyt swojej kariery, porzuca w międzyczasie rodzinę i córki i rusza w świat ze swoją bratnią duszą w trasę koncertową na której wiele się dzieje...
Cały film objęty jest otoczką muzyczną w postaci najsłynniejszych kawałków Casha. Phoenix na potrzeby filmu nauczył się grać na gitarze, wykonywać ruchy"cashowe" aby jak najlepiej oddać postać realną a "June" na cytrze.
Wraz z Reese przez 6 miesięcy uczęszczali na lekcje śpiewu do T Bone Bournetta, tego samego który współpracował z Bobem Dylanem...



Czasem dobrze jest nie znać osoby ze świata rzeczywistego o której oglądamy biograficzny film. Ja natychmiast dziś po przebudzeniu się odpaliłam playlistę z Jego muzyką i filmiki na youtube..gdzie można dojrzeć.. jak bardzo identycznie występuje i zgrywa się z postacią  Johnnego.
Trudno mi teraz po przeanalizowaniu obu osób, wyobrazić sobie kogo innego w roli tego muzyka..wydaje się być stworzony do tej roli..zresztą..sami ocenicie, podrzucę linki do obu filmików i oto kilka fotografii w podobnych scenach dla zachęcenia do obejrzenia :)
Mam wrażenie że Phoenix(wreszcie nauczyłam się poprawnie wymawiać Jego imię i nazwisko!) wybiera wciąż podobne postacie filmowe do zagrania. trochę w konflikcie ze sobą..z problemami..zamyślone..albo nieustępliwe..pasuje to do jego cichej i niewywyższającej się osobowości..bo tak wnioskuję po obejrzeniu kilku z nim wywiadów, że taką osobą jest. (pomijając ten u Lettermana słynny;))







Podsumowując, film zrobił na mnie ogromnie wrażenie, takie ciężkie że myśli się o nim kilka dni, a pewnie nie jedna/en z Was zna to "pofilmowe uczucie". Muzyk mający swój mały świat, zapalony patriota, amerykanin grający w nietuzinkowych więziennych miejscach...imający się różnych prac..od bawełnianych pól, po pracę w Air Force, pracownika fabryki samochodów, akwizytora sprzętu domowego..
Oprócz talentu muzycznego w który wiele słynnych firm nie wierzyło, miał dużo szczęścia..jego pierwsze albumy wydała wytwórnia ta sama co Elvisa Presleya, Carla Perkinsa czy Charlie Richiego.. ogromny dorobek muzyczny który spowodował, że w 1992 roku dołączył do słynnego Rock And Roll Hall Of Fame czyli muzeum rock`n rolla w Cleveland w Stanach :)

Na dzisiejszy wieczór i nadchodzący tydzień mój ulubiony kawałek z soundtracku. Ciężko jest znaleźć w dobrej jakości to nagranie, a to jest chyba jedyne na youtube, więc tymbardziej polecam.
Drugi filmik to "Jackson" w wykonaniu filmowym(głos Reese jest obłędny po prostu!)..i trzeci filmik z wykonaniu prawdziwych autorskich osób.

Enjoy!

xoxo


Mam plan
i ja też
więc razem marzmy swoje marzenia
dalej
czas ucieka





1 komentarz: