niedziela, 13 września 2015

NEW ALBUM - STEREOPHONICS

Któż by przypuszczał, że tutaj pojawi się recenzja zespołu o którym w sumie..nigdy nie wspominałam na blogu ? No może, był to raz ale mało znaczący. Bo trzeba wiedzieć, że Aga żałuje, baaardzo żałuje, że nie pojawiła się w 2013 roku na 1 dniu Impact Festu, kiedy to zagrał ten oto Walijski zespół składający się z 4 przystojniaków.



Brzmią i wyglądają trochę amerykańsko kiedy się na nich spojrzy. Według mnie nie widać w nich tak bardzo tej brytyjskości, może to kwestia przyzwyczajenia się do tego zespołu i większego zapoznania się z nim? Być może.

Zespół powstał w roku w którym ja się urodziłam, a zainteresowałam się dopiero mocniej 2 lata temu. Wiadomo, hity typu Dakota czy Maybe Tomorrow znałam jak wszyscy. Zespół wyróżnia się spokojnym głównie, ale momentami drapieżnym brzmieniem, czyli to co bardzo lubię w zespołach. Gdyby całe albumu Stereophonics były dynamiczne- nudziłoby mnie to, a tak ? Mamy różnorodność i każdy coś dla siebie znajdzie. Gitarę wyraźnie słychać w każdej piosence i przede wszystkim charakterystyczną ochrypłą barwę głosu Kelly Jones`a.

Okładka ich 9 albumu który wyszedł na półki sklepowe przedwczoraj "Keep the Village Alive" ma swój charakter. Ogromnie lubię szarość okładek.
Nazwa albumu jest ukłonem w stronę słów frontmana zespołu, który często używał tego zwrotu będąc dzieckiem i zamieszkując małe górnicze walijskie miasteczko Cwmaman. Album ten, także nagrywany był właśnie w małym domku w zachodniej Anglii.
W trudnych czasach tytuł albumu był pewnego rodzaju pokrzepieniem, oczyszczeniem i rodzajem pomocy.
Krążek jest również w jakimś sensie skierowany do właśnie tych małych miasteczek w których ludzie borykają się znalezieniem pracy, społeczność jest zmienna a puby są zamknięte - mówi Jones w wywiadzie dla Bristolpost. Mówi także o tym, że wybieranie piosenek na album, jest jak decyzja trenera w stosunku do tego, kto zagra w ważnym meczu, a jest zmuszony do wyciągnięcia tylko podstawowej jedenastki.


Kelly napisał 40 piosenek na album z zamiarem zrobienia czegoś w stylu Green Day, wydania trylogii płytowej  ¡Uno! ¡Dos! ¡Tré!. Album składa się z 10 utworów. W wersji deluxe otrzymaliśmy aż 6 dodatkowych utworów(w tym dwa w wersji akustycznej).

Promocja rozpoczęła się wraz z wydaniem singla "C`est la Vie", następnie Song For The Summer, aż do prawdziwego hitu "I Wanna Get Lost With You". Album jest zgrany, pełny nadziei i z tekstami o miłości czy o wierze.

Po 11 września są trasy europejskie, zwiedzanie Wielkiej Brytanii w grudniu, a następnie w planach trasa amerykańska i australijska. Niedługo zespół będzie mógł świętować 20-lecie, podpisali bowiem kontrakt płytowy, a w 2017 roku minie właśnie 20 lat od debiutu Word Gets Around. Kelly zapowiada, że bardzo byłoby miło zrobić coś specjalnego na ten właśnie rok, bo 20 lat to jest niezły okres w działalności zespołu.

Zespół prawie nigdy, jak sami to nazywają nie byli "media darlings", wokalista przyznaje też skromnie, że w tym rock`n rollowym świecie są i tak dość młodym ogniwem i są w stanie nagrywać coraz lepsze albumy, bo dalej mają z tego radość, przyznają w The Telegraph.

Na nadchodzący tydzień dla Was coś miłego, czyli albumowy hit I Wanna Get Lost With You.

Miłego tygodnia i have a nice day!

Enjoy!

xoxo



Jeśli Bóg spartaczył

Tyle spraw
Jak podnoszenie naładowanej broni
Ale teraz kiedy uciekłem umysłowi z tobą przy boku
Mamy ten dzień w słońcu

5 komentarzy:

  1. Nigdy nie słyszałam tej piosenki, ale te kilka wersów bardzo mi się podoba :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Genialna na smutne w sumie, jesienne samotne wieczory z kotem na brzuchu i wspominanie swoich związków i nie związków :D

      Usuń
  2. I pomyśleć, że to ten sam zespół co nagrał coś tak genialnego jak "In a moment"

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam In a Moment i Graffiti on the Train z poprzedniej płyty <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taak, to są niekwestionowane ich hity i mam nadzieję, że w przyszłości znajdą się na płycie The Best of jeśli taka powstanie :3

      Usuń