niedziela, 27 września 2015

NEW ALBUM - THE LIBERTINES

"Do you speak english?"
Usłyszałam takie pytanie pytanie skierowane do mnie i do mojej koleżanki podczas plenerowego koncertu przy Dworcu Śródmieście, gdzie występował Skubas i Hey(chłopak koleżanki jest dźwiękowcem w tym pierwszym zespole. Trochę spontaniczny wypad, bo do końca nie chciałam na niego iść i trochę głupio było mi podać rękę ponownie wokaliście tego zespołu, po małej dziwnej sytuacji z pierwszego koncertu który miał miejsce w mojej miejscowości pod koniec czerwca, ale się udało.


Z racji tego, że każdym podbojem mojej angielszczyzny chwalę się tutaj, pochwalę się i tym jak to przebiegało. Od wczoraj banan na twarzy, bo poszło mi całkiem nieźle i jestem dumna z siebie.
- Yes, I speak, but little (zawsze to powtarzam gdy ktoś mnie o to pyta :p)
-No noo - przeczy koleżanka
-Okeey, so..Skubas ? Yes.. am I right? Whats mean ?This is polish word?
-No no..wait!
Pytam się koleżanki jak ma na nazwisko Skubas, ona mówi że Skubaja, więc zaczynam tłumaczyć..
-Skubas is artistic nickname, but Skubaja is he`s(LOL) last name, so all comes from his name
-Aaa, soo good! I thought it meant something. Very good band, i loved it.
-I`m glad. Her boyfriend is sound recordist in this band soo..its normal that she is there.
-Good! Which band will next perform?
-Hm..its polish rock band. On stage will be blonde hair girl with very hard, strong voice and charismatic personality. I hope you`ll like it!
-Great! You speak very well, dont be worried about you english.
-haha, thank you, i would like to speak better. I`m still learning for example songs, books etc.
-Its a great way!



Później coś tam jeszcze powiedziałam, że nie mogę rozmawiać bo z koleżanką przyszłam i dawno sie nie widziałam, musimy pogadać itd. chyba nie zrozumiał tego i dalej próbował wciąć się nam w rozmowę, ale udawałyśmy, że go nie ma :P Poza tym, może gdyby był trochę trzeźwiejszy, byłoby okey. 30letni Pan w końcu udał się po kolejny plastikowy kubek cydru, a my mogłyśmy spokojnie cieszyć sie swoim towarzystwem. No i..jak mi poszło ? :D

Przechodząc szybkim krokiem do sensu tego postu, czyli nowego, trzeciego(WRESZCIE!) albumu Panów z Londynu, którzy swoją karierę muzyczną rozpoczęli kiedy ja miałam 5 lat, czyli w 97 roku. Carl Barat, Peter Doherty, John Hassall i Gary Powell, byli częścią odrodzenia garażowego rocka, którzy zapisali się historii brytyjskiej muzyki, mam nadzieję na zawsze.
Zespół zyskał rozgłos już w 2000 roku i zdobywał liczne nagrody.
Po szybkim wzroście kariery, można było się spodziewać również szybkiego upadku. Ja zespół ten poznałam w 2008 roku, kiedy również poznałam moją koleżankę w liceum i przeprowadziła mnie na dobre muzyczne tory(wow, to już 7 lat!) no i zakochałam się najpierw w solowej twórczości Petera, potem Carla i Jego pobocznego zespołu - Dirty Pretty Things(a obecnie kolejny nowy jest czyli Carl Barat and The Jackals).
Zespół zakończył działalność w 2004 roku. Oficjalnym powodem rozpadu formacji były narkotyki, które regularnie zażywał Doherty, mimo ciągłych obietnic pozostawania czystym.


Podczas gdy wszyscy fani zaczęli się jednoczyć i tworzyć grupy pt."Dreams about The Libertines reunion", mało kto wierzył, że się uda. Peter zajął się na poważnie swoimi problemami w 2011 roku, kiedy to usłyszeliśmy, że tworzy się 3 album zespołu Petera Babyshambles. Już wtedy wiedziałam, że wszystko jest ku tej lepszej drodze, jakaś mała iskierka nadzieji się tli i jednak "libsy" powrócą w wielkim stylu. I tak też się stało

W 2010 roku zagrali kilka koncert"reunion"na Reading and Leeds Festival.
Na początku 2014 roku, odnowili swoją stronę na facebooku i życie libsów nabrało długo wyczekiwanego tempa.                                                            
Koncertów festiwalowych wciąż przybywało, a polscy fani, których jest na prawdę dużo i przekonałam się o tym w Gdyni, mieli cichą nadzieję na koncert właśnie na Openerze. Mówiono" jeżeli nie będzie ich na tym festiwalu, nie zaproszą ich nigdzie indziej, bo za drogo, bo gwiazda mimo, że znana, to dla większości i tak pozostaną nowością której niesłyszeli".

Anthems for Doomed Youth, bo tak świetnie nazywa się tytuł 3 krążka, stwierdziłyśmy we dwie zgodnie, że to coś dla nas, że nazwa albumu oddaje choć po trochu nasze życia. Pierwszym dużym singlem albumowym został Gunga Din, który szturmem zapanował nad sercami fanów, nie tylko tekstem, muzyką, ale i teledyskiem, gdzie jakże cudownym uczuciem było zobaczenie ponownie trzymających się razem blisko siebie jak za dawnych czasów 4 chłopaków o różnej przeszłości.
Album zdobywa ogólnie większość przychylnych recenzji na świecie.
Wśród producentów albumu nie zabrakło Pana który zajmował się One Direction. Myślę, że nawet najbardziej optymiczny fan libsów, nie sądził, że z tego albumu wyjdzie cokolwiek dobrego, a jednak :)

Nie mam żadnych wątpliwości, że utwory z tego albumu, mówi nam o aktualnej sytuacji członków zespołu.
Album składa się z 12 kawałków. W wersji deluxe mamy jeszcze dodatkowo 5 kawałków. W tym bonus japoński i Bucket Shop- kawałek znany wszystkim fanom i jest to kawałek od której rozpoczęła się moja przygoda z tym zespołem. Poniżej wrzucę z pewnością to nagranie.

1. Barbarians -7/10 - Carlowa piosenka, dołącza nieco później Peter. Rozpoczyna się szybką gitarą i perkusją. Optymistyczna. Kojarzy mi się mimo wszystko trochę z kawałkami zespołu Dirty Pretty Things. Słyszymy tamburyno, które uważam, jest w jakimś sensie muzycznym atrybutem tego zespołu. Piosenki nie miałyby tego samego brzmienia. Refren kojrzyć się może z poprzednikiem czyli "Cant Stand Me Now" If you wanna try, If you wanna try there's no worse you could do (oh oh oh!)  .
żam
2. Gunga Din - 8,5/10 - spokojne początkowe tempo i charakterystyczna barwa Petera, powodują, że piosenka nabiera nowego brzmienia. W refrenie dołącza Carl ale i reszta spółki. Zakręcona gitara wśród której drugą zwrotkę przejmuje Carl. Warto przypomnieć że Gunga Din, jest to bohater wiersza Kiplinga, który ratuje życie angielskiego żołnierza, a wkrótce potem ginie.


3.Fame And Fortune - 9/10 - optymistyczny początek, piosenka a la "wariacje Babyshamblesowe", ogromnie przyjemny kawałek. Jeden z moich ulubionych na tym albumie, słychać ciekawie brzmiącą perkusję i trójkąty.

4. Anthem For Doomed Youth-  6/10 -tytułowa piosenka o życiu i chwale o przewrotnym refrenie, który jak pierwszy raz usłyszałam to no cóż..smiać mi sie chciało..

Life could be so handsome
Life could be so gay
We're going nowhere
But nowhere, nowhere's on our way


Dopiero w refrenie słychać trochę mocniejsze instrumenty, powolne tempo powoduje, że mozna się rozmarzyć, ja na przykład żyjąc ciągle z głową w chmurach jak mi koleżanka powiedziała ostatnio, wyobrażam sobie jazdę na rowerze w czasie pobytu na....Syberii ? :D

5. You`re My Waterloo- 10/10 - dziękuję, nie mam więcej pytań. Piosenka która nie pojawiła się wcześniej na żadnym albumie. Jak się ucieszyłam, że ją tu usłyszałam..że tu się pojawiła i to w tak odmiennej wersji. Wersji z trąbką  i pianinem. Bo kiedy Peter zaśpiewał ją w Bratysławie, trudno było nie ujrzeć łez które chciały się wydostać z Jego oczu. Piosenka o tęsknocie, o przyjaźni. Między Peterem i Carlem. O tym, że jednak "Everyones gonna be happy" *__*

6.Belly Of The Beast - 6,5/10 - piosenka dla mnie dość dziwaczna. Nie wiem co o niej sądzić, niby mi się podoba ale nie do końca. Piosenka rozpoczyna się genialną perkusją. W refrenie zaczyna wlec się trochę jak flaki z olejem by w kolejnej zwrotce Carl mógł ponownie przyspieszyć. Mam z nią problem. Nie wiedzieć czemu kojarzy mi się z..Blur ? :D

7. Iceman- 6/10- kolejna ballada z którą mam problem. Sama przez to nie wiem, czy wolę ich w wersji szybkiej czy wolnej. Jest gitarka w wersji trochę country i a la " wyobrażasz sobie, że jesteś na jakiejś prerii, widzisz kobiety w sukniach niczym doktor Quinn. Najdłuższa piosenka, bo trwająca aż 5 minut.

8. Heart Of The Matter -7/10- piosenka szybka prowadzona mam wrażenie przez Petera. Pamiętam te komentarze przed Openerem w stylu" to on jeszcze żyje "? "co za pijacki głos". Niestety nie rozumieją tego, że mają taki swój styl"od niechcenia właśnie". Bo Polska to kraj hejtem i głęboką nienawiścią płynący.


9. Fury Of Chonburi - 7/10, dla odmiany, najkrótsza piosenka albumu, zwariowana szalona. Kojarzy mi się z filmem Trainspotting z buntownikami i narkotykami. Choć jak pierwszy raz usłyszałam ten kawałek to zrozumiałam Chocobury czy coś takiego :D I  zaczęłam się zachwycać tym jak wymawiają słowo "czoko". No cóż, niewiele się pomyliłam. Co nie dosłyszę to zmyślę.

10. The Milkman`s Horse- 8/10 - przypadła mi do gustu co tu dużo mówić. Spokojny rytm, pasujący do leżenia na trawie wśród jeżdżących obok Ciebie kombajnów i bizonów. Słoma w ustach, ręce pod głową, machanie nóżką..ahh *__*

What you done
Get out of my dreams you scum
They weren't meant for anyone but me
What you done
I just get so over-run
These unthoughtful dreams they come for me


11. Glasgow Coma Scales Blues - 8/10- czasem się zastanawiam co kieruje zespołami, że wymyślają długie i czasem tak dziwne tytuły. Z jednej strony, to dobre, są oryginalni, nie jest to jakieś kolejne " Rock Dj czy Angels. Piosneka podoba mi się, gitary w tej piosence grają pierwsze skrzypce można rzec. Chwytliwe końcówkowe "la, la, la, la" nadaje się świetnie na koncerty. A zgranie dochodzącej perkusji do gitary is sooo perfect!

12. Dead For Love - ooo jakże przygnębiający tytuuuł, ktoś powie. Tak, spokojny kawałek to również jest. Trochę smutny utwór, prowadzony przez Petera, a w końcu z rozpaczą w głosie wydziera się Carlito i wszystko zostaje w rodzinie. Można umrzeć dla miłości i z miłości, ale czy to się opłaca ? Według Barata i Dohertego tak, teraz śpi spokojnie i z myślą, że kogoś tak bardzo, bardzo kochał.


                                               Zdjęcie planeta.fm z Opener Festival

Ogólnie album oceniam na taką naciąganą trochę ósemkę. Jak na każdym albumie, są bardziej chwytliwe i mniej chwytliwe przypadające nam do gustu kawałki. Album znajdziecie do przesłuchania w serwisach streamingowych i mam nadzieję, że te "pijackie" głosy przypadną Wam jednak do gustu, bo są to pocieszne i radosne chłopaki :)

Na koniec obiecany kawałek od którego moja przygoda się zaczęła i coś z nowego albumu.
Życzę Wam miłego nadchodzącego tygodnia! :)





Enjoy!

xoxo

4 komentarze:

  1. Gunga din to taka dość popularna piosenka w ostatnim czasie, i łatwo wpada w ucho, przyjemnie się słucha.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jakiś kawałek z poprzednich albumów wpadł Ci w ucho ? Słuchałaś może ?

      Usuń
  2. Nie znam tej apeli :) Nie wiem czy to dobrze czy źle :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm..jeżeli interesujesz się zagranicznymi brytyjskimi zespołami w stylu indie rock(np. jest jeszcze Oasis itp.) to trochę źle, ale nie da się poznać wszystkich zespołów i to jest właśnie meega, że ciągle coś nowego można odkryć i to całkiem przypadkiem! :3

      Usuń