sobota, 7 lutego 2015

REVIEW- Muse. Nie z tego świata

Nareeeeszcie!

Do lektury biografii zespołu Muse zabierałam się z dużym oporem. Dlaczego ? Po pierwsze nie miałam"fazy" na słuchanie tego zespołu, wolałam słuchać mocniejszych brzmień, lub wręcz przeciwnie, bardziej romantycznych. Książkę katowałam przez prawie 4 tygodnie, aż dokatowałam do końca. Powiem tak, dla bardzo dociekliwych fanów...może nawet psychofanów..jest genialna..lubiłam czytać wywiady...niekoniecznie o tym w jaki sposób dochodziło przez odpowiednie firmy podpisywanie kontraktów, ale jak to normalny człowiek- chciałam się dowiedzieć coś nowego o członkach zespołu.. jacy byli w wieku który ja mam teraz, jak rozwijała się ich kariera...gdzie pracowali...gdzie sobie dorabiali.. jak dogadywali się z płcią przeciwną, jak z rodzicami.. To mnie interesowało, moja ciekawość pod tym względem została zaspokojona.

Cieszę się że jest kilka zdjęć...choć trochę jestem wzrokowcem i wolałabym dużą liczbę zdjęć..przeplataną tekstem...mogłabym się wtedy lepiej skupić i nawet coś sobie wyobrazić. Jak każda droga artysty na szczyt, tak i Muse nie mieli kolorowo. Społeczność miasteczka Teignmouth miała kilka młodych zespołów..każdy z członków grał w innej kapeli..Matt z Domem stali się przyjaciółmi, potem dołączył Chris, który mam wrażenie zawsze trzymał się na uboczu.. w wieku 20 lat już miał poważny status ojca z którego dzielnie się wywiązywał..Matt żył w swoim wszechświecie, kosmosie i paranormalnych rzeczach które wyniósł z domu dzięki swojej matce, a Dominick prowadził się luźnym trybem życia...trochę "hulaszczym" że tak powiem, był typowym dresem.

Lubię oglądać ich zdjęcia z lat 80...każdy był tak inną osobowością...każdego zmieniły doświadczenia życiowe...mimo to..ich przyjaźń przetrwała tyle lat...takie przyjaźnie cenić się powinno ponad wszystko i być im na prawdę wiernym...sama wiem jakie to trudne kiedy po 15 latach przyjaźni, wszystko potrafi się rozwalić, kiedy odpowiednio nie ma inicjatywy od drugiej osoby..ale widocznie tak musiało być :)

Uwielbiam też słuchać zespołów..które od początku trzymają się w niezmienionym składzie..to takie budujące, że nawet w zwariowanym świecie show-biznesu, możliwe jest coś takiego jak trwała przyjaźń, nieznudzenie się sobą i dalej trwanie przy sobie. To świadczy w jakiś sposób o dojrzałości muzyków. Dobrym przykładem jest też Depeche Mode :)

Dzielnie brniemy wraz z książką przez pierwsze lata zespołu..lata 90 w rytmach Showbiz, pierwszej EP-ki Muscle Museum która jako kawałek, mam wrażenie że jest teraz niedoceniana..
Origin of Symmetry to kontynuacja Showbiz, wylewanie frustracji Bellamowych związanych z nieudanymi związkami, a także dalsze przemyślenia dotyczące Wszechświata, gdzie Showbiz miał ich ponad miarę nawet. To także odkrywanie Matta nowych technik gitarowych i syntezatorowych, czerpanie inspiracji z takich sław jak Philip Glass, to także fascynacja zespołem Deftones czy Rage Against The Machine.

Wybuch festiwali, nachalni fani, groupies, to coś z czym młodzi ludzie zderzają się w świecie muzycznym jak z meteorytem. Alkohol dodawał im odwagi i ... czasami trzeźwości umysłu, dzięki czemu nie zatracili się całkiem w tym muzycznym zwariowanym światku i podeszli do niego z dystansem..



Według mnie Mark wykonał kawał świetnej roboty w stosunku do fanów zespołu. Książka jest bardzo szczegółowa, niektóre fragmenty omijałam, gdyż na prawdę nie wnosiły nic interesującego, to, czego chciałam się dowiedzieć o zespole.

Bałam się, że w książce nie zostanie poruszony temat ostatniej płyty chłopaków, a jednak miło się zdziwiłam i jest okazja do poczytania i zapoznania sie z tym co chłopcy mieli na myśli pisząc wybuchowe Supremacy czy Panic Station :)

Na dzisiejszy wieczór polecam coś..romantycznego..bo sobota..bo tydzień do święta zakochanych którego my single tak nienawidzimy i zaszywamy się w ten dzień w domu by niewidzieć tego unoszącego się szcześcia w powietrzu :)

Najpiękniejsza wersja live tego cudownego i przeszywającego serce głosu Matta - Unintended *_*

PS.A już za tydzień, moje ulubione romantyczne piosenki, te smutne i te ..nieco weselsze :)

Enjoy!

xoxo



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz