czwartek, 1 stycznia 2015

Happy New Year! Concert year!

W 2015 rok, który pozytywną pogodą nas nienapawa, bo wieje, jest deszczowo i jest mała ilość śniegu za oknem zakończyłam/rozpoczęłam dość koncertowo.
 Jednak dzięki koleżance nie pozwoliło mi to, 31 grudnia przesiedzieć w domu, za co Jej bardzo, bardzo dziękuję. Bo miło jest cały chodzić rok na koncerty, a potem ten rok tak samo zakończyć, czyli tanecznie, muzycznie i pozytywnie z obolałymi nogami i ramionami od klaskania. Jestem wielką zwolenniczką plenerowych sylwestrów.



Ostatni dzień roku spędziłam już chyba 4 rok z rzędu wraz z innymi warszawiakami którzy nie mieli co ze sobą zapewne zrobić w ten dzień, czyli na błoniach Stadionu Narodowego.
W tym roku na prawdę się wybawiłam. Mimo że organizacyjnie..i prowadzący średnio podołali w "zabawianiu" publiczności, to muzyka pozostawiła pozytywne wspomnienia.

O 21.10 na scenę wyskoczył Artur Rojek ze swoją ekipą ubraną w białe stroje. To była gwiazda wieczoru na którą najbardziej liczyłam, że mnie zaskoczy swoimi kawałkami i to jak brzmią na żywo..i nie zawiodłam się, bo brzmią genialnie i sto razy lepiej niż na płycie.. no może bez Beksy, bo lubię bardzo płytową wersję z tym lirycznym charakterystycznym początkiem. Piosenka Czas który pozostał, zrobiła na mnie największe wrażenie...niby trochę szybsza od pozostałych ale miała swój też powolniejszy rytm. No i ruchy Artura przy piosence Syreny, o bożee, dat ass :) Jedno jest pewne - warto wybac się na Jego koncert klubowy, wtedy poczujecie ten prawdziwy klimat Rojka- solo.

Ogromnym i fajnym miłym zaskoczeniem, choć może nie zupełnie, był koncert zespołu Hey z charyzmatyczną  i bardzooo ale to bardzo pozytywną Kasią Nosowską na czele. Problemy techniczne nie zabrały Jej uśmiechu z twarzy i obracała to wszystko w żart. Artyści polscy grali po 5 piosenek najczęściej, więc musiały być to dobrze dobrane, znane wszystkim hity aby publiczność trochę się rozgrzała.

Potem na scenę wkroczył zespół który podobno już czwarty raz kończy karierę w tym roku..i znów była gadka że to na prawdę ich ostatni raz na scenie. Budka Suflera. Jak szłyśmy jeszcze na stadion to chłopak idący za nami się chwalił, że był w tym roku na nich 4 razy własnie i za każdym razem ogłaszają swój koniec..i że był na woodstocku tegorocznym...a ja tak żałuję że na nim nie byłam...bo super zabawa była jak widziałam na filmikach.

Po Budce na scenę wyszła gwiazda wieczoru, Jason Derulo, amerykański choreograf, tancerz tworzący R&B współgrające z popem i rapem.

Moja oficjalna pierwsza miłość w 2015 roku. Mogę go przyjąć nawet z żoną i dwójką przesłodkich dzieci...

Występ Jasona został poprzedzony 15- 20minutowym setem DJ Papo- Papo Hernandeza, który również pochodzi ze Stanów. Tak też myślałam, bo bardzo łatwo da się rozpoznać po akcencie i amerykanów na prawdę da się zrozumieć. Tak rozkręcił publiczność remixami i coverami znanych dance`owych i popowych utworów granych w eskach i innych rmf-fmowych gniotach, że nawet trochę padający deszcze nie przeszkadzał..Dj miał wysokiego zielonego irokeza..zarąbiste wysokie czarn buty, czerwone spodnie i chyba łańcuchy przy spodniach. Nie mogłam się na niego napatrzeć jednym słowem :D Kiedy zaczął się występ Jasona...cała uwaga skupiła się tylko na nim i Jego tancerzach których choreografie powodowały uśmiech na twarzach publiczności.

Po występie Jasona przyszedł czas na wielkie odliczanie które zaczęło się zbyt wcześnie bo o 23.57..a mój zegarek chodzi wyjątkowo dobrze..
Pokaz sztucznych ogni jakoś rewelacyjny nie był..fakt, trwał długo...muzyka była chyba lepsza od samego pokazu. Ogólnie to scena większość zasłaniała. Widom z Mostu Poniatowskiego był za to pewnie genialny..
Kiedy tak patrzyłam sobie na te fajerwerki to przypominałam sobie wszystkie momenty na Stadionie jakie przeżyłam..a najbardziej to mecz na Stadionie na Mistrzostwach Świata...niesamowite cudowne wspomnienie którego nie zapomnę do końca życia...tej atmosfery i przeżyć.



Po północy wyskoczył na scenę holenderski Dj, zwany Dash Berlin.. nie wiem. Może chciał brzmieć bardziej europejsko i dlatego w nazwie sobie dopowiedział stolicę Niemiec. Artysta ten, bo muzykiem to nazwać go za bardzo nie mam zamiaru, tworzy muzykę trance i progressive trance. Czyli coś w stylu bardziej nam znanego Armina van Buurena. Po przesłuchaniu przed koncertem jego muzyki byłam źle nastawiona..miałam nadzieję że pojadę zaraz do domu po fajerwerkach, ale stwierdziłyśmy z koleżanką że zostaniemy i zobaczymy..a może nam się spodoba.. skoro Jasona wraz ze swoim genialnym pomocnikiem tak nam się spodobali ?
No i nie pożałowałyśmy. Stanął za konsoletą wysoki blondyn z tabletem w reku na którym wyświetlane było białymi literami Szczęśliwego Nowego Roku..miły gest. Choć trochę sztuczny. Potem w czasie setu pokazywał biało czerwoną flagę ze swoim wizerunkiem, co było miłym gestem.
Deszcz który padał mocniej momentami..przypomina nie jeden letni festiwal z muzyką techno umcyk umcyk. Z rozebranymi chłopakami i dziewczynami lub miss mokrego podkoszulka. Choć niewiele brakowało..bo mimo lodowatej pogody jeden się rozebrał i paradował po środku między barierkami bez koszulki. To trzeba mieć bańkę nie powiem.
Na początku bardziej znane kawałki narzucał, potem swoje nowsze i znów przejście do kawałków znanych z eski.pl. W pewnym momencie..między barierkami które oddzielały lewą stronę od prawej nastąpiło jakieś poruszenie i przebiegał z kamerką GoPro i nagrywał wszystkich przy scenie Dj z zielonym irokezem i przy barierkach..potem liczyłam że będzie wracał..ale gdzieś się pobiegł.. no ale..miałam nadzieję że będzie jeszcze okazja choćby musnąć go palcem i się nie myliłam :D

Przesunęłam się nieco bliżej poręczy i patrzę, a On w pewnym monencie idzie spokojniejszym tempem przy barierce po drugiej stronie i rozdaje jakieś ulotki i sobie myślę - kurde, to jakies zdjęcie z autografem, muszę Je mieć! Wepchałam się między jakąś kobietę i kolesia który też nieźle skakał i normalnie tak się wychyliłam przez tę barierkę że prawie miednicą wisiałam na niej żeby tylko go dotknąć i daleko rękę wysunęłam i zaczęłam gwałtownie machać i krzyczeć i odwrócił się w moją stronę i najpier uścisnął mi rękę (boże, miał taką ciepłą!) uśmiechnął się zabójczo i wręczył ulotkę...gdzie myślałam że będzie oryginalne zdjęcie...
Chłopak pomiędzy którego się wepchałam nie miło krzyknął mi do ucha- wow, mi też rękę uścisnął, przyciągnęłaś go uśmiechem! A ja taka- hahaha i nic nie powiedziałam bo się speszyłam trochę :D

Odwróciłam się szybko do koleżanki która ze smutnym wzrokiem i wzdechnięciem pogratulowała mi uścisku a ja rzuciłam się jej w objęcia i krzyknęłam, bożęęęęę mam zdjęcie i uścisnął mi ręęęęękęęęęęęę, nie smuć sięęę oddam Ci to zdjęciee!!!! (choć nie miałam zamiaru ) :D

Zauważyłam że spora część osób się przesunęła w naszą stronę chyba w celu zobaczenia go z bliska..ja napompowana jeszcze większą energią kazałam koleżance stanąć z lewej strony że w razie czego to teraz ona będzie się rzucać a ja rzuciłam się trans do muzyki trance :P

Ale potem Dash Berlin rozdawał pierwszym rzędom z przodu kolorowe słuchawki...a mój zielony irokezik był ponownie ale z drugiej strony i nieco dalej od nas..i coś rozdawał..ja zobaczyłam małe rękawiczki a koleżanka..jakiś mały gadżet elektroniczny..jedno jest pewne..nie wiemy co to było.

Po koncercie wyskoczyli prowadzący..pożegnali się z widzami a my z butami usmarowanymi w kamieniach białych, piasku i śniegu i brudnymi nogawkami wracałyśmy już do domu...pośród srebrnego konfetti wystrzelanego z dużych tub. Ochrypnięte od krzyków..z obolałymi ramiona i stopami wróciłyśmy mostem poniatowskiego na piechotę aż do metra, wraz z tysiącami innych ludzi, którzy byli tak samo mądrzy jak my i wiedzieli że komunikacja do centrum nie kursuje już o tej godzinie, tymbardziej w nowy rok.
Do domu wróciłam o 2.30..trafiła się podwózka całe szczęście bo mogłoby być niezbyt kolorowo.

 Kalendarz z Teraz Rocka- powieszony :3 ( w styczniu - oko swe cieszę zdjęciem AC/DC \m/)

Ogólnie podsumowując, to cieszę się że tak spędziłam ten wieczór..planowałam go tak spędzić od połowy grudnia. Obfitował tamten rok w wiele muzycznych orgazmów i takowych nie zabrakło i ostatniego dnia tego roku. Już jestem ciekawa co przyniesie ten rok ..i jakie zmiany. Jakie marzenia się spełnią, a jakie pozostaną jeszcze do zrealizowania, bo nie chcę zapeszać, ale liczę na to, że jedno..jedno z większych marzeń..spełni się w marcu/kwietniu tego roku..bardzo bym sobie tego życzyła. Jednak w sumie to marzenie nie zależy tylko ode mnie, ale i innych osób. Nie będę zdradzać o czym mówię, choć kto mnie zna, może się tylko domyślać ;)


Syyyylwestrowy look :D (taaak wciąż się staram uczyć malować oczka i żeby nie wyglądać jak z podbitym okiem :P )

Jeszcze raz życzę Szczęśliwego Muzycznego Nowego Roku i spełniajcie swoje marzenia, bo warto. No i dużo zdrowia :)


Macie, pobansujcie trochę przy zarąbistych fajerwerkach które zasłaniał mi stadion, Jasonie (na prawdę szukałam dobrej jakości :D ) i Dash Berlin!






Tak na zachętę - pierwszy kawałek to remix One Republic (mojej ulubionej ich piosenki! <3) :D
PS.Podobał mi się moment gdzie na którymś kawałku..albo pomyliłam artystów..może to był Jason.. mówił żeby przykucnąć, a potem wszyscy na Jego znak skoczyli do góry :3 Naoglądałam się takich filmików i fajnie było coś takie przeżyć. Choć swoboda ruchów przez grube ciuchy była totalnie ograniczona.


3 komentarze:

  1. Przeskoczyłam na kompa, więc zostawiam obiecany komentarz:D
    Artur Rojek <3 ostatnio zaczęłam zasłuchiwać się w jego...trzech piosenkach xD muszę w końcu się przełamać i przesłuchać całą płytę. "Czas który pozostał" to jedna z moich ulubionych polskich piosenek. Jestem zakochana w wersji live która jest na jego oficjalnym kanale na youtube, o matko! jakie emocje pod koniec :D mam zamiar wybrać się na początku marca na jego koncert, bo gra u mnie w Łodzi:)
    Gratuluję koncertowego łupu :) fajna przygada:D i dobrze, że ćwiczysz te wszystkie krzyki i przepychance w stronę "znanych" haha xD bo w czerwcu coś czuję, że będziesz koczować na MUSE, jak nie na mieście to pod barierkami, a Matt przecież czasami schodzi do publiki :D
    Bardzo ładnie Ci w tym makijażu :))
    don_guraleska

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Ajjjj już Ci zazdroszczę Rojka klubowego :3 Bo chyba jednak nie wydam na niego kasy żeby go zobaczyć, tymbardziej że tu takie wydatki się szykują w tym roku że huhu. Właśnie, tak się zastanawiam czy gdzieś na środku nie wylądować na Muse, bo ...niestety, ale ich fanki są bardziej zagorzałe od Kasabian i... nie dam rady no :(
      Dziękuję za pochwałę makijażu, to dla mnie mega ważne! <3

      Usuń