niedziela, 23 listopada 2014

DISCOVERY #4 - GOLDFRAPP

Podczas jesiennej walki z nudą..z nie wychodzeniem z domu.. z lenistwem które ogarnia mnie wszędzie, staram się jeszcze bardziej dobijać muzyką. Oczywiście spokojną i nostalgiczną..taką jak pogoda za oknem - rano mgła, a potem słońce pod chmurami, którego dziś nie brakowało.



Ale przejdźmy do do sedna i kolejnej, bo już drugiej części mojego nowego tematu czyli Discovery, coś do niedawno odkryłam i zrobiło na mnie wrażenie, artysta..zespół.
Dzisiaj odkryłam brytyjski zespół który nazywa się Goldfrapp. Widziałam go u kilku osób na laście ..którzy słuchają podobnej muzyki do mojej, że mają ich w czołówce, ale już same zdjęcia mnie odstraszały, więc nie zabierałam się za to. Teraz wiem że to był błąd.
Goldfrapp bowiem to kultowy zespół. Teraz zauważyłam że wiele razy słyszałam piosenkę Rocket w radio, ale nie domyśliłabym się w życiu kto to śpiewa.

 Działalność zespołu rozpoczęła się w 1999 roku, zespół tworzy Alison Goldfrapp i Will Gregory.
Nic dziwnego że zdobyli moje serducho, bowiem tworzą elektronikę, synth pop, electropop..muzyki której sporo ostatnio słuchałam.W 2005 roku otrzymali nominację do Grammy.
Oboje z Willem uwielbiają malarstwo i surrealistyczny styl, który możemy zaobserwować na okładkach płyt, które barrdzo mi się podobają.
Nie wiem jak Wy...( zwracam się tu tym razem do czytelniczek), ale kiedy słucham takich głosów, jaki posiadam Alison ...i przypuśmy idę ulicą, nawet w ciuchach których nie lubię, czuję się od razu pociągającą i seksowną kobietą :D Niesamowity głos.


Na swoim koncie Goldfrapp posiadają 6 płyt:

Felt Mountain - 2000r
Black Cherry - 2003r
Supernature - 2005r
Seventh three - 2008r
Head First - 2010r
Tales Of us - 2013r

Jak widać z zestawienia wyżej, płyty nagrywane są z pewną regularnością, co dla fanów musi stanowić dobre udogodnienie.

Wokalistka przekonuje nas na scenie swoją charyzmą - przypomina Kylie Minogue z młodszych lat.
Jak dla mnie, jest zestawieniem Kate Bush, Kylie, trochę Bjork i Tori Amos.
Na razie jestem zauroczona totalnie ich ostatnim albumem czyli Tales Of Us i piosenką Thea która staje się moją ulubioną. A poza nią to jeszcze Utopia, Oh La La i A&E. Bez patrzenia na najlepsze kawałki, od razu ze słuchu można wyczuć że są hitami bezapelacyjnie.

Na dzisiejszy niedzielny wieczór macie do przesłuchania Thea i ... nie załamujcie się tą jesienną depresją. Ja już 2 tydzień próbuję dokończyć książkę, którą w sumie powinnam połknąć w 3 dni..a tymczasem biografia Rammstein ciągle pozostaje na półce z zakładką w niewiadomym miejscu :)

 Za cały miesiąc - święta a za 17 dni kupuję bilet na Robbiego! :D

Enjoy!
xoxo

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz