wtorek, 11 listopada 2014

CONCERT- COMBICHRIST

Pamiętacie jak pisałam jeszcze niedawno, że w tym roku już na pewno na żaden koncert nie pójdę ?
Życie potrafi tak zaskakiwać i jak mówi klasyk fejsowy "zweryfikować nasze plany", że wszystko może się zmienić w ciągu 24 godzin.



Zaczęło się od tego że polskie forum Depeche Mode ogłosiło konkurs w którym można było wygrać pojedynczą wejściówkę na ich koncert..stwierdziłam- a co tam, lubię szperać po internetach to może uda mi się poprawni udzielić odpowiedzi, a że miałam chęć wyskakać się jak nigdy to spróbowałam.  A trzeba było wiadomo, udostępnić zdjęcie na fb..dać lajka ich profilowi i odpowiedzieć na pytanie - Ile koncertów zespół zagrał w naszym kraju..Oddałam się w wir pracy i przez pewnie ponad 2 godziny szukałam informacji o takowych. Moja odpowiedź brzmiała 11.Czy prawidłowa ? Być może...a może byłam najbliżej tej odpowiedzi ? Tego się już nie dowiem.
3 dni przed koncertem dostałam odpowiedź że wygrałam...ucieszyłam się, ale i stwierdziłam - czy mi na prawdę chce się na nich iść ? Czy na tyle lubię ich muzykę ? Biłam się z myślami... pytałam koleżanek co robić..zdania były podzielone...a tu jeszcze mama mi mówi - nie idź sama bla bla blaaa.

W końcu w sumie w ostatniej chwili się zdecydowałam ...i czy żałuję ? Na pewno nie!

Dojazd miałam dobry, z powrotem gorzej bo 4 godziny na Dworcu Centralnym nie należały do przyjemnych w sumie.
fot.justmurillo.blogspot.com

Za radą psiapsióły, postanowiłam pojawić się pół godziny przed rozpoczęciem supportu..tak o, żeby nie stać sama jak kołek. Już w pustym tramwaju widziałam mrocznie ubranie osobniki płci męskiej które zapewne wybierały się w to samo miejsce co i od razu raźniej mi się jakby zrobiło...niby miałam narysowaną mapkę jak tam dotrzeć, ale tak za kimś iść to lepiej jednak :P

Okazało się że przystanek jest naprzeciwko idealnie klubu..a sam Klub ? Genialny design, jeżeli tak mogę o nim powiedzieć..Robi od razu mega gigantyczne wrażenie kiedy się go widzi z daleka. Ogromny napis z metalowym czerwonym zadziorem...
Zmierzam pewnym krokiem za mrocznym długowłosym kolesiem w czarnym płaszczu.. widzę kilkanaście osób przed klubem i pierwsza myśl od razu - boże - wyglądam jak dziecko, co ja tu robię? Wracam do domu! Ale niee.... I tak wchodzę..z lekkim niepokojem..rozglądam się gdzie co jest...widzę schody na górę..tam musi być sala..ale...gdzie jest szatnia?! Chwilę stoję i patrzę co ludzie robią..okeej idę za nimi..koleś nie miał co mnie przeszukiwać bo nastawiłam się na świetną zabawę i nie brałam żadnej torebki.. spytałam gdzie co jest i ruszyłam do szatni gdzie 3 zł od rzeczy jest...potem odebranie biletu..Gdzie okazało się że dostaję tylko czerwoną opaskę...a kiedy spytałam o jakiś pamiątkowy bilet - siwiejąca starsza pani z pretensją w głosie - przecież to jest bilet! Opaska!
 A ja okeeeeeeeej. Pytań brak. Się spytać nie można już.

Skręcam w bok idę od razu usiąść na schody prowadzące do wc... bo tak z boku nikt nie będzie na samotną duszę zwracał uwagi..tłum ludzi..wszyscy na czarno ubrani...z ogromną ilością ćwieków..dziewczyny KOBIETY DOROSŁE  z cyckami powywalanymi na wierzch, dużą ilością makijażu i farbowanymi włosami. Czułam się ze swoimi naturalnymi ciemno blond włosami, dżinsami i BLUZKĄ KORN - jak 12 latka...załamałam się..

Otwarcie bram się opóźniło, jednak support wyszedł punktualnie. Sam klub zrobił na mnie duże wrażenie..z lewej spory bar gdzie nie było dużo kolejek, może dlatego że większość osób to już rozumni ludzie po 30-tce....Klub wydaje się być bardzo duży..a jeszcze kiedy frekwencja na koncercie jest niezbyt zadawalająca, to ogromny.

Na początku stałam przez cały support którym był niejaki William Control - za mikserem..stwierdziłam że to bezpieczne miejsce..w razie jakiś fal to mnie nie zgniotą. I trochę się zawiodłam na naszej publice.. Oczywiście, zawsze tak jest że support jest jakby zapychaczem koncertowym..i każdy fan i tak czeka na gwiazdę wieczoru, ale mogliby więc poskakać czy poklaskać. Wokalista wyskoczył na scenę w stroju księdza, po którejś piosence zdjął swoją szatę liturgiczną i pokazał się w swojej charakterystycznej kamizelce.










Willliam wraz ze swoją parą kolegów towarzyszących na scenie moim zdaniem zrobili dobre show. Może za dużo tego ciągłego nawoływania publiczności do krzyku, niczym na koncercie indie rockowego zespołu dla nastolatek jak MCR ..i to machanie mikrofonem...Kiedy tak zamyślona patrzyłam na niego klepiąc butem w srebrny barierkowy podest już zastanawiałam się co tutaj napiszę, że jest sceniczny połączeniem Theo Hutchchrafta z Tomem Meighanem który fruwa od boku do boku sceny. Ta elektroniczna muzyka jaką tworzą i jest na żywo nadaje się jak najbardziej do skakania, szkoda że ludzie stali jak słupki(mówi ta która nie stała ;p ). Ogólnie to lepszy jest milion razy na żywo niż na płycie..no i ten jego wygląd... zauroczyłam się trochę nie powiem :D

Potem jechałam w nocnym autobusie i ...koleś jeden był tak genialnie wystylizowany na niego że...normalnie brat bliźniak...ten płaszc...szczupłe nogi..biała twarz...i te włosy..cały on! :)

Po zakończeniu supportu  puścili Linkin Park..zrobiło mi sie jakoś raźniej i cierplej na sercu..
ludzie zaczęli się rozchodzić a niekiedy ich przybywało...mgła zaczęła tak zasnuwać salę że nie widziałam z przodu ludzi a tymbardziej sceny..to znak że zaraz się zacznie piekiełko którego w sumie wszyscy oczekują. Niedaleko mnie, również stał oparty o barierkę koleś..chyba nie miał ochoty poskakać..ja miałam ogromną..liczyłam na to. A wstydziłam się sama ruszyć w tańce jak cholera. Dwie pierwsze piosenki przestałam za tym mikserem..ale jak zobaczyłam jak się impreza rozkręca tam pod sceną i mnie tam nie ma..nie skaczę z nimi..nie klaszczę- okropnie mi się zrobiło..
                                                                                                                                                                 JOEEEEE :D   

W końcu jak trochę światła się ściemniły..spojrzałam na                                                    
kolesia dalej stojącego ku mojej prawicy z politowaniem i zwinnie pomału ruszyłam z lewej strony sceny, tak żeby lepiej widzieć perkusistę zespołu Emigrate - Joe Letz`a.

Nie od razu złapałam bakcyla do skakania..ruszyłam do..6 rzędu jeżeli to tak można nazwać rzędem w celu wypatrzenia osób które żywiołowo skaczą i znalazłam takie. Stanęłam obok nich i ... skakałam i klaskałam już do końca *_* Z każdym kawałkiem czułam sie cooo raz bardziej zmęczona...nogi dawały radę..ręce też..ale mój pęcherz był w kiepskim stanie i moja ogólna kondycja do skakania :D Ale nieee, pomyślałam sobie, przyszłam się wyżyć, posłuchać jakby nie patrzeć legeny która tworzy genialną muzykę i trzeba dać im wsparcie, pokazać że polscy fani których było baaardzo mało niestety, bo pewnie tylko pół sali jakby zebrać wszystkich - dają radę!

Przed wyjściem na koncert przesłuchałam ich tylko 2 kawałków..tego co otwiera koncert czyli We Were Made to Love You i Shut Up And Swallow. Był też kawałek gdzie wszyscy mieliśmy pokazywać fucki, ale nie znam tytułu niestety, a dobryy rytm miał ten kawałek.

Chłopaki dają sobie świetnie radę na żywo..wokalista jak i gitarzysta umieją rozgrzać publiczność do czerwoności i przyprawić o kołatanie serca. Scena jest tak fajnie zrobiona że można mieć BARRRDZO bliski kontakt z występującym artystą co mi się bardzo spodobało.. kontakt wzrokowy z artystą, machanie mikrofonem jak przy Williamie..pokazywanie języka ...to wszystko miało swóg głęboki Combichristowy czar :]

Przypominam sobie moment kiedy chyba..ktoś zaczął z 1 rzędów coś krzyczeć, Joes wtedy podszedł z mikrofonem..ale chyba nie zrozumiał dziewczyny i ktoś obok powiedział- ona ma coś dla Ciebie :D
Wszyscy wybuchnęli śmiechem..Joe odszedł na bok sceny,  pokazał dziurkę z palców i jak wkłada do niego palec i ten Jego wzrok z uśmiechem... :D A to zboczuch!


Podobał mi się też moment kiedy ...chyba to była 2 piosenka od końca- perkusista, wreszcie się obudził i wkroczył do akcji, otworzył wodę i porozlewał ją na perkusji...1 raz tak na żywo widziałam (tak wiem, mało jeszcze widziałam) i walił z całej siły w swój instrument jakkolwiek to dziwnie brzmi..żółte i białe światło potęgowało ten cudowny obraz a ja nie mogłam się napatrzeć na tę jego wymalowaną mordkę i szczupłe ciało... Sam wręczył chyba dwóm osobom pałki..wskazywał dokładnie z mojej lewej strony komu ma dać, uroczee.. Potem chyba niewiele osób zauważyło że rzucili z 6 kostek które w większości poupadały na ziemię i pewnie nie wszystkie zostały zebrane.

Po koncercie zespół wyszedł do fanów, tak samo jak William..chyba niewielu oczekiwało bo mało zdjęć widziałam.
Joe wraz z William jeszcze przed rozpoczęciem trasy

Po koncercie..spocona..tylko trochę mniej niż po Kasabian w Berlinie powoli kierowałam się ku wyjściu..chyba niewiele osób zostało na after party..nie uśmiechało mi się ponownie mocno zachorować więc szybko się ciepło ubrałam i wyszłam na autobus 40 po północy..jak większość koncertowiczów..
W zapełnionym po brzegi autobusie dotarłam na Dworzec centralny...gdzie jak zwykle rój ludzi i rój meneli..ale takich spokojnych. Było pare interwencji służb ochrony od których aż mnie brzuch bolał ze śmiechu..jednak nie było mi do śmiechu kiedy zaczepiła mnie młoda dziewczyna..może z 16 lat miała..i taka konwersacja..
- przepraszam że tak cię zaczepiam ale czy mogłabyś mi pomóc
- pewnie, a co się stało?
- potrzebuję łazienki...sikać mi się chce tak bardzo bardzo! muszę szybko do łazienki
- nie ma sprawy, wiem gdzie jest. - zaczyna się przymilać i bierze pod rękę...
- zaprowadzisz mnie? boże dzięęękiii ja tu nie wiem gdzie co jest... a tak mi się sikać strasznie chce i nie moge wytrzymać.,
-no dobrze, już idziemy, spokojnie..jest czynna 24 godziny na pewno.
- jak dobrzeee a daleko to jeszcze bo ja nie wytrzymam na prawdęęę! - widzę że juz płacze prawie i się mocny makijaż rozlewa po policzkach
- tak, to już tu za rogiem...za moment będziemy, masz pieniadze bo chyba jest płatna..
- taaaak mam ! mam nawet kartę! mogę kartą zapłacić! i papierkowe też mam!
- okeeej.. - wchodzimy do wc...
- tylko monety są przyjmowane.
- o boże..nie mam monet! zaraz się zesikam! - podnosi spodniczkę i pokazuje że już nie może o.O naćpana w trzy cholery.
- spokojnie, jak nie masz to ja już zapłacę tylko mi tu nie sikaj!- xD przychodzi babka która tu rządzi.
- co tu się dzieje i głośne krzyki!
- tu koleżance siku się bardzo chcę a ja teraz sprawdziłam że jednak nie mam drobnych ...ale mówiła że ma papierkiem to może da sie rozmienić czy coś..
- no próbujcie..
- ale nieche pani mnie wpuści!!!!!!!! ja nie mam drobnych !!! o proszę tu zobaczyć! mam papierkoweee ooo - tu jest 50 zł prosze je wziąć. bez reszty już proszę! - pokazuje babce stos paragonów sklepowych...a ja nie mogę wyjść z szoku w jakim ona musi być stanie..bo chyba takiej nie udaje.
- dziewczyno! otrząśnij się! ty się naćpałaś czegoś!? taka młoda i pierdoły w głowie! co ty mi tu wciskasz! to są paragony a nie pieniądze! ty nie widzisz tego na prawdę?!
-no pokazuję pani pieniądze a pani ich nie bierze??? ty głupia suko! ty c.uju! zero litości!!!!
- eeeej kolezanko może trochę spokojniej!!!! - ja dalej stoję i mam oczy jak 5 zł.
- dobra małpo ! świnio jedna! nie chcesz to nieeee ja wytrzymam ! Pójdę sobie dalej ! i dam innym zarobić!
- nooo na pewno przyjmą od ciebie takie wymiętolone paragony sklepowe. powodzenia!
- przepraszam za koleżankę, ale ona..zaczepiła mnie i ...no sama pani widzi..
-cooo to się dzieje z dzisiejszą młodzieżą..
-jezuuu co ja teraz zrobię! gdzie ja do cholery kurwa mać jestem ?! aleee..alee gdzie ona jest...SYLWIAAAAAA!!!! - wychodzimy na dworzec i wszyscy na nas a ja taka yyyy..
-cichooooo nie jesteśmy tu same widzisz przeciez ludzi, a może i nie widzisz..nie wiem jak twoja kolezanka wygląda ale przyszłysmy stamtąd..choć tam
-SYLWIAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!
-mówiłam bądź cicho bo zaraz policja przyjdzie po nas.. rozglądaj się może poznasz
- SYLLLLLLL... OOOO! Maaaaaciek jesteś.....cie wreszcie!
-no szukaliśmy cię...a tobie łazienek się zachciało...

Uśmiechnęłam się tylko do nich bo chyba byli w nieco bardziej lepszym stanie i ruszyłam do automatu po coś do picia..

Do domu zajechałam dopiero na 5.30...rozmyślając jak 50 letnia kobieta- co się dzieje z tą dzisiejszą młodzieżą i jakie to było przerażające doświadczenie....

Wstałam dziś rano z obolałymi tylko ramionami od trzymania w górze i chrypką w głosie..to chyba najmilsze co mogło mnie spotkać.

Bardzo się cieszę że poszłam na ten koncert..mimo wielu obaw... niezręcznego samotnego stania..potem było genialnie....i już wyobrażałam sobie jak skaczę na następnej trasie zespołu The Prodigy po wydaniu kolejnego krążka *_*

Na dzisiejsze święto państwowe, taka oto recka z wczoraj :D

Enjoy!
xoxo


Wszystkie zdjęcia koncertowe użyczyłam od jedynego fotografa który chyba robił zdjęcia i zapodaje linka bo wrzuci jeszcze jedną partię zdjęć :)
https://www.facebook.com/YearZeroART/timeline

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz