wtorek, 28 października 2014

CONCERT - KASABIAN PART I

Jest aktualnie bardzo wczesna poranna godzina, bo od 6 rano postanowiłam wejść i zacząć pisać. Wtorek. 3 dni po najlepszym koncercie tego zespołu na jakim byłam. Bowiem rozgnietli mnie swoją energią w przenośni i dosłownie. Od razu z miejsca chciałam podziękować mojej ukochanej Martynie bez której o pierwszy rząd pod  mikrofonem Toma, byłby zapewne tylko w sferze marzeń!




Wyjechaliśmy w 6-tkę z Młocin o 23 aby dotrzeć pod halę około 9 rano. W tym czasie w Łodzi dołączyła do nas Majka i tak z niezbyt miło pachnącym koło siebie sąsiadem, gdyż sama siedziałam murzynem dojechałam do stacji ZOB skąd poszliśmy na pieszo do naszego hostelu, którego prowadzili Polacy. Nocleg był tani więc się skusiliśmy, jak się okazało później, trochę cena powinna nam o czymś jednak powiedzieć...

Pod halę dojechaliśmy kilka stacji pociągiem i kilka metrem po czym wyszliśmy na powierzchnię i zrobiło mi się ciepło na sercu mimo wiatru i zimnej pogody..bo przypomniało mi się jak dwa lata temu również tu byłam..i jakże czułam się niepewnie i było mi jakoś smutno, a w sobotę byłam pełna energii, choć jak kilka razy tego dnia zaznaczałam- Aga przyjechała na Kas do Berka= na peeeewno odwołają gig ! *bo najważniejsze to zachować optymizm*.

Doszliśmy pod halę, a pod nią już czekała jedna dziewczyna i Kasia, która jakby nie patrzeć, należała do naszego składu, ona sama proponowała nam ten hostel. Usiadłyśmy na schodach i zaczęło się oczekiwanie... Za pół godziny poszłyśmy z Majką na stację benzynową, żeby trochę się rozgrzać i co nieco kupić..szłam na nią niepewnie, wiedziałam że ma kolor niebieskie..ale czy w dobrą stronę szłyśmy ? Ale się udało i drogę pamiętałam. Powróciłyśmy pod halę i za jakieś 2 godziny przybyła koleżanka z Wrocławia wraz ze swoim chłopakiem którą poznałam w Gorzowie dzięki innej koleżance, jak jechałyśmy na nich te 2 lata temu, miło było się ponownie zobaczyć, jednak nie umiałam znaleźć wspólnego języka i jakoś zagadać, pewnie się wstydziła, jak to ja, ale chociaż się wyściskałyśmy. Od około godziny ...bo ja wiem ..nie pamiętam dokładnie..ale chyba 12 czy 13, panowie zaczęli rozkładać barierki przed halą, wszyscy wstaliśmy jak żołnierze gotowi do akcji..bawiliśmy się z nimi w kotka i myszkę, nie dawaliśmy dokończyć im pracy, bo od razy chcieliśmy wszyscy stawać na swoich miejscach. Później wyszedł jakiś koleś..pojawił się normalnie..jakby z nieba zleciał i pokazał że ma plakat, dwie dziewczyny do niego ruszyły i jedna złapała, a potem z hali wyszedł gość i dał Jej drugi :) Śliczny był, cały czarny, różowy napis zespołu itd...ładnie by się prezentował nad moim łóżkiem...

Za moment kolejny dziewczyny zaczęły biec w kierunku bramy którą wjeżdża sprzęt itd.. poszłyśmy zobaczyć trochę zaciekawione kto tam jest, a to był Gary z Timem.. w jednej chwili również chciałam pobiec...ale myślę..nie...niedaleko nas, stała jakaś ruska...z koleżanką która była bardzo miła...ale jakoś jej nie ufałam..więc nawet jak zaproponowała żebyśmy gdzies poszły sobie coś zjeść i się ogrzać jak chcemy a one nam zajmą miejsce, to nie wierzyłam im *polaczek tak bardzo*.

Tim okazał się bardzo rozmownym gościem..wzrostu to On może miał z metr 170 albo i mniej...ale On jest taki radosny, taki słodki i kochany że nie da się Go nie lubić...
Gary za to powalał swoją...że tak powiem przystojnością, jest taki sam jak na zdjęciach.

Jakoś nie miałam ochoty na zdjęcie z nimi, fakt też że się wstydziłam trochę sama tak podejść bez wsparcia koleżanek, taka już jestem.

Godziny się dłużyły... jeść się nie chciało, bo wszystko było zgniecione albo lodowate, jak woda...no i emocje i skurcz brzucha...najgorsze były ostatnie minuty. Wypatrzyłam też chłopaka którego pamiętam z OWF który bardzo szybko biegł w dół na Stadion...i myślę sobie..nie no.. jeszcze jego tu brakowało...zaraz się rozłoży na całej barierce i tyle będzie z tego 1 rzędu. Presja była duża.

Byłam tak przemarznięta....nie wzięłam rękawiczek..a oczywiście wszyscy mieli.. ciągle kaptur na głowie co spowodowało że moje włosy w jakże tragicznym stanie, a i druga para skarpet przydałaby się na nogach i nie byłoby mi wcale gorąco :(

Kiedy wybiła godzina zero, czyli 19, zaczęli wpuszczać.. od razu wyjrzałam jak otworzyli bramy czy daleko trzeba biec..ale nie... z zewnątrz wydaje się o wiele większa i dłuższa. Martynie szybko rozerwali bilet i poleciała jak strzała..z Majką nieco więcej trudności i się już stresowałam bo miała bilet kolekcjonerski = ten czarny z różowym napisem i błyszczący więc nie tak łatwo przerwać, a kiedy się udało i przyszła moja kolej, ja ze stoickim spokojem czekałam aż mi przerwie i bieeeeeeeeegggg kolejny życia i ..w ostaniej chwili się zdecydowałam żeby iść do sprawdzenia do kobiety w środkowym wejściu, bo wydała mi się najmilsza..stresowałam się bo mnie idealnie tak obmacała że mogła wyczuć mój aparat który miałam schowany w kieszeni bluzy, ale puściła mnie i nerki nie sprawdzała bo chyba nie widziała że ją w ogóle mam. I zaczęłam biec prosto, ale widzę że stoi mikser i cholera! Gdzie one są! Biegnę z lewej, okrążam.. i biegnę do pozostałych ludzi z którym przyjechaliśmy, ale w ostatniej chwili widzę Martynę jak macha i krzyczy "tu tuuu!!" i dopadam....tych srebrnych wymarzonych poręczy...zawieszam się na moment i nie wierzę że je mam i że chyba nie zemdleję na koncercie..Potem na lewo tuż po mnie dołączyła inna koleżanka którą potem na fb wyczaiłam :) Niesamowite jest to jak takie wydarzenia powodują że poznajesz kilkanaście osób jednego dnia...a wracając do domu i z ochrypłym głosem mamie opowiadając to wszystko w okropnych emocjach czekasz na Jej standardowy tekst "ale to trzeba być porąbanym żeby marznąć dla 4 facetów". W pracy wczoraj ludzie przyznali jak pokazałam im swoje zdjęcie z chłopakami, mówili same negatywne rzeczy..ale nie będę może mowić bo mam na nich oficjalnego focha z przytupem :)

Aga i Jej profesjonalne zdjęcie dołu barierek na dowód gdzie stałyśmy haha

...i zaczęło się oczekiwanie..próby zdjęcia kurtki przy tak ciasnym pierwszym rzędzie graniczyły z cudem..znów chciałam się poddać i spędzić koncert w kurtce, ale powyginałam się jakoś i udało się bez stracenia miejsca. Aparat cały koncert trzymałam w prawej dłoni i nim machałam, a lewą ręką trzymałam się barierki żeby mnie tłum nie poniósł czasem. Myślę że Pan ochroniarz stojący przede mną miał nie raz dobry zawał, kiedy machałam żywiołowo swoim sprzętem, że go wypuszczę i walnę nim kogoś na scenie...ale jakże mogłabym!

Oczekiwanie na support było dość krótki. Panowie z zespołu Pulled Aprart By Horses o których nieco pisałam w poprzednim poście byli według mnie genialni! Muzykę ich opisuje się jako post hardcore i jak dla mnie było hardkorowo i można było dobrze pomachać głową. Zgodnie jednak przyznałyśmy, że wszystkie kawałki były trochę na jedno"kopyto". Wokalista z długimi włosami a la Kurt, perkusista z którym od razu załapałam kontakt wzrokowy i wymienialiśmy spojrzenia co jakiś czas, bo widział jak się EKHEM gapię na Jego sprzęt, miał dużo tatuaży...na rękach..na szyi i Bóg wie gdzie jeszcze, loczkowy gitarzyści i basista.. wszystko to razem współgrało i brzmiało super. Chyba jednak już jestem w tym wieku, że już na supporcie zaczynam głuchnąć i tak było tym razem. Nagłosnienie było takie że muzyka leciała głośniej niż wokal, tak przyznały koleżanki, może to i racja, ja jakoś nie mogłam na to uwagi zwrócić.

Chłopcy kilka razy nadmienili że Kasabian jest genialnym zespołu i inne takie bla bla blaa ale schodźcie już chłopcy bo my czekamy jednak tylko na nich!
Zeszli..Chyba grali z 40, może 45 minut..nawet nie zerkałam na zegarek..robiłyśmy sobie zdjęcia i rozmawiałyśmy, obserwowałam ludzi wokół i czy kogoś znam.

Wybiła godzina zero numer dwa...na hali zgasły światła..oświetliło nas przyciemnione różowe światło..mgła zasnuła scenę, to znak że zaraz wyjdą oni! Wzmagający się dźwięk i intro do Bumblebeee które taaaak mi się podoba! I wchodzą oni...z prawej strony sceny...na końcu oczywiście Tom ..polskie flagi machają w pierwszym rzędzie jak szalone! Właśnie, to był najbardzie polski koncert w obcym kraju na jakim byłam! Gdybyśmy my jeszcze miały jakąś flagę to moglibyśmy stworzyć jedną wielką biało czerwoną stworzoną z tylu części! <3 W ogóle nie czułam się jakbym była w innym kraju, tylko język polski polski polski wszędzie!



Wszystkie moje zdjęcia są..jakieś takie..psychodeliczne :D
Będąc już na drugim koncercie Kasabian w 1 rzędzie, wiem mniej więcej, na jakich piosenkach trzeba uporczywo trzymać się barierek :D = czyli praktycznie przez cały koncert haha nie no żartuję, po prostu wiem kiedy najbardziej tłum szaleje..tak było na Bumblebeee ale i na kolejnym Shoot the Runner też! To intro...o gosh..... Mi na prawdę totalnie nie przeszkadzało, mogli nawet na mnie leżeć ludzie a ja dalej jak w transie...skakać za bardzo nie mogłam bo albo by mi stanik odleciał, albo nerka by spadła, albo kurtka z barierki, więc tylko machałam rękoma i krótkimi włosami które jednak były strzałem w dziesiątkę na ten koncert!
3 piosenka to Underdog z której pamiętam tylko że bardzo się darłam oczywiste słowa jak wszyscy
"Feels like I'm lost in a moment
I'm always losing to win
Can't get away from the moment
Seems like it's time to begin"

Where Did All The Love Go, było chwilowym odprężeniem..tylko na refrenie ludzie skakali i trochę przekonałam się do tego kawałka, bo nie za bardzo za nim przepadałam. Days Are Forgotten..no właśnie..niewiele z niego pamiętam mimo że byłam trzeźwa :D Pamiętam tylko darcie się na refrenie...i nic więcej... liczyłam trochę na Switchblade ....ale go zabrakło w secie. Po tym kawałku nastąpiła bomba..charakterystyczne intro przy którym wszyscy od razu wiedząc że zacznie sie rytmiczne skakanie w górę a la panowie z teledysku Eez-eh. Z niego najwięcej pamiętam, bo jak można nie pamiętać momentu kiedy skacze  i opiera się rękoma na Tobie jakaś dziewczyna...Brałam jej rękę co jakiś czas, ale ona dalej, więc już odpuściłam...potem w domu zobaczyłam że mam małe siniaki właśnie na nich...Będąc już raz w 1 rzędzie na ich koncercie, wiem na których piosenkach trzeba trzymać się barierek i czuje się duży ból klatki piersiowej która naciska na srebrne poręcze :P

Uwielbiam Sergio na tej piosence..te Jego ruchy są tak genialne...chciałabym go zobaczyć jak się bawi na jakimś koncercie..Tom, szalał po scenie od rogu do rogu...i miał jakoś dużo energii tak sobie myślę..Pamiętam teraz że jak weszli na scenę to pierwsze na co spojrzałam i rzuciło mi się w oczy, to bielutki buty Tomka...takie idealne...no i strój...Martyna mówi że bluzkę zmieniał 3 razy..miał najpierw bluzkę z Sonic Youth, potem Sonic i znów ta sama..ciekawe :D
Po wyskakanym Eez-eh, nadszedł czas na jedną z ulubionych piosenek Martyny czyli Processed Beats, tak wiem zbesztacie mnie wszyscy ale ja na prawdę nie przepadam jakoś wyjątkowo za tą piosenką...choć to w jaki sposób Tom "rapuje" powoduje u mnie wręcz gorączkę.
Potem poleciało Bow.. dziewczyny przed koncertem z tyłu plakatu napisały napis "Tim, obiecałeś zagrać Bow" czy jakoś tak... nie wiem w końcu czy to pokazały, ale moim zdaniem powinny bo Tim to tak obczajał ludzi patrzyłam że szok :) Był na prawdę szał na tej piosence...mam wrażenie że w fanach Kasabian jest więcej fanów Sergio niż Toma, co mi jest całkowicie na rękę. Z początku lubiłam tę piosenkę, ale nie poruszyła mnie jakoś na żywo, okej, refren mnie rozruszał! :)

CDN.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz