środa, 10 września 2014

Cycling with music!



10 dni temu rozpoczął się miesiąc który zwiastuje nam przepiękną porę roku, zwaną jesienią. Przepiękną jeżeli oczywiście fruwa między nami w strugach gorącego letniego słońca babie lato z którego zawsze się opędzam niczym przypadkowy gość z ostatniego filmiku słynnego SA Wardęgi :)


Post ten powinnam raczej napisać w kwietniu, bądź maju, kiedy to jest początek sezonu rowerowego, ale... z racji ostatnich swoich notorycznych rowerowych "kapciów"- postanowiłam dzisiaj. 

Długo przekonywałam się do tego aby założyć słuchawki w czasie jazdy na rowerze... z racji tego że jestem osobą która bardzo uważa (dość zbyt psychicznie czasami )na swoje bezpieczeństwo, bo nieukrywajmy, ale słuchawki na uszach podczas jazdy, to duże zagrożenie dla nas i innych użytkowników ruchu.

Kiedy zaczęłam w miarę regularnie jeździć na rowerze, bardzo nudną dość ścieżką rowerową w kierunku Wilanowa i spowrotem pomyślałam czy aby nie spróbować właśnie tutaj zacząć słuchać muzyki..w końcu to ścieżka gdzie nie jeżdżą samochody, więc duża krzywda w razie czego mi się nie stanie. I tak, 3 miesiące temu po raz pierwszy założyłam słuchawki, przełożyłam pod bluzką dla wygody i ruszyłam do akcji. Czas kiedy się jedzie wraz z muzyką - niesamowicie się skraca. Muzyka dodaje Ci mocy której nie jesteś w stanie opisać( u mnie energię może odbierać jeszcze dodatkowo podśpiewywanie sobie, ale to inna historia :p ). Człowiek dostaje takiego kopa, takiego poweru, że nie myśli która jest godzina, o tym że inni uczestnicy ruchu również są z Tobą. 

Osobiście zachęcam tych którzy preferują jak ja, szybką jazdę oczywiście- szybką muzykę. W moim przypadku jest to rock, indie, trochę elektroniki, metal itp...nic spokojnego, nic relaksującego. No chyba że jeździmy tylko dla relaksu niedzielnego, to wtedy jak najbardziej, taka chilloutowa muzyka jak Get Lucky duetu Daft Punk lub Happy Pharrella Williamsa pasuje bez wyjątku.

 Ja potrzebuję muzyki która da mi kopa do walki, do tego aby nie zatrzymywać pedałów i nie rozluźniać nóg, tylko jechać w rytm szybkiej muzyki (playlistę do spotify wrzucę na koniec postu). Nie jest to łatwe, ale udaje mi się kiwać głową w rytm muzyki, co dla szybkiej jazdy nie jest zbytnio dobre, ale..co kto lubi!


Ale także tutaj, gdzie często zaglądam, bo facet fajnie i jasno wszystko opisuje i jest duuużo porad.  http://www.rowerowe-porady.pl/sluchanie-muzyki-na-rowerze-a-bezpieczenstwo/

A tutaj Jego pomysły na muzykę na rower, co o tym sądzi + oczywiście komentarze internautów :)


Jedno jest pewne, nie warto słuchać radia, choć co kto lubi, ja jeżdżę na pograniczu Warszawy więc sygnał nie jest zbyt dobry, ale od czego się ma mp4 :) Ulubione kawałki różnych zespołów/ artystów dodają mi poweru i siły do dalszej jazdy, co może poprzeć wiele ludzi.


Może się wydawać, że jest tych kawałków niewiele, ale mój dystans jaki mam do pokonania nie sięga więcej niż 25 km( no chyba że mam bad day, to wtedy zwiększam) i zajmuje mi to niecałą godzinę przy bezwietrznej pogodzie(o którą niestety trudno) więc ustawiam zawsze na shuffle i jedziemy! :)
Największy rozpęd napewno biorę przy Muse- Ashamed i przy Papa  Roach - Where Did The Angels Go :)


Na dzisiaj na koniec, wyjątkowo macie krótki filmik, bo macie w końcu do przejrzenia playkę z moja rowerą muzyką,  o ekstemalnych sportach rowerowych.

Enjoy!

xoxo


2 komentarze:

  1. Hej, dzięki za linkowanie do mnie :) Ja jeszcze po mieście mogę jeździć bez słuchawek, ale w dalszej trasie umarłbym w pewnym momencie od natłoku własnych myśli :) Dlatego ratuję się muzyką, oczywiście słuchaną niezbyt głośno, żeby wszystko słyszeć co się dzieje w otoczeniu.

    OdpowiedzUsuń
  2. A nie ma za co! :p Ja nigdy na ulicy nie jeżdżę, nawet jak chodnikiem w słuchawkach, taki cykor trochę ze mnie, dopiero jak na właściwą ścieżkę wjeżdżam, swobodnie zakładam. Trzeba promować "braci", miłośników dwóch kółek :)

    OdpowiedzUsuń