wtorek, 8 lipca 2014

REVIEW - CONTROL

Wczoraj po godzinie 20 bardzo zespuł mi się humor, ale to na prawdę bardzo. Czasem sobie myślę, że super byłoby się już wypowadzić z domu i to byłby skuteczny lek na mojej najbliższej rodziny fanaberie.
Zgasiłam światła i w ciemności przykryta kocem, rozpoczęłam seans.


Postanowiłam teraz, że kiedy będę mieć zły humor lub coś mnie rozwścieczy to w rytm słynnego przysłowia będę słuchać Joy Division ale Fuck Forever także. Poszłam za swoim rytmem serca i włączyłam (WRESZCIE) Control, film opowiadający tragiczną historię Iana Curtisa, wokalisty wyżej wspomnianego zespołu i który za tydzień obchodziłby swoje 58 urodziny.
Control zrobił na mnie duże wrażenie..to jest na pewno jeden z tych filmów które utkwią w mej pamięci i nie dadzą sie zapomnieć; choć gifów na tumblrze bardzo dużo reblogowałam i po części wiedziałam już czego się spodziewać, to i tak bardziej wnikliwe obejrzenie tego genialnego filmu spowodowało że moje spojrzenie na życie zrobiło się jeszcze badziej krytyczne niż było do tej pory.



Żałuję tylko że nie ma nigdzie tego w języku polskim. Zrozumiałam większość tekstów, ale osób rozmawiających pomiędzy sobą a nie tego kiedy np. Ian siedzi sam w pokoju i myśli... używa dla mnie trudnych słów których jak niestety nie rozumiem. Film jest do granic możliwości poruszający.. im jestem starsza tym częściej i bardziej wzruszają mnie takie historie i pojawiają się łzy... film pokazuje jak rozwijała się miłość Iana do Deborah.. jak rozwijała się Jego kariera muzyczna. Fascynujące jest to, że pomimo swojej ogromnej kariery muzycznej w jaką wkręcili się, dalej grali w małych klubach...jednak myślę że to po prostu urok lat 60-tych i 70- tycg, gdzie w takich miejscach grali również choćby Sex Pistols czy The Damned. W takich miejscach jednak bardziej odczuwalna jest interakcja między artystą a fanami. Choć jak wnioskuję z filmu, była ona niestety niezbyt widoczna..parę słów zawsze wypowiadanych na koniec na pożegnanie a w czasie koncertu? Słuchacze mogli skupić się wyłącznie na muzyce i to było super w tamtych czasach.
Najsmutniejszymi momentami w filmie dla mnie było te, kiedy Ian powracała z koncertów do domu, do Deborah i swojego dziecka. Patrząc na wiszące w kuchni pieluchy, porozwalane kaszki i butelki z mlekiem powodowały, że co raz bardziej zagłębiał się i popadał w stan z którego nie umiał wyjść o własnych siłach. Cieszę się, że Anton( reżyser) pokazał Go takim, jakim był na prawdę, czyli powiedzmy sobie szczerze- dupkiem w stosunku do wielu osób.


Nie mógł poradzić sobie z tak dużym życiowym przeciążeniem- szybki ślub w tak młodym wieku, za chwilę dziecko, potem nowa "muza" w Jego życiu która jak się dowiedzieliśmy, zmarła 5 dni temu o czym poinformował Peter Hook na twitterze.
Ataki epilepsji i ciągłe stany depresyjne robiły się nie do zniesienia również dla członków zespołu, którzy z początku nie widzieli w nim nic nadzwyczajnego, dopiero po pierwszy epileptycznych atakach na scenie, diagnozie, zaczęli się martwić o niego. Muzyka Iana już nie cieszyła, w pewnym momencie bał się wyjść na scenę, zastępował Go inny artysta który został oczywiście bardzo wygwizdany, po tym jak Ian dostał ataku i koledzy musieli go wynieść ze sceny. Już dawno przestał brać leki które powinien, pił alkohol którego nie powinien, zaszywał się w domu, aż w końcu popełnił samobójstwo (dołuje mnie to, że byłby teraz rówolatkiem mojej mamy) a Annik była młodsza o rok od mojego taty.

Nie chcę na prawdę obwiniać Jej za tą całą sytuację i zgodziłam się wczoraj z opinią jednej dziewczyny która napisała:
Hopefully people will stop referring to her as ‘that other woman who ruined Ian Curtis’s life’, she had a life before and after him as well y’all. Maybe she’s up there talking to Ian, and being sweet and giggly as she’s doing it.



To prawda, nie można Jej obwiniać, Ian wiedział co robi, w końcu był dorosły..ale ciałem, ale czy duszą? Nie jestem do końca co do tego przekonana, mimo że używał pięknych słów, pisał wiersze i był ultra utalentowanym chłopakiem. Mógł przemyśleć to wszystko, pomyśleć o odpowiedzialności jaka ciąży na byciu ojcem i mężem, ale to wszystko go skutecznie przytłoczyło, za szybko się działo a nacisk pojawiał się z każdej strony.

Historia smutna, ale powiedzmy sobie szczerze-  jakże do bólu prawdziwa. Wiele milionów osób na świecie znajduje pewnie w podobnej sytuacji jaką przeżył ten młody chłopak, czyli problemy rodzinne i trudności z rodzieleniem życia zawodowego od rodzinnego. Myślę, że za kilka miesięcy znów obejrzę ten film a z każdym kolejnym oglądnięciem będę co raz lepiej rozumieć "teksty myślowe" Iana.
Oglądać film Control bez polskich napisów, to tak jak oglądać Submarine ( może w tym przypadku jeszcze gorzej, bo w tym filmie Oliver non stop do siebie coś mówi).
Chcielibyśmy, żeby życie było proste, mieć szczęśliwą rodzinę, wyjeżdżać kilka razy w roku na wakacje, cieszyć się niesamowicie dobrym zdrowiem fizycznym i psychicznym, mieć dużo pieniędzy za które można kupić prawie wszystko, ale jak to zrobić kiedy Pieniądze za to, pieniądze za tamto, pieniądze za nic ?



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz