czwartek, 5 czerwca 2014

NEW ALBUM - KASABIAN

Dzisiaj zabieram Was ponownie do Leicester ( w tym roku już Was zabierałam! ).


Dlaczego? A to za sprawą nowego albumu tych fantastycznych brytyjczyków.
5 longplay zespołu odbiega zdecydowanie od poprzednich albumów... choć..czy na pewno? Myślę, że w albumie Velociraptor są kawałki które powoli sprowadzały je na tory takiej płyty jak 48:13, między innymi właśnie tytułowy Velociraptor czy Switchblade Smiles które na początku były dużym zaskoczeniem..z czasem ..z czasem powoli fani przyzwyczajali się do wybryków i elektronicznych fascynacji muzycznych Serge Pizzorno, który głośno deklaruje że jest fanem muzyki jaką gra The Prodigy.


Na piątym albumie który oficjalnie ujrzy światło 9 czerwca, słyszymy jak zwykle silne gitary, ale bardziej "rzuca się" w ucho mocne brzmienie perkusji z którego jestem bardzo szczęśliwa. Chłopaki opisują album jako nową psychodelię, coś czego u nich nigdy nie było, a jeżeli nawet było to musiało być to mocno ukrywane.

Tytuł jak wielu osobom, mi też się nie podoba, jest zbyt zwykły i prosty tak jakby chłopakom nie chciało się wymyślać. 4 kwietnia 2014 r. Tom i Serge na ścianie poza biurem Aitor Throup w Londynie napis 48:13 gdzie nikt nie wiedział  o co z nim chodzi, dopiero po kilku dniach ujawniło się że to nazwa albumu i zarazem długość krążka. Serge w wywiadzie powiedział że chcieli aby tytuł oddawał sedno albumu, że jest to najprostszy i najbardziej bezpośredni sposób komunikacji - prosty tytuł.
Nie wiem co jest bardziej skomplikowane i okropne w tym stwierdzeniu: to że ja go nie rozumiem i co Serge miał na myśli, czy to że ja w ogóle ich w wywiadach nie rozumiem :P


Różowa okładka, która również wywołała z początku sporą burzę jest "ukłonem w stronę muzyki punk", a Kasabian jest zespołem wciąż postrzeganym jako lad rock<pojęcie z którym szczerze pierwszy raz się spotkałam>.

Promocja płyty rozpoczęła się wraz z wydaniem pierwszego singla - 28 kwietnia, który KOLEJNY RAZ wywołał nie małą furię wśród "tró fanów", którzy są wierni starym brzmienio  a la Fire. Ja bardzo luźno i z dystansem podeszłam do tego kawałka, już po czwartym przesłuchaniu - Eez-eh zdobyło moje serce, a kiedy doszedł do niego super teledysk- nie mogłam się nachwalić!
30 kwietnia w Paryżu, zagrali swój pierwszy koncert na tej trasie, gdzie mogliśmy usłyszeć fantastyczne na żywo Eez-eh, Bumblebee i Beanz(z singla Eez-eh).

Tracklist prezentuje nam 13 przeplatanych ze sobą piosenek- raz długich bardzo rytmicznych i powolonych bardzo krótkich, dzięki czemu albumu słucha się bardzo przyjemnie. Kawałki w bardzo dopasowany do siebie sposób przechodzą z jednego w drugi gdzie nie daje się odczuć przerw pomiędzy nimi. Bardzo duży plus za to.
Czas na moją opinię piosenek:

1.(Shiva)- 8/10 - jest pierwszym kawałkiem (w nawiasie)  bardzo krótkim, który wstępem przypomina mi któryś z kawałków z poprzedniej płyty, ale nie jestem w stanie powiedzieć który.. jedno jest pewne, to świetny wstęp do albumu, wyczuwam dużą nutę psychodelicznych brzmień, trochę niepokojące te dźwięki szczerze mówiąc, pod koniec słyszę jakby irlandzkie brzmienie.

2. Bumblebeee- 9/10 - byłam bardzo bojowo i sceptyczne nastawiona do tego kawałka kiedy usłyszałam go najpierw na żywo a potem z płyty. Niesamowite koncertowe brzmienie. Dziewczyny które śpiewają na żywo w chórkach moim zdaniem dodają uroku tej piosence. Również pod koniec słyszy się dziwne dźwięki które trudno mi nawet określić :P Bardzo wyraźnie słychać piękną perkusję.

3.Stevie- 100/10- z tą notą to na prawdę nie żartuję ^.^. Od pierwszy akustycznych brzmień, do cudownego dźwięku trąbki która jest na początku, poprzez tamburyno i okrzyki chłopaków aż do nieziemskiego Toma. Według mnie to najlepszy kawałek z całej płyty. Jest niesamowicie rytmiczny, na żywo robi furrorę w obu wersjach. Pamiętam jak nie mogłam się przestawić i bardzo nienawidziłam wersji z płyty, ale pierwsza miłość wygrała i jestem zakochana w nim po uszy. Mam nadzieję usłyszeć ją na żywo, jest dużo wstawek w których można spokojnie non stop klaskać. Końcowy głos Sergio i Toma w tle- no zero zastrzeżeń, są niesamowitą parą która tworzy niezmiemskie głosy. Jest moc!


4.(Mortis) -9/10 - kiedy po raz pierwszy go usłyszałam, wciąż brzmiało mi w głowie słowo -psychodeliczny, psychodelia, marzenia, rozmarzony, marzyć, śnić. Bo taki ten kawałek właśnie jest. Od razu mi się z Pink Floyd skojrzył, na prawdę. Potem dopiero z M. z którą kojarzy mi się słowo psychodeliczny. Pod koniec delikatne dzwoneczki i nagle...

5. Doomsday - BOOM! 9/10 - ogromny boom. Mam nadzieję że wywalą kilka starych piosenek z 4 płyty( prócz Switchblade i Daysów oczywiście) i wstawią np. ten. Od razu oczy mi się zaśmiały bo tytuł skojarzył mi się z moją Muse-ową miłością -Dom-em. :). Prędkość tej piosenki powala, nadążyć za nią nie można. Kawałek do tańca i do różanca. Raz przybiera tempo, raz opada. Juz wiem, że zapamiętanie tekstu będzie graniczyło u mnie z cudem..

6.Treat- 8/10 jest jednym z kawałków które już wcześniej na you tube można było usłyszeć. Dużo elektronicznej dawki, momentami bardziej słyszę Sergio niż Toma, ale to może jakieś zwidy mam. Nie chciałabym go usłyszeć na żywo. Śmiem stwierdzić że ten kawałek to połączenie prawie techno-elektro wraz z hip-hopem i rapem. A gdzie Sergio tam i takie brzmienia. Kawałek wg mnie trwa tak gdzieś do 3:20, a potem zaczyna się długa wersja intrumentalna która od razu skojarzyła mi się z zespołem Drohne(duet brytyjski tworzący ambient). Wiele osób tego nie zrozumie, ale ja na prawdę nie cierpię długich kawałków..nie mogę się najzwyczajniej doczekać kolejnego, stąd to moje zniecierpliwienie. Jednakże to właśnie w Treat jest fajne, zmieniające się brzmienie w tej wersji instrumentalnej, nie jest monotonie, jest dynamicznie.

7.Glass - 10/10 - dopiero za trzecim odsłuchaniem wsłuchałam się bardziej we wszystkie dźwięki które się tam pojawiają...a pojawia się ich tam CAŁA MASA. Kawałek który po raz pierwszy sam śpiewa Sergio, jest magiczny, niszczy mnie doszczętnie w sercu niczym La fee verte z poprzedniej płyty. Jest niesamowicie klimatyczny, przysypiający i od niechcenia głos.. już sobie wyobrażam jak brzmi akustycznie, o kurczę ! Jedyne co psuje tę piosenkę to końcowe teksty jakiegoś kolesia którego totalnie nie akceptuję i wtf co on tu robi w tej pięknej piosence! Idę robić petycję..

8. Explodes- 10/ 10 -jest już tą piosenką którą jak to się mówi już wysłuchało i zapętliło że już tyle razy, iż się "rzygać chce". Kolejna piosenka pod wodzą obu wokalistów która nabiera głębszego, kiedy zamkniesz się w ciemnym pokoju, najlepiej w nocy i zamkniesz oczy, spróbuj a nie pożałujesz. Pamiętam, że jak pierwszy raz ją usłyszałam to zyskała w moich oczach mega poplątaną końcówką różnorakich brzmień...jest śliczna, taka typowa Kasabianowa rzekłoby się.

9.(Levitation) - 7/10 -piosenka która od razu  skojarzyła mi się z piosenką zespołu Wilki - Dziewczyna z gitarą (i jej pierwsze dźwięki, serio! ). Tytuł na prawdę może powodować jakieś dziwne stany i ..choćby lewitacje. Fajna odskocznia od boom które wywołuje Explodes.

10. Clouds- 6/10-nie jest to niestety kawałek w którym się mogłabym zakochać. W płycie tej nie podoba mi się to że wiele jest piosenek w których Tom ma zmieniony głos. Piosenka zdecydowanie na poranną, chłodną przejażdżkę rowerem po ruchliwej ulicy. Fajnie się rozkręca w refrenie, ale zwrotki nie powalają. Potem faktycznie, nabiera tempa, ale nie, jednak to nie należy do ochów i achów.



11.Eez- Eh- 10/10 - co tu dużo mówić, rarytas i największa disco polowa niespodzianka albumu :D Ból dupy ogromnych fanów i wielka niewiadoma, jak takie COŚ jest w stanie się przyjść starym fanom zespołu. A jednak, zyskuje dopiero po dłuższym przesłuchaniu. Muszę twardo wziąć się za naukę zwrotek bo mi kiepsko idzie, a wiochą by było w pierwszym rzędzie nie znać tej już kultowej disco piosenki :D

12. Bow- 9/10- Sergio w roli głównej znów pokazuje nam swoje rogi. Znów bardzo źle byłam nastawiona do niego. Kiedy usłyszałam wersję testową albumu, przeraziłam się że kompletnie żadna z pozostałych piosenek nie wpadnie mi w ucho, a tymczasem, dzwoneczki tu, dzwoneczki tam i piosenka nabiera uroku! Refren nieco mocniej, a zwrotki spokojne powodujące wyciszenie się organizmu. Druga zwrotka ma nieco inne dźwięki od pierwszej. W drugiej to prawie jak Michael Jackson :D

13.S.P.S- 9/10 - wysoka nota tylko dlatego że piosenka idealna na koniec albumu. UuuuuUUuUu na początku wprowadza w nastój nostalgii i zadłużenia. Sergio znów tuli nas do snu, do poduchy która ma nam przywlec dobre sny. Niczym Neon Noon- którego nie cierpię z poprzedniej płyty. Usypiam dosłownie przy tym kawałku, ale głowa niesamowicie odpoczywa, polecam na nerwice natręctw haha

Podsumowanie moje tej płyty jest takie że..daję jej 8/10, co znaczy że na pewno jej nie kupię, jest zbyt różnorodna, zbyt do wielu kawałków poczuwam jeszcze lekki dystans i niechęć, mimo że wysoko oceniłam większość kawałków.

Nie mogę się już doczekać festiwalu, tego napięcia, oczekiwania, być może rozmów z innymi fankami które również będą długo oczekiwać aby zdobyć jak najlepsze miejsca, tego że po raz drugi zobaczę ich na żywo, co z tego że z dupy setlistą. Kasabian jest dla mnie jak Rammstein- mogą grać pięćset razy tą samą setlistę a ja dalej będę na nich chodzić kiedy zagrają w naszym kraju-raju ( tak bardzo wielka fanak R+ a było się cały jeden raz <ok> ).

Eh, cóż ja mogę Wam na dzisiaj dać, jakiś pewnie piękny Kasabian-owy kawałek by się przydało.
Oczywiście tylko Stevie, bo cóż innego.
Jutro Kasabian zagrając na festiwalu Rock am Ring po którym dowiemy się jaka będzie setlista która być może będzie ciagnąć się z małymi zmianami przez całą trasę. Warto dodać że Orange Warsaw jest 3 festiwalem na którym będzie grał zespół na tej trasie- zaszczyt jak nic nas kopnął :P )

Bardzo Was proszę, klimatyczny i prześliczny Stevie na dobry początek nadchodzącego bardzo upalnego weekendu, ostatniego przed festiwalem!! :D
Wasze recenzje w komentarzach i co sądzicie o albumie- mile widziane! Nie jestem pewna czy do czasu festiwalu napisze jakiś post, bo to będzie gorący okres dla mnie ( wycisk 6 dni w pracy pod rząd przed festiwalem ? ŚWIETNY POMYSŁ KOCHANA KIEROWNICZKO), dlatego też wrzucam i chwalę się swoją koszulką z West Rydera jako pierwsze przygotowanie do koncertu, bo na pewno nie jeden jeszcze Kasabian zaliczę :)



Enjoy!
xoxo


2 komentarze:

  1. Cześć. Dobra recenzja. Z większością twierdzeń się zgadzam. Faktycznie szkoda trochę modulowanego głosu Toma, ale to wszystko razem naprawdę dobrze brzmi. Dużo niespodzianek jest na albumie. Uwielbiam Treat! W perkusji, basie, słychać inspirację The Prodigy. Potem to przejście i dalej kosmos. Świetny instrumental, pewnie świetnie by brzmiał na koncercie. Odpływam przy nim. Clouds też uważam za najsłabszy kawałek z płyty, ale również go lubię. Szczególnie za zwrotki i ten riff, który brzmi jak jakiś hymn. Ludzie narzekają na przerywniki, a moim zdaniem robią dobry efekt. Zwalniają tempo, wprowadzają do nowych piosenek. Szkoda, że Levitation jest takie krótkie. Co do Glass, również bardzo mi się podoba. Jeśli chodzi o ten "rap" na końcu, to dziwnie to brzmi, bardzo mnie to zaskoczyło... ale to ma swój klimat. Lubię moment, kiedy to się kończy, jest chwila przerwy i wchodzi Explodes. Daję 9/10. Pozdrawiam serdecznie ;)

    OdpowiedzUsuń