środa, 25 czerwca 2014

MJ anniversary

25 czerwca dla fanów muzyki pop jest specjalną datą. Nie zawsze taką była, ale stała się nią, kiedy to 5 lat temu z naszego świata odszedł król popu, Michael Jackson, osoba o niesamowicie dobrym sercu która potrafiła przemówić nie tylko czyniąc dobro, ale także w swych tekstach piosenek, lata 1980-1995- to były zdecydowanie Jego lata.



Wtedy to był czwartek, pamiętam jakby to było wczoraj...jaki smutek mnie ogarniał w tym dniu i przez kolejne kilka dni. Michael zmarł o północy naszego czasu, ja wstałam rano..szykowałam się do szkoły(byłam wtedy w 2 klasie liceum), włączam Polsat News i nie wierzę.. Nikt w to nie wierzył. zresztą... jak to ? Taka gwiazda i umarła ? Tłumaczyłam sobie wtedy tak samo, ale tacy sławni ludzie nie umierają..oni się rodzą i żyją wiecznie, tworzą dla fanów, koncertują i utrzymują się z tego, to nie może być prawda. Dopiero wieczorem tego samego dnia dochodziło do mnie co się stało..słuchałam jeszcze Rmf Fm i była przez większość czasu grana Jego twórczość. To niesamowite, że kiedy umiera znana osoba, pojawiają się nagle miliony spekulacji, że umarł w taki a nie inny sposób..a może ze starości, a może samobójstwo, a może śmierć wykonana przez fana niczym u Lennona.. przerażają mnie takie bezpodstawne domysły, wszystko toczyło się to na oczach dzieci Króla, Joseph`a (17 lat), Paris (16lat) i Blanket`a (12lat). Wszyscy bardzo dobrze wiemy że najbardziej cierpiała Paris która prawie rok temu chciała popełnić próbę samobójczą gdyż nie umiała sobie psychicznie poradzić z sytuacją jaką ją zastała- strata ojca i samotnością.



Pamiętam też jak oglądałam "oficjalny pogrzeb", koncert wybitnych gwiazd i smutne do bólu przemówienia członków rodziny, chwila niedoopisania...
Dzisiaj z tej okazji ( wiem że to dziwnie brzmi) wybrałam się przy okazji do empiku, zastanawiałam się nad kupieniem książki Sullivana Randalla " Nie(do)tykalny. Tom 1. Dziwne życie i śmierć Michaela Jacksona- ale po przeczytaniu pierwszych stron stwierdziłam że to jest zwykła komercyjna książka i nie mam ochoty dalej jej czytać. Co innego, gdyby ktoś z rodziny napisał o nim książkę, może Paris w przyszłości ? Kto wie. Czytałam prawdę mówiąć Moonwalk, ale chciałabym odświeżyć sobie tę wiedzę i jestem spragniona nowej książki. Dzisiaj więc wygrała płyta, wreszcie pierwsza MJ którą mam w posiadaniu.


Number Ones, bo tak nazywa się ten album, jest niczym innym jak mieszanką największych przebojów Króla  Popu. Pochodzi on z 2003 roku. Płyta sprzedała się na całym świecie w 12 mln egzemplarzy, a w 2009 roku, album ten zdobył dwie nagrody American Music Awards w kategoriach ulubiony album pop/rock oraz soul/r`n`b. Zawsze gardzę sobą że jako fan różnych zespołów, mam chęć na kupowanie albumów typu The Best Of..bo wtedy mi się wydaje że nie jestem jednak takim fanem :D Ale przecież czy to ważne? Czy bycie fanem zespołu/artysty zależy od tego ile będziemy mieć merchowych koszulek, płyt, bransoletek, kolczyków, nakupowanych magazynów, wycinek z gazet z danym zespołem i muzyką? Oczywiście że nie. Największym fanem zespołu stajemy się wtedy kiedy muzyka dociera do naszego serca, kiedy jesteśmy smutni, włączamy ich piosenki, bo kiedy jesteśmy w złym stanie psychicznym, automatycznie wsłuchujemy się w słowa ( nawet jeżeli są w języku którego nie znamy), próbujemy je zinterpretować na swój sposób i przetłumaczyć na zaistniałą sytuację życiową, bo to zawsze pomaga. Muzyka jest dobra na wszystko.
Jutro kolejny post, o człowieku również ważnym w moim życiu, a który dzisiaj obchodzi urodziny ale nie chcę już mącić i chciałam poświęcić post tej wyjątkowej rocznicy. 
Co mogę polecić Wam na środek tygodnia ? Coś relaksującego i coś czego większość z Was nie zna = b side. Taki mały chillout, żeby zwolnić w tej szybkiej karuzeli życia, uspokoić się i nie gonić za wszystkim, bo to nic dobrego nie przynosi, choć to piosenka o zwariowanej miłości :)

Enjoy!

xoxo





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz