piątek, 8 listopada 2013

CONCERT - HURTS

Gdyby ktoś mi wcześniej powiedział że trafienie na Torwar jest proste jak drut, stwierdziłabym że chyba ..krzywy drut.Ale od początku !




Wczoraj miało miejsce wydarzenie na które czekałam 8 miesięcy.Po raz drugi widzę ich na żywo z czego jestem bardzo dumna..myślę że kiedy wydadzą 3 płytę wybiorę się i 3 raz...to byłby bardzo ładny układ.
Uważam, że koncert który miał miejsce w Palladium w marcu tego roku był lepszy..dlaczego ? Na pewno w dużej mierze to kwestia tego że wtedy widziałam ich pierwszy raz..nie dopuszczałam oczywiście do siebie myśli wtedy, że Oni na praawdę istnieją jak to zwykle u mnie bywa. Teraz już się przekonałam że żyją, koncertują, są coraz bardziej odważni, mają coraz lepszy kontakt z publicznością (brawo Theo) .
Zostało wprowadzone pare nowych dźwięków..w kilkunastu..nie wiem.. ale chyba raczej nie we wszystkich..troszkę zmienione intro.

To tak w ramach wstępu teraz czas na rozwinięcie haha
Wyruszyłam z pracy około godziny 16.20..dojechałam autobusem w 5 minut i ruszyłam w stronę podziemi na Dworzec Zachodni aby tam spotkać się z Marcelem i Patrycją, Byliśmy umówieni na 17. Pierwsza dotarłam na miejsce ..choć to było mega trudne..bo kiedy byłam na Impact Feście w czerwcu przejście główne było otwarte a teraz było zamknięte i się pomotałam trochę.. doszłam aż do jakiś peronów..gdzie pociągi odjeżdżał do Wrocławia i innych dalekich miast..zdenerwowałam się nie powiem... ale za strzałkami jakoś spowrotem się wróciłam i byłam na miejscu. Potem dotarła Patrycja która także błądziła..od razu wyskoczyła do mnie z kilkoma pretensjami o których nie chcę wspominać..równo na 17...może pare sekund po, pojawił się chłopak kilka lat ode mnie młodszy którego poznałam na forum Muse...a że także jest fanatykiem tego zespołu to się zgadaliśmy i tak doszło do spotkania. Około 17.30 wsiedliśmy w odpowiedni autobus wiozący nas prosto na Torwar..tłok był niesamowity bo wiadomo, godziny szczytu..ale nie odczuwaliśmy tego tak bardzo bo ciągle rozmawialiśmy i się lepiej poznawaliśmy z nowym kolegą zadając sobie co chwila jakieś pytania.Doszłam do wniosku że nowo poznany kolega wydawał mi się dojrzalszy niż moja 21 letnia koleżanka czego się spodziewałam..bo już trochę znam Patrycję.
 Kiedy wysiedliśmy na przystanku Torwar nie wiedzieliśmy gdzie iść..staliśmy na moście..wszędzie jakieś wykopki były..masa błota i kałuż..do tego ciemno i nie wiadomo w którą stronę iść..zeszliśmy na dół z tego mostu ..poszliśmy jakąś dziwną drogą napotykając przy okazji zagubionych innych fanów.Zaczęliśmy się wypytywać jak dojść LUDZKĄ drogą...ale no oni też nie wiedzieli..Za chwilę zaczepiliśmy kobietę która wytłumaczyła nam legalną drogę..a nielegalną drogą okazała się droga na skróty przez najgorsze błota ever...czyli bez kaloszy ani rusz.

Moja popieprzona ręka i owłosiona Marcela z opaskami haha



Kiedy dotarliśmy jakimś cudem pod halę od razu zamurowały nas kolejki.Były 4 wejścia. 2 na sektory , 1 na płytę i 2 na płytę ale z jakiejś listy nazwisk...nie wiem...może te osoby które wygrały bilety w radio czy coś.
Na początku nie wiedzieliśmy gdzie stanąć bo nie widzieliśmy przez kolejkę podpisu Lista Gości. no ale w końcu odważyliśmy się i z Marcelem podeszliśmy i się spytaliśmy..a dokładniej to ja się spytałam bo licytowaliśmy się co najmniej 2 minuty kto ma się zapytać..Marcel próbował grać odważnego.
Stanęliśmy w końcu w dwóch kolejkach i patrzyliśmy która szybciej szła...wygrała Patrycja.Szybko przebiegliśmy i za chwilkę wpuszczali nas na przeszukiwania i skanowania biletów. Poszłam na pierwszy ogień. Wszystko poszło sprawnie..trochę szczerze mówiąc poczułam się jak mała gwiazda bo z lewej jakieś ulotki dawali i mnie zaczepiły dziewczyny z prawej osoby skierowały do szatni bo nie wiedziałam gdzie jest a potem chłopak założył fioletowe opaski( lubię ten kolor, nie wiedzieć czemu tylko mi założył poprawnie i napisem w moją stronę i na lewą rękę którą mu wystawiłam ..hm czemu nie prawa ? ).
Tak mnie przeszukała dziewczyna że aż aparat który trochę schowałam, ujrzał sztuczne światło pomieszczenia ale cyfrowe można było mieć. Patrycja również sprawnie przeszła. Od razu nie czekając na nich, ruszyłam do stoiska z płytami..nawet winylowymi ! Które były oddzielnym stoiskiem od całego merchu. Patrycja zwróciła uwagę na to że płyty NIBY były tańsze niż np w empiku w co trochę jej nie wierzę i..na pewno nie wierzę lol.


Kiedy zdążyłam pooglądać płyty i obejrzałam z grubsza koszulki, kubki ,bluzy i plakat, Marcel jeszcze stał przy wejściu i wyjmował prawie wszystko ze swojego małego plecaka...musiał wyrzucić niestety dwie wody które były nie otwarte , rogalika jakiegoś i batona (wtf ze mną, kogo to interesuje co miał w torbie haha ale to tylko ja i moje szczegóły które kocham ). Najpierw zeszliśmy do szatni gdzie zdzierstwo kosztowało 2 zł od rzeczy...ja miałam je tylko dwie..ale potem wróciłam się na górę i zakupiłam koleżance plakat który był serio tani -15 zł.
Kiedy w kooońcu się obrobiliśmy i zostawiliśmy nasze rzeczy w szatni ruszyliśmy wreszcie na górę do sali ..zdziwiliśmy się że..niby sporo osób już było przy scenie..ale jednak nie tak dużo i nie na tyle żeby nic nie widzieć.Rozmiar hali także mnie zdziwił..bardzo mała mi się wydaje..żałuję że nie pamiętałam który mam sektor na koncert Placebo bo sprawdziłabym od razu gdzie będę i jaką widoczność na scenę będę mieć.
 Godzinę czekaliśmy na występ supportu..w tym czasie Patrycja z Marcelem obserwowali totalnego hipstera..chłopaka geja w jednym.. z ultra obcisłymi rurkami i torbą z napisem Hurts...a ja znęcałam się nad swoimi oczami i obserwowałam chłopaka który w czasie oczekiwania na koncert..czytał książkę...był dziwny...a jego dziewczyna / koleżanka stała..hm..  Support wystartował punktualnie o 20 ..podczas oczekiwania..czas ten umilaliśmy sobie również ciąągłym robieniem sobie zdjęć "z rąsi" które bardzo mnie denerwowało bo na każdym wychodziłam jak przybysz z innej planety.




 XXANAXX , bo tak nazywał sie support Hurts..to polski duet grający głównie elektronikę, w skład zespołu wchodzi Klaudia Szafrańska (LAT 19)  i Michał Wasilewski (31)  z Warszawy..którzy pasują do siebie wizualnie .Bardzo zmulił i przytłoczył mnie ich koncert...Chłopak ciągle stał za tą swoją konsoletą..nie wykonywał żadnych ruchów które chociaż mogłyby nas trochę zachęcić do klaskania...a tworzą taką muzykę że na prawdę w każdym numerze spokojnie dałoby się. Ale cóż..oni pewnie wiedzą lepiej... choć może to i stres.Na koniec zapodali dość ruchliwy remix jednej z piosenek gdzie można było się trochę pobujać..choć tak na prawdę to my we trójkę non stop się trochę bujaliśmy ale to dla beki z ich występu i dziwnych głosów wydawanych przez wokalistkę. Patrycja co chwilę oceniała czy ma odsłuchy czy ich nie ma..czy jest playback czy go nie ma.. stwierdziła że jest..wierzę jej bo była dziewczyną muzyka i chodziła na jego występy to coś tam wie o tych sprawach.Ja przyznam się szczerze że jak widzę zespół na żywo i go jeszcze nie znam w dodatku, to trudno mi ocenić i nigdy nie wiem czy śpiewa na żywo.

Support zagrał około 6 piosenek ..przemęczyłam się i zaczęło się niecierpliwe oczekiwanie.. 40 minut do Hurts trwało na prawdę wieczność.Kiedy wybiła godzina zero..równo o 21 zgasły ponownie światła..i przez kilka minut leciała para na scenę i został spuszczony wielki napis Hurts który wisiał przez całą pierwszą piosenkę..kiedy zapalił się napis..nie nie..nie dosłownie haha zaczął się pisk , wrzask i wszystko co powodowało ból uszu..ale przyjemny ból na początku, na końcu już fajnie nie było..zaczęły rozbrzmiewać niepokojące i powolne dźwięki utworu Mercy który okazał się wg mnie, na prawdę dobrym i z przytupem otwieraczem koncertowym ! Ta piosenka barrdzo zyskała w moich oczach..i nawet dało się poskakać..choć z początku nieśmiało to w refrenie to był całkowity mus.




 Drugą piosenką był nieśmiertelny hit z płyty Exile czyli Miracle..akcja koncertowa która polegała na podniesieniu kartek WELCOME HOME  i trzymania  ich aż rozbolą ręce , wyszła pięknie..zgięłam ją niestety i musiałam potem włożyć do kieszeni żeby się nie zgubiła czasem. 3 piosenka ..moja ulubiona..czyli Silver Lining..kolejny raz spowodowała że pojawiły się łezki w moich oczach..malowałam wraz z Theo po niebie..wzruszałam się i trzymała obie ręce przy sercu jakby to było śpiewane wyłącznie do mnie.. Nie zrobiło to na mnie takiego wrażenia jak za pierwszym razem oczywiście, ale jednak, to jest miłość.
4 piosenka to kultowe Wonderful Life gdzie pod koniec Theo pozwolił nam wyśpiewać solówkę ze słynnym "Dont Let go , never give up.. " wyszła ślicznie.Darłam się ile mogłam na refrenie..Theo zaczął schodzić bliżej publiczności a ja miałam czasem wrażenie jakby patrzył na mnie.Ale to był dopiero początek moich fanowskich wyobrażeń.. potem pojawiło się cudowne..Somebody to Die For które już nie było akustyczne...i ...chyba było piękniejsze niż właśnie taka spokojna wersja..może dlatego że więcej osób znało tekst już...poza tym ten kawałek stał się singlem więc musi być znany.Poleciały pierwsze róże..oczywiście 3 osoby ode mnie w prawo złapała osoba. Jakżeby inaczej. Po koncercie  Marcel szukał płatków i  znalazł..listek..podniósł i zachował dla siebie :D



Wtedy zaczęłam chyba majaczyć że Adam na mnie patrzył...akurat wtedy na tej piosence.2 wieże w postaci młodych chłopaków..jakby się na bok rozpłynęły... a ja centralnie pomiędzy dwoma dziewczynami widziałam Adama na fortepianie który się patrzył na publiczność co jakiś czas..Theo wprowadził do refrenu machanie rękoma na boki...które pokazywał tak niedbale że aż sama w to nie wierzyłam . Muszę zaznaczyć że byłam dzielna i ŻADNEGO filmiku nie obejrzałam z drugiej części Exile Tour..chciałam żeby było wow..i było...nie oglądanie filmików przed, barrdzo pomaga..
Za chwilę Theo mówił żebyśmy go naśladowali i poćwiczyli razem z nim wstawkę i chórek do przeeślicznego Blind coś w styluOŁEŁOŁE ŁEO O, Ołełołe Eło O!!!



 Oczywiście wyszło nam to równo głośno i perfekcyjnie...a podczas piosenki nie zawiedliśmy...to także była jedna z piosenek na którą czekałam...Pamiętam jak śmiać mi się chciało kiedy stanęliśmy we trójkę naprzeciwko siebie i robiliśmy ten chórek tak głośno i darliśmy się do siebie że aż dziewczyny z przodu się odwróciły do nas i pochwaliły miłym uśmiechem haha.Ta piosenka jest smutna..ale romantyczna...i to teraz najbardziej przy niej mam koncertową depresję.. Kiedy zbliżały się słowa" and leave me blind " Theo zasłaniał sobie oczy co mnie śmieszyło kiedy widziałam jak wiele osób czyniło to samo, a ja wraz z nimi.
Evelyn przeleciał niepostrzeżenie..był to czas odpoczynku...ale na refrenie i tak wrzeszczałam "soo Stayyy with me Evelyyyyn " .... po tej piosence Marcel mnie zapytał -czy ja znam wszystkie teksty..ale tak zapytał jakby sam w to nie wierzył...fakt...do Evelyn znałam wszystkie potem pojawiło się Cupid  i  takie Exile i wymiękłam bo te teksty w ogóle mi nie wchodzą.
No właśnie, Cupid..kolejna niedoceniana perełka z Exile która tak jak Mercy zrobiła na mnie ogromne wrażenie ..lasery rażące waliły po oczach tak że aż mroczki widziałam przed oczami. Unspoken i powolne The Crow były kolejną chwilą odpoczynku...wiedziałam że za chwilę poleci jakaś bomba Hurtsowa przy której znów się spocę i nie będę mogła nic mówić...ale się trochę myliłam..zdarłam gardło..choć nie wiele już mogłam śpiewać..poleciało akustyczne przepiękne Blood Tears & Gold...które..wiedziałam że się zamieniło miejscami z Somebody to die for..ale nie oglądałam filmików więc nie wiedziałam czego się spodziewać i jak to wypada i...wow... na prawdę to była świetna zamiana piosenek..oby takich więcej...to był kolejny moment..ale nie ostatni kiedy znów widziałam centralnie Adama...robiłam serduszka z palców..stałam niemalże na palcach byleby mnie dojrzał. I tak chyba było.. wynagradzali nam nasze zmęczenie ciągłymi uśmiechami..dużo z nami Theo rozmawiał czym byłam zaskoczona..np. mówił coś o piosence która za chwilę będzie..swoim niskim głosem..którego w wywiadach nie słychać.


Po Blind poszło Exile, czyli koncertowy otwieracz koncertu marcowego..nie wiem czy to dobry pomysł żeby ona była w secie tak w środku tego kotła..nie podobało mi się to..choć Theo wyskoczył zakapturzony na pierwszej piosence to brakowało mi tego w mrocznym Exile które chyba trochę inaczej brzmiało niż w Palladium.bardziej elektronicznie  i jeszcze bardziej niepokojąco.
13 piosenka to Exile-owy hicior czyli Sandman..kiedy zobaczyłam zielone światła..wiedziałam że to właśnie będzie to..znów Theo pozwolił nam się popisać..w chórkach gdzie wyśpiewaliśmy aa a aaa aa UuUUU ! czy coś w tym stylu..na początku machaliśmy rękoma na boki tak jak kazał wokalista..zrobiły się z naszych rąk fale zbóż gdzie trybuny pewnie nam w tym momencie zazdrościły że nie są w tym dzikim tłumie na płycie :)

Potem wg setlisty którą obserwuję zabrzmiało Sunday.którego szczerze ? Kompletnie nie pamiętam... w marcu cudownie się bawiłam przy tym kawałku i bardzo się zmęczyłam tym pamiętam...a teraz zupełnie nic nie mogę o nim powiedzieć.Oj . przykre.



Trochę dziwne było usłyszeć nie jako ostatni a pod koniec sety kawałek Stay. Wszyscy zgrabnie i idealnie ..trudno to powiedzieć że śpiewaliśmy ale wykrzykiwaliśmy STAAAAAAY. Chłopaki na prawdę byli wtedy w 7 niebie że tak powiem...pamiętam te uśmiechy...
Po Stay było magiczne Illuminated..gdzie Theo przed piosenką uprzedził najpierw ludzi z sektorów żeby wyjęli i zaświecili czymś..i w ten sposób stworzyliśmy wszyscy drugie Higher Love jak na Depeche Mode w lipcu..ja mogłam świecie tylko..oczami  bo telefon zostawiłam w szatni żeby nie kusił bo jedną kreskę miałam...a aparat oddałam Patrycji. Nie miałam głosu kompletnie już...i bardzo fałszowałam..przepraszam ludzi wokół mnie już teraz. The Road tylko w momencie kiedy Theo przestawał śpiewać..czyli jakoś po refrenie kiedy są magnetyzujące dźwięki i migające na zmianę białe i czarne światło..muzyka tej piosenki powodowała u mnie ciary..zresztą zawsze to robiła..a ja machałam jak naelektryzowana w sposób godny koncertu z muzyką w stylu Rap.
Jakoś przeczuwałam że zbliża się koniec koncertu..ale..pomylić Better Than Love z..Sunday bodajże ?Tak, to ja..  Brawo dla Patrycji w takim razie. To Jej ulubiona piosenka w której jest strasznie zakochana..od razu oddałam Jej aparat i nagrała całość..z nawet małym drżeniem rąk..za co ją podziwiam..bo uprzedzałam ją jaka impreza jest na tej piosence..a ona wytrwale stała z tym aparatem.. Marcel tak samo. To zrobiło na mnie dziwne wrażenie..myślałam że Oni są koncertowymi zwierzakami..tymczasem Patrycja klaskała od czasu do czasu, a Marcel przez pierwsze kilka piosenek a potem stał i WCIĄŻ WCIĄŻ nagrywał..teraz na prawdę sobie nie wyobrażam koncertu żeby tak stać i nagrywać kiedy jest się na płycie..o nie..zbyt wiele dobrego bym straciła..zbyt dobrej zabawy..po nagraniu Sunburn MUSE  w Łodzi przestałam nagrywać.


Finałową piosenką był kawałek który polubiłam od pierwszego przesłuchania..kojarzy mi się z filmem Tajemniczy Ogród...Help ma duże znaczenie dla mnie bo kojarzy się z pewnym miłym momentem. W czasie tej piosenki miała miejsce druga akcja koncertowa która...też raczej się udała..Choć mało było słychać naszego śpiewu chórku gdyż na nagłośnienie na prawdę nie można było narzekać..wszystko drżało z serduchem na czele.
Theo przez całą piosenkę obwiązany był polską flagą..dość długą jak tak porównać z tą marcową..przytulał się do niej..obwiązywał z każdej strony i ją całował..rzucał w publiczność nie raz... magiczny moment..

Koncert wydaje mi się że trwał około półtorej godziny.
Cieszę się z setlisty jaką mogłam usłyszeć...cieszę się z każdego momentu..choć czasem przyjemnie nie było.. bardzo się wyskakałam..wydarłam..wyżyłam.. dzisiaj boli mnie tylko szyja  i łydki.normalnie mogę mówić i nie skrzeczę jak po marcowym koncercie.
Teraz tylko pozostaje nam czekać na 3 płytę i kolejny koncert w Polsce na który myślę że się wybiorę jeżeli nie ominą stolicy.
Chcę podziękować Patrycji i Marcelowi za tak miły koncert jakim się jeszcze bardziej stał dzięki Wam. Oby więcej takich razów..może w jeszcze większym gronie ? Kto wie co przyniesie los..
Na koniec rozeszliśmy się szybko do szatni gdzie były ogromne tłumy...potem my z Patrycją ruszyłyśmy w swoją strone, a Marcel oczekując na samochód pozostał na przystanku.Na pożegnanie obdarował nas duużymi lizakami i miło się pożegnaliśmy choć ze smutkiem w oczach że to już koniec.

Powrót z legionistami którzy zakończyli mecz równo z naszym koncertem był dość wesoły...ah te pijane autobusy..ja po takim koncercie nie muszę pić żeby czuć się pijaną .Serio. Pijaną z radości oczywiście.A moje cudowności już powędrowały do koncertowego zeszytu:




Na koniec dzisiejszego doooooość szczegółowego opisu daję filmik z akustyczną wersją Blood Tears & Gold która zwala dosłownie z nóg.Theo i Jego zachwyt nad naszym śpiewem i obserwujący wzrok Adama wygrywa wszystko  ! Kończę tę recenzję.. wczoraj o tej godzinie drżałam z zimna  i czekałam na autobus wraz z Legionistami a dziś leżę w ciepłym łóżku i słucham płacząc przy tym kawałku..

http://www.youtube.com/watch?v=JGdTyLfGy58


2 komentarze:

  1. Super opko recenzja cos tam xd,
    Lecz zapomniałaś om paru rzeczach, np kupienie bluzki, opaska założona do góry nogami
    , lalala ale nie chce Cię już bardziej wkurzać bo wiem ze się na pracowałas.
    Na sam na koniec opka wlaczylem sobie nagranie z linka i niestety lub stety wzięły mnie ciary. Tak tak wiem ze troche nagrywałem i wiem ze za dużo bo wszystko jest na necie ale chciałem mieć takie swoje własne. La la la
    Dom i Fijo pozdrawiaja ♡☆♡

    OdpowiedzUsuń
  2. Głupie podwojne dodawanie ...
    Zapomnualem Ci podziekwac za to w tym wyzej bo bez Cb bym nie pojechal !!

    OdpowiedzUsuń