czwartek, 31 października 2013

REVIEW - BLONDYNKA W LONDYNIE

 Tak mało postów w tym miesiącu napisałam że aż mi głupio że zaniedbałam moich wiernych niektórych czytelników, ale to nic ! W listopadzie już mogę Was zapewnić że wpisów nie zabraknie i będzie tłoczno :>
A dziś w Halloween-owy wieczór pragnę zrecenzować kolejną książkę osoby której jestem wierną fanką od kilku lat .
Blog jest w większości o brytyjskiej muzyce i dlatego też zdecydowałam się opisać tę książkę
Napisała ją osoba która ma za sobą nie łatwą przeszłość o której opowiada z lekkością także i w tej książce która siłą rzeczy sprowadza się do Jej przeszłości.


Beata Pawlikowska opisuje od początku swoją historię jak dowiedziała się o tym że... ma przebiec 400 metrów razem z pochodnią przez angielskie ulice.
Wiem, trochę się to nudne już wydaje że ciągle staram się czytać książki o Anglii i jej zalążkach ale co poradzić kiedy ten kraj jest taak strasznie inspirujący i ma tyle w sobie jeszcze nieznanego i tyyle do odkrycia !
ok,powracam na Olimpijskie tory.
Beata zgrabnie opisuje to co działo się w czasie biegu..jak te 400 metrów które miała przebiec w towarzystwie ochroniarzy, reporterów i setki tysięcy ludzi którzy nalegali na zrobienie sobie z nią zdjęć a czasem próbowali nawet wyrywać pochodnię by ją ukraść i uciec.


Bardzo podoba mi się styl..zresztą jak zawsze którym książka jest napisana, ma tylko 130 stron ale dodatkowo na końcu około 20 kartek z Jej zdjęciami angielskich ulic które ślicznie uwieczniła.
Zaczynając przygodę z tą książką od razu zerknęłam na jej tyły bo nie mogłam się doczekać jakie zdjęcia zrobiła.Nie rozczarowałam się.Później co jakiś czas , czytając jakiś fragment..np o Bloody Tower i o czarnym kruku który jej strzeże, przewracałam kartki i spoglądałam na tego ptaka któremu zrobiła zdjęcie.



Teraz trochę o smutnej przeszłości którą Beata opisuje związaną z Londynem.
20 lat temu wyjechała.Tak po prostu, mając około 25 lat spakowała plecak w poszukiwaniu lepszego dla siebie świata, cierpiąc na bulimię i czując się niczym.
Wyjechała i..zaczęła żyć samodzielnie..pierwsza praca trochę bliska memu sercu to praca w hotelu Valentina prowadzona przez nieśmiałego Greka, to był budynek dla ludzi biednych w większości. Bardzo wzruszająco opisuje to co tam przeżyła , jak wiele się nauczyła co teraz docenia po latach. Mimo że dobrze mówiła po angielsku, to i tak nie mogła się porozumieć w taki sposób jaki by z nimi chciała..było wielu hindusów ale przede wszystkim Anglików z różnych części Anglii gdzie akcenty strasznie się ze sobą mieszały co sprawiało Jej spory problem.
Później pracowała w barze gdzie szef jej nie lubił i często klepał ją "po tyłku" i zachęcał do wybrania się do domu publicznego.


Jak widać życie Jej nie rozpieszczało, zrezygnowała z tej pracy bo nie miała czasu na to co na prawdę chciała robić, czyli pisać pisać pisać, opisywać wszystko co się dzieje wokół niej i podróżować, choć wiele czasu oszczędzała na tę wyprawę to łatwo się przekonała, że jeżeli nie osiągnie się wewnętrznego spokoju i nie "posprząta sie " w swojej głowie kilku spraw to nawet myśląc że  Londyn jest najszczęśliwszym miejscem na ziemi, nie będzie w nim szczęśliwa.
Jak sama podsumowuje "Kiedyś byłam Kopciuszkiem , teraz jestem Królową.Królową swojego życia".
To piękne słowa, jak wiele innych w tej książce.
Po Olimpiadzie i całej tej wyprawie kiedy już inni zaproszeni goście z Polski odlatywali do Polski , Beata została.Została tylko po to żeby zajrzeć nieco w przeszłość, odwiedzić Elthorne Rd. którą codziennie chodziła rano do Valentiny sprzątać brudy.
Na miejscu tego hotelu nie będę mówić co ujrzała i kogo zastała żeby nie zdradzać całej historii tej książki i odejmować Wam przyjemności jej przeczytania.
Jedno jest pewne, ta historia jest prawdziwą inspiracją że na prawdę nie warto się poddawać i warto być James-em Bondem (dla wtajemniczonych czytelników Beaty) i być silnym.

Z książek i nowości B.Pawlikowskiej został mi tylko do kupienia kalendarz na 2014 rok który szczerze mówiąc nie wiem czy kupię bo spodziewałam się czegoś trochę lepszego kupując ten na 2013.
"Kurs szczęścia"
" W dżungli życia"
"Teoria bezwzględności "

2 lub lub 3 , nie pamiętam już są w mojej bibliotece ale non stop są albo przetrzymywane albo zarezerwowane tak, że już nie ma miejsca dla kolejnej osoby i mi źle z tym. Źle mi z tym też że nie mam kupionej żadnej książki Beaty, no dobra, nie liczę kalendarza i kursu z brytyjskiego -angielskiego.Trzeba to zmienić ! Może w przyszłym roku.


Oferta o wyjeździe do Londynu 24 letniej dziewczyny już się nie pojawiła a najnowszych ofertach serwisu Gumtree. Chciała pojechać za pracą . Zawsze się zastanawiam jak to jest z takimi osobami..czy nie martwią się że zostawiają tu rodzinę..nie będą tęsknić ? Mają jakieś obawy? Po przykładzie p.Beaty wiele wniosków mi się nasuwa..jednocześnie żeby być bardzo ostrożnym ale i żeby brać z życia ile wlezie ( ale nie byle co ! ) bo mamy w końcu tylko jedno. Więc jeżeli nie uda mi się samotnie/ z kimś pojechać do Londynu pozwiedzać, to trudno. Wybiorę się z biurem podróży i przy kupowaniu pamiątek naaa pewno nie będę oszczędzać choć tanio tam nie jest :) Już niedługo Aga, już niedługo.
I na koniec kilka zdjęć i muzyczka typoowo angielska i uznana za najbardziej rockowy kawałek o Londynie :)
Enjoy !

xoxo








Ah zapomniałam dodać że następny post będzie 8 listopada - relacja z koncertu HURTS !

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz