środa, 25 września 2013

REVIEW- JUST CANT GET ENOUGH

Kiedy kilkanaście dni temu z ciekawości weszłam na stronę biblioteki publicznej w moim mieście od razu postanowiłam poszukać jakiś ciekawych nowości ..także w kategorii muzyka..oprócz stałych rzeczy jak Violetta Villas, Pink Floyd,Sting, Michael Jackson czy Abba pojawiła mi się przed moimi oczami perełka..
i...prawie się zabiłam schodząc z krzesła , przeskakując przez nowo kupione buty w celu dobiegnięcia do szafki gdzie znajdowała się moja magiczna karta do biblioteki..szybko ją wyrwałam z portfela  weszłam na stronę jeszcze raz i kliknęłam ZAREZERWUJ..i niecierpliwie oczekiwałam 18 września kiedy to ją wypożyczę i..ponownie wybiorę się w podróż z tymi słodkimi małolatami.Tym razem na serio !
Na prawdę..przeżyłam szok widząc książkę o samym Depeche Mode w mojej bibliotece..wow.. dalej nie mogę w to uwierzyć.

Wersja polska i zagraniczna (sama okładka już zabija..i ten Mart <3 )

  

Aby zrozumieć tę książkę..trzeba by było..nie nie..nie obejrzeć teledyski w trakcie czytania..bo to już znamy i lubimy..ale wybrać się do miasta chłopaków, czyli do Basildon ( Bas). Śledząc ich drogę od grania do kotleta, poprzez chrześcijańskie spotkania, pierwsze koncerty dla swojej szkoły i powolne pnięcie się w górę po szczeblach muzycznej kariery, można odnieść wrażenie że taki zespół jak DM nigdy się więcej nie zdarzy. Przynajmniej z tak burzliwymi początkami w karierze jak oni.  
Simon Spence podjął się tej książki i trzeba go odczytywać z perspektywy dziennikarza muzycznego , fana  i przyjaciela zespołu co jest zadaniem dość nie łatwym. Zamiast zlepku i wycinków, plotek z innych książek / wywiadów/ gazet- proponuje nam tą książką podróż wyreżyserowaną całkowicie przez niego . Simon przeciąga nas przez tą podróż z najbardziej zakazanej strony czyli zza kulis.

W jednym z angielskich klubów- Bridgehouse



Kiedy piszę tę recenzję a właściwie ją zaczynam ,bo rozłożyłam sobie ją na kilka dni , wsłuchuję się w zespoły które lubił Martin jak Kraftwerk ( chyba nie rozumiem ich muzyki..i nie da się przy niej funkcjonować..trzeba jej po prostu tylko i wyłącznie słuchać..bo jest tam masa elektroniki i co chwilę różnych dźwięków..choć dzięki temu właśnie dowiedziałam się że ich hit Das Model - zcoverował Rammstein na płytę Sechnsucht pod tym samym tytułem- trochę hejtuję siebie za to jako fana Rammstein !) , Ramones  ( wraz z koncertem Kraftwerk - stały się najlepszymi koncertami Gore`a na których był i przesiąknął ich muzyką i złapał bakcyla), Sparks (najważniejszy ! ), The Only Ones, The Human League, Robert Johnson. Podobno Martin znał wszystkie teksty The Beatles i był podziwiany za to przez kolegów.

Przede wszystkim pierwsze rozdziały książki są totalną ciekawostką i są tam napisane rzeczy - których nie mogę odnaleźć w Obnażonych..no może prócz jednej rzeczy o Andym; jest jeden cały rozdział poświęcony miastu Basildon..normalnie caaała historia od podszewki ..jak się rozwijało i nabierało kolorów.. bo żeby zrozumieć DM, trzeba poznać historię Bas - pierwsze słowa z książki które stały się motywem przewodnim...
Szczerze? Nie lubię czytać historii miast..nawet w książce o Londynie który kocham i którą posiadam, ominęłam ten rozdział..tak samo tutaj ominęłam 30 stron tekstu o tym mieście <shame onn youu > .



Jest od razu w drugim rozdziale masa wywiadów z osobami związanymi bezpośrednio i pośrednio z zespołem.  Dużo jest rozmów z kolegami chłopaków i ich pierwszymi przyjaciółkami /dziewczynami - które wiele wnoszą do tej książki...opisują szczerze jak to było'

Cudowne jest w tej książce to, że można poznać jak to było kiedyś z muzyką..kiedy było się jej maniakiem..w latach 70- tych..kiedy się wychodziło na ulicę ubranym inaczej niż inni i dostawało się przez to lanie. Wychodzenie w grupie nie było bezpieczniejsze..Różne subkultury..jak soul boys, new romantic boys, soul girls no i trochę później punkowcy lejący się ze skinami..
Strój tak wiele znaczył w tamtych czasach..szczególnie dla dzieciaków z przedmieść jakim było Basildon wchodzącym do dużego miasta jakim był Londyn..
Te wszystkie właśnie opowieści są z zespołów No Romance in China, Norman and the Worms czy The French Look...Simon zgrabnie przechodzi do przedostatniego zespołu przez głównym Depeche Mode czyli Composition of Sound...do pierwszych występów zespołu..pierwszych fanów..gdzie bardzo trudne było pogodzenie pracy Fletcha i Gore`a i Gahana z pojedynczymi koncertami. Jednak trudne sytuacje rodzinne zmusiły ich do tego.


Opisana jest też rywalizacja między Vincem a Davidem...Vince bardzo chciał rządzić w Composition of Sound..z trudem przekazał niektóre piosenki Gahanowi.
Teraz w sumie dopiero widzę jakie to było cholernie trudne i męczące..z jednej strony przyjemne..prawie całe dnie w domu nie przebywali..spotykali się na próbach..łazili po angielskich pubach...gadając o płytach ..po lekcjach chodzili ukradkiem popatrzeć na striptizerki, koncerty lokalnych zespołów.. czy kupować choćby płyty..szukali dla siebie wciąż miejsca w tym świecie.
Widzę też dopiero teraz jak mało jest opisane w książce Obnażeni o tych wczesnych latach zespołu... tutaj jest bardzo szczegółowo opisane...i dochodzę do wniosku..że każdy z każdym się znał w jakiś sposób..był powiązany..koledzy Vince-a znali kolegów Dave-a...dziewczyna Dave-a Jo,chodziła do tej samej klasy co dziewczyna Martina- Deb, która mimo że była z tym najbardziej nieśmiałym i wrażliwym członkiem zespołu..imponował jej bardzo chłopak koleżanki Jo...A jeszcze przed związkiem Martina z Deb, Deb była z Vincem ..więc..jak mówiłam..same powiązania są.





Simon rozmawia także z grafikami,twórcami okładek płyt, akustykami, oświetleniowcami nawet z właścicielami klubów w których grali młodzi Basildończycy i mieli swoje początki ! Odwiedza miejsca w które zwykły fan ..w sumie miałby wstęp ale czy dowiedziałby się tyle istotnych informacji które można zawrzeć w 350 stronicowej książce ?Na pewno nie.
Odwiedzając kolegów ze szkolnych czasów czy sąsiadów wyłania się cały klimat tej książki ,magia tego zespołu co jest jej największym osiągnięciem.
Autor jest miłośnikiem zespołu i choć z tego powodu nie może być mowy o jakimkolwiek obiektywizmie, to oddanie, z jakim gromadzi materiały, zasługuje na uznanie.Simon wychodzi z założenia, że nic nie pojawia się w próżni, że środowisko do pewnego stopnia determinuje nasze działania i wybory, także wybory estetyczne, a zmiana środowiska wpływa na artystyczną ewolucję..


Finał książki zgrabnie podsumowuje Piotr Metz, trochę symbolicznie moim zdaniem.Opowiada tam o...a, co Wam będę psuć przyjemność przeczytania tej książki i sami sprawdzicie co zawiera epilog.

 Reasumując..
Ta książka nie jest jakąś tam kolejną biografią bardzo znanego zespołu , które teraz możemy widzieć na rynku na każdym kroku i jak bardzo sypią nimi wydawnictwa. To jest na prawdę interesująca podróż w czasie, o muzycznych poszukiwaniach i próbach odnalezienia swojego miejsca nie w życiu ale na scenie.

Jeżeli już jestem w depeszowym klimacie to z nowinek to tyle że setlista na USA Tour jest trochę okrojona.. jest tylko 19 piosenek. Na wczorajszym koncercie ( jak sądzę dla Martina bardzo ważnym ) w Santa Barbara nie zostały zagrane 4 standardowe piosenki s powodu gardłowych problemów Davida; jak I Feel You,Just Cant Get Enough i Halo ( wszyscy fani chętnie zamieniliby ostatni utwór i chcieli żeby to Home wypadło no ale w takim miejscu jak St Barbara ten kawałek musiał sie pojawić. To był zdecydowanie Martina koncert- zaśpiewał The Child Inside ,But Not Tonight ( chcę to bardzooo usłyszeć na żywo ! ), Home oraz Shake the Disease.


Ja dalej poluję na bilety GC do Łodzi i się o nie modlę i codziennie sprawdzam i trzymajcie kciuki, a na dzisiaj But Not Tonight oczywiście w magicznym akustycznym wykonaniu Marta.. Niesamowite jest to w tym wykonaniu z jaką pasją ją wykonał..tą wspaniałą piosenkę..kiedy słychać piski w czasie krótkich przerw i uśmiech na Jego twarzy...śpiewanie dla własnej publiczności...w swoim mieście..to jest coś niesamowitego..

Enjoy !
xoxo



1 komentarz:

  1. gdzie takie genialne biblioteki są? o_O don_guraleska

    OdpowiedzUsuń