sobota, 6 lipca 2013

Let`s fall in love! REVIEW


Wieczór, piątek, godzina 21.45 - kino plenerowe pod Warszawą..



Postanowiłam się wybrać na oto takie wydarzenie..nie tylko z ciekawości jak to wszystko wygląda..jaki jest ekran, jak z nagłośnieniem no i jacy ludzie na takowym kinie się gromadzą ale przede wszystkim dla filmu O północy w Paryżu.  I nie zawiodłam się bo film, choć dziwny, był przeuroczy..
Czasami nie wiedziałam jak go rozumieć..koleżanka z którą byłam zgubiła się już po 30 minutach filmu a ja nieco dalej.
Zgubienie to polegało na tym, że nie wiedziałam jak to jest..główny bohater odnajduje na bazarku paryskim książkę która go zaintrygowała. Jest Amerykaninem nie znającym francuskiego więc prosi jedną z przewodniczek o przetłumaczenie kilku stron. Jest w niej zapisane, że ON umówi się z pewną dziewczyną ( którą już wcześniej widział, rozmawiał z nią i go zaintrygowała) , wręczy jej kolczyki i pójdą do łóżka. Wszystko się komplikuje przez ojca jego narzeczonej która wparuje do domu z tym właśnie ojcem który potrzebuje lekarza.
Spotkanie dochodzi do skutku, jednak wybranka serca nie akceptuje jego propozycji.




I wszystko w tym filmie jest ok, gdyby nie to że czasami nie wiedziałam w jakich czasach się to dzieje...w latach 20-tych ? 30-tych ? 50-tych ?
A za chwilę rok 2010 i spacery narzeczeństwa pod Wieżą Eiffle`a.

Ciężko mi jest zrozumieć, czemu to wszystko tak się toczy że nagle jest obecnych czasach , wsiada do samochodu i znajduje się w innym czasie i spotyka swoich idoli.

Ale może to są właśnie, te słynne specyficzne i humorystyczne filmy Allena..które ciężko niektórym zrozumieć w tym i trochę mi ,lecz bardzo mnie przyciągnął ten humor i jestem chętna obejrzeć więcej Jego filmów.
Dzisiaj przechodząc Krakowskim Przedmieściem w stolicy przechodziliśmy koło restauracji zrobionej w podobnej stylizacji do tych francuskich - filmowych..urocze różowe firanki..z bladoróżowymi okienkami i przeuroczym ogódkiem które były otoczone lampami naftowymi z  dziwnego materiału stolikami i białymi jak śnieg krzesełkami. Wow..niesamowity to był efekt. Jeszcze piękniej musi to wyglądać w nocy. Aż zachciało mi się chodzić po Paryżu w nocy..w deszczu. Tak jak główny bohater. Nigdy nie spacerowałam w deszczu. Zazwyczaj się przed nim dobrze kryję, a gdyby tak się odważyć i pospacerować jak Gil ?
Typ poety, artysty, romantyka..z nutką zadziorności.
Gil idealnie nadawałby się na mojego męża.

Film przyciągnął mnie także za sprawą głównego bohaterka Owena Wilsona którego uważam od dawna za swojego ulubionego aktora. Zazwyczaj widziałam go w komediach..bo nie oszukujmy się , ale jest w nich genialny a szczególnie do pary z Vincem Vaughnem..jego nie udane sceny i śmieszne teksty są przeze mnie długo zapamiętywane.



Co niezwykłe, widziałam 2 dni wcześniej Owena wraz z Vincem w ostatnim filmie Stażyści, gdzie wraz ze swoim przyjacielem tracą pracę i znajdują ofertę, gdzie firma Google poszukuje pracowników..i mamy ukazany rząd prześmiewczych zadań jakie muszą odbyć główni bohaterowie w celu dostania się do tej prestiżowej firmy.
Oba filmy zrobiły na mnie mega wrażenie. Chciałam ujrzeć Owena w nieco innym świetle..bardziej poważnym ale romantycznym i znów się sprawdził w moich oczach.
Chyba mogę się określić choć MAŁYM FANEM tego aktora bo widziałam aż 7 filmów z Jego udziałem:

1.Ja,Ty i On
2.Marley i Ja
3.Polowanie na Druhny
4.Ja,szpieg
5.Telemaniak
6.Stażyści
7.O północy w Paryżu

Co jeszcze zachwyciło mnie w filmie oprócz nie wiedzy o co w nim tak na prawdę chodzi , pięknych uliczek, romantycznych sytuacji i samego w sobie Paryżu ? Oczywiście to o czym jest mój blog. Muzyka.
Muzyka głównie w języku francuskim zawsze jakoś była w moim życiu.
Wspólnie z mamą zachwycamy się Garou którego bardzo szanuję i wielbię, nie tylko za samą muzykę ;)
Ostatnio doszła u mnie ZAZ łącząca jazz z soulem która występowała nie cały tydzień temu w Warszawie.
Właśnie ściągnęłam sobie cały soundtrack, bo ..czasem a nawet często ostatnio, lubię posłuchać takich nostalgicznych piosenek w języku który poraża mnie swoją niesamowitą elegancją i ekspresją. Taki jest francuski.




Zaczynam się przekonywać i cieszyć że Pete Doherty zamieszkał we Francji.. tak wiele o niej mówi i jest nią zauroczony.To idealny kraj dla Jego twórczości, zdolności i delikatnego wbrew pozorom charakteru. Aż normalnie zachciało mi się tam być choć przez chwilę.

Choć film jest przeidealizowany i niezbyt realistycznie ukazany jak zauważyła to moja koleżanka która była w większości miejsc które ukazuje film na samym początku to i tak jestem nim zachwycona.Miejsca które w filmie były puste, zazwyczaj są zakorkowane itd..


Na dzisiaj daję nie muzyczkę, a fragment filmu Midnight of Paris który podobał mi się najbardziej...a mianowicie Widzę..nosorożca!
A ja zmykam się obsmarować maścią po komarach bo w czasie kina plenerowego, komary są totalną plagą..jeszcze w pośród drzew.. a i oczywiście poszukam informacji o tym o co właściwie chodziło w tym filmie z tym przenoszeniem się w czasie ;)
Enjoy!

xoxo



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz