piątek, 26 lipca 2013

Concert -DEPECHE MODE



...y..ale że jak ? To już po ? 2 h i 30 minut już minęło ? Ale jak to możliwe że tak szybko?!
Nie wierzę.Nie chcę w to wierzyć że jeszcze wczoraj prawdopodobnie cykałam sobie zdjęcia z M.na górnej trybunie naszego Stadionu Narodowego.Ale od początku..

Wyruszyłam z domu o 13..tłok i smród w autobusach ..niemiłosierny..a ja dumna, odświeżona i pachnąca jadę w swoją podróż roku..choć nie sądziłam że takową się stanie.
Spotkałam się z M w metrze i ruszyłyśmy w stronę przystanku tramwajowego Centrum.Oczywiście pogubiłyśmy się w podziemiach bo jak to mogłoby być inaczej.Kiedy trafiłyśmy na znak Praga ,wchodzimy i od razu zwracam Martyny uwagę żeby wyostrzyła słuch...słyszę Dave-a ale..nie mogę sobie przypomnieć jaką piosenkę słyszę! Spanikowałam. Dopiero jak wyszłyśmy całkowicie na powierzchnię, naszym oczom ukazał się ciemno szary tramwaj w którym siedziało z 15 osób i w całym centrum było słychać WRONG! Moją ukochaną piosenkę! Chciałam się zawiesić na barierce i popłakać trochę.Wiedziałam że nie usłyszę jej na żywo ..pogodziłam się z tym, a tu takie miłe zaskoczenie! Tramwaj specjalnie wożący na Stadion koncertowiczów. Słyszałam już o tej inicjatywie na facebooku ale nie myślałam że go spotkam! M. bardzo chciała wsiąść do niego, ale ja uparłam się i chciałam dotrzymać słowa i tak jak się umówiliśmy z Ann i Jej tatą w centrum na nich poczekać. Tramwaj odjechał a mi się zrobiło trochę żal. A teraz jak to piszę to już całkowicie ..
O 14.30 ,punktualnie pojawili się nasi towarzysze w koszulkach z logiem DM i napisem National Stadium. Jedna z ładniejszych i skromniejszych wg mnie koszulek na tej trasie.

Kiedy dotarliśmy pod Stadion od razu ruszyliśmy w stronę bramy nr 11.Kolejki mnie nie przeraziły bo w końcu zostało "tylko " 2 godziny do otwarcia bram. Pięknie się patrzyło na ludzi chodzących w koszulkach z logiem i wizerunkiem zespołu. Mówię serio..takiej różnorodności koszulek dawno nie widziałam. Każdy miał taką właśnie jak widziałam w internecie..a było tych wzorów na prawdę dużo.
Całe rodziny w takich samych koszulkach..Dziewczyny w krótkich spódniczkach pokazujące nogi i faceci w sumie..w mniejszości z "lotniskiem " na głowie, ale z charakterystycznym ubiorem. Pierwszych Depeszów spotkałam już na metro wilanowska kiedy to wysiadła grupa z polskiego busa i w 6 osób dumnie prezentując swój styl,ruszyli.


Na początku naradzaliśmy się..czy może to właściwa brama ? Czy może nie powinniśmy jednak do bramy nr 2 iść ?Okazało się później że jednak 2 byłaby lepszym rozwiązaniem. Z Ann rozpoznałyśmy naszego kolegę ze studiów który był Stewardem i pare słów otuch nam dodał. Około 15.40 zaczęli nam wypisywać na ręku i bilecie numerki w kolejności w której mieliśmy wejść. 2 godzinne oczekiwanie umilaliśmy sobie robieniem zdjęć i obgadywaniem różnych rzeczy związanych z koncertem .Ann i jej tata poświęcili się ..a właściwie ochoczo i z dużą chęcią wyszli na poszukiwania dla mnie i dla M , kartek z napisem Welcome to Poland.
Na szczęście się udało. Wiochą by było gdybyśmy ich nie miały bo chyba każdy wokół nas takową kartkę posiadał.Tym samym pierwsza akcja koncertowa- bardzo udana!
W oczekiwaniu na otwarcie bram , koło nas siedział tata i jego syn..syn ..ja wiem ? Może miał z 10-12 lat. Więcej bym mu nie dała..opowiadał i ciągle nawijał jak się cieszy z tego koncertu. Bardzo chciałabym stać koło niego na tym koncercie i widzieć jak się bawi i...chyba wyśpiewuje każdy tekst bo fanem to sądzę że był dużym :)

Nadeszła, pierwsza godzina zero - otwarcie bram.M. ruszyła pierwsza i nieźle poszła.Ann później wyprzedziła ją, a ja myślałam że spędzam wieczność przy skanowaniu biletu aż Pan mi zwrócił uwagę - chwilka chwilka! A ja już rozpędzona i pełna siły chciałam biec, choć ta siła za około 2 minuty opadła. Wyprzedził mnie nawet tata Ann :( Zdołowałam się , nie powiem że nie .

Koniec był taki że ja i Ann dotarłyśmy pierwsze. Potem M i tata Ann.
Zajęłyśmy miejsca marzeń. Takie chciałam .. i takie miałam. Czyli nad trybuną dolną...było dużo miejsca na nogi i można było w czasie stania - oprzeć się o barierkę. Jednym słowem - zdobyłam barierki na Depeche Mode!
Kiedy już usiedliśmy i odpoczęliśmy..bo tchu nam strasznie brakowało i krztusiłyśmy się bardzo każdym  słowem.Poszłyśmy znów na sam dół obczaić Merch-owe koszulki. Miałam ogromną nadzieję że COŚ kupię..Chyba trochę żałuję..ale tylko trochę! Koszulki nie były jakieś rewelacyjne.A i drogie. Od 80 -100 zł.Breloczki..kalendarzyki, czapeczki po 60 zł.Myślałam że będą inne ceny..bardziej wschodnie .Przeliczyłam się.Z zazdrością patrzyłam na ludzi którzy paradowali z torebkami z logiem DM  w których zapewne znajdowały się rzeczy które ja chciałam posiadać.Szkoda.
Ceny w sklepikach były jak zwykle rewelacyjne. Pół litrowa cola 9 zł. Zapiekanka 14 , a hot dog 10 zł. Po gigu kupiłam tylko colę bo niesamowicie się chciało pić. A przed gigiem hot doga który był całkiem całkiem .


19.45- Wchodzi CHVRCHES . ( wow wreszcie umiem wymawiać i pisać tę nazwę) .





Trójka młodych ludzi grająca w dużej mierze elektroniczne brzmienie.Szwedzki zespół założony w 2011 roku.Mi się od razu spodobało ich brzmienie i kojarzyłam ich piosenki z wcześniejszych przesłuchań. Na żywo brakowało mi kilku rzeczy, przede wszystkich większej śmiałości i ruchliwości wokalistki i odwagi w stronę publiczności. Był dokładnie jeden moment w końcowej piosence kiedy Lauren zachęcała publiczność do klaskania.Wokalistka wygląda tak i śpiewa jakby miała 16 lat. Trafiłam zgadując że ma 25 lat. Szok. Echo i dźwięk źle się roznosił..Może to ze względu także na jeszcze wtedy "pusty " stadion ? A i oczywiście to miało znaczenie że niestety ale ta Arena nie jest przeznaczona do koncertów.

Grali około 30-40 minut. Czekaliśmy około 30 minut na główną atrakcję. Wypełniliśmy ten czas robieniem sobie różnorakich zdjęć.Od wygibasów z kartką  i strzelaniem dziwnych min do robienia zdjęć ..stopom a w dużej mierze..butów. Śmiem twierdzić że to nieco hipsterskie i gwiazdorskie biorąc pod uwagę że duża ilość znanych ludzi z zagranicy robi takie zdjęcia i..wrzuca na tweeta.

10 minut przed ich wejściem na scenę ludzie rozkręcili na obu trybunach meksykańską falę! Szła przynajmniej z 5 razy i za każdym razem świetnie się wszyscy bawili.Trochę poczułam się jak na meczu siatkarskim naszej reprezentacji na którym zawsze chciałam być ;)

Kiedy już umieramy z podniecenia i stoją nam wszędzie włosy..słyszymy że ludzie spod sceny zaczynają mocno krzyczeć i klaskać..coś się dzieje..wychodzą Oni..Bogowie dnia, wieczoru, nocy i mojego całego miesiąca.


Nie wierzę.Widzę postać miniaturkowego Dave-a i Martina..Andy-iego ? Hm..ciężko mi to powiedzieć ale widziałam Go na scenie- cały jeden raz! Kiedy to wyszli na koniec i zaczęli sobie gratulować udanego koncertu.No bo w sumie non stop obserwowałam telebim, który oddawał to znacznie lepiej.
Jak już wspomniałam wcześniej, akcja z wystawieniem kartek na piosenkę Welcome to my World odbyła się bez żadnych zarzutów. Trybuny dolne, górne i cały dół zrobił się biały. Może na płycie było mniej.
Niesamowity efekt. Warto też wspomnieć że jakieś 10 minut przed wejściem DM   publiczność na trybunach umilała sobie czas robiąc meksykańską falę :) To było super przeżycie. Nigdy czegoś takiego na prawdziwym stadionie nie robiłam. Angel nagrałam całe. Mniej ludzie po moich bokach się ruszali to można było spokojnie postawić aparat na barierce i nagrywać.3 piosenka i wiedziałam że będzie dobry śpiew..Właśnie na niej straciłam głos..A tu jeszcze 20 piosenek przede mną! Nigdy tak wcześnie głosu nie straciłam jak wczoraj. Potem darłam się, ale już tylko resztą strun..Przy Black Celebration wszyscy ładnie na płycie śpiewali refren..kultowy ,stary dobry utwór.Policy of Truth nagrała Ann, ja się jarałam syntezatorem który brzmiał na tym kawałku baaardzo.I oczywiście tańczyłam w rytm gitary..
Never again is what you swore 
The time befooore!


Potem nastąpiła bomba koncertowa na którą bardzo czekałam -Should Be Higher..To moja ulubiona piosenka z nowej płyty.Ludzie ruszali się przy pierwszych większych rytmach piosenki..potem tylko trochę na refrenie..Na prawdę..mam wrażenie że trybuny się lepiej bawiły od ludzi stojących na równi ze sceną. Może to po prostu zmęczenie długim staniem i oczekiwaniem i wiek ? Na pewno tak.



Potem Barrel of a Gun ..którego tytułu za żadne skarby nie mogłam sobie przypomnieć.Pamiętałam że bardzo lubię tę piosenkę ale tytuł wyleciał z głowy.Dopiero przy refrenie wiedziałam już co to jest ..
Higher Love jako kolejna piosenka, została oficjalnie- piosenką koncertu. Nie wiedziałam że jest tak świetna na żywo i ma taki klimat. Pierwsza piosenka śpiewana przez Martina i tysiące zapalniczek uniesionych w górę, stworzyło na odbijającym się szkle na dachu minimalny efekt nieba . Przez Jego skromne Thank You razem z Ann słodko wzdychnęłyśmy na głos i miło i ciepło mi się na sercu zrobiło. Uwielbiam tego skromnego i słodkiego faceta.
Następnie zabrzmiało magiczne Shake the Disease..czy się spodziewałam tej piosenki? W ogóle się nie spodziewałam bo była aż 2 razy grana przed naszym warszawskim koncertem! U Ann widziałam łzy w oczach. To jej ulubiona piosenka. Ja nie wiedziałam co robić..robić zdjęcia ( taak, przepraszam M że musiałaś mi zwracać uwagę - no zostaw już ten aparat! )  ;)
Więc oparłam się na barierce, przechyliłam głowę i delektowałam się Jego cudownym głosem...Tak bardzo się cieszę że nie śpiewa Jej Dave tylko Martin ..te początkowe AAaAaaaa.. Jest tak głębokie że docierało do moich wszystkich wnętrzności..przepiękny utwór!




Pragnęłam tego żeby założył ten komplet ..Wygląda w nim magicznie..a zresztą..to nie wiedziałam że On się świeci! :D


Heaven mimo że wszyscy znali bo to był pierwszy singiel i teledysk do nowej płyty, niewiele osób śpiewało..choć głupie I`m in heaven..no ale co się będę czepiać. Tłumaczę sobie to ciągle wiekiem.

Soothe My Soul - moje zaskoczenie numer 1! Ten kawałek na żywo jest totalnym wymiataczem live. Świetnie się przy nim skakało.Momentami na prawdę bałam się że ta trybuna za chwilę runie bo cały czas odczuwałam jak się rusza i buja. Ale wyobraziłam sobie co na Coldplay i przy rozwścieczonych nastolatkach się musiało dziać i uspokoiłam swoje sumienie.. Ale o barierki całą sobą się nie oparłam jednak.
A Pain That I`m Used To - M się nie spodobało. Ja bardzo sobie chwalę. Jest bardziej rytmiczne i takie do klaskania. Wiedziałam że jakiś jeden kawałek na tej trasie jest cały czas jednym remixem ale nie wiedziałam który.
Potem wstąpił we mnie istny diabeł bo o to nadeszło A Question of Time..Szkoda że tak mało ludzi wokół mnie darło się na refrenie kiedy to Dave zawsze każe go śpiewać .Mi niewiele było potrzeba do nauczenia się go.3 dni ciągłego słuchania i już umiem :) Pięknie się przy tym bawiłam.

It's just a question of tiiiiiime 
It's running out for youuuu
It won't be long 
Until you do 
Exactly what they want you toooo HEY! 


  Musiałam napisać to HEY  bo tak w rzeczywistości jest na żywo

3 następne kawałki rozmiotły system...
Na Enjoy the Silence darłam się po cichu.. więcej klaskałam..gardło mnie bolało trochę..a to taki kawałek że trzeba się drzeć..Więc wymachiwałam rękoma. Wyszło mi to na dobre. Jutro w pracy się NIE RUSZĘ.
Personal Jesus...każdy wiedział że będzie na tym totalny szał i piekło! Dziewczyny zachęciły mnie do skakania i we 3 dawałyśmy sobie świetnie radę.Choć wokół nie brakowało ludzi którzy w sumie tylko klaskali.Ale w sumie nie dziwię się..ja miałam oparcie..schody na Stadionie są bardzo strome jak i siedziska na nich..bałabym się.Dlatego tak strasznie zależało mi na takiej swobodzie jaką właśnie miałyśmy .
Goodbye wyleciało z głośników i przeleciało niepostrzeżenie. Znów nie mogłam sobie tytułu przypomnieć, dopiero M. mi to uświadomiła co to właściwie jest.A przecież tak bardzo lubię akustyczną wersję tego kawałka.



Home ? Było dobre, ale ..liczyłam że będzie to najlepiej zaśpiewany kawałek przez Martina..Jedyne co mnie powaliło w tej piosence to oczywiście nie zapomniana końcówka która jest wyśpiewywana przez publiczność którą steruje Martin..:)
Halo - piosenka -zagadka koncertu.A to za sprawą tego że do końca nie wiedziałyśmy co to właściwie jest.Co to za kawałek. Teraz wiem że to był remix.... miałam prawo nie wiedzieć!
Ostatnie 3 kawałki były ogromną rozpierduchą.
Just Can`t Get Enough- nie wiem czemu, ale myślałam że jest ostatnim utworem! I mówiłam o tym dziewczynom... w sumie przekonał mnie do tego biały bus który podjechał z prawej strony sceny święcąc światłami i czekając już na muzyków. Z filmików na youtube gdzie niektóre pokazują jak odjeżdżają to podpisane było i wytłumaczone tym, że chcieli uniknąć tłumów i spokojnie mostem poniatowskiego przejechać do hotelu który znajdował się tuż przy Złotych Tarasach.
Przy JCGE  robiłam ruchy które widziałam na filmach  z dawnych lat i jak robili to starzy depesze na depotekach..czyli na zmianę ręce pionowo w kierunku nieba ;) Później widziałam że na płycie robili niektórzy tak samo .To było mega fajne i miałyśmy jak na trybuny serio sporo miejsca do wymachiwania .
I Feel You- piosenka M. która sprawiła że ujrzałam błysk w Jej oczach. Przez 3 piosenki przed nią jakby posmutniała po czym dała z siebie totalnie ever wszystko na niej.



Zdziwiłam się że po tej piosence będzie jeszcze jedna dopóki nie przypomniałam sobie że na tej trasie przecież zawsze gig kończył się Never Let Me Down Again.
Na końcu tej piosenki , zamysł był taki żeby nie machać i zrobić na chłopakach dziwne wrażenie i wtedy jak przestanie - dopiero zacząć machać. Ale siła wyższa i  wszyscy jak jeden mąż sprawiając chłopakom i sobie przyjemność .Machaliśmy jak szalone. Nie było co prawda za wiele miejsca, ale na pewno więcej niż na płycie..już nie miałam siły momentami..ale pomyślałam - kurde mać Aga- to ostatnia piosenka przecież! Nie wiadomo jeszcze czy pojedziesz do Łodzi..czy kiedykolwiek ich usłyszysz na żywo..daj z siebie wszystko!
Ręce drętwiały ale robiłam to.Bo tak serce kazało.Tak kazała miłość do zespołu.


Chłopcy na sam koniec ładnie podziękowali.Słowo Warszawa zostało wymienione 2 razy..bardzo płynnie i ładnie.Polska nie. Tylko Warszawa. I`m so fucking proud! :]
Obściskali się jak najlepsi przyjaciele i pogratulowali dobrego koncertu i Dave na koniec -See you in next year. Wow..jak to brzmi..Jakby był już co najmniej grudzień i niedługo koniec roku !

Czy chłopcy byli zadowoleni z koncertu ? Myślę że średnio.Choćby z nieudanej końcówki Home przy który zazwyczaj publiczność bardzo długo śpiewa to UłoułoŁO! itd itd.. wtedy Martin podchodzi do syntezatora i gra remix tego kawałka..A publiczność dalej śpiewa..Od razu pomyślałam sobie że chyba tego nie zrobią i przejdą do następnego kawałka, ale nie..wtedy to Martin się skłania i dziękuje publice i wyskakuje Dave na środek i wybieg i zachęca do dalszego śpiewania .Fajnie że sobie tak pomagają.



Na koniec usiedliśmy i odczekaliśmy aż większość osób wyjdzie i zrobiliśmy sobie jeszcze jedno pamiątkowe zdjęcie nędzy i rozpaczy wśród wielu papierków z kartek Welcome to Poland. To smutne..ale w sumie się nie dziwię..w tym tłumie nie myślałabym żeby ratować tę kartkę tylko żeby się bawić. Szkoda że w zeszłym roku na Kasabian o tym nie pomyślałam żeby uratować flagę...A przecież jutro jest rocznica odkąd ich zobaczyłam pierwszy raz na żywo :)



Wróciliśmy spokojnie razem z resztą koncertowiczów na pieszo i Mostem Poniatowskiego podziwiając plażujących w nocy ludzi..wszyscy zmęczeni ale szczęśliwi..Z jednego miejsca dobiegała piosenka A Pain That I`m Used To... może to było jakieś after party ? Nie wyglądało mi na to bo ludzie nie tańczyli tylko stali w miejscu i na coś patrzyli.
Spowrotem wróciłam z mamą M przy dźwiękach Eski Rock i godzinom które były właśnie poświęcone muzyce DM. Z głową opartą o siedzenie..marzyłam o tym żeby wtedy znaleźć się pod hotelem i być obściskiwaną przez chłopaków.

Tak bardzo chciałabym podziękować Wam M i Ann ,kochani za super zabawę i że mogłam smakować z Wami na tej uczcie muzycznej prawdziwej kolacji ;)

A to pamiątka którą zamówiłam dzień wcześniej i która czekała na mnie kiedy wróciłam o pierwszej do domu :)

Trzeba zdjąć Rammsteina z trasy Reise Reise i zamienić Go na to cudo :)





A na dzisiejszy po koncertowy wieczór duuuży las rąk który z trybun wyglądał jak rój os albo i jeszcze lepiej !
Do Zobaczenia w Łodzi chłopaki!


2 komentarze:

  1. Pain to jedna z moich ulubionych piosenek, ale ten remix mi sie kompletnie nie podobał i wypraszam sobie na Just can't get enough juz tanczylam

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudo! Ja dopiero w Łodzi będę. Rewelacja!

    OdpowiedzUsuń