środa, 5 czerwca 2013

Concert- IMPACT FEST 2013 - what a fucking crazy day!

BETTER THAN LAST YEAR ..

Te 4 słówka krótko opisują moje zdanie na temat wczorajszego dnia/nocy.
Kochani..byyło prze niesamowicie ..Ale od początku !


Wyjechałam o 11 <późno ? > autobusem ze swojego miasteczka pod Warszawą aby móc zdążyć na Dworzec Zachodni na 12.30  i tam spotkać się z J. która przyjeżdżała pociągiem z Łodzi. Od rana było już wiele emocji.
O 9 dostaję smsa że J nie może znaleźć biletu i przeszukuje cały dom..2 godziny później - kiedy ja już u siebie stoję na przystanku wreszcie pisze - MAM !  Pomyślałam , ok.. całe szczęście miejmy nadzieję że już żadnych tego typu stresów tego dnia. A jednak myliłam się..
około 12 kiedy za pół godziny miałam dotrzeć na wyznaczone miejsce dostaję kolejne smsy z pytaniami - czy są jeszcze bilety i fest nie jest wyprzedany ? Ja nie podejrzewając najgorszego odpowiadam - Tak, przed lotniskiem są kasy i można tam będzie kupić i na pewno nie jest wyprzedany. A potem kolejny sms- Aga, wzięłam nie ten bilet...


Mój sms w odpowiedzi brzmiał krótko - o, k.rwa..
Potem zaczęłam pocieszać J. że wspólnymi siłami damy radę kupić bilet..Ciągle wysłuchiwałam narzekań J. że musiała wydać kolejne 200 zł na bilet = ponad 400 ją wyniósł ten koncert! Niezbyt fajnie..
Po bilet wybrałyśmy się do Blue City i tam pan z podejrzanym uśmieszkiem że późno kupujemy bilet,odesłał nas do kasy biletowej gdzie miła pani dość długo szukała biletów i trzymała nas w napięciu. Jednak udało się..
idziemy do biletomatu po bilety dla J na przejazd na Lotnisko..kolejne śmiechy. 2 bilety kupowała.Jeden bilet wyskakuje + reszta ..czekamy na drugi po czym tak niefortunnie wylatuje z tej dziurki że bilet małym kantem się ZAWIESZA i ..WISI. Ok..co robić..jak go wydostać..wiadomo, jest tam ta płytka plastikowa gdzie pod nią trudno włożyć palca.J. miała ze sobą kawę w kubku ze słomką więc pomyślałam że słomką ją wyjmiemy..siedzimy i siedzimy przy tym biletomacie ..w końcu J. zaczęła gwałtownie walić pięścią aż bilet spadł na to półkole i mogła spokojnie go wyjąć. Uśmiałyśmy się przy tym co nie miara .



Zmierzając s powrotem w stronę Dworca skąd miałyśmy autobus do bliższej ulicy Powstańców Śląskich a stamtąd około 20 min na pieszo < wiadomo, omijałyśmy te objazdy jak się dało >.
Później okazało sie że autobusy tam jeszcze jeździły normalnie..wkurzenie było mocne. W czasie tych 20 minut piechotą zaczęło intensywnie słońce świeci i spadła mocna 10 minutowa mżawka.. szłyśmy pod drzewami...ale to niewiele dawało.J. założyła swój sztormiak ..ja się powstrzymałam jeszcze.Miałam swoją bluzkę LIFAD i tylko bluzę z kapturem .Kaptur wieele życia mi uratował..Choć płukanek głowy nie brakowało.
Kiedy dotarłyśmy na miejsce o 14.30 już były spore kolejki .J miała większą torbę i wahałyśmy się czy stanąć w kolejce do wejścia bez bagażu więc aby się nie rozdzielać i nie zgubić poszłyśmy do wejścia z bagażem..wszystko przeszło sprawnie..spokojnym tempem ruszyłyśmy w kierunku sceny głównej.
Nie powiem..przerażały mnie te tłumy ciemno ubranych i groźnie wyglądających osób z którym szczerze mówiąc nie mam do czynienia. Przez dłuższy czas panikowałam J. że boję się tych ludzi i że są nieobliczalni. Pocieszałam się faktem że J. boi się burzy bardziej ode mnie która mogła nadejść w każdej chwili :>

A teraz czas przejść do najważniejszych chwil - koncertowych chwil !
Oczywiście ruszyłyśmy w stronę głównej sceny. Zażenowana ponownie wysokością i wielkością telebimów marudziłam J. że nic nie zobaczymy na Rammstein. Jednak dla J. to było oczywiste że będzie daleko stać i będzie to jedną wielką porażką. Bo dla niej w sumie liczył się tylko Behemoth - i w takiej koszulce też zawitała. Po drugie scena dla nich wydawała mi się totalnie za mała..oglądając filmiki z innych koncertów patrzę z zazdrością na ogrom sceny. Jednak co się dziwić. to festiwal w końcu, a nie osobny gig.Kilkanaście minut po 15 zaczęło sie pierwsze i..największe piekło którego aż na takim poziomie się nie spodziewałam.. a było to na 1 koncercie wygranego Antyfestowego zespołu z Krakowa -PARADYGMAT .Lało z 40 minut! I to nie jakiś tam deszcz.. to były wyraźne małe kulki.. ja zamiast wyjąć płaszczyk czekałam z nadzieją że przejdzie. J. już była okryta więc tylko kaptur założyła. Ja później na zmoknięte totalnie ciuchy wrzuciłam tą za przeproszeniem - c.ujową folię ..bo na serio była c.ujowa. Po tych 40 minutach z wodą w butach ruszyłyśmy w stronę Carlsbergowych namiotów po piwo dla J - jak stwierdziła - dla rozruszania się i zapomnienia o wydanych 400 zł. Wracamy i zmierzamy w kierunku sceny Eventim - czyli tej mniejszej .W tym roku jako jedyna zmiana na polu to była właśnie ona. Nie stała z lewej strony ,tylko z prawej.W sumie to nie mogę sobie przypomnieć czy były trybuny A i B jak w tamtym roku...bo tylko widziałam tą po lewej.Ale frekwencja na niej - nie zachwycała.Przynajmniej do gwiazdy wieczoru.
LOVE&DEATH-bardzo przypadł do gustu J która mocno wciągnęła się w ich muzykę..mi jeszcze brakowało wtedy ochoty i odwagi do machania czupryną do czego mnie zachęcała.



W czasie MASTODON zaczęła się druga fala ulewy.. ta trwała około 30 minut. Schowałyśmy się za tym mikserem co na środku pola stał..J. stwierdziła że to złe miejsce bo wiadomo burza i te sprawy. Ale pocieszałam ją że błyskawice daleko latają a nie nad nami. Przesiedziałyśmy skulone na tym metalowym podeście - chociaż tyle dobre dla naszych już dobrze przemoczonych..pływających butów...W tym czasie mądra Aga zaczęła cykać foty MASTODON..nie zważając na kapiący deszcz na aparat..Bo..było co robić. Wokalista w koszulce POLSKA. So..nice :)

Później rozpoczął się jak to nazwałyśmy z J. -spektakl teatralny w postaci GHOST BC. Chyba jednak nie czaję ich muzyki i nie spodobało nam się ich granie..choć sam ten POKAZ teatralny z tymi modłowymi wstępami do piosenek bardzo na tak.Odeszły od sceny po pół godzinie..J. była zbyt bardzo zniesmaczona...A może to też dlatego że po nim grał Jej ukochany BEHEMOTH. Powiem krótko - bardzo zyskali w moich oczach na żywo..J. z pełną wiarą w oczach ruszyła dość szybkim tempem pod main stage nie zważając na moje okrzyki żeby zwolniła bo w butach mi się woda przelewa...



Jak zobaczyłam że tak mało ludzi jest pod główną od razu przesunęłam się z prawej strony bliżej barierek i co się dzieje ? J. mnie ciągnie do 2 rzędu na sam środek - ooo nie.. chyba Cię pogrzało kochaniutka...nie chcę zostać zgnieciona glanem w łeb przez fruwających ludzi na rękach których ochroniarze zawsze przez środek właśnie wyciągają z tłumu .A poza tym mosh pit etc...Bardzo się bałam..na prawdę..mega.W końcu namówiłam J. żeby trochę zboczyła w prawo i nie na środku. O dziwo nie było tak ciasno i źle jak się spodziewałam..Ludzie z prawej strony sceny byli nad wyraz spokojni i niezbyt agresywni. Może dlatego że wypatrzyłam wiele ogarniętych dziewczyn które czekają na R+ a nie na Behemoth i nie będą na nim skakać. Nergal ma super kontakt z publicznością i świetni są na żywo...ogień ze sceny skutecznie suszył rozwiane włosy...palenie krzyża...inny perkusista...klaskanie.. wszystko łączyło się w piękną całość.  I...wtedy po raz pierwszy uwierzyłam że... wow... JEST OGROMNA SZANSA MIEĆ BARIERKI NA RAMMSTEIN! Bo na Behemoth stałyśmy w 2 rzędzie..i miałam upatrzone małe miejsce że w razie pogo czy "fali" jakiś ona ludzi nosiła na boki to złapię sie poręczy.Jednak do takiego czegoś w ogóle nie doszło.
Po Behemoth przyszedł czas na AIRBOURNE. Na nim byłyśmy cały koncert...oczywiście dali czadu tak jak się spodziewałam..i nie zawiedli mnie. 30 min przed zakończenie poszłyśmy po 2 piwo dla J...w celu...rozgrzania ?Chyba.
O 19.30 znalazłyśmy zgrabne miejscówki przed mikserem < czyli tym wielkim czarnym co na środku pola stoi > .Koło nas musiał się wepchnąć niestety niepełnosprawny koleś..miał kule i krzywo chodził..w oczekiwaniu na to czego nie chciałam usłyszeć = SLAYER. W planach tego zespołu nie miałam..bo..to strasznie mózg rozwala i wszystko boli z uszami na czele....


Na początku zaczęło padać..to już 3 fala była..nie tak intensywnie ale jednak wkurzająco. Oparcie o barierki miksera bardzo dużo dawało..no i to że nie stoimy na trawie < o dziwno błota nie było ani jakiś ogromnych kałuż >. Po około..ja wiem? .. może 7 piosence.. czyli w połowie... już mżawka była na zmianę...raz padało, raz nie..co nie było w sumie uciążliwe skoro przeżyło się prawie gradobicie. Ujrzałam po prawej 3 chłopaków.. Sądzę że byli baardzo dobrymi kumplami z baaardzo dobrze wstawionymi łebkami. Mieli koszulki Slayera i znali większość tekstów ...30-stolatkowie..może trochę ponad... tak się bawili świetnie we trójkę że nie mogłam oderwać od nich wzroku..To jak przeżywali..jak grali na powietrznych gitarach i machali krótko ściętymi włosami było genialne...każdy  z nich miał zniewalający uśmiech..Akurat J. koło nich stała która tylko trochę pomachiwała głową.. Mi za to totalnie się udzieliło machanie od tych chłopaków..chciałam wbić koło nich pytając J. czy chce się zamienić miejscami, a nie chciała. Też się jeden jej spodobał . Akurat ten co i mi najbardziej :D
We 3 robili pogo i dzięki temu miałam dużo miejsca na porządne machanie. Bardzo pozytywnie zaskoczył mnie Slayer i Jego muzyka na żywo którą...da się jednak polubić..A pogo które ciągle pokazywały telebimy i te ściany wyglądały genialnie! Później na zmianę nagrywali we 3 publikę machając zwariowanie swoimi smartfonami i na nas skierowali telefony ja pokazując satanistyczne znaki palcami i wypinając język została uwieczniona na zacnej focie z panem ochroniarzem <lol> .J. była baardzo nie chętna do zdjęć ani tego typu filmików . Sama nie wiem czemu.I tak później bekę będą mieć z tego i tak :D.
Bardzo humor mi się poprawił po ich koncercie i żal mi było odchodzić z tych miejscówek na KORN.

Bo na Rammstein widoki miałabym cudowne..ale Korn to kolejny zespół na który J. czekała..ze smutną miną ruszyłam w stronę eventimu. Stałyśmy znów z lewej strony..Non stop oglądałam się za siebie i przybywające tłumy..Po około 30 minutach podskoczyłam do góry i zobaczyłam w miarę mało ludzi przy głównej.Zaczęłam krzyczeć do J. że rezygnuje z Korna i idę pod główną bo jest mało ludzi i jest szansa na bardzo bliską miejscówkę..J. z dużym żalem ale zgodziła się.. Przekonałam Ją faktem jak ja się poświęciłam dla Behemoth i Jej dobrych widoków i Nergala na wyciągnięcie ręki..Tym razem ja, szybkim tempem i z miną przywódcy ruszyłam pod ludzki prąd tłumu który szedł jeszcze na Korn. Zajęłyśmy świetnie miejsca..3 rząd to jak na Rammstein i na moje obawy i możliwości -coś niesamowitego. J. zgrabnie machała rudym farbowanym łebkiem w rytm muzyki Korn którą słyszałyśmy z daleka. Koło godziny 21 zaczęło się robić co raz bardziej intymnie.. po ostatniej ulewie już nie padało. Co najwyżej..osobom najbliżej stojącym sceny w tym i nam padało troszkę z dachu sceny. W czasie oczekiwania ledwo co , moje ręce doszły do torebki którą miałam na biodrach w celu sprawdzenia czy aparat działa.. Po tej ulewie na Mastodon..i po tym co zdjęcia robiłam..widocznie został nasączony..Aparat się włączał ale nie reagował później kiedy chciałam zdjęcie zrobić..załamałam się.. Behemoth miałby świetne zdjęcia...w końcu 2 rząd.. Więc od razu owinęłam go szczelnie w chusteczki.




W środku koncertu Rammstein przypomniało mi się że mam takie coś jak aparat i że dawno go nie włączałam...i spróbowałam i...zdarzył się cud i zadziałał! Moja radość była niesamowita że choć kilka ujęć uda mi się zrobić..bo w końcu tyle czekałam na koncert RAMMSTEIN  że chciałam przeżywać wraz z wszystkimi fanami te emocje a nie- stać i robić zdjęcia co 5 sekund. I tak też było..robiłam tylko na piosenkach których tekstów nie znałam, czyli np Feuer Frei!  czy Wiener Blut którego LOL ale nie poznałam po pierwszych dźwiękach.


Na Ich Tu Dir Weh  mało co nie ogłuchłam stojąc pod tymi kolumnami i pierwszych dźwięków. Nie zdawałam sobie sprawy że będzie taak głośno i zajebiście ..i ten bijący cholernie po twarzy płomień który skutecznie suszył po tych ulewach :D  a później to tylko pisk w uszach i ledwo co nieutracony słuch .  Na Du Hast, o ja głupia, że zaczęłam zdjęcia robić :D  ale później przestałam kiedy zobaczyłam Richarda idącego w naszą prawą stronę i byłam od niego zaledwie 3 kroki  ! <33  I gwałtownie zaczęłam machać rękoma aż walnęłam jakąś czerwonowłosą laskę z prawej lol. Postał z 20 sekund i napawałam się Jego umięśnionym ciałem ..makijażem..ciuchami i ...całym Ryśkiem z tak bliska!  :3 A oto tak wyglądała moja Risiardowa perspektywa. Hehe.Wiedziało się z której strony stanąć :P




Kiedy nadeszło Mein Herz Brennt piano version...które bardzo ładnie zresztą wyszło choć wolałabym jednak bez pianina , wiedziałam że koniec jest już blisko.. i w dwóch ostatnich piosenkach dawałam się z siebie kompletnie wszystko!Bo wiadomo, setlisty się zna na pamięć  :) Na swoim ukochanym Sonne tak się darłam że o jejku ...i to odliczanie ...ein..zwei..drei... eh.. aż łezka się kręci w oku że było się w środku Ramsztajnowego kotła i..przeżyłam! Na Pussy czyli ostatniej piosence (18 tej ) , dałam z siebie wszystko..totalnie.. tylko w zwrotkach nie skakałam a tak..non stop :) I nawet trochę Tillowej bąbelkowej spermy do mnie doleciało haha i to białe konfetti na koniec..i ukłon chłopaków.. to zawsze w nich ceniłam.. jak stają na środku i 'klękają' przed publicznością . Piękny gest. I uroczo brzmiące Dziękuję Warszawa..i ..coś tam jeszcze ale już nie pamiętam ..



Na prawdę..dostałam to, czego chciałam..nie żałuję żadnej złotówki, tfu..grosza żadnego wydanego na taki gigi..pomimo przemoczonej każdej części ciała łącznie z majtkami , dwoma parami skarpetek i urwanego ramiączka od stanika podczas mojej energii na Pussy <haha na lepszym utworze nie mógł pęknąć :P >
Teraz się śmieję z tych wszystkich przygód..choć J. pewnie do śmiechu tak nie jest.
Wracając wstąpiłyśmy na stację BP  bo J. bardzo chciało się jeść a mi w ogóle..no może trochę jeść.. Zgrabnie wskoczyłyśmy w autobus jadący na Dworzec który nie był wcale taki pełny..z którego później miałyśmy 10 minut drogi do mojego hotelu i widząc nasze zmarnowane twarze...przyjęli nas z miłym uśmiechem..J. dali jakiś obiad i kawę a ja nic nie chciałam tylko- łazienkę :) Recepcjonista pyta skąd wracamy i kiedy usłyszał że z Impactu i że tam był Behemoth..on radośnie mówi - ten Nergal ? A on nocuje w hotelu obok a my tylko spojrzenie na siebie i lol .Później siedząc przy komputerach i przeglądając autobusy tak sobie myślałam , kurde my tu siedzimy zdechnięte po ich koncercie i po feście ..patrzymy w ich okna..a oni tam pewnie siedzą i mają siłę jeszcze chlać..podziwiam :D
J.miałam pociąg do Łodzi o 6.05 więc była około 9 już w domu. Ja za to byłam już o 6.30..wstałam po 2 godzinach bo nie mogłam spać..
Bo czułam potrzebę napisania postu...takiego jeszcze na gorąco i w emocjach :)

Tak więc na tym chciałabym zakończyć swój dłuuugi post .Mam nadzieję że recenzja jak najbardziej oddaje to co przeżywałam i co się tam działo. Na pewno już nigdy nie zrobię 3 raz tego samego błędu i nie kupię biletu pare miesięcy przed Impactem bo i tak się nie sprzedadzą wszystkie a potem mogą być tylko tańsze.

Nie wiem czy następny koncert Rammstein który będzie w Polsce pójdę na płytę czy już na trybunę ale ..na pewno nie odpuszczę.
Dzięki wielkie chłopaki. Jesteście najlepsi !
xoxo

Na koniec..Sonne... choć wczoraj nie dopisywało..to chociaż na R+ nie padało i było najpiękniej :3


4 komentarze:

  1. Świetna recenzja. Sama też mam w planach sobie taką naskrobać. Jejjj ale twoja koleżanka miała pecha z tym biletem. Ja to z 10 razy zaglądałam czy przez przypadek nie zgarnęłam tego na SOAD :P Rewelacyjne miałaś miejsce na R+, trochę sobie w brodę pluję,że nie odpuściłam Korna, ale grali z Headem i musiałam ich zobaczyć. A w przeciwieństwie do Ciebie uważam występ Ghost był świetny! Może dlatego, że dość solidnie zapoznałam się z ich muzyką przed koncertem. Ja na dwóch koncertach R+ byłam na sektorze, a teraz nareszcie mogłam się wyszaleć i wyśpiewać w 100%. Różnica jest gigantyczna w ich koncertach będąc na sektorze i na płycie.Ogólnie na drugi raz polecam Ci iść na sektor, żaden szczegół ich show Ci nie umknie :)
    don_guraleska

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak można zgubić bilet, no jak? xD Ja mam zawsze paranoję, że wypadł, albo że schowałam nie tak, gdzie trzeba, ale trzymam w jednym miejscu, czasem sprawdzam i jakoś udaje mi się go przechować do tego koncertu... Współczuję J.

    "Nie powiem..przerażały mnie te tłumy ciemno ubranych i groźnie wyglądających osób z którym szczerze mówiąc nie mam do czynienia. Przez dłuższy czas panikowałam J. że boję się tych ludzi i że są nieobliczalni." - no, czarno na tym koncercie było jak cholera :D:D

    Szkoda, że Ghost nie przypadł Wam do gustu ;) Ja za to nie mogę za bardzo zrozumieć Behemotha, więc... ;)

    ZAZDROSZCZĘ 3 rzędu <3 <3 <3 Ja bym siębała, że mnie skopią :D

    BOŻE, jakie zdjęcie Richarda. BOŻE, MÓJ FANGIRL <3

    Ja też stanęłam po stronie Ryśka, ale w jakimś... 12 rzędzie? ;)

    Ramiączko poszło na Pussy... dobrze, że nie majtki xD xD xD

    Może kiedyś się miniemy na jakimś koncercie R+, choć ja też nie wiem, czy wolę bilety na płytę, czy trybunę... Chyba jednak zaryzykuję z płytą ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ona nie zgubiła biletu tylko nie wyjęła z opakowania empikowego i nie zajrzała do środka..a tam był zeszłoroczny Behemoth xD Jak wejdziesz w mój marcowy dział i opis koncertu Hurts w Palladium to..mi się to niestety przydarzyło i nie wzięłam biletu :p

      O tak, czarno było i ..czarno to widziałam :D ale ile potencjalnych mężów dojrzałam! haha. wszyscy tacy mokrzy i seksownie byli xD hahah fangirl Richardowy .. boże. Ale tego Du Hast nigdy nie zapomnę i tego że stał przede mną. Nie mogłam zrobić zdjęcia bo chciałam tak bardzo skakać i machać do niego :,)

      Jednak jeszcze muszę przemyśleć sprawę trybuny czy płyty..zdecydowanie to byłby większy hardkor i osiągnięcie na oddzielnym koncercie być tak blisko sceny więc.. dalej nie wiem co ja chcę :D Choć jedno jest pewne - prawa strona! :D

      Usuń
  3. Czy ja aż tak narzekałam? xD Moze dlatego, ze bylam splukana jak zawsze po wydaniu kolejnych 200 zl xD
    Trza mi bylo napisac smsa, ze chcesz stac kolo chlopakow bo ja nie zrozumialam Twojej intencji, plasiam :P
    Rammstein to byla miazga i powiem, ze dla mnie traumatyczne przezycie bo autentycznie czulam, ze napierający tłum mnie dusi, a mam lekką klaustrofobię :P
    Behemoth jest genialny!ale to nie jest zespol na open airy, tylko klubowy, wtedy jest SZMOC!:D
    ale fajnie bylo, mimo wichrow, ulew, burz...xd

    OdpowiedzUsuń