sobota, 29 czerwca 2013

Concert - PETER DOHERTY

NARESZCIE
Wciąż nie mogę w to uwierzyć..tak późno piszę recenzję TAKIEGO WAŻNEGO KONCERTU.. bo wszystko teraz mi się strasznie na siebie nakłada.I problemy zdrowotne i szkoła i fangirlizm i rodzina..czego chcieć więcej ?
Więcej Pete`a ! Poety, artysty , aktora którego po raz pierwszy w życiu i mam nadzieję że nie ostatni, miałam okazję zobaczyć wraz z M. 24 czerwca w bardzo klimatycznym klubie KC Dunaj w Bratysławie.
Na początku, choć teraz jak o tym myślę to nie wiem JAK mogłam tak myśleć - ale trochę też zaczynałam jak M. żałować że te ponad 300 zł poszło na Pete`a. 
A teraz...powrót do przeszłości 2. Od nowa mania i psychiczne dziwne stany na niego , The Libertines i Babyshambles.  

Jednakże nie uważam żeby to był mój gig miesiąca. Wciąż niezmiennie pozostaje Rammstein. Ale od początku :)

Wyruszyłyśmy Polskim Busem o 8.15  .Od samego początku miałam stres i bóle w żołądku spowodowane ciągłymi awariami jakiś ciężarówek na drodze i korkami. Na szczęście idealnie na 8 zdążyłam.A później byłam bardzo głodna...



11 godzin w prawie ciągle pozycji siedzącej jest bardzo wykańczające i nie zdawałam sobie z tego sprawy dopóki tego nie przeżyłam. Oczywiście było kilka postojów na rozprostowanie kości, lecz to w sumie mało dawało.. kiedy dotarliśmy pod Czeską granicę zaczynałam już odczuwać pierwsze emocje i znów nerwy w brzuchu. A za sprawą tego iż bałam się że nawalę i moja rozrysowana mapka z dojściem do klubu niewiele da.. W Polsce przed Częstochową zaczęło padać , w Katowicach już nie a w Czechach i na Słowacji - non stop...to było strasznie depresyjne.Aż chciało się zaśpiewać I am the rain..
Z małymi okrążeniami wokół Dworca odnalazłyśmy wreszcie upragniony przystanek który był skierowany we właściwą stronę. Później nieco więcej musiałyśmy się pomęczyć..gdyby jeszcze słońce świeciło lub nie padało byłoby super. Ale łażenie i szukanie Nedbalova 3 pomiędzy kilkunastoma uliczkami było szukaniem igły w stogu siana.. No może trochę mniej. 
Niepewnie podchodzimy do pary, która prowadziła kiosk i pytam się gdzie jest ta ulica. Pani zgrabnie i jasno w swoim języku nam wyjaśniła i za chwilę z dumą patrzyłam na klimatyczny klub KC Dunaj którym się zachwycałam kilkanaście dni temu na Google Street View. To miejsce od razu zdobyło nasze serce.
Było w stylu Peterowym..trochę lumpownia w połączeniu z ekskluzywnym barem. Śmiesznie to brzmi, ale tak bym to nazwała.





Oczywiście kilka zdjęć przed klubem w ślicznej uliczce z wysokimi blokami i ruszamy dość niepewnie po schodkach do 'recepcji' gdzie paru młodych ludzi stało za ladą i wymieniali bilety na pomarańczowe opaski z napisem klubu. Byłyśmy tym faktem zawiedzione.Faktem że straciłyśmy bilet a mamy tylko opaski.

Wsiadamy do windy za ludźmi na 4 piętro gdzie wchodzimy nagle do jakiegoś baru..jak się okazało ..tam były świetne widoki na miasto i..coś w stylu krzywego telebimu na suficie z wyświetlanymi zdjęciami Petera. Niech to szlak trafił że tam nie poszłyśmy.
Pokręciłyśmy się po schodkach nie wiedząc co ze sobą zrobić. W końcu odnalazłyśmy salę w tym całym labiryncie. Oddałam torbę do szatni i usiadłyśmy przed drzwiami klubu gdzie pilnowali jej jakieś osiłki z którymi wolałam nie zaczynać. Kiedy już została godzina do rozpoczęcia, wkurzało nas to że ludzie tam po prostu wchodzą i wychodzą, a przecież jeszcze tyle czasu.Oddałam torbę do szatni która była darmowa. Kiedy ochroniarz odszedł dalej, spokojnie weszłam na salę i ku mojemu zdziwieniu ukazał się widok siedzących ludzi pod ścianami i kilkoro przed sceną .Szybko zawołałam M. i ruszyłyśmy pod scenę zająć miejscówkę.

 O dziwo.. nie było żadnych szamotanin ..bicia się o 'barierki' i miejsce przy scenie .Przed nami siedziały 2 dziewczyny. Jedna, bardzo fajnie ubrana ze specyficznym językiem. Byłyśmy przekonane że to Polka. Ale Jej ciągłe zaciąganie i 'ano, ano' nie dawało nam spokoju i stwierdziłyśmy że mieszka na jakimś pograniczu czy gdzieś w takich okolicach.

Ledwo po 22, wychodzi support. W sumie Support 1- Walter Schnitzelsson.
Oczywiście rodowity zespół , słowacki, w którym grają trzej uroczy i panowie.Rock`n roll jest bliski ich sercom. Super grali, bardzo mi się podobali .Szkoda tylko że nie widzę nigdzie czegoś do ściągnięcia bo fajnie byłoby mieć ich w odtwarzaczu. Pan grający na perkusji bardzo przypadł nam do gustu..










Niestety ale dziewczyny przed nami wstały w zaskakująco szybkim tempie i  stanęłyśmy w drugim rzędzie i miałyśmy i tak genialne widoki na wszystkich panów. Nikt nie robił zdjęć.To mnie bardzo zdziwiło. Chyba każdy aparat miał na wyczerpaniu i trzymał na gwiazdę wieczoru. Ja jednak odważyłam się i zrobiłam aż 3 zdjęcia które są totalnym niewypałem.Kiedy chłopcy zeszli ze sceny zaczęło się oczekiwanie i moja męka. Dobrze że M. nie oddała wody do szatni bo chyba musiałabym wyjść stamtąd. Niepotrzebnie jadłam tyle słodyczy i ..byłam najedzona..strasznie dziwnie mi było w brzuchu i niekomfortowo się czułam.. jeszcze wszyscy jak jeden mąż wyjęli papierosy a ja nie mogłam oddychać.Na prawdę. Na szczęście organizator zainterweniował i na chwilę przestali...NIE FAJCIĆ! Haha kocham ten język.
 Godzina się bardzo dłużyła. Jakby trwała co najmniej 4 godziny. Trochę po 23 wyskoczył na scenę Support 2 - Alan Wass który już wcześniej miał okazję gościć na koncert Petera. Myślę że bardzo by mi się spodobał gdyby nie to że cały czas myślałam o swoim brzuchu i o tym kiedy wyjdzie Pete.

Pierwszą piosenką Petera, a ostatnią Alana jak można było się tego spodziewać było Hired Gun jak zwykle perfekcyjne. Lubię tę piosenkę. Początkowa gitara Alana mnie zawsze tak bardzo powala.








Super kontakt z publicznością pozwolił nam lepiej przygotować się na przyjęcie Peter .Szczerze mówiąc nie spodziewałam że spóźni się aż godzinę.Smutne to jest .To dla mnie oznacza tylko że to jest nieszanowanie fanów. Z drugiej strony powala mnie zawsze ich wierność. Okrzyki i wołanie Petera na coś się zdały. Pojawił się z lewej strony niczym zjawa. Normalnie z podłogi wyrósł. To było dobre, bo wszyscy patrzyli penie w prawą stronę gdzie było wejście na scenę i nie spodziewaliśmy się że wyjdzie z drugiej strony.
Sam koncert był na prawdę kameralny i mega klimatyczny..większość nowych piosenek odebrałam bardzo pozytywnie.Sądzę że to były głównie Babyshambles- czyli z nowego albumu który ma się ukazać 7 września .Peter poraził swoimi oczami.włosami..poruszaniem się po scenie..choć brakowało paru typowych ruchów dla niego to koncert był magiczny i..chyba potrzebuje drugiego .Bo w tym koncercie..i nawet teraz, nie mogę uwierzyć że Go widziałam na żywo..że ten Peter...ten od listu..ten od Amy, Kate Moss i ta mordka z mojej warszawskiej karty miejskiej, dumnie kroczyła po scenie i śpiewała hity Libsów i Babyshambles.No i oczywista oczywistość - swojego Grace /Wasterlands. Tak bardzo nie mogę się doczekać nowego albumu. Wiem już dziś że będzie piękny i nie będę tym zaskoczona.


W Peterowej podróży towarzyszyła niejaka amerykańska wiolonczelistkaa Miki Beavis.
 Nie lada wyzwaniem było dogrywanie skrzypiec do specyficznych dźwięków Pete`a który zawsze zmienia coś z rytmem piosenek..





Piosenką gigu ogłaszam zdecydowanie  You`re my waterloo, gdzie Peter jej nie dokończył, gdyż złapał go dół .. dół psychiczny rzecz jasna. Może to mieć związek ze wspomnieniami i Carlem, ale przecież niekoniecznie..
Gdybym każdą piosenkę śpiewała tak jak What Katie Did- z pewnością nie mogłabym mówić przez 2 dni. Na prawdę świetnie mi wyszła i ..poza pojedynczymi słowami wyśpiewałam ją wraz z M.i słowackimi przyjaciółmi.
Piosenek których mi zabrakło ?
1. Fuck Forever
2. Last Of the english roses < nie wiem czemu się pojawia na drugim miejscu ? >
3.You Talk
4.Up the Bracket

Ta lista z pewnością wydłużyłaby się, ale porównuję sety z poprzedzających gigów i co się na nich znalazło.

Peter sam w sobie jak zwykle powalił swoją uroczą i kochaną osobowością.Dał 5 bisów. Tak to nazwałam, bo wychodził tyle razy na swój backstage podnosząc palec do góry i zwracając uwagę że zaraz wraca.
Po chwili wraca z dwoma piwami i rozlega się z sali głos-" Peter one beer, please! "
A on bez chwili wahania podchodzi do tłumu i wręcza dziewczynie piwo. Prosząc na sam koniec koncertu o autograf - również można było go otrzymać. Wystarczyło tylko stać w 1 rzędzie, mieć coś do podpisania i czym  i mieć krztę odwagi do zawołania jego imienia.Przyznam się szczerze, że był pewien moment kiedy to była w miarę cisza i Peter krzątał się po scenie a ja dusiłam sobie 2 słowa..fuck forever..zabrakło odwagi żeby krzyknąć, eh..

Mój humor momentalnie posmutniał kiedy M. zwróciła mi uwagę na ręce Pete`a które miały pełno dziur i siniaków..wnioskuję że to od strzykawek. Na szyi także miał kilka ran..Tak bardzo obawiam się o niego, gdy za bardzo intensywnie o nim myślę..

Po skończonym gigu stałyśmy jeszcze chwilę pod sceną po czym udałyśmy się w stronę toalet i szatni.Nie wiedziałyśmy w sumie co robić..czy czekać na Petera że może wyjdzie łaskawie do fanów czy kierować się w stronę dworca. Postałyśmy jednak te 40 minut przy wejściu do klubu ale na nic się to zdało.


Około godziny 2 ruszyłyśmy w deszczu w stronę Dworca. Jak się okazało to jest mega blisko i niepotrzebnie jechałyśmy do klubu autobusem.. ale to zawsze jakaś pamiątka- bilet.
 Godziny się dłużyły..zimno zaczęło mi się robić dopiero koło 7 rano..to był najgorszy czas dla mnie..co raz bliżej, ale jednak jeszcze te 3 godziny to mega długo..Ja w samym sweterku próbowałam się rozgrzewać a M. okryła się moją kurtką która choć trochę dawała ciepła. 4 ciepłe czekolady na długo nie pomogły.

Dobiegała godzina 10 kiedy miał niedługo podjechać nasz bus.Uradowane ale i tak zmarznięte i niewyspane wskoczyłyśmy od razu na siedzenia nad toaletą które można sobie rozłożyć niemalże jak do spania(btw. jak będzie okazja to już zawsze będę wybierać te miejsca ).

I cóż...na tym zakończyłabym swoją długą, ale chyba mało szczegółową recenzję na temat koncertu o którym marzyłam od kilku lat.
Wiadomo, szkoda że nie spotkałyśmy Pete`a i nie mamy z nim zdjęcia gdzie jesteśmy do niego przyklejone.
Ale ważniejsze jest to co otrzymałyśmy 2 lata temu.. ( jejku... to już 2 lata! )  list prosto z londyńskiego więzienia..jego charakter pisma...rysunek..i słowa..słowa które są bardzo ważne w takich szczególnych listach..
Oczywiście marzy mi się kolejny koncert Petera..ale teraz to bardziej Jego zespołu - Babyshambles . To kolejne moje plany które może kiedyś się spełnią.W końcu słyszałam już piosenki z nowego albumu na żywo.
Pierwszy mój  koncert Petera uważam ogólnie za.. dziwny.Bo w sumie do tej pory nie mogę sobie tego wyobrazić że..wow..widziałam go na żywo..stał momentami przede mną..machał..uśmiechał się i grał na swojej pomazanej gitarze..przelewał piwo do szklanki i palił papierosa...niedowierzanie że widzi się tak ważną osobę w swoim życiu..gdzie ma się kilkanaście zdjęć na komputerze..śledzi każdy krok życiowy i wzdycha do niego przez ekran komputera i.. ma się jego zdjęcie na karcie miejskiej :)

Drugi koncert będzie inny..już wiem jaki..nie będzie już niedowierzania że On istnieje tylko muzyka muzyka muzyka... bo..przecież skoro drugi raz  Go widzę, tzn że istnieje i mogę spokojnie skupić się na muzyce i jej przekazie a nie na tym że wow on na prawdę istnieje :)

Na dziś wieczór powinnam dać Petera...i dam,urodzinowego,  ale dam także Arktyczne smutki które powoli wlewają się jak wodospady do mojej głowy  :(

..a wszystkim Openerowiczom ( M :* będę czekać na telefon! ) którzy w tym roku zobaczą swoich ulubionych artystów życzę przede wszystkim około 24 -27 stopni ciepła..bezchmurnego nieba, zero deszczów..przyjemnego wakacyjnego wiatru i...niezapomnianych trawiastych wrażeń!

ENJOY
xoxo



Arctic Monkeys prosto z angielskiego hrabstwa Somerset czyli Glastonbury 2013



sobota, 22 czerwca 2013

.. came into my heart, hope for a good view...and weather!

Koleżanka będąc na Paulu McCartney-u napisała do mnie wiadomość. Ucieszyłam się bo prosto ze stadionu do mnie napisała.Że krzesełka są małe..mało miejsca jest na kolana..ale i coś pozytywnego ! Ma sektor G28 czyli centralnie naprzeciwko sceny na samej górze..czyli = dalej się już bardziej nie dało i.. jest na prawdę zadowolona i na widoki na scenę nie narzeka .. Za to ja narzekam na moją mamitę która mocno mnie wkurzyła tekstem - oh jaka koncertowiczka się z Ciebie zrobiła, po tym kiedy przybiegłam z radością i poinformowałam Ją o tym, że jest duże prawdopodobieństwo że będziemy mieć niezłe widoki z górnej trybuny..
boże mamo..czy ty zawsze musisz powodować że moje życie staje się na prawdę smutne o 50 % i odechciewa się żyć ? Dziękuję Ci za wsparcie.


A tutaj kilka POZYTYWNYCH ,bardzo świeżutkich zdjęć z dzisiejszego koncertu z Moskwy ( Locomotiv Stadium )
Setlista jak na tę trasę, baardzo zacna ! A szczególnie dział Encore


Rosyjscy fani jak zwykle..wkurzająco, genialnie pomysłowi




Poza tym że nabrałam nadziei że nie będzie tak źle, odliczam dni, minuty i sekundy do..sądzę że gigu miesiąca . Choć nie wiem czy jest jeszcze coś w stanie pokonać Rammstein.. ale może sentymentalny Pan Doherty spowoduje że takim się stanie. 10 godzin jazdy przede mną..potem z powrotem - sądzę że w większości będzie to przepełniony snem powrót.... bo w sumie już nie ma się czego bać że zajedziemy dalej skoro końcowy przystanek to Warszawa :)  pobudka o 7 rano, jak nie wcześniej..polski bus czeka.Dobry Panie daj dobrą pogodę..żebyśmy nie umierały w upale ani nie były zmarznięte w deszczu.
Ekwipunek słodyczy + niezbędnych szczególików już czeka od 3 dni w widocznym miejscu .Pozostaje naładować tylko na full baterię aparatu i mp4 .

A tutaj zdjęcie z 20 czerwca czyli aktualny STAN/ WYGLĄD Petera ;) + ta bluzka w paski..ok..rozpuszczam się ..shhhhhhhhhhh


a tu na koniec nagranie z 17 czerwca z kultowym Don`t Look Back in to the Sun :)

http://www.youtube.com/watch?v=Am0FaXsPC6E

A za 3, góra 4 dni relacja z koncertu :)

Enjoy!
xoxo

wtorek, 18 czerwca 2013

Concert - KATIE MELUA



Koncert którego chyba najbardziej obawiałam się w tym roku- już za mną. Obawiałam się nie samego koncertu, ale osób które poznam.A jednak nie było tak źle jak zawsze przypuszczam. Z pracy jak na złość <choć terminowo i godzinowo byłam w porządku ze stawieniem się pod Salą o 18 >to i tak się wkurzyłam..musiałam zostać dłużej pół godziny.
Gdy była 17.45 wstąpiłam jeszcze do Tarasów..do łazienki..taki stres miałam...a przy okazji do Empiku po ulotki Opener`a które myślałam że będą przebojem w tym roku, to jednak nie zachwyciły..ale..ważne przecież że są i jest na nich napisane ARCTIC MONKEYS. A także wzięłam pare innych ..między innymi z Hurts, będzie do zeszytu koncertowego :)


Kiedy była 18..zeszłam z murku na którym siedziałam i przeglądałam ulotki i niepewnie ruszylam w stronę schodków prowadzących do Sali. Od razu wyrzuciłam butelkę z wodą która ratowała moje zaschnięte usta ze stresu...niepotrzebnie.Przeraziły mnie grupki ludzi..30+ i 40 + i jeszcze więcej którzy byli ubrani bardzo elegancko.Niczym do Teatru. No bo nie oszukujmy się..Kongresowa jest takim miejscem, ale na Boga.To koncert przecież :(  No dobra.. grunt że koszulę miałam ogarniętą to nie było tak źle. Stanęłam jak sierota przed Salą wypatrując A. która miała napisać sms`a gdzie są. Po 5 minutach pisze - że na murku przed wejściem C. Do cholery gdzie jest wejście C i mam się kierować ..ok.. spokój Aga spokój..to tylko parę osób i będzie dobrze...stała pod wejściem D ,no więc poszłam w lewo i oto szukam A. którą w czarnej koszuli i..również w trampkach wypatrzyłam od razu wraz z jakimś facetem.Miło się przywitaliśmy .Anti..bo tak Go A. nazywała wydaje mi się osobą, specyficzną..dziwną..nietypową..nie wiem jak jeszcze nazwać.Jedno jest jasne- chyba nie za bardzo mu z uśmiechem do twarzy bo za bardzo się z nim nie obnosił co automatycznie nastawiło mnie do niego z ogromnym dystansem.
Potem doszedł jeszcze do nas chłopak którego..imienia nie pamiętam :p MOŻE Z WRAŻENIA..ah ta Jego urocza nieśmiałość... z dziewczyną.Ale dziewczyna na tyle nie lubi Katie żeby iść na Jej koncert więc później sobie poszła.I tak O DZIWO w tę małą czwórkę ruszyliśmy do drzwi wejściowych.
Kiedy wybiła 19 zaczęli nas wpuszczać.Pierwsza weszłam ja ze sprawdzeniem biletu..po mnie A. którą spytano czy ma aparat- oczywiście że nie ma.. Ja byłam pewna tego, a później tylko nagrania leciały z Jej cyfrówki..ale jakiej jakości ! Wow...:D



Antiego zostawiłyśmy przy kolumnie bo nie chciało mu się połazić wokół sali w poszukiwaniu koleżanek A. które miały mieć dalsze miejscówki w Sali.Krążyłyśmy z pół godziny aż w końcu się znalazły.Pogadały pogadały aż tu nagle zabrzmiał dzwonek który wpuszczał na Salę..popędziłyśmy po Antiego i ..KOLEGĘ którego imienia nie pamiętam.Kiedy już się usadowiliśmy w 3 rzędzie z lewej strony pod sceną zaczęłam się rozglądać po sali ..w której nie byłam przynajmniej od 13 lat. Miło było przypomnieć sobie czasy podstawówki..kiedy to siedzieliśmy na balkonie wraz z wychowawczynią i oglądaliśmy specjalny Mikołajkowy <6 grudnia > teatrzyk.

Wśród tych wszystkich elegancko ubranych ludzi czułam się nieco dziwnie..jakby wszyscy zarabiali miliony i taplali się w złocie a ja biedna z groszami w kieszeni..Kobiety wyglądały na prawdę przepięknie.. faceci..również byli oszałamiający.. za nami usiedli po angielsku nawijający ludzie...w tym Polak =tłumaczył każde zdanie Tomasza Kammela który prowadził tą całą imprezę.
Siedzieliśmy w napięciu oglądając kolejne spoty reklamowe Rak To się Leczy w pełnych wersjach wszystkich gwiazd które w nich wystąpiły..m.in Jerzy Stuhr i Cezary Pazura.

http://www.youtube.com/watch?v=eURySotfBlk

Kiedy już wszyscy sponsorzy i porozdawali sobie kwiatki..nadszedł czas na 1 support który był mi kompletnie nieznany..Bo były 2 supporty..A powiedziała nam przed Salą że gdzieś na stronie music artu jest o Klarze coś napisane.




Klara okazała się być świetną performerką mimo swojego młodego wieku..Serio ? Dałabym jej max 15 lat ale ma 17 lat.A na stronie piszą o niej tak :

Śpiewa po angielsku, sama pisze muzykę oraz teksty do swoich utworów. Gra też na kilku instrumentach: gitarze akustycznej, ukulele, pianie, instrumentach klawiszowych i cymbałkach. Delikatny głos Klary i prostota przekazu nadają wykonywanym przez nią piosenkom niezwykły czar i wdzięk. W październiku 2012 roku ukazał się debiutancki album Klary „Away", wydany przez Polskie Radio. Producentem muzycznym albumu jest Artur Gadowski. Marek Niedźwiecki (Trójka) napisał o Klarze: „Delikatna, śliczna, liryczna, zjawiskowa, akustyczna, zwiewna, kobieca. Śpiewa o sobie, że jest czarownicą. Ja myślę, że jednak czarodziejką. Ma w głosie piękny i prawdziwy smutek, ale także radość młodości... Rodzi nam się wyjątkowa Artystka na naszym  rynku. Zadbajmy o Nią i dajmy Jej szansę."





To zdj. z Kongresowej .


I tak też ją oceniam..Jest na prawdę wyjątkową perełką we współczesnej młodej muzycznej Polsce.. Mam nadzieję że rozwinie się jeszcze bardziej i wyda drugi krążek z większą ilością piosenek. Bo jej debiutancki album ma 9 piosenek.

Ani na 1 ani na 2 supporcie nie zrobiłam żadnych zdjęć ani moi nowi koledzy.Wszyscy się obawialiśmy ochroniarza który stał z lewej i uważnie obserwował ludzi podczas gdy starszy pan 2 krzesełka dalej w prawo od nas- robił cały koncert zdjęcia tym marnym aparatem...

Kiedy Klara skończyła, oczywiście były kwiaty i inne a ja z niecierpliwością wierciłam się na tych wygodnych as fuck czerwonych krzesełkach w oczekiwaniu na Kasię Kowalską.To był już 3 raz który ją widziałam i.. znów się nie zawiodłam..miło było usłyszeć Jej stare hity z dobrym drapieżnym głosem w dobrej formie. Kasia bardzo błyskała humorem..miała świetny kontakt z publicznością i co raz zagadywała.
Podczas podziękowań przez firmę która jest od  ŁOSOSIA NORWESKIEGO , doszło do takiej wymiany zdań gdzie Kasia ze swoją pogardliwą, poważną jak to ona potrafi miną odpowiedziała- 'Szczerze ? Mam uczulenie na Łososia'  , po czym cała sala ryknęłam śmiechem.



Sypała dowcipami jak z rękawa...Kiedy tylko zobaczyłam jak technicy przystrajają mikrofony, perkusję świecidełkami żółtymi , to od razu wiedziałam że będzie magicznie..i tak było ..ciemne granatowe tło..na prawdę, poczułam się jakby Boże Narodzenie było tuż za rogiem :)
Każdy kawałek akustycznie, robił mega wrażenie.A w szczególności  na bis odśpiewane Hallelujah Cohena ..no i tego czego się niespodziewałam także zupełnie ..z pięknie zapowiedzianym wstępem o wielkim polskim artyście którego nie da się podrobić pod żadnym pozorem i który był głęboko związany z Warszawą i o której napisał tą piękną piosenkę. Oczywiście nie miałam żadnych wątpliwości że chodzi o Czesława Niemena i Jego Sen o Warszawie. Zgrabnie odśpiewany refren przez publiczność dawał mi mocne ciarki !




Oglądając poprzednie koncerty Kasi zdecydowanie mogę powiedzieć że na tym była bardzo ..."swojska" i bardzo rozruszana i chętna do rozmowy z publicznością. Nie było sztywnego grania na gitarze tylko swoboda swoboda i jeszcze raz swoboda. Kasię miałam okazję widzieć już 3 raz więc wiem co mówię .
Piosenka Spowiedź zrobiła na mnie także bardzo duże wrażenie.. w sumie to nie oglądałam Jej teledysków i nie wiedziałam że jest o bólu jakie przeżywają dzieci w patologicznych domach..Wsłuchując się w tekst i zamykając oczy mogłam się przenieść w inny świat. Coś fantastycznego..

Kiedy nadeszła godzina 21 wreszcie wyszła Ona. Gwiazda wieczoru ze ślicznym uśmiechem witając się po angielsku..zaczęła śpiewać..a oto setlista:


1. Moonshine -świetny otwieracz muzyczny..ze swingującą Katie 

2. The flood - na refrenie cudowne echo..Ten kawałek jest stworzony do zagrania go z orkiestrą czy kwartetem smyczkowym..zamykałam oczy i odpływałam .

3. If You were a sailboat

4. Spider's web - NA TO NAJBARDZIEJ CZEKAŁAM I ŁEZKI SIĘ POJAWIŁY :)

5. The closest thing to crazy

6. Call off the search

7. Two bare feet

8. On the road again




Bis


9. Nine million bicycles - rowerki, choć najsłynniejsze, to nie zrobiły na mnie szczególnego wrażenia.Zaczęłam już nagrywać ale jak jeden mąż wyciągnęliśmy z A i Antim aparaty to trochę dziwnie to musiało wyglądać..więc szybko schowałam

10. I cried for You - dobry zamykacz..choć za smutny wydaje mi się.



Katie wielokrotnie próbowała złapać kontakt z publicznością..jakieś dłuższe klaskanie itp..nie wchodziły  w grę..sztywniaki w garniturach którzy przyszli się tylko pokazać że są na koncercie CHARYTATYWNYM i jacy to oni dobroczynni są. Nienawidzę takich ludzi.Kilkakrotnie obserwowałam ludzi w 1 i 2 rzędach gdzie siedziały VIP-Y  i osoby które pokonały raka ...i zero jakiegokolwiek cieszenia się muzyką.

Podsumowując, to za ten koncert w życiu nie dałabym 230 zł ..później żałowałam.Teraz zresztą trochę też.Jednak poznanych nowo ludzi- nie żałuję :) Zawsze to jakieś nowe wtyki i znajomości!  Teraz A i Anti będą jechać do Londynu w październiku na koncert Katie która będzie świętowała w Roundhouse swoje 25 lecie czy 20 lecie ? kariery. To będzie wyjątkowy koncert na pewno..Tak bardzo im zazdroszczę.Jeszcze będą tam 5 dni..pozwiedzają trochę Londyn itp.Dostałam propozycję od A, ale to ogromne koszta niestety. Sam bilet 190 zł kosztuje + samolot, hotel...Chyba nigdy nie będzie mnie stać na wyjazd do Londynu.Chyba że pojadę do Niemiec na truskawki w wakacje < hm..myśli >.

Na koniec czekaliśmy w holu na znak jakiejś pani M.która miała dać sygnał jeżeli pojawi się możliwość spotkania się z Katie. Dała sygnał , ale krótki więc byliśmy niepewni. Z nami czekali jeszcze chłopak i 2 dziewczyny ..inna grupka fanów. A. zaskoczyła nas kiedy pokazała nam jedną kasetę Katie! Wow...ludzie jeszcze takie rzeczy posiadają ..sentymentalne. Po godzinie oczekiwań ..zaczęli wychodzić technicy..itd.3 razy odjechali i przyjechali....zapatrzeni w okna tyłów Kongresowej ( ewentualny koncert Petera Dohertego w Kongresowej ? ha! No to już wiem gdzie jest dziedziniec i gdzie trzeba wejść by oczekiwać na gwiazdę !) zobaczyliśmy wychodzącą p.M która oznajmiła nam że Katie pojechała do hotelu. WAT. Nastaliśmy się półtorej godziny w nadziei że 'obsłuży' tę garstkę fanów..a jednak..zdradziła nam parę newsów dotyczących nowej płyty i trasy..czy zamierza być w Polsce itd..



Na koniec ze smutnymi minami rozeszliśmy się..Ja tradycyjnie wróciłam metrem, a potem nocnym do swojego miasteczka pod stolicą z żulami i zarzyganym autobusem. A. wraz z Antim poszli w inną stronę niż ja z KOLEGĄ.Gdyż Anti jest z Częstochowy i jedzie w podobnym kierunku do A.
 Kolega z Grochowa..więc dość daleko..miał jechać tramwajem..ale mu się chyba głupio zrobiło i powiedział że mnie odprowadzi :) A potem wsiadł do metra w stronę Młocin a ja Kabat ..Pogadaliśmy chwilkę o życiu itd..ja oczywiście zaczęłam niemiłosiernie trajkotać o swoim całym życiu jak to ja w stresie. podczas gdy On odezwał się 3 razy. Stojąc naprzeciwko siebie na przeciwnych peronach uśmiechnęliśmy i pomachaliśmy sobie :) Na prawdę fajny koleś z niego.

Kończąc dzisiejszy post ze zmęczeniem w rękach i nogach kładę się spać z muzyką Klary na ustach...a także już w odtwarzaczu :)


Enjoy.
xoxo



czwartek, 13 czerwca 2013

What a guy on the bus....Christopher ? Is this you ?

Muszę się podzielić z Wami chłopakiem którego zobaczyłam dzisiaj na metrze i który jechał ze mną autobusem i wysiadł zaledwie 5 przystanków przed moim .. postanowiłam pojechać autobusem późniejszym, tylko dlatego że spotkałam koleżankę z którą nie chciałam rozmawiać i jechać z nią do domu, kłamiąc że jadę do Złotych.
I tak stoję stoję i piekę się w tym słońcu.. jednak założenie mojej ulubionej bluzki z gitarą nie był dobrym pomysłem. Jest chyba jednak mega sztuczna i się strasznie pociłam..w dodatku męczy mnie od 4 dni dziwny katar ..zapchany nos, leci z nosa raz jedną raz drugą dziurką a wysmarkać nie da rady o.O i  drapanie w gardle..no nic.
Odwróciłam się,  bo byłam oparta o barierkę żeby czasem nie zasłabnąć..i..widzę GO . Stoi pare kroków w prawo ode mnie. Przyglądam mu się natarczywie nie wiedząc że dziwna ciemnowłosa śliczna dziewczyna też dziwnie na mnie spogląda ..jakby zauważyła.Wow.to na prawdę musiałam robić natarczywie!
A teraz opis tego ciasteczka .
Od razu rzucił mi się w oczy tatuaż. Miał Go na lewym ramieniu, barku ..czarny z małymi elementami czerwieni... I to była jakaś dziwna twarz <wtf 3 raz używam słowa dziwny> i miała oplecione..kwiatkami chyba..Od razu skojarzył mi się z mojej siostry bo ma podobny ! No i oczywiście nie byle jakie słuchawki w uszach, tylko...niebieskie .. W sumie lepsze niebieskie niż białe hipsterskie. Z dwojga lepiej..
I ten podkoszulek biały.. ja..ale w nim wyglądał..mimo że nigdy mi się nie podobali faceci w takich ciuchach to ten mocno oddziaływał na moją wyobraźnię..i jeszcze czytając pikantny moment Samotność w sieci.Co za burzę w mózgu miałam.
Był taki .Wiem że wiecie jak wygląda podkoszulek ale..tak lepiej sobie wyobrazić moje przeżycia :) Miał nieco większyc dekolt..troszkę włosków na klacie..na prawdę minimalne miał.. pachy ogolone < tak jestem popier!olona że TAM zajrzałam > .



Trochę większe barki miał..bardzie zbudowany, ale szczupły w dżinsowych rybaczkach ledwo za kolana i wysoooki. Ze 190 bym mu dała. Miał trochę włosy postawione na żel.Postawione dosłownie i wyglądał jak... Christopher Schneider.. dokładnie tak....te kości policzkowe..




Miał porażające niebieskie oczy.. o dziwo dużo ludzi jechało autobusem z Wawy o 15..spodziewałam się mniejszych tłumów.Podjechał autobus i wszyscy ruszyliśmy się bić się o miejsca. Ja oczywiście w tyle za murzynami więc szukam wnikliwie miejsca z lewej strony gdzie nie będzie słońca i jest...miejsce. jedno jedyne.. koło mojego Chrisa..nieprawdopodobne. Podczas gdy On jeszcze się dobrze nie usadowił i otwierał swój smartfon z futerału,  ja niczym zwinna lisiczka wbiłam się w miejsce obok niego od okna za kołem :)
Od razu wyjęłam Samotność w sieci , zbliżyłam jak najbliżej głowy żeby nie widział co czytam i wtopiłam się w lekturę.No niestety, ale to wnikliwe czytanie nie trwało długo.Dokuczał mi nie tylko katar i drapanie w gardle ale i obecność pana Chrisa z prawej. Zaglądałam co raz co On porabia w tym telefonie.Otóż.. GRAŁ.
Jakieś strzelanie i omijanie przeszkód.Typowe w tych telefonach.
Drapanie w gardle i mój zatkany nos był na tyle uciążliwy że zrobiło mi się od tego strasznie gorąco i czułam pot pod nosem i niezbyt komfortową sytuację. Odchrząkiwałam co jakiś czas i myślałam - boże drogie gardło.ogarnij się bo powiedzą że jakiś gruźlik jedzie w autobusie..i to pociąganie nosem.Na prawdę- co 3 minuty prawie to robiłam.Dosyć głośno no bo ten nos zatkany ..W połowie drogi widzę że Chris przyjmuje pozycję taką-


Wybaczcie.nie wiedziałam jak ją nazwać ..i dalej grał w tę grę.. i wtedy po raz pierwszy pomyślałam że..może mu to przeszkadzać że ja takie dźwięki wydaję, ale za chwilę kolejna myśl - lol przecież On miał słuchawki niebieskie, po czym Chris znów się prostuje i na chama zerkam w prawo udając że patrzę na godzinę. I widzę że..nie ma słuchawek.. ok i wszystko jasne. Ale dzielny był .Wytrwał ko końca.



 Mówię mam..to był facet który mógłby sobie mnie zaskarbić jednym skinięciem..
Przez ostatnie fazy na Rammstein, niemieckość i całą tę zabawę polubiłam tatuaże,dziary..zwał jak zwał.Choć chłopaki z R+ ich za wiele nie posiadają..to głównie pociągała mnie Jego męskość..czyli dość duże barki i wypięta dumnie klatka piersiowa kiedy był oparty .
Bo chłopaki z Rammstein z czasów Reise Reise kiedy to spoglądam codziennie na ich plakat na drzwiach również są mocno umięśnieni..no może oprócz  Flake-a i Olliego . Ale oczywiście Richard mnie najbardziej na tym plakacie z ciążą spożywczą zachwyca.  Czasem brzuszek u faceta niewiele przeszkadza jak widać i nie liczą się w moim mniemaniu tylko muzycy postury Serge Pizzorno czy Dominica Howarda ;)

Także dzisiejszy powrót z pracy bardzo miło mi minął mimo że przystojniak był nieco zmieszany i raczej humoru nie miał.



Zapomniałam życzyć Schneiderowi pięknego baby gdyż wg ostatnich doniesień zostanie ojcem ! :)

A jeżeli lecę już tak z Ramsztajnowymi ogłoszeniami to:
Koncert w Rosji (Samara ) - Rock in Wolga był najbardziej licznym koncert w historii zespołu - ponad 60 tysięcy ludzi!
A o to zdjęcia z tej..turystycznej strony < brak Richarda tak bardzo mnie boli >  http://news.progorodsamara.ru/news/view/153394

A tu strefa vip-owska z Impact Fest 2013!
https://www.facebook.com/media/set/?set=a.670647892961608.1073741834.607360985956966&type=1


Na dzisiaj oczywiście mały mix Chrisa z Live Aus Berlin -Du Hast.
 Ps. gdyby było bez tych czarno białych przeróbek i spowolnień- byłoby znacznie lepsze video!

Enjoy :)

xoxo


sobota, 8 czerwca 2013

NEW ALBUM -MILES KANE & UNIQPLAN

Długo wyczekiwana druga płyta Milesa Kane jest już z nami. Powiem tak..w sumie to się nie zawiodłam i 27 letni chłopak z Birkenhead trzyma poziom! Choć liczyłam na większą ilość wolniejszych piosenek.



Taking Over oceniam 7/10   Na prawdę świetny kawałek...szczególnie początek po 2 refrenie fajna zabawa gitarą i duża ilość perkusji ..zresztą jak w każdej piosence Milesa mnie całkowicie satysfakcjonuje ..i gdybym miała możliwość i umiała grać na perkusji - z pewnością nie jeden kawałek bym chciała się nauczyć, zagrać i wrzucić na youtube i patrzeć liczbę rosnących subskrypcji ;D
Dont Forget Who You Are ? - 10/10  Nie dość że znam cały tekst po ilości przesłuchań to jeszcze teledysk jaki za.ebisty! Tańczący starsi dziadkowie przy srebrnej dyskotekowej kuli..coś pięknego. i ten tekst.. no świetne!
Better Than That - coś nieco innego..rytm Milesowski ..ale troszkę inaczej brzmiący. 4/10  Duża ilość pozytywnego klaskania. Skojarzyło mi się z jedną z GREASE-owskich piosenek.
Out Of Control- wow..coś pięknego..to pianino..romantycznie..w sam raz na wieczór we dwoje :)  8/10
Bombshells- jak dla mnie słabe..oklepane. 2/10
Tonight- pierwsze dźwięki skojarzyły mi się od razu z The Kills. Dziwne. Typówka i wrażenie na mnie nie zrobiła. 2/10.
What Condition am I In - 6/10 . Tym razem skojarzyło mi się z Babyshambles i z ...później Wam powiem z jaką piosenką bo teraz całkiem z głowy wyleciało.
Fire In My Heart- jakiż to Submarinowy utwór :333 Zauroczyłam się nim.. i to "mhmmmmmmmmm mmmm" . Od razu przed oczami Oliver Tate wraz z Yasmine stanęli mi przed oczami na plaży patrzący w rzekę.. aww  7/10. Chyba zdecydowanie preferuję Milesa -romantyka ?
You`re Gonna Get It- szybki początek powodujący jeszcze szybsze bicie serca. Niestety  2/10
Give Up- pomijając to że Miles wygląda w tych włosach w teledysku dziwnie podkręconych bardzo niekorzystnie to sama piosenka otrzymuje zacne 9/10. Bo to pierwsza piosenka którą polubiłam z 1 płyty i która zrobiła na świecie największą karierę.Mój numer 1 do czasu pojawienia się Dont Forget Who You Are. Pozytywna.. z energią..Choć sam pomysł na teledysk przypadł mi do gustu to jednak preferuję znacznie     w stylu chodzenia po ulicach i nagrywanie ludzi.

Darkness In Our Hearts - fajne! 7/10. Piosenka ma fajny rytm i rozkręca się dla mnie tylko od momentu refrenu..i kojarzy mi się z rodzinnymi wakacjami na wsi..jakimś ganianiem krów itp xD TAK WIEM, CHORE. Ale to tylko moja wyobraźnia.

W 2 przedostatnich piosenkach z Deluxe Edition nie będę się rozdrabniać bo to nie są moi faworyci..Powiem tylko że się nadają idealnie na Glastonbury.
Starts of Something Big
Caught in The Act

First Of My Kind...- 10/10. Z.jebisty teledysk..z.jebisty głos..rytm..wszystko wszystko! Bezapelacyjnie mój numer dwa. W ogóle to kiedy zobaczyłam że znajduje się na płycie to zdziwko mnie ogarnęło..A później zajrzałam na Spotify i zobaczyłam że przecież tylko Singiel wyszedł. A wydawało mi się jakby płyta już była :)

UNIQPLAN - WILDERNESS-



Płyta która spowodowała moje rozczarowanie.Ciężko wzdycham i zabieram się za recenzję i wcale nie chcę jej robić, ale to ważne jest- dotrzymanie obietnicy z poprzedniego wieczora.
 Choć są zdecydowanie perełki i ulubione utwory w postaci This Make Sense czy Wilderness. Pamiętam że piosenka Not Synthethic na żywo zrobiła na mnie dobre wrażenie. Ostatnio to szok jakiś bo co live to robi na mnie wrażenie a na płycie już nie o.O Na płycie ta piosenka też zacnie brzmi. Oklepane przez wszystkie stacje radiowe Freeland za którym już przepraszam, ale rzygam.ILE MOŻNA. Czekam z niecierpliwością aż znudzi mi się Wilderness. Byle do porzygu.
Love Radiation- live-owy wymiatacz..Choć może się wydawać że się nie nadaje. Rytm całkowicie w moim stylu. Zgrabnie bujałyśmy się z moją imienniczką przy tym w Stodole :)
Wilderness jest moim całkowitym numerem jeden. Gości w niejednej stacji radiowej.Nawet w Eska Rock O.o choć co ja się dziwię, skoro tam leci nawet Adele czy Hurts- Blind co nie powinno tam mieć miejsca z całą moją sympatią do tych muzyków i tej stacji.
Powiem szczerze że teledysku z ogromnym rozmachem się nie spodziewałam..i dobrze . Bo jest prosty..można się przenieść w inny świat..pobujać w obłokach..Koncertowy wymiatacz 2.
Spodziewałam się może tylko jakiś lasek w samochodzie w teledysku i się zdziwiłam bo tylko grający zespół był.Ale to duuuży plus!
Stranger skojarzyło mi się z Comą. Troche denne ale może i dla Uniqplan to byłaby pochwała.Chodzi mi tylko o zwrotki i wstęp.
Even If zanudziłoby ludzi na koncercie, ale uważam że jest warty uwagi.
Tak mnie ta płyta muli że nawet sobie sprawy nie zdajecie :o
Miałam WIELKIE PLANY .Kupić jak najszybciej płytę..jednak przesłuchanie w sieci dużo daje. Ściągnę jeszcze Wanderlust bo przypominam sobie że chłopcy ją zagrali i jest świetna.Bo jest ..

a tymczasem powracam na normalne tory = dalsze Rammsteinowe orgazmy muzyczne .
Ciekawą opinię przeczytałam czemu frekwencja była taka a nie inna. I to są potwierdzone dane..skoro tak mówi guru forum.


Przyczyny frekwencji wg niejakiego Cohonez:


- Rammstein stał się trochę zbyt "powszedni"
- dziwny line-up
- wtorek
- "nie jadę na Impact, bo tam Slayer gra przed Rammsteinem" (zasłyszane u znajomego)
- bieda w kraju


Bardzo inteligentne i prawdopodobne przyczyny...

Na dziś najnowszy teledysk Uniqplan


piątek, 7 czerwca 2013

Counter..Raamm.....stein! Aftery and other craps

KATIE MELUA -            9 DNI <stresik już jest ze mną  ! >
PETER DOHERTY-    18 DNI <dalej w to nie wierzę oO i łodefak że tam będę ?>
DEPECHE MODE-      48 DNI < aww tak bliziutko już do najgorszego akustycznego stadionu  świata :3 > Łodź czeka! 
HURTS  -                       153 DNI < a dzisiaj był zajebisty Live Stream z Rock im Park hyhy >


Impact Festival frekwencyjnie:
25 tys ludzi na 1 dniu
8 tys ludzi na 2 dniu


Liczby mówią same za siebie :>

Na wstępie od razu przepraszam za moje byki i niechlujność recenzji Impactu..a było ich mnóstwo jak potem przeczytałam.
Emocje..

After party odbyło się w klubie Minus Music Club na Chmielnej, czyli 40 minut autobusem z Bemowa do Centralnego a potem z buta 10 minut.Bilet wstępu 7 zł. Podobnoo ludzi było jak na lekarstwo..Oczywiście ekipa feuerraderowa nie zawiodła i się pojawiła w prawie pełnym składzie. Żałuje się że na takich rzeczach się nie bywa no ale..myślę że nie znalazłabym wspólnego języka z tymi ludźmi z ironicznym poczuciem humoru którego czasem nie rozumiem <ułomna aga>.

Podobno chwilę po koncercie Rammstein, wyskoczył zza sceny latynosko - turecki typek rozdający wejściówki na after show..miał zaledwie kilka tych zielonych opasek. Ja nic o tym w sumie nie wiem.Od razu skierowałam się do wyjścia..a widziałam dziewczyny dwie pędzące w stronę sceny nie wiedzieć po co o.O 
Jedna z forumowiczek pol. fanklubu była chętna ale...coś panu turkowi nie pasowało. Może zabrakło dekoltu i cycków ? Hotelowe imprezy.. Nie dowiemy się jakie są KRYTERIA na tego typu wydarzenia.


A to najnowsze zdjęcie z ..czegoś .. ;P Uwielbiam tę bluzkę Rysia i wgl taki typ bluzek u chłopaków!




Dochodzą też ciekawe niusy o Emigrate. Podobno na jakimś czerwcowym afterku Rich,wygadał się jakiejś dziewczynie a propo`s 2 płyty i że będzie i... planują koncertować w 2014 roku!  
Zaczyna się... 
Odliczanie kasy na przyszłoroczne gigi uważam za rozpoczęte! 

Opowiadając na forum swoją historię impactową ..wielu ludzi podczepiło się pode mnie i stwierdzili że stali w tym samym miejscu co ja ! Czyli koło dziewczyny na barkach chłopaka I ..chyba wreszcie złapałam jakiś wspólny język z niektórym staruszkami forumowymi bo, już tak po mnie nie jadą jak to zwykle bywało.Aż nawet raz na priv dostałam wiadomość od jednej laski <jakiejś starszej> że mam się nie przejmować tymi docinkami itd.. Kiedy ja się tylko trochę przejmowałam.

Oh..Wy drodzy koncertowicze znacie to najlepiej jak trudno wybudzić się z koncertowego snu i wrócić do rzeczywistości.Smutnej i szarej. Dalej jestem w obłokach i nie potrafię włączyć żadnego innego zespołu.. i zapodaję na dziś z kiepskiej jakości ale z jedną z moich ulubionych momentów w tej piosence Du Riechst so Gut - 3:15- 3:50 




Teraz cię mam...

Czekam aż się zrobi ciemno

Wtedy dotknę wilgotnej skóry


Nie zdradź mnie


Przestań krzyczeć i bronić się,


Inaczej on się zawali


Nie widzisz, jak most się pali?



Wielbię ten tekst ..

xoxo

PS.A już jutro wreeeszcie recenzja płyt z innej beczki czyli najnowsze i długo wyczekiwane Uniqplan i Miles Kane!

środa, 5 czerwca 2013

Concert- IMPACT FEST 2013 - what a fucking crazy day!

BETTER THAN LAST YEAR ..

Te 4 słówka krótko opisują moje zdanie na temat wczorajszego dnia/nocy.
Kochani..byyło prze niesamowicie ..Ale od początku !


Wyjechałam o 11 <późno ? > autobusem ze swojego miasteczka pod Warszawą aby móc zdążyć na Dworzec Zachodni na 12.30  i tam spotkać się z J. która przyjeżdżała pociągiem z Łodzi. Od rana było już wiele emocji.
O 9 dostaję smsa że J nie może znaleźć biletu i przeszukuje cały dom..2 godziny później - kiedy ja już u siebie stoję na przystanku wreszcie pisze - MAM !  Pomyślałam , ok.. całe szczęście miejmy nadzieję że już żadnych tego typu stresów tego dnia. A jednak myliłam się..
około 12 kiedy za pół godziny miałam dotrzeć na wyznaczone miejsce dostaję kolejne smsy z pytaniami - czy są jeszcze bilety i fest nie jest wyprzedany ? Ja nie podejrzewając najgorszego odpowiadam - Tak, przed lotniskiem są kasy i można tam będzie kupić i na pewno nie jest wyprzedany. A potem kolejny sms- Aga, wzięłam nie ten bilet...


Mój sms w odpowiedzi brzmiał krótko - o, k.rwa..
Potem zaczęłam pocieszać J. że wspólnymi siłami damy radę kupić bilet..Ciągle wysłuchiwałam narzekań J. że musiała wydać kolejne 200 zł na bilet = ponad 400 ją wyniósł ten koncert! Niezbyt fajnie..
Po bilet wybrałyśmy się do Blue City i tam pan z podejrzanym uśmieszkiem że późno kupujemy bilet,odesłał nas do kasy biletowej gdzie miła pani dość długo szukała biletów i trzymała nas w napięciu. Jednak udało się..
idziemy do biletomatu po bilety dla J na przejazd na Lotnisko..kolejne śmiechy. 2 bilety kupowała.Jeden bilet wyskakuje + reszta ..czekamy na drugi po czym tak niefortunnie wylatuje z tej dziurki że bilet małym kantem się ZAWIESZA i ..WISI. Ok..co robić..jak go wydostać..wiadomo, jest tam ta płytka plastikowa gdzie pod nią trudno włożyć palca.J. miała ze sobą kawę w kubku ze słomką więc pomyślałam że słomką ją wyjmiemy..siedzimy i siedzimy przy tym biletomacie ..w końcu J. zaczęła gwałtownie walić pięścią aż bilet spadł na to półkole i mogła spokojnie go wyjąć. Uśmiałyśmy się przy tym co nie miara .



Zmierzając s powrotem w stronę Dworca skąd miałyśmy autobus do bliższej ulicy Powstańców Śląskich a stamtąd około 20 min na pieszo < wiadomo, omijałyśmy te objazdy jak się dało >.
Później okazało sie że autobusy tam jeszcze jeździły normalnie..wkurzenie było mocne. W czasie tych 20 minut piechotą zaczęło intensywnie słońce świeci i spadła mocna 10 minutowa mżawka.. szłyśmy pod drzewami...ale to niewiele dawało.J. założyła swój sztormiak ..ja się powstrzymałam jeszcze.Miałam swoją bluzkę LIFAD i tylko bluzę z kapturem .Kaptur wieele życia mi uratował..Choć płukanek głowy nie brakowało.
Kiedy dotarłyśmy na miejsce o 14.30 już były spore kolejki .J miała większą torbę i wahałyśmy się czy stanąć w kolejce do wejścia bez bagażu więc aby się nie rozdzielać i nie zgubić poszłyśmy do wejścia z bagażem..wszystko przeszło sprawnie..spokojnym tempem ruszyłyśmy w kierunku sceny głównej.
Nie powiem..przerażały mnie te tłumy ciemno ubranych i groźnie wyglądających osób z którym szczerze mówiąc nie mam do czynienia. Przez dłuższy czas panikowałam J. że boję się tych ludzi i że są nieobliczalni. Pocieszałam się faktem że J. boi się burzy bardziej ode mnie która mogła nadejść w każdej chwili :>

A teraz czas przejść do najważniejszych chwil - koncertowych chwil !
Oczywiście ruszyłyśmy w stronę głównej sceny. Zażenowana ponownie wysokością i wielkością telebimów marudziłam J. że nic nie zobaczymy na Rammstein. Jednak dla J. to było oczywiste że będzie daleko stać i będzie to jedną wielką porażką. Bo dla niej w sumie liczył się tylko Behemoth - i w takiej koszulce też zawitała. Po drugie scena dla nich wydawała mi się totalnie za mała..oglądając filmiki z innych koncertów patrzę z zazdrością na ogrom sceny. Jednak co się dziwić. to festiwal w końcu, a nie osobny gig.Kilkanaście minut po 15 zaczęło sie pierwsze i..największe piekło którego aż na takim poziomie się nie spodziewałam.. a było to na 1 koncercie wygranego Antyfestowego zespołu z Krakowa -PARADYGMAT .Lało z 40 minut! I to nie jakiś tam deszcz.. to były wyraźne małe kulki.. ja zamiast wyjąć płaszczyk czekałam z nadzieją że przejdzie. J. już była okryta więc tylko kaptur założyła. Ja później na zmoknięte totalnie ciuchy wrzuciłam tą za przeproszeniem - c.ujową folię ..bo na serio była c.ujowa. Po tych 40 minutach z wodą w butach ruszyłyśmy w stronę Carlsbergowych namiotów po piwo dla J - jak stwierdziła - dla rozruszania się i zapomnienia o wydanych 400 zł. Wracamy i zmierzamy w kierunku sceny Eventim - czyli tej mniejszej .W tym roku jako jedyna zmiana na polu to była właśnie ona. Nie stała z lewej strony ,tylko z prawej.W sumie to nie mogę sobie przypomnieć czy były trybuny A i B jak w tamtym roku...bo tylko widziałam tą po lewej.Ale frekwencja na niej - nie zachwycała.Przynajmniej do gwiazdy wieczoru.
LOVE&DEATH-bardzo przypadł do gustu J która mocno wciągnęła się w ich muzykę..mi jeszcze brakowało wtedy ochoty i odwagi do machania czupryną do czego mnie zachęcała.



W czasie MASTODON zaczęła się druga fala ulewy.. ta trwała około 30 minut. Schowałyśmy się za tym mikserem co na środku pola stał..J. stwierdziła że to złe miejsce bo wiadomo burza i te sprawy. Ale pocieszałam ją że błyskawice daleko latają a nie nad nami. Przesiedziałyśmy skulone na tym metalowym podeście - chociaż tyle dobre dla naszych już dobrze przemoczonych..pływających butów...W tym czasie mądra Aga zaczęła cykać foty MASTODON..nie zważając na kapiący deszcz na aparat..Bo..było co robić. Wokalista w koszulce POLSKA. So..nice :)

Później rozpoczął się jak to nazwałyśmy z J. -spektakl teatralny w postaci GHOST BC. Chyba jednak nie czaję ich muzyki i nie spodobało nam się ich granie..choć sam ten POKAZ teatralny z tymi modłowymi wstępami do piosenek bardzo na tak.Odeszły od sceny po pół godzinie..J. była zbyt bardzo zniesmaczona...A może to też dlatego że po nim grał Jej ukochany BEHEMOTH. Powiem krótko - bardzo zyskali w moich oczach na żywo..J. z pełną wiarą w oczach ruszyła dość szybkim tempem pod main stage nie zważając na moje okrzyki żeby zwolniła bo w butach mi się woda przelewa...



Jak zobaczyłam że tak mało ludzi jest pod główną od razu przesunęłam się z prawej strony bliżej barierek i co się dzieje ? J. mnie ciągnie do 2 rzędu na sam środek - ooo nie.. chyba Cię pogrzało kochaniutka...nie chcę zostać zgnieciona glanem w łeb przez fruwających ludzi na rękach których ochroniarze zawsze przez środek właśnie wyciągają z tłumu .A poza tym mosh pit etc...Bardzo się bałam..na prawdę..mega.W końcu namówiłam J. żeby trochę zboczyła w prawo i nie na środku. O dziwo nie było tak ciasno i źle jak się spodziewałam..Ludzie z prawej strony sceny byli nad wyraz spokojni i niezbyt agresywni. Może dlatego że wypatrzyłam wiele ogarniętych dziewczyn które czekają na R+ a nie na Behemoth i nie będą na nim skakać. Nergal ma super kontakt z publicznością i świetni są na żywo...ogień ze sceny skutecznie suszył rozwiane włosy...palenie krzyża...inny perkusista...klaskanie.. wszystko łączyło się w piękną całość.  I...wtedy po raz pierwszy uwierzyłam że... wow... JEST OGROMNA SZANSA MIEĆ BARIERKI NA RAMMSTEIN! Bo na Behemoth stałyśmy w 2 rzędzie..i miałam upatrzone małe miejsce że w razie pogo czy "fali" jakiś ona ludzi nosiła na boki to złapię sie poręczy.Jednak do takiego czegoś w ogóle nie doszło.
Po Behemoth przyszedł czas na AIRBOURNE. Na nim byłyśmy cały koncert...oczywiście dali czadu tak jak się spodziewałam..i nie zawiedli mnie. 30 min przed zakończenie poszłyśmy po 2 piwo dla J...w celu...rozgrzania ?Chyba.
O 19.30 znalazłyśmy zgrabne miejscówki przed mikserem < czyli tym wielkim czarnym co na środku pola stoi > .Koło nas musiał się wepchnąć niestety niepełnosprawny koleś..miał kule i krzywo chodził..w oczekiwaniu na to czego nie chciałam usłyszeć = SLAYER. W planach tego zespołu nie miałam..bo..to strasznie mózg rozwala i wszystko boli z uszami na czele....


Na początku zaczęło padać..to już 3 fala była..nie tak intensywnie ale jednak wkurzająco. Oparcie o barierki miksera bardzo dużo dawało..no i to że nie stoimy na trawie < o dziwno błota nie było ani jakiś ogromnych kałuż >. Po około..ja wiem? .. może 7 piosence.. czyli w połowie... już mżawka była na zmianę...raz padało, raz nie..co nie było w sumie uciążliwe skoro przeżyło się prawie gradobicie. Ujrzałam po prawej 3 chłopaków.. Sądzę że byli baardzo dobrymi kumplami z baaardzo dobrze wstawionymi łebkami. Mieli koszulki Slayera i znali większość tekstów ...30-stolatkowie..może trochę ponad... tak się bawili świetnie we trójkę że nie mogłam oderwać od nich wzroku..To jak przeżywali..jak grali na powietrznych gitarach i machali krótko ściętymi włosami było genialne...każdy  z nich miał zniewalający uśmiech..Akurat J. koło nich stała która tylko trochę pomachiwała głową.. Mi za to totalnie się udzieliło machanie od tych chłopaków..chciałam wbić koło nich pytając J. czy chce się zamienić miejscami, a nie chciała. Też się jeden jej spodobał . Akurat ten co i mi najbardziej :D
We 3 robili pogo i dzięki temu miałam dużo miejsca na porządne machanie. Bardzo pozytywnie zaskoczył mnie Slayer i Jego muzyka na żywo którą...da się jednak polubić..A pogo które ciągle pokazywały telebimy i te ściany wyglądały genialnie! Później na zmianę nagrywali we 3 publikę machając zwariowanie swoimi smartfonami i na nas skierowali telefony ja pokazując satanistyczne znaki palcami i wypinając język została uwieczniona na zacnej focie z panem ochroniarzem <lol> .J. była baardzo nie chętna do zdjęć ani tego typu filmików . Sama nie wiem czemu.I tak później bekę będą mieć z tego i tak :D.
Bardzo humor mi się poprawił po ich koncercie i żal mi było odchodzić z tych miejscówek na KORN.

Bo na Rammstein widoki miałabym cudowne..ale Korn to kolejny zespół na który J. czekała..ze smutną miną ruszyłam w stronę eventimu. Stałyśmy znów z lewej strony..Non stop oglądałam się za siebie i przybywające tłumy..Po około 30 minutach podskoczyłam do góry i zobaczyłam w miarę mało ludzi przy głównej.Zaczęłam krzyczeć do J. że rezygnuje z Korna i idę pod główną bo jest mało ludzi i jest szansa na bardzo bliską miejscówkę..J. z dużym żalem ale zgodziła się.. Przekonałam Ją faktem jak ja się poświęciłam dla Behemoth i Jej dobrych widoków i Nergala na wyciągnięcie ręki..Tym razem ja, szybkim tempem i z miną przywódcy ruszyłam pod ludzki prąd tłumu który szedł jeszcze na Korn. Zajęłyśmy świetnie miejsca..3 rząd to jak na Rammstein i na moje obawy i możliwości -coś niesamowitego. J. zgrabnie machała rudym farbowanym łebkiem w rytm muzyki Korn którą słyszałyśmy z daleka. Koło godziny 21 zaczęło się robić co raz bardziej intymnie.. po ostatniej ulewie już nie padało. Co najwyżej..osobom najbliżej stojącym sceny w tym i nam padało troszkę z dachu sceny. W czasie oczekiwania ledwo co , moje ręce doszły do torebki którą miałam na biodrach w celu sprawdzenia czy aparat działa.. Po tej ulewie na Mastodon..i po tym co zdjęcia robiłam..widocznie został nasączony..Aparat się włączał ale nie reagował później kiedy chciałam zdjęcie zrobić..załamałam się.. Behemoth miałby świetne zdjęcia...w końcu 2 rząd.. Więc od razu owinęłam go szczelnie w chusteczki.




W środku koncertu Rammstein przypomniało mi się że mam takie coś jak aparat i że dawno go nie włączałam...i spróbowałam i...zdarzył się cud i zadziałał! Moja radość była niesamowita że choć kilka ujęć uda mi się zrobić..bo w końcu tyle czekałam na koncert RAMMSTEIN  że chciałam przeżywać wraz z wszystkimi fanami te emocje a nie- stać i robić zdjęcia co 5 sekund. I tak też było..robiłam tylko na piosenkach których tekstów nie znałam, czyli np Feuer Frei!  czy Wiener Blut którego LOL ale nie poznałam po pierwszych dźwiękach.


Na Ich Tu Dir Weh  mało co nie ogłuchłam stojąc pod tymi kolumnami i pierwszych dźwięków. Nie zdawałam sobie sprawy że będzie taak głośno i zajebiście ..i ten bijący cholernie po twarzy płomień który skutecznie suszył po tych ulewach :D  a później to tylko pisk w uszach i ledwo co nieutracony słuch .  Na Du Hast, o ja głupia, że zaczęłam zdjęcia robić :D  ale później przestałam kiedy zobaczyłam Richarda idącego w naszą prawą stronę i byłam od niego zaledwie 3 kroki  ! <33  I gwałtownie zaczęłam machać rękoma aż walnęłam jakąś czerwonowłosą laskę z prawej lol. Postał z 20 sekund i napawałam się Jego umięśnionym ciałem ..makijażem..ciuchami i ...całym Ryśkiem z tak bliska!  :3 A oto tak wyglądała moja Risiardowa perspektywa. Hehe.Wiedziało się z której strony stanąć :P




Kiedy nadeszło Mein Herz Brennt piano version...które bardzo ładnie zresztą wyszło choć wolałabym jednak bez pianina , wiedziałam że koniec jest już blisko.. i w dwóch ostatnich piosenkach dawałam się z siebie kompletnie wszystko!Bo wiadomo, setlisty się zna na pamięć  :) Na swoim ukochanym Sonne tak się darłam że o jejku ...i to odliczanie ...ein..zwei..drei... eh.. aż łezka się kręci w oku że było się w środku Ramsztajnowego kotła i..przeżyłam! Na Pussy czyli ostatniej piosence (18 tej ) , dałam z siebie wszystko..totalnie.. tylko w zwrotkach nie skakałam a tak..non stop :) I nawet trochę Tillowej bąbelkowej spermy do mnie doleciało haha i to białe konfetti na koniec..i ukłon chłopaków.. to zawsze w nich ceniłam.. jak stają na środku i 'klękają' przed publicznością . Piękny gest. I uroczo brzmiące Dziękuję Warszawa..i ..coś tam jeszcze ale już nie pamiętam ..



Na prawdę..dostałam to, czego chciałam..nie żałuję żadnej złotówki, tfu..grosza żadnego wydanego na taki gigi..pomimo przemoczonej każdej części ciała łącznie z majtkami , dwoma parami skarpetek i urwanego ramiączka od stanika podczas mojej energii na Pussy <haha na lepszym utworze nie mógł pęknąć :P >
Teraz się śmieję z tych wszystkich przygód..choć J. pewnie do śmiechu tak nie jest.
Wracając wstąpiłyśmy na stację BP  bo J. bardzo chciało się jeść a mi w ogóle..no może trochę jeść.. Zgrabnie wskoczyłyśmy w autobus jadący na Dworzec który nie był wcale taki pełny..z którego później miałyśmy 10 minut drogi do mojego hotelu i widząc nasze zmarnowane twarze...przyjęli nas z miłym uśmiechem..J. dali jakiś obiad i kawę a ja nic nie chciałam tylko- łazienkę :) Recepcjonista pyta skąd wracamy i kiedy usłyszał że z Impactu i że tam był Behemoth..on radośnie mówi - ten Nergal ? A on nocuje w hotelu obok a my tylko spojrzenie na siebie i lol .Później siedząc przy komputerach i przeglądając autobusy tak sobie myślałam , kurde my tu siedzimy zdechnięte po ich koncercie i po feście ..patrzymy w ich okna..a oni tam pewnie siedzą i mają siłę jeszcze chlać..podziwiam :D
J.miałam pociąg do Łodzi o 6.05 więc była około 9 już w domu. Ja za to byłam już o 6.30..wstałam po 2 godzinach bo nie mogłam spać..
Bo czułam potrzebę napisania postu...takiego jeszcze na gorąco i w emocjach :)

Tak więc na tym chciałabym zakończyć swój dłuuugi post .Mam nadzieję że recenzja jak najbardziej oddaje to co przeżywałam i co się tam działo. Na pewno już nigdy nie zrobię 3 raz tego samego błędu i nie kupię biletu pare miesięcy przed Impactem bo i tak się nie sprzedadzą wszystkie a potem mogą być tylko tańsze.

Nie wiem czy następny koncert Rammstein który będzie w Polsce pójdę na płytę czy już na trybunę ale ..na pewno nie odpuszczę.
Dzięki wielkie chłopaki. Jesteście najlepsi !
xoxo

Na koniec..Sonne... choć wczoraj nie dopisywało..to chociaż na R+ nie padało i było najpiękniej :3