czwartek, 25 kwietnia 2013

Queen and first impressions about Gore`s biography.

Retransmisja  koncertu Queen z Węgier okazała sie klapą.(Byłam 17 kwietnia, Multikino Ursynów). Tak jest w moim mniemaniu i P z którą byłam..a także myślę że paru osób na sali. Nagłośnienie było C.UJOWE. Tak..inaczej się tego nie da opisać. Na prawdę.Już lepiej bym na ful wzięła sobie w domu na youtube i byłoby to samo.
Do czasu kiedy Francuz w.urwiony już totalnie zszedł na dół i coś tam i przekazał.W ciągu tych 10 minut wiele się zmieniło .
Bless u, nice Frenchman!


Jednak i tak wydaje mi sie ze jakość z jaką pokazany był koncert przeważyła nad tym dźwiękiem.A powinno być odwrotnie lub na równi. Bo na jakość obrazu nie mogłam w ogóle narzekać...
I tym sposobem video przedstawiające całą trasę Rhapsody okazało sie lepsze niż samo pokazanie koncertu. Wywiady..spotkania z fanami...Poznałam resztę zespołu < prócz Freddiego i Briana > od zupełnie innej strony.



Szczególnie spodobała mi się i zapadła w pamięć scena kiedy John idzie przy jakimś moście -zwiedza, rozgląda się..i spotka dziewczynkę z kręconymi rudymi włosami . Chód Johna ..Jego radosna mimika twarzy mnie tak powala..i jeszcze tak stoi przy niej jakby flirtował z nią, uroczy jest.

http://www.youtube.com/watch?v=DXfD-wFY0dQ

Właśnie z tej drugiej koncertowej części najbardziej podobały mi się momenty kiedy minęły np 4 piosenki i następowała dygresja około 10 minutowa o jednym z członków zespołu. Z jednej części w drugą ..wszystko idealnie zgrane. Była także mowa o koncertach w Rosji które bardzo im się nie spodobały..Publiczność w ogóle nie współgrała. A wcześniej Freddie wspominał jak ważni są dla nich ludzie przychodzący na ich koncerty a także o swoim nienagannym poczuciu humoru.
Tak reasumując to nie wiem czy na Ursynów następnym razem podbije jeżeli będzie retransmisja jakiegoś zespołu.Plus to że się będę sama wybierać na takiego eskapady bo towarzyszka nieszczególnie mi dopisała. Podczas gdy ja o muzyce mogę i gadać i gadać ona zapytała mnie w autobusie- A NA CO MY TAK W OGÓLE IDZIEMY .ok. to wyjaśniło mi od początku wszystko.Do tego stopnia że waham się czy zabrać ją faktycznie na koncert Hurts. Ale skoro chętnie chciała ode mnie płytę pożyczyć...
Podsumowując. Może wywnioskowali że skoro przyszło 30 osób to po co marnować głośniki ? Nie wiem i nie chcę tego wiedzieć.


Tymczasem wreszcie znalazłam czas  i....może to dziwnie zabrzmi, ale i formę przeczytania biografii Martina Gore. Bo nie wiedziałam jak się przystawić do tej książki.Czy nie potrzebuję spokoju w Jej przeczytaniu ? W zaciszu domowym ? A nie w trzęsących się autobusach ?
Jednak wybrałam autobusy.Stwierdziłam że nigdy jej nie przeczytam jeśli nie w autobusach. Po pracy jestem zbyt zmęczona i mam ochotę tylko leżeć w łóżku i marzyć.



Męczyłam się nad wybraniem formy,bo.. bądź co bądź wiem że to ważna książka będzie..i że Gore jest już ważną osobą w moim życiu i że mogę się na nim wzorować. Jesteśmy podobni.Choć On jako 15 latek był introwertykiem ..a ja taka wtedy jeszcze nie byłam. Później się ze mną zaczęło tak dziać.. to zawsze jednak wolałam trzymać się z boku i nie mówić o swoich uczuciach,bo wiedziałam że zostaną schrzanione i wyśmiane.
 Łączy nas także to że oboje nie umiemy mówić 'nie'. Brak asertywności w DM w przypadku song writera był bardzo przydatny jak się później okazuje dodatek.
A więc po przeczytaniu pierwszych 3 rozdziałów wywnioskowałam że jest..o wiele bardziej sprawnie napisana niż o Gahanie.Przede wszystkim jest o Martinie. Oczywiście ..są wzmianki o DM i jak wplótł się w życie reszty chłopaków ale nie w takich ilościach jak u Dave-a..No i nie widziałam jeszcze literówek

Cieszę się nią i chłonę tę książkę całą sobą.Powoli czytam każdy wers uważnie go analizując ..by jeszcze lepiej Go poznać..ludzie dziwnie się patrzą że tak długo czytam 2 strony..i jak dzisiaj - zaglądają do książki na których patrze ukradkiem, a potem na mnie .Lubię takie coś. Jestem dumna z tego że tak robią bo tak sądzę że to w sumie jakiś podziw jest ..lub porównywanie mnie do tego co jest tam napisane. Tym bardziej jak człowiek zna to.Czasem na chama zerkają .Szczególnie dziś jedna starsza pani..bo był duży pogrubiony napis- Speak & Spell. .Chyba niewiele zrozumiała.
Mam nadzieję że nie za szybko skończę czytać tę książkę.Ale oczywiście zrelacjonuję ją tutaj.

A ja tymczasem otwieram stronę z tekstami DM i ..pośpiewam trochę.. w końcu za.. równe 3 miesiące będę w niebie.
Angielskim niebie.

The Love Thieves...
enjoy
xoxo


2 komentarze:

  1. Ale na Nirvanie było pierdolnięcie, więc dziwnie że tutaj tak schrzanili.

    OdpowiedzUsuń
  2. Uuuu ale beznadzieja, że tak spieprzyli z tym dźwiękiem :/ Wybacz, ale muszę się pochwalić, że ja biografię Marina wygrałam od magazynugitarzysta :D Nawet nie wiesz jak się ucieszyłam wtedy, bo strasznie chciałam ją przeczytać, ale z 2 strony wiedziałam, że jednak nie wydam na nią tyle kasy. Miałam więc niesamowitego farta. // Jak przeczytałam o tym, że otwierasz stronkę z tekstami od razu pomyślałam, że mogę Ci polecić naprawdę fajny bajer na Spotify. tam po lewej stronie w "wyszukiwarce aplikacji" znajdziesz coś takiego o nazwie "musiXmatch" (numerek 15) gdy sobie to uruchomisz podczas słuchania piosenki wyświetla się coś w stylu karaoke :D fajnie można się przy tym tekstów pouczyć :)
    don_guraleska

    OdpowiedzUsuń