sobota, 27 kwietnia 2013

REVIEW -Martin Gore`s biography

Jestem całkiem świeżo po przeczytaniu biografii tekściarza DM .Dość szybko mi to poszło..bo z ogromną rezerwą i niechęcią zabierałam się do niej. I ? Wniosek i jedno zdanie w sumie, nasuwa mi się  - niesamowity człowiek po wielu przejściach o których świat nie wiedział.
 Postaram się bardzo krótko opisać najważniejsze dla mnie wątki, które przy okazji czytania -zapisywałam na oddzielnej kartce.





Po otworzeniu książki od razu rzucił mi się w oczy bardziej ...no może trochę tylko - pożółkły papier. Inny niż w przypadku Gahana i przede wszystkim szeroko i bardzo fajnie rozpisany spis treści gdzie np w każdym rozdziale są zadawane pytania -

CONSTRUCTION TIME AGAIN
Jakie książki ma Gore w walizce,
co była dziewczyna myśli o Martinie, gdy ten ogląda nagich ludzi w telewizji i jak Gore odebrał na chwilę mowę pewnej włoskiej legendzie.

Później w ramach dokładnego czytania sprawdzałam czy znam odpowiedź na te pytania i określam wynik jako pozytywny.

W początkach książki wielokrotnie jest wspominane jakim nieśmiałym chłopcem był Martin.Wolał trzymać się na uboczu razem ze swoją pasją- grami video. Być może to z powodu surowego ojca. Kiedy to raz Martin na oczach swojego ojca w złości rozwalił na głowie kolegi cegłę. Uh..aż strach mi przytaczać jakie słowa poszły.Groźby ojca i jego słowa nastawiły Go do życia bardzo pasywnie i łagodnie.
Lubił chodzić do szkoły a i języki nie sprawiały mu problemu. Francuski i niemiecki zna bardzo dobrze.

Sława w pisaniu tekstów przyszła w raz z regularnym czytaniem na głos tekstów brytyjskiego magazynu Disco 45. Zeszycik dostępny za 10 pensów był bardziej śpiewnikiem  i zawierał dużo ówczesnych hitów.Czasami magazyn dawał także akordy.

Z Andrew poznał się w St.Nicholas School. Dwójka przyjaciół dobrze się uzupełniała. Fletch był bardzo odważnym chłopakiem w porównaniu do cichego Martina.

Fletch miał już zespół zanim dołączył do niego Gore.Biletem wstępu do zespołu Composition Of Sound był syntezator firmy Yamaha. Żaden luksus w tamtych czasach ale dla młodych chłopaków to jednak był wyczyn zakupić takie cudo.

Na wspólnym trzecim koncercie wśród publiki pojawił się pewien 'modniś' który zaintrygował chłopaków..jakiś czas później pojawił się na próbie zespołu , wziął mikrofon i zaśpiewał Heroes,Bowiego. To był wokalista o którym marzył Vince..

Zdziwiłam się szczerze mówiąc jak czytałam te słowa.To bardziej pasuje do biografii Dave-a niż Martina .

Martin od początku nie umiał mówić nie.W szczególności jeśli chodzi o kwestie związane z alkoholem. Jednak one nie przyłożyłyby się tak bardzo do rozpadu zespołu jak problemy Dave-a.

"Trudno sobie wyobrazić Gore`a  jako dobrego gospodarza imprezy.Najpierw jest trzeźwy, więc nieśmiały, potem szybko nietrzeźwy, aż w końcu się rozbiera " . To chyba mój ulubiony cytat z tej książki który w sumie mnie rozbawił



Czytając biografię Martina na wikipedii nie zwróciłam uwagi na to że Jego biologicznym ojcem był afroamerykanin.A raczej głównie na słowa biologicznym. Dopiero książka mi wyjaśniła
"Gdy matka Martina dowiedziała się o ciąży Suzanne zdradziła mu swoją tajemnicę , że David Gore nie jest jego biol. ojcem, a on jest owocem krótkiego romansu z afroamerykańskim żołnierzem stacjonującym w Anglii.. Być może czupryna Gore`a jest efektem jego pochodzenia ale Pamela Gore bardziej obawiała się że dziecko urodzi się po prostu czarnoskóre i narodzi się rzeka pytań.Zszokowany Martin był wściekły na matkę a potem zalany łzami zwierzał się kolegom - Nie uwierzysz, ale mój ojciec jest czarny "

Martin bardzo często w książce nawiązuje do wydarzeń ze swojego życia..Po napisaniu tego wpisu skłonię się i zajrzę do tekstów  w poszukiwaniu prawdy i powodów o nich samych. Np piosenka Goodnight Lovers którą nawet nie dawno publikowałam na fb, odnosi się  romansu Jego rodziców- Jeśli urodziłeś się kochankiem, urodziłeś się po to by cierpieć .




Ciekawa wzmianka jest o Davie o której nie wiedziałam i nawet nie było o tym mowy na polskiej stronie DM.Dla swojej żony Teresy wytatuował sobie na przedramieniu litery TCTTMFG -Teresa Conway to the motherfucking Gahan

Książka roi się od opisów każdego tekstu i o czym w nim mowa. Np o seksownej w moim mniemaniu piosence I Feel You , gdy 22 marca 1993 r <wow  miałam aż 7 miesięcy > osiągnęła  w 17 krajach pierwsze miejsce na listach , magazyn Melody Maker trafnie i dość odważnie ją opisał - "  I Feel You atakuje listy przebojów ciężkiego kalibru.Miażdży swój playback, gdy od niedawna Dave Gahan zarażony grunge`em wrzeszczy tak, jakby dawał sobie wytatuować w programie na żywo jądra.Syntezatory pierdzą, jęczą i piszczą, wzmacniacze wyją, a w grę orkiestry symfonicznej włączają się na parę taktów londyńscy dentyści"

Martin podczas jednej wyprawy nad Południowy Pacyfik lecieli z całą ekipą samolotem podczas gdy musiał zawracać bo wpadł w straszne turbulencje. Martin znany z ataków paniki gdy za dużo nad czymś myśli i tym razem je pokazał - wrzeszczał w założonej masce tlenowej -" o nie, my wszyscy umrzemy ! " .Rzucające się w ramiona z płaczem, na oczach Martina Stewardessy nie za bardzo mu pomagały. Gdy tylko znaleźli się na ziemi specjalnie wynajęli za 15000 funtów prywatnego jumbo jeta, wypili przed odlotem na odwagę a następnego dnia obudzili się jak zwykle skacowani.


Zdecydowanie rozdziałem który najbardziej mi przypadł do gustu to ULTRA. Album na którego od dziś patrzę nieco z innej strony. To był najtrudniejszy czas gdyż ujawniły się problemy Dave-a który przesiadywał w Nowym Jorku robiąc 'swoje'.Wymagający najwięcej wysiłku, próba dotarcia do Dave-a, zatrudnianie nauczycielki od śpiewu, próby poprawiania piosenek z pomocą komputera żeby słuchacze nie skapnęli się że głos Dave-a jest trochę zmodyfikowany i ulepszony bo wiadomo że po narkotykach cierpi także głos.

Trudny okres ze względu też na to że w 1995 r Alan zwołał spotkanie w Londynie.Oczywiście bez Dave-a.
Ogłosił że odchodzi z zespołu. Pomimo późniejszych próśb Martina z którym nie miał najlepszych kontaktów, to nic nie dało.

"Tak więc Depeche Mode składali się z uzależnionego od heroiny wokalisty, pozbawionego iluzji autora piosenek i jego rzecznika."

Utwór Home- uważany za ulubiony publiczności ,a mój ..w sumie także jeden z ulubionych nie jest o Davie ale o uzależnieniu. Choć w jednym z wywiadów późniejszych Martin zapewnia, że śpiewając Go myśli o Nim. W tamtym czasie również stało się dla niego jasne i zrozumiał jak bardzo jest uzależniony od alkoholu."Słyszę płacz Twej duszy, Słucham Westchnień Twego ducha, Mogę wyczuć Twą desperację, Emocjonalną desperację.
Wyjdź ze swojej klatki i wejdź na scenę.Pora zacząć odgrywać swoją rolę, Wolność oczekuje, otwórz bramy. Otwórz swój umysł, wolność to stan"



W książce nie mogło zabraknąć treści o solowych projektach Martina. NME jak zwykle barwnie opisało i równie mnie dobrze mnie rozśmieszyło - "Dla nas Gore zawsze będzie utlenioną na blond tabletką na sen o twarzy mopsa, która tańczy jak tłusta dziewczyna z jeszcze ciepłą kupą w gaciach.Ale jest bogaty i przyniósł Mute miliony. Dlatego wydadzą wszystko co będzie chciał. Nawet taki - uważający się oczywiście za nieprzeciętny-niskiej jakości muzyczny wytrysk , jak ten. "

Dzięki książce odnalazłam kilka nagrań które uważałam za ciekawe. Jedno opublikuje na koniec postu.Odnoszące się nieco do cytatu poniżej
" Martin i jego budzik nie stanowią zgranej drużyny. Gdy za 15 siódma dzwoni alarm, Martin potrzebuje dłuższej chwili żeby zrozumieć że te wysokie dźwięki dotyczą właśnie Jego. Że nie jest w luksusowym hotelu a we własnym domu w Santa Barbara. Że na dole nie czeka szofer tylko jego własny samochód i trójka dzieci. Idzie do łazienki, ogarnięty bardziej schodzi na dół i patrzy jak w pośpiechu dzieci jedzą obowiązkowe śniadanie. Na 8 zawozi dzieci do szkoły. Po powrocie ma krótką chwilę na pisanie piosenek. Co 2 tygodnie musi robić sobie taką przeprawę - Życie taty singla nie jest łatwe. Musi dokładnie rozplanowywać sobie taki dzień..Często brakuje mu sił na zarywanie nocek dla pisania.

Dzisiaj
Viva Lee ma 22 lata
Ava Lee Gore ma 18 lat
Calo Leon Gore ma 11lat.


Tak ciężko mi sobie wyobrazić normalne życie muzyka...w domu.. jakie opisałam powyżej.Znam Go przecież z zupełnie innej strony..z tej bardziej seksownej. To jest straszne w byciu fanem że człowiek potrafi się zakochać w człowieku którego nigdy nie widział na oczy, zna go tylko z komputerowego ekranu. Obejrzał kilkadziesiąt wywiadów i myśli że wie o nim wszystko.A tymczasem On gdzieś jest.. mógłby być moim ojcem ..odliczając od dziś dopiero za 7 dni rusza ich trasa koncertowa Delta Machine Tour.Może jest teraz właśnie u siebie w domu w Berlinie i właśnie pomaga Calo rozwiązywać zadania z matematyki ?
A najbardziej zdumiewającym uczuciem jest gdy nadchodzi koncert, wyjście na scenę i nagle dostajesz olśnienie i w głowie masz myśli krzyczące- boże, oni jednak istnieją na prawdę, żyją...i tak do człowieka dojdzie to dopiero po tygodniu że to się wydarzyło.



Całkiem nie z tej beki ta wypowiedź wyżej, ale tak nagle naszła mnie taka myśl.
Ogólnie rzecz biorąc, książkę bardzo mocno polecam.Są wątki które zaskakują ale i wzruszają.
Podoba mi się, że dopiero na sam koniec książki został wrzucony 6 stronicowy wywiad z Martinem zrobiony w 2009 roku.Co prawda większość jest o rodzinie ale to nic. Tym lepiej dla mnie.

Są  rozdziały poświęcone Analizie piosenek (hitów).Stanowiska kontrolne ku mojej uciesze czytam czytam..drugą<ostatnią> część i jest Enjoy The Silence, Home i...Wrong! <3 Gdy to zobaczyłam aż nie mogłam tchu złapać. Zgadzam się z każdym słowem które jest tam opisane..eh..taki piękny prezent..
opisane są w tych rozdziałach jakie rzeczy zastosowali, te wszystkie różne muzyczne zwroty..c molle d molle..kurde ale ciemna jestem z tej muzyki jednak :D

A teraz na sam koniec jak już obiecałam , jedno z nagrań które znalazłam dzięki książce.Może nie wzruszające ale urocze. Bo jednak jak się widzi ukochanych muzyków z rodziną < tym bardziej z dziećmi> to się robi ciepło na sercu. W tle w kapeluszu bardzo sztywno trzymająca mikrofon Viva, nie dziwię się że się wstydziła ....i przy tacie Ava która..jak na 11 latkę wtedy, popisała się ładnym głosem !


Enjoy!

xoxo

czwartek, 25 kwietnia 2013

Queen and first impressions about Gore`s biography.

Retransmisja  koncertu Queen z Węgier okazała sie klapą.(Byłam 17 kwietnia, Multikino Ursynów). Tak jest w moim mniemaniu i P z którą byłam..a także myślę że paru osób na sali. Nagłośnienie było C.UJOWE. Tak..inaczej się tego nie da opisać. Na prawdę.Już lepiej bym na ful wzięła sobie w domu na youtube i byłoby to samo.
Do czasu kiedy Francuz w.urwiony już totalnie zszedł na dół i coś tam i przekazał.W ciągu tych 10 minut wiele się zmieniło .
Bless u, nice Frenchman!


Jednak i tak wydaje mi sie ze jakość z jaką pokazany był koncert przeważyła nad tym dźwiękiem.A powinno być odwrotnie lub na równi. Bo na jakość obrazu nie mogłam w ogóle narzekać...
I tym sposobem video przedstawiające całą trasę Rhapsody okazało sie lepsze niż samo pokazanie koncertu. Wywiady..spotkania z fanami...Poznałam resztę zespołu < prócz Freddiego i Briana > od zupełnie innej strony.



Szczególnie spodobała mi się i zapadła w pamięć scena kiedy John idzie przy jakimś moście -zwiedza, rozgląda się..i spotka dziewczynkę z kręconymi rudymi włosami . Chód Johna ..Jego radosna mimika twarzy mnie tak powala..i jeszcze tak stoi przy niej jakby flirtował z nią, uroczy jest.

http://www.youtube.com/watch?v=DXfD-wFY0dQ

Właśnie z tej drugiej koncertowej części najbardziej podobały mi się momenty kiedy minęły np 4 piosenki i następowała dygresja około 10 minutowa o jednym z członków zespołu. Z jednej części w drugą ..wszystko idealnie zgrane. Była także mowa o koncertach w Rosji które bardzo im się nie spodobały..Publiczność w ogóle nie współgrała. A wcześniej Freddie wspominał jak ważni są dla nich ludzie przychodzący na ich koncerty a także o swoim nienagannym poczuciu humoru.
Tak reasumując to nie wiem czy na Ursynów następnym razem podbije jeżeli będzie retransmisja jakiegoś zespołu.Plus to że się będę sama wybierać na takiego eskapady bo towarzyszka nieszczególnie mi dopisała. Podczas gdy ja o muzyce mogę i gadać i gadać ona zapytała mnie w autobusie- A NA CO MY TAK W OGÓLE IDZIEMY .ok. to wyjaśniło mi od początku wszystko.Do tego stopnia że waham się czy zabrać ją faktycznie na koncert Hurts. Ale skoro chętnie chciała ode mnie płytę pożyczyć...
Podsumowując. Może wywnioskowali że skoro przyszło 30 osób to po co marnować głośniki ? Nie wiem i nie chcę tego wiedzieć.


Tymczasem wreszcie znalazłam czas  i....może to dziwnie zabrzmi, ale i formę przeczytania biografii Martina Gore. Bo nie wiedziałam jak się przystawić do tej książki.Czy nie potrzebuję spokoju w Jej przeczytaniu ? W zaciszu domowym ? A nie w trzęsących się autobusach ?
Jednak wybrałam autobusy.Stwierdziłam że nigdy jej nie przeczytam jeśli nie w autobusach. Po pracy jestem zbyt zmęczona i mam ochotę tylko leżeć w łóżku i marzyć.



Męczyłam się nad wybraniem formy,bo.. bądź co bądź wiem że to ważna książka będzie..i że Gore jest już ważną osobą w moim życiu i że mogę się na nim wzorować. Jesteśmy podobni.Choć On jako 15 latek był introwertykiem ..a ja taka wtedy jeszcze nie byłam. Później się ze mną zaczęło tak dziać.. to zawsze jednak wolałam trzymać się z boku i nie mówić o swoich uczuciach,bo wiedziałam że zostaną schrzanione i wyśmiane.
 Łączy nas także to że oboje nie umiemy mówić 'nie'. Brak asertywności w DM w przypadku song writera był bardzo przydatny jak się później okazuje dodatek.
A więc po przeczytaniu pierwszych 3 rozdziałów wywnioskowałam że jest..o wiele bardziej sprawnie napisana niż o Gahanie.Przede wszystkim jest o Martinie. Oczywiście ..są wzmianki o DM i jak wplótł się w życie reszty chłopaków ale nie w takich ilościach jak u Dave-a..No i nie widziałam jeszcze literówek

Cieszę się nią i chłonę tę książkę całą sobą.Powoli czytam każdy wers uważnie go analizując ..by jeszcze lepiej Go poznać..ludzie dziwnie się patrzą że tak długo czytam 2 strony..i jak dzisiaj - zaglądają do książki na których patrze ukradkiem, a potem na mnie .Lubię takie coś. Jestem dumna z tego że tak robią bo tak sądzę że to w sumie jakiś podziw jest ..lub porównywanie mnie do tego co jest tam napisane. Tym bardziej jak człowiek zna to.Czasem na chama zerkają .Szczególnie dziś jedna starsza pani..bo był duży pogrubiony napis- Speak & Spell. .Chyba niewiele zrozumiała.
Mam nadzieję że nie za szybko skończę czytać tę książkę.Ale oczywiście zrelacjonuję ją tutaj.

A ja tymczasem otwieram stronę z tekstami DM i ..pośpiewam trochę.. w końcu za.. równe 3 miesiące będę w niebie.
Angielskim niebie.

The Love Thieves...
enjoy
xoxo


wtorek, 16 kwietnia 2013

R+ / REVIEW- LONDYN DLA BYSTRZAKÓW

Dzisiaj intensywnie podśpiewywałam pod rytm płyty Made In Germany i uczyłam się tekstów z płytowej książeczki pomimo okropnego zmęczenia. Wywnioskowałam że tak wiele jeszcze nie umiem... W sumie w koncertach Rammstein nie liczy się śpiewanie bo nie ma takiego nakręcania wokalisty i zachęcania do śpiewania publiczności..jak np ma to miejsce w Muse.
Wystarczy sprawność fizyczna, bujna czupryna z długimi włosami i do tego najlepiej leki przeciwbólowe. Boo głowa może boleć ;)  You know what I mean.
Przynajmniej ja się zamierzam w takie zaopatrzyć.
Jedynym kawałkiem gdzie Till każe śpiewać to Du Hast w sumie.

Teraz czas przejść do tej jeszcze przyjemniejszej sfery jaką są książki. Kto czytał bloga od początku to wie, że recenzuję także książki.
Dzisiaj pierwsza z trzech przeczytanych ostatnio.



Dzisiaj na ostrzu noża pojawi się nieco inna książka.  Poradnik- przewodnik po Londynie- LONDYN DLA BYSTRZAKÓW .. taak.To już mój drugi. Ale na pewno nie są one zmarnowanym zakupem bo wciąż dowiaduje się czegoś nowego, czegoś ciekawszego o moim ukochanym mieście. A i siostra wspominała że ma w planach więc na pewno Jej zaproponuję i pożyczę. Nie ukrywam że trochę i zachęciła mnie cena. Zapłaciłam poniżej 24 zł na allegro ( na pewno jeszcze są jak ktoś jest zainteresowany ).A i sama z pewnością kiedyś się wybiorę bo chętnych by nie zabrakło do tak wspaniałej podróży.
A tu podaję stronę z wieloma innymi książkami które także z pewnością są ciekawie opisane - http://dlabystrzakow.pl/


Ten przewodnik w porównaniu z poprzednim wydawnictwa Copernicus jest 100 razy lepszy od niego.
Zawiera tak wiele potrzebnych rzeczy.Dokładnie i przejrzyście opisany każdy zakątek.Muzea, Galerie, Zabytki, Puby, Sklepy, Parki itd.. Najbardziej podoba mi się rozdział - Jak w Londynie gospodarować pieniędzmi. Bo to jakby nie patrzeć jest tam sztuką.
Może trochę mi brakuje obrazków..a może to i dobrze że ich nie ma z drugiej strony ? Więcej się zwraca uwagę na tekst..a u mnie czasem jest z tym problem.

Domieszka Kasabian-owych sfer czyli Lestoooh ;)



Dowiedziałam się w sumie kilku ciekawych rzeczy których nie wiedziałam jeszcze o Londynie:

1. Kelnerom jak i pokojowym nie daje się napiwków, ale w bardziej ekskluzywnych hotelach chłopakom od  bagażów - owszem ( 1 funt) a także tym którzy np kiedy wracamy do swojego kraju - zatrzymują nam taksówkę.

2.Przy kontroli i odprawie celnej mogą nas wypytać o to - gdzie chcemy się zatrzymać , jak długo zamierzamy być, jaki jest następny cel podroży , czy podróżujemy turystycznie czy służbowo i ile mamy pieniędzy przy sobie.Ot taka rutynowa kontrola. Ten ostatni punkt z pieniędzmi jest wyjątkowy i ważny .W ten sposób chcą zweryfikować czy w Anglii nie będziemy się ubiegać o różnego rodzaju zapomogi .

3.W Anglii występuje bardzo wysoki podatek .Wynosi on 17,5 % i częściowo przyczynia się do tego że to miasto jest tak drogie.

4. Dzielnica Soho jest najbardziej gejowską dzielnicą. W dawniejszych czasach już roiło się tam od domów publicznych, sex shopów, prostytutek, porn kin i narkotyków w ciemnych zaułkach tej dzielnicy.

5.Londyńczycy kochają miły i ciepły nastrój..a także z kilku powodów zimę- Londyn w zimie jest o wiele tańszy..Ceny hoteli mogą spaść do 20%. W styczniu i lutym możemy natrafić na poświąteczne wyprzedaże.
W Londynie w okresie zimowym na ulicach jest przeuroczo.Gwar na ulicach, udekorowane sklepy, lampki na ulicach, słychać kolędy a na ulicach uliczni grajkowie i aktorzy odgrywają pantomimy. Na Trafalgar Square pojawia się wspaniały norweski świerk.

6.Najlepszą porą na wybranie się do Londynu jest jesień. Czasem zdarza się że jest jak u nas czyli 'złota' .Na przełomie września i października jest wiele wydarzeń kulturalnych i zamiast turystów można zobaczyć na ulicach rdzennych mieszkańców i bardziej ich poobserwować !  ;)

7.Taksówkę można spokojnie łapać na ulicy.Kiedy jest wolna, żółty lub biały znak na dachu taksówki FOR HIRE będzie zapalony. Kiedy zamawiamy taksówkę przez telefon, licznik już zaczyna nam naliczać sumę
Brytyjscy taksówkarze dzięki specjalnym testom Knowledge ( bardzo rygorystyczny test) - znają Londyn jak własną kieszeń.Są także uznawanych za najlepszych na świecie!




W kolejce czeka biografia Martina Gore która wczoraj została wysłana z livenation store <najtańsza w sieci o dziwo! > i może ..Dave-a Grohla.. why not ?

Na dzisiaj nieco inaczej.. nawiązujące rytmy do wczorajszych wydarzeń.Prosto z Ergo Areny -14.11.11

Rammstein - Amerika (Ergo Arena)

Budujemy miłe kółeczko
Wolność gra na wszystkich skrzypcach
Muzyka pochodzi z Białego Domu
I przed Paryżem stoi Myszka Miki

Wszyscy żyjemy w Ameryce
Ameryka jest cudowna
Wszyscy żyjemy w Ameryce


xoxo


wtorek, 9 kwietnia 2013

Even the curious..Burn Selector Festival!



No..ciekawy ciekawy. Dzisiaj ogłoszono kolejne gwiazdki na ten warszawski fest<kiedyś krakowski >
A tak prezentuje się na razie całość:

* THE KNIFE
* JESSIE WARE
* JAMES BLAKE
* ARCHIVE

Kiedy z ciekawości zajrzałam na stronę tego festu, weszłam w jego opis. Piszą że : 

'Naszym celem jest stworzenie dużego, nowoczesnego festiwalu muzyki elektronicznej i tanecznej'

Cóż....kiedy się czyta taką rzecz to i się wymaga w sumie takich gwiazd do jakiej zmierza ten fest. Wymienione wyżej gwiazdy pasują bardziej na Coke czy na Opener < z wyłączeniem w Opie Jessie >

Mimo że szanuję i Jessie <sama wielokrotnie nie mogłam się odciągnąć od Wildest Moments bo tylko to znam lol >  i Jamesa że taki rozgłos się u nas o nich zrobił w ciągu ostatnich miesięcy..to.. zdecydowanie Jessie nie pasuje na ten fest, skoro w założeniu ma być elektronicznie i tanecznie. Bardziej ten opis podchodzi mi pod techno czy coś w tym stylu.No nie wiem co o tym myśleć.



Archive i The Knife ..jak najbardziej.Mimo że Archive daje już któryś z kolei koncert w Polsce bo jest na nich niezły popyt. Nie dziwię się, są całkiem nieźli. The Knife nie słucham ale ich największy hit jak najbardziej kojarzę.


Tak teraz przeglądam strony z biletami i tak sobie dumam...i dochodzę do wniosku jak wielu ludzi kochających muzykę..że jeszcze kilkanaście lat temu..na prawdę mało który artysta chciał zawitać do Polski, nie znał tego kraju, mało o nim wiedział.. że niby może jacyś zacofani jesteśmy..taki Depeche Mode np.Jak w biografii Dave opisuje że obawiali się wyprawy za żelazną kurtynę, nie wiedzieli w sumie co ich tam spotka..jacy polscy fani są na prawdę..a jednak obawy były zupełnie nie potrzebnie. Brytyjscy artyści, cóż- słyną z tego że są bardziej znani za granicą niż w swoim Albionie.Dobrze że sobie to już uświadomili. Tyle pięknych muzycznych cudów do nas z ląduje w tym roku.Polska na prawdę się rozwinęła pod tym względem że zaprasza takie osobistości jak Paul McCartney , Sting, Rod Stewart czy właśnie choćby przereklamowana już totalnie Lana Del Rey i wspomniana przeze mnie wcześniej Ware.Powiem po scumbagowemu.Polska robi się serio ZACHODNIA . Miło . 

Dzisiaj także z nowości koncertowych dowiedziałam się że Jake Bugg <mój dziwny Miles Kane - bo gdy pierwszy raz usłyszałam go w programie 4 music, nie patrząc na ekran to głosem no idealnie Miles :o  > no i wystąpi w warszawskim Palladium 30 listopada.


Na dzisiaj magnetyczne i idealne do zamknięcia oczu i odpłynięcia w blasku słońca lub deszczu jak dzisiejsza wieczorna pogoda- najdłuższe Lights z Aten 2010 .Coś wspaniałego.

Enjoy 


xoxo




czwartek, 4 kwietnia 2013

Spend my life like a lonely one...and..I`m completely blind.

 Oh , what a crazy day ! Strasznie zamulam od samego rana..Dziś prawie przejechałam swój przystanek wracając z pracy i zasnęłam nad książką którą obecnie czytam <nie,to nie kwestia nudnej książki tylko przemęczenia i wczesnego wstawania> .W ciągu tygodnia jak przeczytam jeszcze jedną książkę -zdam relację  czy warto i czy polecam.


Zwariowany dzień bo prawdopodobnie...choć jak się wpisze w google to nigdzie nie wyskakuje jeszcze, ale Katie Melua wystąpi ponownie w Kongresowej  16 czerwca w ramach charytatywnej akcji Rak to się leczy ! Jestem podekscytowana bo nigdy nie byłam tam na koncercie a koncert Katie jest wymarzoną dla mnie okazją! No i wreszcie może ją zobaczę na żywo!Nie tylko uwielbiam Jej muzykę ale jestem wielką fanką Jej totalnie cudnej Gruzińskiej urody.Bilety 200-600 zł. Akurat nie fart znów bo mam szkołę akurat w ten dzień ..właśnie to sprawdziłam..ale koncert sądzę odbędzie się wieczorem więc i tak dobrze :)



Agencja Go- Ahead organizuje  21 sierpnia akustyczny koncert w warszawskim Palladium Jasona Mraz! 
2 dni przed moimi urodzinami ! Idealny prezent .. To świetna okazja żeby zobaczyć tego grajka na żywo. Go  Ahead zazwyczaj daje bardzo tanie jak na światowe gwiazdy bilety więc fajnie byłoby skorzystać! Koncert akustyczny, ale wątpię żeby były miejsca siedzące. A myślę że i osoby towarzyszącej nie byłoby mi trudno znaleźć.Czas najwyższy jeszcze bardziej wgłębić się w twórczość Jasona bo zostało tylko 4 miesiące.



28 marca oficjalnie w sumie ...ujrzał światło teledysk do piosenki Hired Gun która mnie baardzo pozytywnie zaskoczyła. Nie miałam okazji jakoś wcześniej przesłuchać dopóki koleżanka mnie nie zasedhfhlfjdghgd -owała :D
Alan Wass & The Lipstick Melodies & sam Peter Doherty w rolach niebezpiecznych i zagubionych w świecie kowbojach. Alan i ten zespół są kompletnie mi nieznanymi artystami ale...pan Wass bardzo zacnie i dostojnie wygląda koło Petera muszę przyznać.
Tekst mnie od razu rozwalił.Jest taki piękny..Przypomniał mi od razu The Good Old Days -The Libertines. Peter wygląda na fajnie zdrowego i ..szczęśliwego przede wszystkim.
Na razie ani widu ani słychu o płycie Petera.Zasmuca mnie ta myśl. Jednak w tym roku tyle piękności się pojawi <mam nadzieję że i na mojej półce > ..nowa płyta Małp, Milesa i Jamiego..może kogoś pominęłam ..nie wiem..


 Dzisiaj głównym moim obiektem zainteresowania jest świeżutki jak mój nowy lakier na paznokciach <lol> teledysk Hurts do piosenki Blind.
Byłam tak strasznie źle do niego nastawiona! Ale tak na prawdę strasznie..zazdrosna byłam o tę laskę z którą się kocha w teledysku ..całuje...mizia ...sryzia...widziałam stosy gifów na tumblr..
Podeszłam do tego teledysku nie jak do teledysku , ale jak do dobrego trailera filmu o nieszczęśliwej miłości. Rozsiadłam się wygodnie, włączyłam na cały ekran teledysk i patrzę. <Nigdy nie oglądam teledysków na cały ekran >
Patrzę i zakochuję się od pierwszych sekund. Wielki napis Hurts  z Blind czego Hurts nigdy nie praktykowało ..zero obecności Adama czym mnie zawiedli totalnie, ale..tłumacze to sobie że może w następnym pokaże na co go stać.
Theo na ślubnym kobiercu udający..gangstera ? Jego laska zabijająca księdza która w efekcie końcowym -sama ginie. W komentarzach wyczytałam że Theo ma wytatuowane nad lewym sutkiem słowСЧАСТЬЕ
czyli szczęście .To niesamowite jak uwielbiają rosyjskich fanów i pewnie samą Rosję. Już teraz nie wykluczam że w przyszłości Theo poślubi na serio jakąś laskę zza naszej wschodniej granicy i..utwierdzę się w przekonaniu że nie kłamał w jednym z wywiadów.



Jednak to na plus że Theo poślizgnął się na posadzce i rozwalił sobie to oko. A teraz tak się zastanawiam czy może to nie było specjalnie zrobione ? Jeśli nie..to dobrze że sobie rozwalił bo się idealnie to limo pod pasowało w teledysk .Sceny z tą dziewczyną już mnie tak nie bolą.Są przepiękne.Theo mógłby być na serio niezłym aktorem .
Już widzę to jak pęka dzisiaj w szwach mój folder z gifami ....ahgrr..i love it.

Coś czuję że w tym miesiącu popełnię rekord w swojej blogowej twórczości i będzie duuuużo postów w tym miesiącu.

Na dzisiaj pojarajcie się barrrdzo hot teledyskiem do Blind i ..poznajcie nieco inne oblicze Theo.
xoxo


wtorek, 2 kwietnia 2013

I say don't you know?

Pytam się bo może nie wiecie ?
Noooo nie powiem że nie. Serducho mi wali jak młot z każdymi ogłoszeniami festiwalowych zespołów..i to fajne uczucie bo można poczytać komentarze czy to na fb czy na laście jak sie ludzie jarają i spierają kto ma być.Tegoroczne ogłoszenia Coke Live Music Festival zdecydowanie przypadły większości do gustu.To festiwal którym mogę być zainteresowana gdyż jest w takich dniach że z niczym praktycznie nie może mi kolidować.
Choć Franz Ferdinand nazwano ciepłymi kotletami, bo byli już u nas rok temu na Openerze to sądzę że to co reprezentują sobą , wielu ludzi z chęcią jeszcze raz ich zobaczy.
Nie było mnie na zeszłorocznym Openerze i żałowałam właśnie głównie tego, że ich nie widziałam.
Chłopcy z Glasgow na prawdę dają popalić i można się przy nich nieźle wyżyć.a...no i marzę o zobaczeniu Alexa bez wąsów.





Drugie ogłoszenie to zespół wielce wyczekiwany przez koncertowiczów.Biffy Clyro o którym niewiele mogę powiedzieć.Tyle że są szkotami i wydali nowy krążek w tym roku Opposites.Zdobył wielką rzeszę fanów w Polsce.Z kawałków znam oczywiście Black Chandelier i Biblical chyba... z których żadne mi się nie podoba. Cóż. Główną ideą festiwali w moim przekonaniu jest spotykanie się ze znajomymi, poznawanie nowych ludzi i zespołów. Choć nawet zobaczenie Biffy na żywo i tak mi nic nie da bo jestem do nich ostro uprzedzona..
Wkurzona jestem że Florence gra innego dnia niż Franz. Flo jest napewno artystką którą warto zobaczyć. Teraz pozostaje mi czekać na...prawie maj w sumie. W ostatnim tygodniu kwietnia mają być kolejne ogłoszenia.Ale pewnie do tego czasu Ziół coś na Opa ogłosi jeszcze a i pewnie może pojawić sie masa innych pojedynczych koncertów.




A więc czekam z duużą niecierpliwością na kolejne ogłoszenia tego festiwalu bo..jest na prawdę ciekawie :)
no i na koniec jeden z bardziej..potrafiących mnie rozśmieszyć teledysków Franz z bosko wyglądającym Alexem.

My soul starts spinning again
I can't stop feeling
No, I won't stop feeling !

enjoy!
xoxo




poniedziałek, 1 kwietnia 2013

DISCOVERY #1 - ZAZ, OLA BIEŃKOWSKA, DOLLS INSANE


Nowa muzyka opanowała moje życie. W sobotę nie mogłam oderwać się od fenomenu muzyki francuskiej czyli artystki występującej pod pseudonimem ZAZ.Jednak coś zawsze mnie ciągnęło do francuskiej muzyki. Podoba mi się ten język i to całe chrypanie gardłem aby wymówić wiele słów. Mimo to cieszę się że wybrałam rosyjski w gimnazjum .Bo miałam jeszcze francuski do wyboru.
Garou także bardzo lubię, może trochę dzięki mamie .