czwartek, 14 lutego 2013

So sing me to sleeeep, tonight, AAAAAUUU


Damn everything for Valentine's Day guys !




Czuję się samotna tak na serio ? Ani trochę! Wolność to jest to !
<no co, musiałam jakieś ROZSĄDNE wprowadzenie zrobić na ten dzisiejszy dzień > .

Jest godzina 18.08. Piję Inkę słucham Wonderful Life ze Spotify z wszystkimi możliwymi remixami<taak juhuu wreszcie weszło do naszego pięknego kraju-raju > i patrzę na dzisiejszy napiwek leżący koło głośników w postaci 10 euro <bless you hamerykaninie or englishman-ie>..

Od wczoraj jestem w skowronkach. Pomimo że jeszcze ich za naszymi zimowym oknami nie widać.A to za sprawą oficjalnego fan klubu HURTS który ogłosił 20 marca o godzinie 17 spotkanie w empiku tuż obok Palladium..o tak..na początku nie wiem co czułam.Czułam gorąc w sercu..czułam już uścisk ręki chłopaków..potem myślałam o powąchaniu swojej okładki albumu i zapachu markera. Tak wiem chore ale to tylko ja i moja fanatyczna osobowość.

Myślałam że przed koncertem w oczekiwaniu na gig się nie umiera..tylko po ..a jednak umrę tam na tym podeście pod stopami Hutchiego i Andersona , ich menedżera i dwóch rosłych typków udających ochroniarzy + mojej personal photographer = najpiękniejsza śmierć ever.
Wczoraj była w BBC RADIO 1 premiera kolejnego kawałka z Exile. Co raz bardziej się zastanawiam czy kupię ją..czy warto.. Dopiero 4 kawałki się objawiły a ja lubię z tych 4 aż trzy.. nieźle.Happiness do podpisu na pewno wezmę. Kwestia tego czy chcę autograf w środku  czy na wierzchu okładki < tak. to są problemy 21 letniej kobiety >. Na koniec zapodam ten kawałek.

Przedwczoraj przyszła moja zamówiona książka- biografia "Dave-a Gahana" .
Użyłam w cudzysłowie ponieważ dziś przeczytałam pierwsze 60 stron i się bardzo zawiodłam. Oczywiście -to dopiero początek <6 rozdział już i dopiero 60 strona ? WTF >
Po tych kilkudziesięciu stronach odechciało mi się trochę Jej czytać. Potwierdziły się negatywne opinie fanów .Ta książka nie jest jak na razie w żadnym stopniu o Dav-ie tylko o samym Depeche Mode...o początkach zespołu oczywiście.. jak im się w rodzinnym Basildon żyło etc...no mój żal jest ogromny. Mam nadzieję że książka i fabuła Jej się jeszcze rozwinie. Ale totalny szok i przykrość mam w sobie.A książka mimo opisywanych początków zespołu nie jest dla żółtodziobów jak czytałam. Ja w sumie dopiero raczkuje w ich twórczości ale wiedziałam o tych wszystkich perypetiach. Trzeba na prawdę  W ŻYCIU nie słyszeć o tym zespole żeby choć jednego wątku nie kojarzyć i BYĆ ZACIEKAWIONYM..

Idę dalej pić Inkę, patrzeć się w napiwek i czytać pierdoły Kodeksu Karnego.See ya  !

Na dzisiaj obiecane Sandman HURTS i coś romantycznego co uwielbiam całym serduszkiem


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz