czwartek, 31 stycznia 2013

REVIEW- WOJCIECH MANN- ROCK MANN .

Właśnie skończyłam czytać książkę dziennikarza muzycznego pracującego w radiowej trójce, tekściarza i nie tylko.
 ROCK MANN czyli jak nie zostałem saksofonistą.
Książka ogółem ..wyglądem - świetna. pomimo że trochę przeszkadza mi Jej rozmiar a może NIE WYMIAR.
Nie uznałabym tej książki za autobiografię bo jest o Panu Wojtku, tak ,to prawda, ale jak najbardziej - tylko i wyłącznie o miłości do muzyki .No i radia.Jest dużo starych fotografii które nie przeczę, ale lubię oglądać.
Trochę się utwierdziłam w przekonaniu że nie darzę radia ogromną miłością,po tej książce i przeżyciach Wojciecha Manna. To On jest prawdziwym wzorem melomana i człowieka kochającego gadanie do ludzi którzy Go nie widzą.To Jego całe życie. Na początku opisuje pierwsze zdobyte ciężkimi sposobami płyty i te gramofonowe i te zwykłe...o plakatach..i ich nakładaniu na słupy.. to było w miarę interesujące.
Ale potem kiedy zaczął opisywać jak rozwijało się radio i dalej potem telewizja- usypiałam .
Stwierdziłam że przemęczę te 4 rozdziały i przejdę do ciekawszych. Nie myliłam się..od rozdziału Radiomann książka stała się bardzo ciekawa.. opowiada jak trudne były początki.. co trzeba było zrobić żeby dostać się do radia...jakie egzaminy przejść itp.
Opisuje potem jak zorganizował swój pierwszy koncert..jak zapowiadał Festiwale..jakie koncerty zapamiętał najbardziej..z jakimi zespołami chciałby wystąpić o Radio Kolor które założył wspólnie z Krzyśkiem Materną i wielu wielu innych sympatycznych sytuacjach .
Polecam tę książkę dosłownie wszystkim  ale przede wszystkim tym którzy bez muzyki -dnia nie przeżyją! A miesiąc bez koncertu jest totalną udręką!




 


Najbardziej zapadła mi w pamięć SUPER ROCKOWA GRUPA :D  oo tak.. ze Stingiem to ja chętnie !

a wyjątkowo na dziś nie piosenka ale baardzo udana reklama z Panem Wojtkiem!

środa, 30 stycznia 2013

what a nice day! concert ticket day!

Jeju jeju ! Godzina 9 rano .Dzwoni domofon...długi sygnał... = PANI LISTOONOSZKAA NA PEWNO i jeeeeest! Przyszedł bilet! Bilet na chłopaków z Basildon ! Nie moogę się doczekać!
i wciąż oczekuję co Jamie ogłosi ..jakie koncerty.Przeczuwam Europe Tour bo była już Norwegia i Czechy. 
Jak bardzo byłabym wdzięczna gdyby przyjchał na Opener..o jak bardzo! Spamuje Jimiemu na fejsie ile mogę. To byłby wystarczający powód na kupienie biletu za 550 zł !
<CHOĆ TO BARDZO BY BOLAŁO !>



Na dzisiejszą angielską pogodę, nic innego jak moja ulubiona piosenka panów wyżej prosto z Atlasowskiego nieba

wtorek, 29 stycznia 2013

mea culpa, mea culpa, mea maxima culpa

Czyli koncertowe pożałowania .Żale, cierpienia , katusze które przeżywałam bo nie byłam tam..tam czyli na koncercie.Zresztą..dalej je przeżywam.Bo mało pieniędzy..bo się pracy wtedy nie miało i mało się wiedziało o koncertowym życiu..bo było się gówniarzem z małym doświadczeniem. Wbrew pozorom koncerty bardzo dużo uczą. Przede wszystkim pokory, cierpliwości i..oszczędności.

1.Pierwsze miejsce bezkonkurencyjne- Hurts - 22 stycznia 2011- Stodoła.
Taaaak, dalej to przeżywam mimo że pojawię na tym tegorocznym marcowym koncercie. Dziś się jeszcze dobiłam recenzją jednej dziewczyny która tam była..Pierwszy koncert zespołu w danym mieście jest zawsze najlepszy..najfajniejszy..zna ten zespół mniejsza rzesza fanów... teraz kiedy Happiness osiągnęła w Polsce status złotej płyty...szumią wszędzie że Exile tuż tuż..i jeszcze koncert w Warszawie za chwilę - fanów przybywa. Być może sezonowców..i tylko tak jak ja- jadąca na Depeche Mode ..w taki sam sposób.

2.Drugie miejsce - Rammstein - Made In Germany 1995-2011 Tour - 14 listopada 2011 Ergo Arena

 Piszę 14 listopada tylko bo podobno tylko 14 sztuczny penis wypalił a 15 listopada już nie. A to jedna z większych atrakcji Rammsteinowych pokazów. Niewątpliwie żałuję.Mogłam chociaż trybunę wziąć..... Również byłam  mała głupia i hej hop do przodu - o jaaaka fanka ramsztajna ze mnie  łohohoho a żadnej płyty w domu ni ma , ni plakatu a ledwo jeszcze co umie wymienić nazwę pierwszej płyty.

W tym roku marzenie się spełni. Wiem , że dojrzałam do Ich muzyki, że nie są to zwykłe erotyczne, pedofilskie opowieści... to jest magia...to są z życia wzięte teksty.. z życia muzyków także.  Co prawda tylko na Festiwalu ich zobaczę, ale chłopcy są headlinerem więc zagrają pełny set i będę w pełni usatysfakcjonowana.
Usłyszę wreszcie na żywo Sonne..mój ukochany kawałek..zobaczę mojego ukochanego gitarzystę -Richarda Z.K.. usłyszę Jego za.ebiste riffy. Zobaczę tą cudowną pirotechnikę na żywo. Będę dumnie paradować w koszulce Liebe ist für alle da. Będzie pięknie i odbiję sobie za Ergo Arenę!

3. Brązowe miejsce otrzymuje Katie Melua-12 listopada 2012 r  Sala Kongresowa

Biłam się z myślami kogo tu wsadzić..czy Stinga czy Katie... wygrała Katie..przede wszystkim za sympatię jaką ją darze. Darze ją mocniejszą niż Stinga.
Pod samym nosem..Pałac Kultury..kierrrrwaaa.. szału dostaje jak o tym myślę..chyba najbardziej z tych wszystkich...ok..jest młoda piękna <boże mój ideał urody kobiety>   więc spoko, nagra jeszcze nie jedną płytę i przyjedzie do stolicy..keep calm Aga.

4. Czwóreczkę podaruję panu Sumner. Zwanemu Stingiem- Back To Bass Tour - 16 lutego 2012 Sala Kongresowa.

Dalej w to nie wierzę. Zaskoczyły mnie bilety i ich cena..Myślę że tylko to mnie powstrzymało.. Na prawdę, kilka miesięcy przed złapałam się za dysko Sumner-a i ochoczo codziennie słuchałam po parenaście godzin aż uszy odpadały.
W przypadku tego Pana obawiam się że już nie będę mieć okazji Go zobaczyć live choć będzie występował na feście Life Oświęcim...to nie chce jechać żeby zobaczyć Go jak śpiewa tylko o złotych polach..dziewczynce Roxanne  i  Angliku w NJ...Chciałabym całe Jego show zobaczyć... cóż.. ma swoje lata już szanowny Gordon, ale wciąż mam cichą nadzieję na jakąś trasę w najbliższych latach. < może z córką ? >

5. Niewątpliwie Euro czas..czyli Noel Gallagher`s High Flying Birds - 7 czerwca 2012. Gdańsk <strefa kibica>

Jako że jestem fanką Jego pierwszej solowej płyty, powinnam się tam pojawić . I owszem.. Miałam szansę, ale przez swoje niechlujstwo i zabieganie, wzięłam złe terminy wolnego w pracy.. tym samym wystawiłam koleżankę do wiatru który sama pojechała Polskim Busem.
 Chciałam zobaczyć choć jednego ze słynnych braci Gallagher...tą lepszą połówkę..kultowego Oasis....marzyłam o tym żeby usłyszeć Dream On..cóż.. nie udało się.. publiczność z tego co wiem była porażająco mała. Choć przy barierkach byli na prawdę dobrzy fani. Noelowi bardziej opłacałoby się wystąpić na Openerze czy Coke Live, no ale... skoro tak zdecydował..Później ze względu na małe zainteresowanie -koncert NOELA GALLAGHERA  ODBYŁ SIĘ ZA DARMO!
Kpina totalna..Taka gwiazda..światowy format.. za darmo. Oczywiście..dla nas i naszych polaczkowych kieszeni lepiej ale dla mnie.. w mojej świadomości to jest totalne zadupie i żal. Nie akceptuję tego.


6. Szóstka jako ostania pozycja z mea culp to będzie dość ogólnikowa seria Openerowa. Tez miałam jechać.. ale praca..Niestety..nie każdy ma bogatych rodziców i tak hojnych którzy dają swoje ciężko zarobione pieniądze na przyjemności prawie już dorosłych dzieci. Uwierzcie mi na słowo - kiedy człowiek sam zarobi na koncert..ma większą satysfakcję z niego niż kiedy nawet wygra w jakimkolwiek konkursie.
Żałuję że nie widziałam Franz Ferdinand, The Kills i Bat For Lashes....

idę cierpieć dalej w swej samotni.. samotni łóżkowej..boże.. jeszcze Jamie Cullum będzie występował na festiwalu w Czechach..właśnie się dowiedziałam.. BOŻE KIEDY POLSKA ?! Jamie !!Czemu ty omijasz MÓJ PIĘKNY KRAJ!!! PRZECIEZ PROSIŁAM CIĘ W VIDEOOO !

eh.... The Last Goodbye na Dobranoc...live from Opener.......ulubiona piosenka The Kills...




środa, 23 stycznia 2013

REVIEW- POŻEGNANIE Z ANGLIĄ

Przeczytana w zaledwie  3 dni. W porannych i wieczornych, powrotnych autobusach z pracy.Nawet szum muzyki metalowej chłopaka siedzącego obok mnie nie był w stanie zagłuszyć moich myśli w tej książce.

Wciągający wywiad z Moniką Richardson- Pożegnanie z Anglią.

 O nieudanej emigracji, o byciu z obcokrajowcem w związku, o tym jakie życie tam -na Wyspach  -nie jest łatwe i takie kolorowe,o dość wielkim rozczarowaniu. A młodzi wciąż mają nadzieje i licznie się tam wybierają.

 Książka jest dość nowa bo z 2012 roku i już wtedy kiedy była ze Zbyszkiem Zamachowskim. Podeszłam do tej książki bardzo pozytywnie, kiedy zobaczyłam Ją w mojej miejscowej bibliotece - od razu stała się absolutnym MUST HAVE, a może raczej MUST READ.

Oczywiście nie tylko ciekawość jak ten kraj opisuje znana osoba ale także z mojej fascynacji tym krajem .Bo tak, jestem nim nadal zafascynowana.
Ile razy marzyłam o tym, żeby się związać z Anglikiem. Po tej książce dalej chciałabym tam zamieszkać.Ale z Polakiem. Choć myślę że pasowałabym do Anglika. Wiecznie zapracowany, żona ciągle w domu, z dziećmi ..wiecznie usługująca mężowi. Jestem z natury uległą osobą i może pasowałoby mi to, ale na krótką metę.
Jestem też samotnikiem. Kobiety w Anglii są samotne.Tak mówi Monika. Chyba Jej wierzę. Może dlatego że od zawsze Ją lubiłam.
Może dlatego czuła się samotna, bo Jej mąż był pilotem - taki zawód - ciągle nie ma go w domu.
A gdyby tak pracował w BBC albo jakiejś gazecie lub miejscowym sklepie, to czy tak też byłoby ? Czy byłaby samotna ? Nie sądzę. Dużo zależy od pracy jaką się wykonuje.Ale i od kultury, zwyczajów.
 Monika obala wiele mitów...Ona także była od najmłodszych lat zafascynowana światem w UK. W liceum pierwszy raz poleciała tam sama. Ja nigdy tam nie byłam.
Mimo, że mój tata pracował w Ambasadzie Brytyjskiej w latach 90..nie doceniałam tego. Był malarzem pokojowym, ale kręcił się tam..słuchał anglików..bywał wśród nich.. Dopiero kilka lat później zaczęło coś we mnie drżeć..
Wracając do książki. Monika świetnie porównuje tutaj kulturę polską i angielską.. tyle jest różnic..aż o niektórych nie wiedziałam. Nie wiedziałam o tym, choć to bardzo banalne, że Anglicy są tylko uprzejmi , mili dla siebie na ulicach, w komunikacji.. a kiedy przychodzi co do czego, do głębszej rozmowy - nie ma mowy. Uśmiechają się wciąż, ale są bardzo nieufni. Ukrywają to. Polacy nie ukrywają tego, nie umieją tego robić. Pojawia się grymas na twarzy, być może zmiana tonu głosu. Obgadywanie za plecami. Anglicy są skryci  i tak nie robią. To najważniejsza cecha anglików która we mnie pozostała z tej książki.

Może błędem było przeczytanie krótkiej NEGATYWNEJ recenzji na jakiejś stronie PRZED przeczytaniem książki i to trochę wpłynęło na mnie. A z reguły nienawidzę tego robić.Chcę mieć własną opinie na dany temat, a dopiero potem się spierać.

Książka już zdobyła wiele..nawet prawie SAME negatywne opinie, że to stek bzdur, chyba była w innej Anglii a nie tej na Wyspach..cóż..może po prostu są nie obiektywni. Nie lubią tej dziennikarki, 'Znają się 'lepiej bo tam 'byli', lub po prostu to hejterzy.

Bardzo polecam tą książkę. Wydaje mi się że jest bardzo krótką biografią Moniki, ale piękną, dopisującą dogłębnie każdy aspekt życia w tym Królestwie i negatywnie i pozytywnie




Piosenka na dziś, Run Kasi Stankiewicz .Soundtrack z filmu Londyńczycy



niedziela, 20 stycznia 2013

DM waiting and i dont pass

No chyba. Po dzisiejszych jajach na uczelni to chyba nie zdam .Wykładowca krzyczący na mnie przy 45 osobowej grupie za to że gadam i że proszę wyjść - nie należy do miłych sytuacji. A to jak zwykle - kumpele mnie zagadały . Przeprosiłam i grzecznie przez kolejne 2 godziny byłam wpatrzona jak w obrazem i robiłam w kajecie notatki.

Zakupiłam bilety na Depeche Mode...a jednak.. spanikowałam bo kochane Live Nation ogłosiło że już są prawie wyprzedane i się nabrałam na to. Ale to tylko przez to że mi bardzo zależy żeby ich usłyszeć live. Wczoraj sie dowiedziałam na uczelni że moja koleżanka zobaczyła na fb że idę na to wydarzenie i okazało sie że Ona kupiła tacie prezent na gwiazdkę- 2 bilety na DM na trybunę! Jej! Jak się ucieszyłam! Z jednej strony wolałabym z koleżanka tylko iść.. bo to jednak koleżanka, no ale ..jak wszystko pójdzie dobrze i mi jutro napisze jaką ma trybunę to może i razem pójdziemy i nie będę sama! Cudownie..Czuję że jutro albo pojutrze przyjdą bilety ^^

Teraz muszę faktycznie przystopować z kasą bo krucho jest ;D Mimo że nie wydaje na ciuchy i kosmetyki dużo to ostatnio na koszulki zespołów i bilety dużo poszło :/
 A teraz jeszcze ze znajomymi mamy w planach pójście na Ligę Światową w siatkę Polska -Brazylia na Torwarze ( w czerwcu jak dobrze pamiętam ) to tez ponad stówę nas to wyjdzie ... ale z pewnością warto!
To takie niesamowite będzie.. 4 - Impact  a 7  chyba właśnie mecz :) Nie mogę się doczekać czerwca i lipca!

A  1 lutego będzie mecz też na Torwarze Asseco Resovia kontra Politechnika Warszawską tez w siatkę! Zamierzam iść bo Rzeszowianie to moja ulubiona polska drużyna w siatkówkę! Powinnam Warszawiakom kibicować, ale co poradzić że tam ładniejsi chłopcy grają ;)

Ogólnie to muszę mocno spiąć tyłek co do szkolnych spraw. A dokładniej do 3 wykładowców do których trzeba się pamięciówki wykuć.. wolałabym to rozumieć i samemu jakoś wytłumaczyć, ale zobaczymy jak to będzie. Obecność mam wzorową w sumie więc powinni przychylniejszym okiem spojrzeć na mnie.Liczę na to, ale bez nauki i ograniczenia kompa i narzucenia sobie samokontroli - no nie obejdzie się  :(

Za równiutki miesiąc będę w niebie..będę w brytyjskim synthpopowym w połączeniu z elektroniką, niebie.Niebo które przybierze kolor czarny w większości..duet który trochę odmienił moje życie...jest dla mnie ważny jak już wcześniej wspominałam - to była pierwsza płyta jaką kupiłam.
Za 50 dni nowa płyta tego duetu a za 2 miesiące niebo zwane bólem .Bólem który zostanie mi zadany w Warszawie.20 marca. W klubie, Palladium.
HURTS !



Najnowsze zdjęcie chłopaków :)

i  na koniec..marudnie...bo niedziela..bo te 12 godzin na uczelni,bo ten nie dobry wykładowca, bo taka pogoda. Ale ona akurat jest najładniejsza z tego wszystkiego , jak i ta wersja kawałka :)


wtorek, 15 stycznia 2013

SOAD? NOT APPLICABLE!

SOAD w Polsce..tak..zapewne większa część Polski jest z tego faktu szczęśliwa i wszyscy o tym już wiedzą.No ja nie bardzo szczęśliwa.Choć nie liczyłam że Live Nation ogłosi jakieś cudo, bo zawsze piszą ten sam tekst- WIELU NA TO CZEKAŁO, WIELU BĘDZIE ZACHWYCONYCH . Na początku pomyślałam- omg SOAD W POLSCE OMG SZYBKO BILET , O BOŻE MUSZE KUPIĆ!  a po chwili - wat? Agaa..uspokój się.. przecież ty ich w ogóle nie znasz..uwielbiasz tylko we wszystkie strony Lonely Day i nic poza tym :)

A w głowie wciąż i wciąż.. siedzą Depesze..kupić ...nie kupić...kupić...nie kupić....W sumie nie wiem czego się obawiam..Miasto znam prawie wzdłuż i wszerz ..nie zgubię się..koczowanie na przystankach też mi nie straszne... więc co ?
Ano myślę że to, że niezbyt dobrze znam Depeche Mode..owszem .mam kilka ulubionych piosenek i niekoniecznie tych najsławniejszych..Albumy przesłuchane, nawet bootlegi i wciąż je przesłuchuję i się przekonuję do nich.
Ktoś zapyta- a od kiedy jesteś fanem DM ?  Jakie jest Twój ulubiony album i dlaczego? Którego muzyka z DM najbardziej cenisz i dlaczego ?
To są trudne dla mnie pytania gdyż nie jestem z tym zespołem do końca za pan brat  .Nawet do dzisiaj nie miałam zielonego pojęcia jak się nazywają pozostali członkowie zespołu prócz Dave-a. Ktoś powie- I Ty śmiesz przychodzić na DM nie znając muzyków ? W dodatku w ich koszulce? Dziecko, co Ty tutaj robisz.
A więc jestem i przyszłam się cieszyć muzyką wraz z innymi ludźmi bo kocham muzykę na żywo.
Mam tego świadomość że mogę nie znaleźć partnera do nawiązania rozmowy pod Stadionem,w końcu większość to będzie osoby 30 + wraz ze "swoimi " ludźmi, ale to nie jest najważniejsze.

Przypominam sobie chłopaka którego poznałam na Muse z którym siedzieliśmy obok siebie. Do Muse wdrążyłam się 4 miesiące przed koncertem..ale na tyle ich pokochałam że mogę wymienić ich piosenki z każdego albumu i zanucić. Opowiadałam chłopakowi jakie piosenki uwielbiam..co sądzi o tym..o tamtym..pytałam..dopytywałam..ciekawiło mnie to co ktoś inny sądzi o zespole, a tymczasem chłopak nawet nieźle znał piosenki, ale ze słuchu.. wiedział co to jest kiedy mu zanuciłam.Ale tytułu nie znał.Odwracałam się co chwilę i krzyczałam podczas koncertu - o boże ! Uprising! O boże- Survival! a On odpowiadał za każdym razem - Nie ważne ! Ważne że muzyka z.jebista! Bardzo mi się to spodobało. Jeszcze wcześniej kiedy oboje bylismy nieco nieśmiali i rozmowa nam się  nie kleiła , powiedział też że zna Matta ale nie wie jak ma na nazwisko i reszty tez nie zna :)
Teraz kiedy przypominam sobie tą sytuację, to  mnie znacznie podnosi na duchu i jestem pełna pozytywnych emocji! Nikt mnie nie wywali stamtąd jeżeli nie zaśpiewam żadnego tekstu..nikt mnie nie wywali za to że znam tylko Dave-a , nikt mnie nie wywali za to, że przyszłam sama i siedzę cicho i do nikogo się odezwę <choć taką opcję od razu chcę wykluczyć! >

Muszę się zebrać w sobie i pójść do tego empiku i zakupić wreszcie ten bilet :) Chciałabym to zrobić raczej w przyszłym tygodniu..może przy okazji małe ciuszkowe zakupy zrobię ? No nie wiem jeszcze, ale boję się wchodzić do Empiku bo jak wejdę to ciężko mi wyjść i najchętniej bym wszystko tam kupiła :< No i faktycznie się zastanowię nad kupnem bluzki z DM  z allegro bo..jak przypominam sobie koncert Muse i ludzi paradujących w minusowej temperaturze w samych koszulkach dumnie prezentujących nazwę zespołu i swoją zdobycz to aż się samemu chce kupić i nosić pięknie po mieście!

Na dzisiaj w ramach rekompensaty dla SOAD że tak ominęłam ich troszkę  i krótko się rozpisałam mój ulubiony live



sobota, 12 stycznia 2013

Getting closer!

Coraz bliżeej spełnienia marzenia. Bilet na Impact Fest 2013 - zakupiony! Cieszę się niezmiernie że zobaczę i poczuję moc Rammstein na żywo..jedno z marzeń koncertowych się spełni :)

Wciąż walczę i biję się z myślami czy iść na Depeche Mode.Nie pójdę- będę  mocno żałować- pójdę- zaryzykuję czy kogoś poznam. Bo chcę iść sama i się znów obawiam...ale kurczę..pojechałam na Muse..do Łodzi..do nieznanego miasta..a będę się bała w swoim mieście ?! to chore przecież! DM mnie prześladuje ..robię w pracy nagle coś mnie natchnęło..wyglądam za okno a tam...ogromny baner na bloku z koncertem DM.... to jakieś przeznaczenie ? coś się wydarzy tego dnia czy jak ?

Jedno jest pewne- nie polecam empiku wawa- reduta ...o boże drogi co tam się dzieje. 8 dziewczyn obsługujących 2 KASY  i jedna do drugiej tak że wszystko słyszę - "ej weś ją obsłuż bo ty tam umiesz bo bilety jakieś tam chciała czy k.rwa nie wiem co ".
Rozbroiło mnie to. Jestem dość grzeczną  i ugodową osobę więc to przemilczałam i spokojnie dalej stałam..gdyby nie koleżanka która stanęła w drugiej kolejce... pewnie do tej pory bym tam stała i nie wiedziała co się dzieje..No cóż. Przemilczę tę sytuację :)

Jutro Wośp..poszłabym z chęcią do Wawy...Usłyszeć Happysad, Poparzeni kawą trzy czy Hunter..to musi być coś niezłego. No szkoda. Obowiązki z samego poniedziałku wzywają i nie można tak szaleć.
Godzina 23:23. Kończę ten post i na koniec dorzucam  Albion Babyshambles z racji tego że oglądałam dziś na tvp kultura London Calling






wtorek, 1 stycznia 2013

nye....Very cursed post!ACHTUNG! ! !

Tia..Nowy Rok...i co z tego ? Bez sensu jest świętowanie Nowego Roku... składanie sobie życzeń... niezbyt to lubię, choć i tak ..już od 3 lat latam na ten Plac Konstytucji i dre jape i udaje pogo z koleżanką i Jej chłopakiem.


Właśnie słucham Jamiego i 7 days to change your life. Jaka to mądra i prosta piosenka.Oglądam zdjęcia na daily mail i the sun z sylwestra w Londynie i..jak zwykle było czarująco *__* .Kocham Anglię i Londyn..ale..nie wiem czemu tak wielu ludzi jedzie tam specjalnie żeby zobaczyć te fajerwerki i poczuć tą londyńską atmosferę.. ja tego nie czuję..

Na fejsie zap.erdol równy.Ludzie wrzucają fotki z sylwków..tagują się i chwalą jaki to mieli zarąbisty.A c.uj mnie to obchodzi.Ważne że ja miałam dobry.Pierwszy raz dotknęłam akordeonu ,który miał Krystian w swoim domu<chłopak Patrycji <mej koleżanki>  . Niesamowicie ciężki instrument...nauczyła mnie pare dźwięków.Żałuję że nie zrobiła mi jakiejś artystycznej fotki.Byłaby pamiątka. CZESŁAWA ŚPIEWA . Kiedy usiadłam z nim na łóżku ,bo już mnie plecy bolały, oparłam się plecami to ..z deka mnie On przygniótł .Beke mieli dobrą ze mnie. Ja z siebie też.Umiem sie śmiać z siebie.Lubie to w sobie. 

Jutro wreszcie dzien wolnego.Ciężki dzień w pracy..gwiazdki z Sylwestrowej Mocy Przebojów nocowały u nas i wyniesli sie dopiero po 14...więc 7 godzin snu miałam .W sumie się wyspałam ale i tak to był męczący dzień

29 gru mnie kanar złapał.. udawałam ze nie wiedziałam że nie miałam podbitej legitymacji studenckiej..no cóż... 144 zł zapisane. Jutro jadę do szkoły podbiję wstąpię do POPu na gdańskim i zapłacę 40 zeta mniej. Zawsze coś.Będę mogła sobie płytę jakąś kupić, albo książkę.Może kucharską  ? Pozazdrościłam siostrze tego.Przyszla do nas na Wigilię i przyniosła własnej roboty Muffinki .Były przepyszne :3 i nawet nie spaliła.A wode tak czesto wygotowywała gdy mieszkała u nas...no właśnie.. już pare dni temu zadeklarowałam się że zrobię w tym roku faworki. Ciekawe ciekawe.Muszę znaleźć jakiś wiarygodny przepis w necie, kupię produkty jakieś jak nie będzie w domu i będę pichcić !

Pierwsze postanowienie..a właściwie 2 postanowienia noworoczne poszły się jebać.Miałam nie pić napojów gazowanych <dziś w pracy wypiłam większe pół coli 1 litrowej > . A drugie postanowienie to pójście do łóżka o 22 a nie po 22.... no cóz..jest 23:10 a ja pisze posta na blogerze bo to przecież ważniejsze od snu..fuck this shit....