poniedziałek, 30 grudnia 2013

Cultural summary of the year!

Nie będę na pewno się rozdrabniać jak w tamtym roku na kilka postów z podsumowaniami.Nie wiem dlaczego w tamtym roku tak zrobiłam..chyba nic nie myślałam.A jak zrobić to podsumowanie szybko i zgrabnie przemyślałam dość dobrze.

środa, 25 grudnia 2013

Christmas by musicians !

HO HO HO !Przybywam na półmetku świąt ze świątecznymi życzeniami od muzyków ,zespołów i innych ciekawych ludzi związanych ze światem muzyki .Przecież nie mogłabym o Was zapomnieć i blogowanie jest w każdym momencie mego życia mile widziane.

poniedziałek, 9 grudnia 2013

Chriiistmas time... soon !

W listopadzie miało być tak dużo postów a wyszły raptem..3. Nie miałam za wiele czasu żeby się rozpisać i bazgrać coś sensownego. Ten post również nie będzie wielce sensowny bo..będzie w sumie o wszystkim.

środa, 20 listopada 2013

MUSE- Live at Rome Olympic Stadium at cinema

Powiem tak..Mam GIGANTYCZNĄ , ale klasyczną depresję po kinowo-koncertową. Mimo, że siedziałam, mimo że nie śpiewałam za wiele, a jeśli już to po cichu - byłam zmęczona..


środa, 13 listopada 2013

CONCERT - PLACEBO

Jednym z najpiękniejszych momentów mojego życia uważam za momenty w których słyszę na żywo swoją ulubioną piosenkę..widzę upragniony zespół na który czekam kilka /czasem kilkanaście miesięcy a czasem nawet i lat w życiu. Tym razem czekałam kilka miesięcy .

piątek, 8 listopada 2013

czwartek, 31 października 2013

REVIEW - BLONDYNKA W LONDYNIE

 Tak mało postów w tym miesiącu napisałam że aż mi głupio że zaniedbałam moich wiernych niektórych czytelników, ale to nic ! W listopadzie już mogę Was zapewnić że wpisów nie zabraknie i będzie tłoczno :>
A dziś w Halloween-owy wieczór pragnę zrecenzować kolejną książkę osoby której jestem wierną fanką od kilku lat .

piątek, 18 października 2013

NEW ALBUM - STING

Ale na początku licznik :
HURTS - 20 DNI (yay !  )
PLACEBO- 25 DNI ( po co ja brałam tę trybunę, ale mam stresa )
MUSE LIVE AT THE CINEMA - ( musiałam ! ) - 32  DNI  !

sobota, 28 września 2013

NEW ALBUM - CHVRCHES

Z lekkim 5 dniowym poślizgiem, ale jednak wreszcie, mam czas na zrecenzowanie nowego a właściwie pierwszego albumu grupy Chvrches - The Bones of What You Believe.

środa, 25 września 2013

REVIEW- JUST CANT GET ENOUGH

Kiedy kilkanaście dni temu z ciekawości weszłam na stronę biblioteki publicznej w moim mieście od razu postanowiłam poszukać jakiś ciekawych nowości ..także w kategorii muzyka..oprócz stałych rzeczy jak Violetta Villas, Pink Floyd,Sting, Michael Jackson czy Abba pojawiła mi się przed moimi oczami perełka..

piątek, 13 września 2013

poniedziałek, 9 września 2013

NEW ALBUM - ARCTIC MONKEYS

Po dużym sukcesie ich ostatniej płyty bardzo nastawiłam się na to że zrobią coś nowego, przełomowego i na prawdę łał. Wiadomo, ich tekstów nie można porównywać do takich jak u Depeche Mode.

piątek, 6 września 2013

REVIEW - OBNAŻENI

Tak bardzo mi ciężko jest zabrać się do pisania recenzji, tak ważnej i szczegółowej książki. Czytałam ją 12 dni po 3 godziny dziennie.
Johnattan Miller jest genialnym brytyjskim pisarzem ,scenarzystą, reżyserem .. w dziale Od autora napisał że bardzo obawiał się, ale  i czuł ogromne podekscytowanie związane z podjęciem się napisania tej książki, bo przecież historia zespołu Depeche Mode do najłatwiejszych nie należy.

poniedziałek, 2 września 2013

NEW ALBUM - BABYSHAMBLES

No i mamy 2 września!  To nie tylko pierwszy dzień szkoły, ale przede wszystkim święto wszystkich ludzi na świecie którzy kochają The Libertines, Pete`a Dohertego i Babyshambles bo oto mamy nowy album!

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

NEW ALBUM - FRANZ FERDINAND

Postanowiłam wprowadzić pare zmian w tytułach poprzednich postów, aby lepiej się odczytywało i mniej więcej wiadomo było, o czym będzie post -w archiwach.

"Right Thoughts, Right Words, Right Action"

czwartek, 22 sierpnia 2013

RW - Take The Crown Stadium Tour at Cinemas

Licznik -bo dawno go nie było!

HURTS       -77 DNI ! <czekam, aż Theo wyskoczy w stroju Daggersów z X lat a Adam pomaluje oczy i paznokcie na czarno- bo niedługo do tego poziomu się zniżą i tak będą wyglądać zamiast trzymać się tak jak to było wcześniej >
PLACEBO-   82 DNI! <po oglądnięciu filmików mam wrażenie że Wawa nie jest pierwszym przystankiem na tej trasie bo już cały czas są grane 2 kawałki z nowej płyty hm..tęsknię za Molsdalem i tych ich całym bromancem i seksownymi zachowaniami na scenie >

OK.Czas na dzisiejszy temat dnia!




Mało by brakowało a nie załapałabym się na tę transmisję koncertu.Całkowicie o tym wydarzeniu zapomniałam.. Chciałam wygrać 2 wejściówki w piątek ale się nie udało, pomyślałam że zajrzę na stronę i może bilety do Ursynowskiego Multikina i.. były ! Uf. Może nie w idealnym miejscu, ale ważne że na środku.Ekran wydawał się bardzo duży i wcale nie było takie złe siedzieć pare krzeseł od tego ekranu.Trochę smutno mi było iść samej do kina ale też przekonałam się że to nie jest takie wcale wstydliwe i też można się miło bawić a przy okazji obdarzać się wzajemnie pozytywną energią przy takich cukierkowych rytmach jak Candy ;)

środa, 14 sierpnia 2013

REVIEW- Depeche Mode.Wczesne lata 1981-1993

Czas na recenzję tej książki którą skończyłam czytać pare dni temu. Pierwsze wrażenie po jej przeczytaniu ? Nie zrobiła na mnie większego wrażenia. Wiele rzeczy zostało powielonych z biografii Wydawnictwa Anakonda -Dave Gahan i Martin Gore.Mam na myśli głównie cytaty z wywiadów.Może już jestem na tyle dobrym depeszem i wyczytałam tyle info, że już żadne z młodszych lat życia DM mnie nie zdziwią ?

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Schedule & trouble concert & dreams..

No i mamy sierpień..potem wrzesień i październik.. 3 MIESIĄCE BEZ KONCERTÓW = JAK ŻYĆ TUSKU ?

Mój licznik koncertowy skrócił się niebezpiecznie do jednego - pewnego już od kwietnia koncertu -HURTS

A lista koncertów niepewnych i wciąż pod znakiem zapytania jest dłuższa.Zazwyczaj w moim przypadku było odwrotnie.

poniedziałek, 29 lipca 2013

Depeche Mode concert- BACKSTAGE

Czyli, co się działo i czego my, zwykli fani cieszący się show i muzyką z dalszej perspektywy..czyli górnych trybun nie mogliśmy wypatrzeć,dowiedzieć się....i inne nowinki i ciekawostki ze strony polskiego fan klubu, na który wczoraj się zarejestrowałam i je wyczytałam i wydały mi się być dość istotne.

piątek, 26 lipca 2013

Concert -DEPECHE MODE



...y..ale że jak ? To już po ? 2 h i 30 minut już minęło ? Ale jak to możliwe że tak szybko?!
Nie wierzę.Nie chcę w to wierzyć że jeszcze wczoraj prawdopodobnie cykałam sobie zdjęcia z M.na górnej trybunie naszego Stadionu Narodowego.Ale od początku..

środa, 17 lipca 2013

Depeche`s fever!

Już tak blisko.. już za chwilę...już za momencik ..będziemy oczekiwać pod Stadionem i umierać z ciepła.Choć czy aby na pewno ? Wg prognoz internetowych ma być 26 stopni ..słonecznie i bezchmurnie. No i zarąbiście :) A jeszcze miesiąc temu było deszczowo. Proszę jak to wszystko się zmienia..
 Akcji koncertowych jest kilka.

poniedziałek, 8 lipca 2013

Heineken Open`er Festival - summary and more

......ale najpierw oczywiście licznik który zrobił się bardzo krótki :
 Depeche Mode- 17 dni !  - oh my god. Ekscytację totalną poczułam już w piątek,kiedy to przyszła moja koszulka z Sounds of the Universe !
 Hurts- 122 dni  !   ale dłuuuugo :(

sobota, 6 lipca 2013

Let`s fall in love! REVIEW


Wieczór, piątek, godzina 21.45 - kino plenerowe pod Warszawą..



Postanowiłam się wybrać na oto takie wydarzenie..nie tylko z ciekawości jak to wszystko wygląda..jaki jest ekran, jak z nagłośnieniem no i jacy ludzie na takowym kinie się gromadzą ale przede wszystkim dla filmu O północy w Paryżu.  I nie zawiodłam się bo film, choć dziwny, był przeuroczy..
Czasami nie wiedziałam jak go rozumieć..koleżanka z którą byłam zgubiła się już po 30 minutach filmu a ja nieco dalej.
Zgubienie to polegało na tym, że nie wiedziałam jak to jest..główny bohater odnajduje na bazarku paryskim książkę która go zaintrygowała. Jest Amerykaninem nie znającym francuskiego więc prosi jedną z przewodniczek o przetłumaczenie kilku stron. Jest w niej zapisane, że ON umówi się z pewną dziewczyną ( którą już wcześniej widział, rozmawiał z nią i go zaintrygowała) , wręczy jej kolczyki i pójdą do łóżka. Wszystko się komplikuje przez ojca jego narzeczonej która wparuje do domu z tym właśnie ojcem który potrzebuje lekarza.
Spotkanie dochodzi do skutku, jednak wybranka serca nie akceptuje jego propozycji.




I wszystko w tym filmie jest ok, gdyby nie to że czasami nie wiedziałam w jakich czasach się to dzieje...w latach 20-tych ? 30-tych ? 50-tych ?
A za chwilę rok 2010 i spacery narzeczeństwa pod Wieżą Eiffle`a.

Ciężko mi jest zrozumieć, czemu to wszystko tak się toczy że nagle jest obecnych czasach , wsiada do samochodu i znajduje się w innym czasie i spotyka swoich idoli.

Ale może to są właśnie, te słynne specyficzne i humorystyczne filmy Allena..które ciężko niektórym zrozumieć w tym i trochę mi ,lecz bardzo mnie przyciągnął ten humor i jestem chętna obejrzeć więcej Jego filmów.
Dzisiaj przechodząc Krakowskim Przedmieściem w stolicy przechodziliśmy koło restauracji zrobionej w podobnej stylizacji do tych francuskich - filmowych..urocze różowe firanki..z bladoróżowymi okienkami i przeuroczym ogódkiem które były otoczone lampami naftowymi z  dziwnego materiału stolikami i białymi jak śnieg krzesełkami. Wow..niesamowity to był efekt. Jeszcze piękniej musi to wyglądać w nocy. Aż zachciało mi się chodzić po Paryżu w nocy..w deszczu. Tak jak główny bohater. Nigdy nie spacerowałam w deszczu. Zazwyczaj się przed nim dobrze kryję, a gdyby tak się odważyć i pospacerować jak Gil ?
Typ poety, artysty, romantyka..z nutką zadziorności.
Gil idealnie nadawałby się na mojego męża.

Film przyciągnął mnie także za sprawą głównego bohaterka Owena Wilsona którego uważam od dawna za swojego ulubionego aktora. Zazwyczaj widziałam go w komediach..bo nie oszukujmy się , ale jest w nich genialny a szczególnie do pary z Vincem Vaughnem..jego nie udane sceny i śmieszne teksty są przeze mnie długo zapamiętywane.



Co niezwykłe, widziałam 2 dni wcześniej Owena wraz z Vincem w ostatnim filmie Stażyści, gdzie wraz ze swoim przyjacielem tracą pracę i znajdują ofertę, gdzie firma Google poszukuje pracowników..i mamy ukazany rząd prześmiewczych zadań jakie muszą odbyć główni bohaterowie w celu dostania się do tej prestiżowej firmy.
Oba filmy zrobiły na mnie mega wrażenie. Chciałam ujrzeć Owena w nieco innym świetle..bardziej poważnym ale romantycznym i znów się sprawdził w moich oczach.
Chyba mogę się określić choć MAŁYM FANEM tego aktora bo widziałam aż 7 filmów z Jego udziałem:

1.Ja,Ty i On
2.Marley i Ja
3.Polowanie na Druhny
4.Ja,szpieg
5.Telemaniak
6.Stażyści
7.O północy w Paryżu

Co jeszcze zachwyciło mnie w filmie oprócz nie wiedzy o co w nim tak na prawdę chodzi , pięknych uliczek, romantycznych sytuacji i samego w sobie Paryżu ? Oczywiście to o czym jest mój blog. Muzyka.
Muzyka głównie w języku francuskim zawsze jakoś była w moim życiu.
Wspólnie z mamą zachwycamy się Garou którego bardzo szanuję i wielbię, nie tylko za samą muzykę ;)
Ostatnio doszła u mnie ZAZ łącząca jazz z soulem która występowała nie cały tydzień temu w Warszawie.
Właśnie ściągnęłam sobie cały soundtrack, bo ..czasem a nawet często ostatnio, lubię posłuchać takich nostalgicznych piosenek w języku który poraża mnie swoją niesamowitą elegancją i ekspresją. Taki jest francuski.




Zaczynam się przekonywać i cieszyć że Pete Doherty zamieszkał we Francji.. tak wiele o niej mówi i jest nią zauroczony.To idealny kraj dla Jego twórczości, zdolności i delikatnego wbrew pozorom charakteru. Aż normalnie zachciało mi się tam być choć przez chwilę.

Choć film jest przeidealizowany i niezbyt realistycznie ukazany jak zauważyła to moja koleżanka która była w większości miejsc które ukazuje film na samym początku to i tak jestem nim zachwycona.Miejsca które w filmie były puste, zazwyczaj są zakorkowane itd..


Na dzisiaj daję nie muzyczkę, a fragment filmu Midnight of Paris który podobał mi się najbardziej...a mianowicie Widzę..nosorożca!
A ja zmykam się obsmarować maścią po komarach bo w czasie kina plenerowego, komary są totalną plagą..jeszcze w pośród drzew.. a i oczywiście poszukam informacji o tym o co właściwie chodziło w tym filmie z tym przenoszeniem się w czasie ;)
Enjoy!

xoxo



sobota, 29 czerwca 2013

Concert - PETER DOHERTY

NARESZCIE
Wciąż nie mogę w to uwierzyć..tak późno piszę recenzję TAKIEGO WAŻNEGO KONCERTU.. bo wszystko teraz mi się strasznie na siebie nakłada.I problemy zdrowotne i szkoła i fangirlizm i rodzina..czego chcieć więcej ?
Więcej Pete`a ! Poety, artysty , aktora którego po raz pierwszy w życiu i mam nadzieję że nie ostatni, miałam okazję zobaczyć wraz z M. 24 czerwca w bardzo klimatycznym klubie KC Dunaj w Bratysławie.
Na początku, choć teraz jak o tym myślę to nie wiem JAK mogłam tak myśleć - ale trochę też zaczynałam jak M. żałować że te ponad 300 zł poszło na Pete`a. 
A teraz...powrót do przeszłości 2. Od nowa mania i psychiczne dziwne stany na niego , The Libertines i Babyshambles.  

Jednakże nie uważam żeby to był mój gig miesiąca. Wciąż niezmiennie pozostaje Rammstein. Ale od początku :)

Wyruszyłyśmy Polskim Busem o 8.15  .Od samego początku miałam stres i bóle w żołądku spowodowane ciągłymi awariami jakiś ciężarówek na drodze i korkami. Na szczęście idealnie na 8 zdążyłam.A później byłam bardzo głodna...



11 godzin w prawie ciągle pozycji siedzącej jest bardzo wykańczające i nie zdawałam sobie z tego sprawy dopóki tego nie przeżyłam. Oczywiście było kilka postojów na rozprostowanie kości, lecz to w sumie mało dawało.. kiedy dotarliśmy pod Czeską granicę zaczynałam już odczuwać pierwsze emocje i znów nerwy w brzuchu. A za sprawą tego iż bałam się że nawalę i moja rozrysowana mapka z dojściem do klubu niewiele da.. W Polsce przed Częstochową zaczęło padać , w Katowicach już nie a w Czechach i na Słowacji - non stop...to było strasznie depresyjne.Aż chciało się zaśpiewać I am the rain..
Z małymi okrążeniami wokół Dworca odnalazłyśmy wreszcie upragniony przystanek który był skierowany we właściwą stronę. Później nieco więcej musiałyśmy się pomęczyć..gdyby jeszcze słońce świeciło lub nie padało byłoby super. Ale łażenie i szukanie Nedbalova 3 pomiędzy kilkunastoma uliczkami było szukaniem igły w stogu siana.. No może trochę mniej. 
Niepewnie podchodzimy do pary, która prowadziła kiosk i pytam się gdzie jest ta ulica. Pani zgrabnie i jasno w swoim języku nam wyjaśniła i za chwilę z dumą patrzyłam na klimatyczny klub KC Dunaj którym się zachwycałam kilkanaście dni temu na Google Street View. To miejsce od razu zdobyło nasze serce.
Było w stylu Peterowym..trochę lumpownia w połączeniu z ekskluzywnym barem. Śmiesznie to brzmi, ale tak bym to nazwała.





Oczywiście kilka zdjęć przed klubem w ślicznej uliczce z wysokimi blokami i ruszamy dość niepewnie po schodkach do 'recepcji' gdzie paru młodych ludzi stało za ladą i wymieniali bilety na pomarańczowe opaski z napisem klubu. Byłyśmy tym faktem zawiedzione.Faktem że straciłyśmy bilet a mamy tylko opaski.

Wsiadamy do windy za ludźmi na 4 piętro gdzie wchodzimy nagle do jakiegoś baru..jak się okazało ..tam były świetne widoki na miasto i..coś w stylu krzywego telebimu na suficie z wyświetlanymi zdjęciami Petera. Niech to szlak trafił że tam nie poszłyśmy.
Pokręciłyśmy się po schodkach nie wiedząc co ze sobą zrobić. W końcu odnalazłyśmy salę w tym całym labiryncie. Oddałam torbę do szatni i usiadłyśmy przed drzwiami klubu gdzie pilnowali jej jakieś osiłki z którymi wolałam nie zaczynać. Kiedy już została godzina do rozpoczęcia, wkurzało nas to że ludzie tam po prostu wchodzą i wychodzą, a przecież jeszcze tyle czasu.Oddałam torbę do szatni która była darmowa. Kiedy ochroniarz odszedł dalej, spokojnie weszłam na salę i ku mojemu zdziwieniu ukazał się widok siedzących ludzi pod ścianami i kilkoro przed sceną .Szybko zawołałam M. i ruszyłyśmy pod scenę zająć miejscówkę.

 O dziwo.. nie było żadnych szamotanin ..bicia się o 'barierki' i miejsce przy scenie .Przed nami siedziały 2 dziewczyny. Jedna, bardzo fajnie ubrana ze specyficznym językiem. Byłyśmy przekonane że to Polka. Ale Jej ciągłe zaciąganie i 'ano, ano' nie dawało nam spokoju i stwierdziłyśmy że mieszka na jakimś pograniczu czy gdzieś w takich okolicach.

Ledwo po 22, wychodzi support. W sumie Support 1- Walter Schnitzelsson.
Oczywiście rodowity zespół , słowacki, w którym grają trzej uroczy i panowie.Rock`n roll jest bliski ich sercom. Super grali, bardzo mi się podobali .Szkoda tylko że nie widzę nigdzie czegoś do ściągnięcia bo fajnie byłoby mieć ich w odtwarzaczu. Pan grający na perkusji bardzo przypadł nam do gustu..










Niestety ale dziewczyny przed nami wstały w zaskakująco szybkim tempie i  stanęłyśmy w drugim rzędzie i miałyśmy i tak genialne widoki na wszystkich panów. Nikt nie robił zdjęć.To mnie bardzo zdziwiło. Chyba każdy aparat miał na wyczerpaniu i trzymał na gwiazdę wieczoru. Ja jednak odważyłam się i zrobiłam aż 3 zdjęcia które są totalnym niewypałem.Kiedy chłopcy zeszli ze sceny zaczęło się oczekiwanie i moja męka. Dobrze że M. nie oddała wody do szatni bo chyba musiałabym wyjść stamtąd. Niepotrzebnie jadłam tyle słodyczy i ..byłam najedzona..strasznie dziwnie mi było w brzuchu i niekomfortowo się czułam.. jeszcze wszyscy jak jeden mąż wyjęli papierosy a ja nie mogłam oddychać.Na prawdę. Na szczęście organizator zainterweniował i na chwilę przestali...NIE FAJCIĆ! Haha kocham ten język.
 Godzina się bardzo dłużyła. Jakby trwała co najmniej 4 godziny. Trochę po 23 wyskoczył na scenę Support 2 - Alan Wass który już wcześniej miał okazję gościć na koncert Petera. Myślę że bardzo by mi się spodobał gdyby nie to że cały czas myślałam o swoim brzuchu i o tym kiedy wyjdzie Pete.

Pierwszą piosenką Petera, a ostatnią Alana jak można było się tego spodziewać było Hired Gun jak zwykle perfekcyjne. Lubię tę piosenkę. Początkowa gitara Alana mnie zawsze tak bardzo powala.








Super kontakt z publicznością pozwolił nam lepiej przygotować się na przyjęcie Peter .Szczerze mówiąc nie spodziewałam że spóźni się aż godzinę.Smutne to jest .To dla mnie oznacza tylko że to jest nieszanowanie fanów. Z drugiej strony powala mnie zawsze ich wierność. Okrzyki i wołanie Petera na coś się zdały. Pojawił się z lewej strony niczym zjawa. Normalnie z podłogi wyrósł. To było dobre, bo wszyscy patrzyli penie w prawą stronę gdzie było wejście na scenę i nie spodziewaliśmy się że wyjdzie z drugiej strony.
Sam koncert był na prawdę kameralny i mega klimatyczny..większość nowych piosenek odebrałam bardzo pozytywnie.Sądzę że to były głównie Babyshambles- czyli z nowego albumu który ma się ukazać 7 września .Peter poraził swoimi oczami.włosami..poruszaniem się po scenie..choć brakowało paru typowych ruchów dla niego to koncert był magiczny i..chyba potrzebuje drugiego .Bo w tym koncercie..i nawet teraz, nie mogę uwierzyć że Go widziałam na żywo..że ten Peter...ten od listu..ten od Amy, Kate Moss i ta mordka z mojej warszawskiej karty miejskiej, dumnie kroczyła po scenie i śpiewała hity Libsów i Babyshambles.No i oczywista oczywistość - swojego Grace /Wasterlands. Tak bardzo nie mogę się doczekać nowego albumu. Wiem już dziś że będzie piękny i nie będę tym zaskoczona.


W Peterowej podróży towarzyszyła niejaka amerykańska wiolonczelistkaa Miki Beavis.
 Nie lada wyzwaniem było dogrywanie skrzypiec do specyficznych dźwięków Pete`a który zawsze zmienia coś z rytmem piosenek..





Piosenką gigu ogłaszam zdecydowanie  You`re my waterloo, gdzie Peter jej nie dokończył, gdyż złapał go dół .. dół psychiczny rzecz jasna. Może to mieć związek ze wspomnieniami i Carlem, ale przecież niekoniecznie..
Gdybym każdą piosenkę śpiewała tak jak What Katie Did- z pewnością nie mogłabym mówić przez 2 dni. Na prawdę świetnie mi wyszła i ..poza pojedynczymi słowami wyśpiewałam ją wraz z M.i słowackimi przyjaciółmi.
Piosenek których mi zabrakło ?
1. Fuck Forever
2. Last Of the english roses < nie wiem czemu się pojawia na drugim miejscu ? >
3.You Talk
4.Up the Bracket

Ta lista z pewnością wydłużyłaby się, ale porównuję sety z poprzedzających gigów i co się na nich znalazło.

Peter sam w sobie jak zwykle powalił swoją uroczą i kochaną osobowością.Dał 5 bisów. Tak to nazwałam, bo wychodził tyle razy na swój backstage podnosząc palec do góry i zwracając uwagę że zaraz wraca.
Po chwili wraca z dwoma piwami i rozlega się z sali głos-" Peter one beer, please! "
A on bez chwili wahania podchodzi do tłumu i wręcza dziewczynie piwo. Prosząc na sam koniec koncertu o autograf - również można było go otrzymać. Wystarczyło tylko stać w 1 rzędzie, mieć coś do podpisania i czym  i mieć krztę odwagi do zawołania jego imienia.Przyznam się szczerze, że był pewien moment kiedy to była w miarę cisza i Peter krzątał się po scenie a ja dusiłam sobie 2 słowa..fuck forever..zabrakło odwagi żeby krzyknąć, eh..

Mój humor momentalnie posmutniał kiedy M. zwróciła mi uwagę na ręce Pete`a które miały pełno dziur i siniaków..wnioskuję że to od strzykawek. Na szyi także miał kilka ran..Tak bardzo obawiam się o niego, gdy za bardzo intensywnie o nim myślę..

Po skończonym gigu stałyśmy jeszcze chwilę pod sceną po czym udałyśmy się w stronę toalet i szatni.Nie wiedziałyśmy w sumie co robić..czy czekać na Petera że może wyjdzie łaskawie do fanów czy kierować się w stronę dworca. Postałyśmy jednak te 40 minut przy wejściu do klubu ale na nic się to zdało.


Około godziny 2 ruszyłyśmy w deszczu w stronę Dworca. Jak się okazało to jest mega blisko i niepotrzebnie jechałyśmy do klubu autobusem.. ale to zawsze jakaś pamiątka- bilet.
 Godziny się dłużyły..zimno zaczęło mi się robić dopiero koło 7 rano..to był najgorszy czas dla mnie..co raz bliżej, ale jednak jeszcze te 3 godziny to mega długo..Ja w samym sweterku próbowałam się rozgrzewać a M. okryła się moją kurtką która choć trochę dawała ciepła. 4 ciepłe czekolady na długo nie pomogły.

Dobiegała godzina 10 kiedy miał niedługo podjechać nasz bus.Uradowane ale i tak zmarznięte i niewyspane wskoczyłyśmy od razu na siedzenia nad toaletą które można sobie rozłożyć niemalże jak do spania(btw. jak będzie okazja to już zawsze będę wybierać te miejsca ).

I cóż...na tym zakończyłabym swoją długą, ale chyba mało szczegółową recenzję na temat koncertu o którym marzyłam od kilku lat.
Wiadomo, szkoda że nie spotkałyśmy Pete`a i nie mamy z nim zdjęcia gdzie jesteśmy do niego przyklejone.
Ale ważniejsze jest to co otrzymałyśmy 2 lata temu.. ( jejku... to już 2 lata! )  list prosto z londyńskiego więzienia..jego charakter pisma...rysunek..i słowa..słowa które są bardzo ważne w takich szczególnych listach..
Oczywiście marzy mi się kolejny koncert Petera..ale teraz to bardziej Jego zespołu - Babyshambles . To kolejne moje plany które może kiedyś się spełnią.W końcu słyszałam już piosenki z nowego albumu na żywo.
Pierwszy mój  koncert Petera uważam ogólnie za.. dziwny.Bo w sumie do tej pory nie mogę sobie tego wyobrazić że..wow..widziałam go na żywo..stał momentami przede mną..machał..uśmiechał się i grał na swojej pomazanej gitarze..przelewał piwo do szklanki i palił papierosa...niedowierzanie że widzi się tak ważną osobę w swoim życiu..gdzie ma się kilkanaście zdjęć na komputerze..śledzi każdy krok życiowy i wzdycha do niego przez ekran komputera i.. ma się jego zdjęcie na karcie miejskiej :)

Drugi koncert będzie inny..już wiem jaki..nie będzie już niedowierzania że On istnieje tylko muzyka muzyka muzyka... bo..przecież skoro drugi raz  Go widzę, tzn że istnieje i mogę spokojnie skupić się na muzyce i jej przekazie a nie na tym że wow on na prawdę istnieje :)

Na dziś wieczór powinnam dać Petera...i dam,urodzinowego,  ale dam także Arktyczne smutki które powoli wlewają się jak wodospady do mojej głowy  :(

..a wszystkim Openerowiczom ( M :* będę czekać na telefon! ) którzy w tym roku zobaczą swoich ulubionych artystów życzę przede wszystkim około 24 -27 stopni ciepła..bezchmurnego nieba, zero deszczów..przyjemnego wakacyjnego wiatru i...niezapomnianych trawiastych wrażeń!

ENJOY
xoxo



Arctic Monkeys prosto z angielskiego hrabstwa Somerset czyli Glastonbury 2013



sobota, 22 czerwca 2013

.. came into my heart, hope for a good view...and weather!

Koleżanka będąc na Paulu McCartney-u napisała do mnie wiadomość. Ucieszyłam się bo prosto ze stadionu do mnie napisała.Że krzesełka są małe..mało miejsca jest na kolana..ale i coś pozytywnego ! Ma sektor G28 czyli centralnie naprzeciwko sceny na samej górze..czyli = dalej się już bardziej nie dało i.. jest na prawdę zadowolona i na widoki na scenę nie narzeka .. Za to ja narzekam na moją mamitę która mocno mnie wkurzyła tekstem - oh jaka koncertowiczka się z Ciebie zrobiła, po tym kiedy przybiegłam z radością i poinformowałam Ją o tym, że jest duże prawdopodobieństwo że będziemy mieć niezłe widoki z górnej trybuny..
boże mamo..czy ty zawsze musisz powodować że moje życie staje się na prawdę smutne o 50 % i odechciewa się żyć ? Dziękuję Ci za wsparcie.


A tutaj kilka POZYTYWNYCH ,bardzo świeżutkich zdjęć z dzisiejszego koncertu z Moskwy ( Locomotiv Stadium )
Setlista jak na tę trasę, baardzo zacna ! A szczególnie dział Encore


Rosyjscy fani jak zwykle..wkurzająco, genialnie pomysłowi




Poza tym że nabrałam nadziei że nie będzie tak źle, odliczam dni, minuty i sekundy do..sądzę że gigu miesiąca . Choć nie wiem czy jest jeszcze coś w stanie pokonać Rammstein.. ale może sentymentalny Pan Doherty spowoduje że takim się stanie. 10 godzin jazdy przede mną..potem z powrotem - sądzę że w większości będzie to przepełniony snem powrót.... bo w sumie już nie ma się czego bać że zajedziemy dalej skoro końcowy przystanek to Warszawa :)  pobudka o 7 rano, jak nie wcześniej..polski bus czeka.Dobry Panie daj dobrą pogodę..żebyśmy nie umierały w upale ani nie były zmarznięte w deszczu.
Ekwipunek słodyczy + niezbędnych szczególików już czeka od 3 dni w widocznym miejscu .Pozostaje naładować tylko na full baterię aparatu i mp4 .

A tutaj zdjęcie z 20 czerwca czyli aktualny STAN/ WYGLĄD Petera ;) + ta bluzka w paski..ok..rozpuszczam się ..shhhhhhhhhhh


a tu na koniec nagranie z 17 czerwca z kultowym Don`t Look Back in to the Sun :)

http://www.youtube.com/watch?v=Am0FaXsPC6E

A za 3, góra 4 dni relacja z koncertu :)

Enjoy!
xoxo

wtorek, 18 czerwca 2013

Concert - KATIE MELUA



Koncert którego chyba najbardziej obawiałam się w tym roku- już za mną. Obawiałam się nie samego koncertu, ale osób które poznam.A jednak nie było tak źle jak zawsze przypuszczam. Z pracy jak na złość <choć terminowo i godzinowo byłam w porządku ze stawieniem się pod Salą o 18 >to i tak się wkurzyłam..musiałam zostać dłużej pół godziny.
Gdy była 17.45 wstąpiłam jeszcze do Tarasów..do łazienki..taki stres miałam...a przy okazji do Empiku po ulotki Opener`a które myślałam że będą przebojem w tym roku, to jednak nie zachwyciły..ale..ważne przecież że są i jest na nich napisane ARCTIC MONKEYS. A także wzięłam pare innych ..między innymi z Hurts, będzie do zeszytu koncertowego :)


Kiedy była 18..zeszłam z murku na którym siedziałam i przeglądałam ulotki i niepewnie ruszylam w stronę schodków prowadzących do Sali. Od razu wyrzuciłam butelkę z wodą która ratowała moje zaschnięte usta ze stresu...niepotrzebnie.Przeraziły mnie grupki ludzi..30+ i 40 + i jeszcze więcej którzy byli ubrani bardzo elegancko.Niczym do Teatru. No bo nie oszukujmy się..Kongresowa jest takim miejscem, ale na Boga.To koncert przecież :(  No dobra.. grunt że koszulę miałam ogarniętą to nie było tak źle. Stanęłam jak sierota przed Salą wypatrując A. która miała napisać sms`a gdzie są. Po 5 minutach pisze - że na murku przed wejściem C. Do cholery gdzie jest wejście C i mam się kierować ..ok.. spokój Aga spokój..to tylko parę osób i będzie dobrze...stała pod wejściem D ,no więc poszłam w lewo i oto szukam A. którą w czarnej koszuli i..również w trampkach wypatrzyłam od razu wraz z jakimś facetem.Miło się przywitaliśmy .Anti..bo tak Go A. nazywała wydaje mi się osobą, specyficzną..dziwną..nietypową..nie wiem jak jeszcze nazwać.Jedno jest jasne- chyba nie za bardzo mu z uśmiechem do twarzy bo za bardzo się z nim nie obnosił co automatycznie nastawiło mnie do niego z ogromnym dystansem.
Potem doszedł jeszcze do nas chłopak którego..imienia nie pamiętam :p MOŻE Z WRAŻENIA..ah ta Jego urocza nieśmiałość... z dziewczyną.Ale dziewczyna na tyle nie lubi Katie żeby iść na Jej koncert więc później sobie poszła.I tak O DZIWO w tę małą czwórkę ruszyliśmy do drzwi wejściowych.
Kiedy wybiła 19 zaczęli nas wpuszczać.Pierwsza weszłam ja ze sprawdzeniem biletu..po mnie A. którą spytano czy ma aparat- oczywiście że nie ma.. Ja byłam pewna tego, a później tylko nagrania leciały z Jej cyfrówki..ale jakiej jakości ! Wow...:D



Antiego zostawiłyśmy przy kolumnie bo nie chciało mu się połazić wokół sali w poszukiwaniu koleżanek A. które miały mieć dalsze miejscówki w Sali.Krążyłyśmy z pół godziny aż w końcu się znalazły.Pogadały pogadały aż tu nagle zabrzmiał dzwonek który wpuszczał na Salę..popędziłyśmy po Antiego i ..KOLEGĘ którego imienia nie pamiętam.Kiedy już się usadowiliśmy w 3 rzędzie z lewej strony pod sceną zaczęłam się rozglądać po sali ..w której nie byłam przynajmniej od 13 lat. Miło było przypomnieć sobie czasy podstawówki..kiedy to siedzieliśmy na balkonie wraz z wychowawczynią i oglądaliśmy specjalny Mikołajkowy <6 grudnia > teatrzyk.

Wśród tych wszystkich elegancko ubranych ludzi czułam się nieco dziwnie..jakby wszyscy zarabiali miliony i taplali się w złocie a ja biedna z groszami w kieszeni..Kobiety wyglądały na prawdę przepięknie.. faceci..również byli oszałamiający.. za nami usiedli po angielsku nawijający ludzie...w tym Polak =tłumaczył każde zdanie Tomasza Kammela który prowadził tą całą imprezę.
Siedzieliśmy w napięciu oglądając kolejne spoty reklamowe Rak To się Leczy w pełnych wersjach wszystkich gwiazd które w nich wystąpiły..m.in Jerzy Stuhr i Cezary Pazura.

http://www.youtube.com/watch?v=eURySotfBlk

Kiedy już wszyscy sponsorzy i porozdawali sobie kwiatki..nadszedł czas na 1 support który był mi kompletnie nieznany..Bo były 2 supporty..A powiedziała nam przed Salą że gdzieś na stronie music artu jest o Klarze coś napisane.




Klara okazała się być świetną performerką mimo swojego młodego wieku..Serio ? Dałabym jej max 15 lat ale ma 17 lat.A na stronie piszą o niej tak :

Śpiewa po angielsku, sama pisze muzykę oraz teksty do swoich utworów. Gra też na kilku instrumentach: gitarze akustycznej, ukulele, pianie, instrumentach klawiszowych i cymbałkach. Delikatny głos Klary i prostota przekazu nadają wykonywanym przez nią piosenkom niezwykły czar i wdzięk. W październiku 2012 roku ukazał się debiutancki album Klary „Away", wydany przez Polskie Radio. Producentem muzycznym albumu jest Artur Gadowski. Marek Niedźwiecki (Trójka) napisał o Klarze: „Delikatna, śliczna, liryczna, zjawiskowa, akustyczna, zwiewna, kobieca. Śpiewa o sobie, że jest czarownicą. Ja myślę, że jednak czarodziejką. Ma w głosie piękny i prawdziwy smutek, ale także radość młodości... Rodzi nam się wyjątkowa Artystka na naszym  rynku. Zadbajmy o Nią i dajmy Jej szansę."





To zdj. z Kongresowej .


I tak też ją oceniam..Jest na prawdę wyjątkową perełką we współczesnej młodej muzycznej Polsce.. Mam nadzieję że rozwinie się jeszcze bardziej i wyda drugi krążek z większą ilością piosenek. Bo jej debiutancki album ma 9 piosenek.

Ani na 1 ani na 2 supporcie nie zrobiłam żadnych zdjęć ani moi nowi koledzy.Wszyscy się obawialiśmy ochroniarza który stał z lewej i uważnie obserwował ludzi podczas gdy starszy pan 2 krzesełka dalej w prawo od nas- robił cały koncert zdjęcia tym marnym aparatem...

Kiedy Klara skończyła, oczywiście były kwiaty i inne a ja z niecierpliwością wierciłam się na tych wygodnych as fuck czerwonych krzesełkach w oczekiwaniu na Kasię Kowalską.To był już 3 raz który ją widziałam i.. znów się nie zawiodłam..miło było usłyszeć Jej stare hity z dobrym drapieżnym głosem w dobrej formie. Kasia bardzo błyskała humorem..miała świetny kontakt z publicznością i co raz zagadywała.
Podczas podziękowań przez firmę która jest od  ŁOSOSIA NORWESKIEGO , doszło do takiej wymiany zdań gdzie Kasia ze swoją pogardliwą, poważną jak to ona potrafi miną odpowiedziała- 'Szczerze ? Mam uczulenie na Łososia'  , po czym cała sala ryknęłam śmiechem.



Sypała dowcipami jak z rękawa...Kiedy tylko zobaczyłam jak technicy przystrajają mikrofony, perkusję świecidełkami żółtymi , to od razu wiedziałam że będzie magicznie..i tak było ..ciemne granatowe tło..na prawdę, poczułam się jakby Boże Narodzenie było tuż za rogiem :)
Każdy kawałek akustycznie, robił mega wrażenie.A w szczególności  na bis odśpiewane Hallelujah Cohena ..no i tego czego się niespodziewałam także zupełnie ..z pięknie zapowiedzianym wstępem o wielkim polskim artyście którego nie da się podrobić pod żadnym pozorem i który był głęboko związany z Warszawą i o której napisał tą piękną piosenkę. Oczywiście nie miałam żadnych wątpliwości że chodzi o Czesława Niemena i Jego Sen o Warszawie. Zgrabnie odśpiewany refren przez publiczność dawał mi mocne ciarki !




Oglądając poprzednie koncerty Kasi zdecydowanie mogę powiedzieć że na tym była bardzo ..."swojska" i bardzo rozruszana i chętna do rozmowy z publicznością. Nie było sztywnego grania na gitarze tylko swoboda swoboda i jeszcze raz swoboda. Kasię miałam okazję widzieć już 3 raz więc wiem co mówię .
Piosenka Spowiedź zrobiła na mnie także bardzo duże wrażenie.. w sumie to nie oglądałam Jej teledysków i nie wiedziałam że jest o bólu jakie przeżywają dzieci w patologicznych domach..Wsłuchując się w tekst i zamykając oczy mogłam się przenieść w inny świat. Coś fantastycznego..

Kiedy nadeszła godzina 21 wreszcie wyszła Ona. Gwiazda wieczoru ze ślicznym uśmiechem witając się po angielsku..zaczęła śpiewać..a oto setlista:


1. Moonshine -świetny otwieracz muzyczny..ze swingującą Katie 

2. The flood - na refrenie cudowne echo..Ten kawałek jest stworzony do zagrania go z orkiestrą czy kwartetem smyczkowym..zamykałam oczy i odpływałam .

3. If You were a sailboat

4. Spider's web - NA TO NAJBARDZIEJ CZEKAŁAM I ŁEZKI SIĘ POJAWIŁY :)

5. The closest thing to crazy

6. Call off the search

7. Two bare feet

8. On the road again




Bis


9. Nine million bicycles - rowerki, choć najsłynniejsze, to nie zrobiły na mnie szczególnego wrażenia.Zaczęłam już nagrywać ale jak jeden mąż wyciągnęliśmy z A i Antim aparaty to trochę dziwnie to musiało wyglądać..więc szybko schowałam

10. I cried for You - dobry zamykacz..choć za smutny wydaje mi się.



Katie wielokrotnie próbowała złapać kontakt z publicznością..jakieś dłuższe klaskanie itp..nie wchodziły  w grę..sztywniaki w garniturach którzy przyszli się tylko pokazać że są na koncercie CHARYTATYWNYM i jacy to oni dobroczynni są. Nienawidzę takich ludzi.Kilkakrotnie obserwowałam ludzi w 1 i 2 rzędach gdzie siedziały VIP-Y  i osoby które pokonały raka ...i zero jakiegokolwiek cieszenia się muzyką.

Podsumowując, to za ten koncert w życiu nie dałabym 230 zł ..później żałowałam.Teraz zresztą trochę też.Jednak poznanych nowo ludzi- nie żałuję :) Zawsze to jakieś nowe wtyki i znajomości!  Teraz A i Anti będą jechać do Londynu w październiku na koncert Katie która będzie świętowała w Roundhouse swoje 25 lecie czy 20 lecie ? kariery. To będzie wyjątkowy koncert na pewno..Tak bardzo im zazdroszczę.Jeszcze będą tam 5 dni..pozwiedzają trochę Londyn itp.Dostałam propozycję od A, ale to ogromne koszta niestety. Sam bilet 190 zł kosztuje + samolot, hotel...Chyba nigdy nie będzie mnie stać na wyjazd do Londynu.Chyba że pojadę do Niemiec na truskawki w wakacje < hm..myśli >.

Na koniec czekaliśmy w holu na znak jakiejś pani M.która miała dać sygnał jeżeli pojawi się możliwość spotkania się z Katie. Dała sygnał , ale krótki więc byliśmy niepewni. Z nami czekali jeszcze chłopak i 2 dziewczyny ..inna grupka fanów. A. zaskoczyła nas kiedy pokazała nam jedną kasetę Katie! Wow...ludzie jeszcze takie rzeczy posiadają ..sentymentalne. Po godzinie oczekiwań ..zaczęli wychodzić technicy..itd.3 razy odjechali i przyjechali....zapatrzeni w okna tyłów Kongresowej ( ewentualny koncert Petera Dohertego w Kongresowej ? ha! No to już wiem gdzie jest dziedziniec i gdzie trzeba wejść by oczekiwać na gwiazdę !) zobaczyliśmy wychodzącą p.M która oznajmiła nam że Katie pojechała do hotelu. WAT. Nastaliśmy się półtorej godziny w nadziei że 'obsłuży' tę garstkę fanów..a jednak..zdradziła nam parę newsów dotyczących nowej płyty i trasy..czy zamierza być w Polsce itd..



Na koniec ze smutnymi minami rozeszliśmy się..Ja tradycyjnie wróciłam metrem, a potem nocnym do swojego miasteczka pod stolicą z żulami i zarzyganym autobusem. A. wraz z Antim poszli w inną stronę niż ja z KOLEGĄ.Gdyż Anti jest z Częstochowy i jedzie w podobnym kierunku do A.
 Kolega z Grochowa..więc dość daleko..miał jechać tramwajem..ale mu się chyba głupio zrobiło i powiedział że mnie odprowadzi :) A potem wsiadł do metra w stronę Młocin a ja Kabat ..Pogadaliśmy chwilkę o życiu itd..ja oczywiście zaczęłam niemiłosiernie trajkotać o swoim całym życiu jak to ja w stresie. podczas gdy On odezwał się 3 razy. Stojąc naprzeciwko siebie na przeciwnych peronach uśmiechnęliśmy i pomachaliśmy sobie :) Na prawdę fajny koleś z niego.

Kończąc dzisiejszy post ze zmęczeniem w rękach i nogach kładę się spać z muzyką Klary na ustach...a także już w odtwarzaczu :)


Enjoy.
xoxo



czwartek, 13 czerwca 2013

What a guy on the bus....Christopher ? Is this you ?

Muszę się podzielić z Wami chłopakiem którego zobaczyłam dzisiaj na metrze i który jechał ze mną autobusem i wysiadł zaledwie 5 przystanków przed moim .. postanowiłam pojechać autobusem późniejszym, tylko dlatego że spotkałam koleżankę z którą nie chciałam rozmawiać i jechać z nią do domu, kłamiąc że jadę do Złotych.
I tak stoję stoję i piekę się w tym słońcu.. jednak założenie mojej ulubionej bluzki z gitarą nie był dobrym pomysłem. Jest chyba jednak mega sztuczna i się strasznie pociłam..w dodatku męczy mnie od 4 dni dziwny katar ..zapchany nos, leci z nosa raz jedną raz drugą dziurką a wysmarkać nie da rady o.O i  drapanie w gardle..no nic.
Odwróciłam się,  bo byłam oparta o barierkę żeby czasem nie zasłabnąć..i..widzę GO . Stoi pare kroków w prawo ode mnie. Przyglądam mu się natarczywie nie wiedząc że dziwna ciemnowłosa śliczna dziewczyna też dziwnie na mnie spogląda ..jakby zauważyła.Wow.to na prawdę musiałam robić natarczywie!
A teraz opis tego ciasteczka .
Od razu rzucił mi się w oczy tatuaż. Miał Go na lewym ramieniu, barku ..czarny z małymi elementami czerwieni... I to była jakaś dziwna twarz <wtf 3 raz używam słowa dziwny> i miała oplecione..kwiatkami chyba..Od razu skojarzył mi się z mojej siostry bo ma podobny ! No i oczywiście nie byle jakie słuchawki w uszach, tylko...niebieskie .. W sumie lepsze niebieskie niż białe hipsterskie. Z dwojga lepiej..
I ten podkoszulek biały.. ja..ale w nim wyglądał..mimo że nigdy mi się nie podobali faceci w takich ciuchach to ten mocno oddziaływał na moją wyobraźnię..i jeszcze czytając pikantny moment Samotność w sieci.Co za burzę w mózgu miałam.
Był taki .Wiem że wiecie jak wygląda podkoszulek ale..tak lepiej sobie wyobrazić moje przeżycia :) Miał nieco większyc dekolt..troszkę włosków na klacie..na prawdę minimalne miał.. pachy ogolone < tak jestem popier!olona że TAM zajrzałam > .



Trochę większe barki miał..bardzie zbudowany, ale szczupły w dżinsowych rybaczkach ledwo za kolana i wysoooki. Ze 190 bym mu dała. Miał trochę włosy postawione na żel.Postawione dosłownie i wyglądał jak... Christopher Schneider.. dokładnie tak....te kości policzkowe..




Miał porażające niebieskie oczy.. o dziwo dużo ludzi jechało autobusem z Wawy o 15..spodziewałam się mniejszych tłumów.Podjechał autobus i wszyscy ruszyliśmy się bić się o miejsca. Ja oczywiście w tyle za murzynami więc szukam wnikliwie miejsca z lewej strony gdzie nie będzie słońca i jest...miejsce. jedno jedyne.. koło mojego Chrisa..nieprawdopodobne. Podczas gdy On jeszcze się dobrze nie usadowił i otwierał swój smartfon z futerału,  ja niczym zwinna lisiczka wbiłam się w miejsce obok niego od okna za kołem :)
Od razu wyjęłam Samotność w sieci , zbliżyłam jak najbliżej głowy żeby nie widział co czytam i wtopiłam się w lekturę.No niestety, ale to wnikliwe czytanie nie trwało długo.Dokuczał mi nie tylko katar i drapanie w gardle ale i obecność pana Chrisa z prawej. Zaglądałam co raz co On porabia w tym telefonie.Otóż.. GRAŁ.
Jakieś strzelanie i omijanie przeszkód.Typowe w tych telefonach.
Drapanie w gardle i mój zatkany nos był na tyle uciążliwy że zrobiło mi się od tego strasznie gorąco i czułam pot pod nosem i niezbyt komfortową sytuację. Odchrząkiwałam co jakiś czas i myślałam - boże drogie gardło.ogarnij się bo powiedzą że jakiś gruźlik jedzie w autobusie..i to pociąganie nosem.Na prawdę- co 3 minuty prawie to robiłam.Dosyć głośno no bo ten nos zatkany ..W połowie drogi widzę że Chris przyjmuje pozycję taką-


Wybaczcie.nie wiedziałam jak ją nazwać ..i dalej grał w tę grę.. i wtedy po raz pierwszy pomyślałam że..może mu to przeszkadzać że ja takie dźwięki wydaję, ale za chwilę kolejna myśl - lol przecież On miał słuchawki niebieskie, po czym Chris znów się prostuje i na chama zerkam w prawo udając że patrzę na godzinę. I widzę że..nie ma słuchawek.. ok i wszystko jasne. Ale dzielny był .Wytrwał ko końca.



 Mówię mam..to był facet który mógłby sobie mnie zaskarbić jednym skinięciem..
Przez ostatnie fazy na Rammstein, niemieckość i całą tę zabawę polubiłam tatuaże,dziary..zwał jak zwał.Choć chłopaki z R+ ich za wiele nie posiadają..to głównie pociągała mnie Jego męskość..czyli dość duże barki i wypięta dumnie klatka piersiowa kiedy był oparty .
Bo chłopaki z Rammstein z czasów Reise Reise kiedy to spoglądam codziennie na ich plakat na drzwiach również są mocno umięśnieni..no może oprócz  Flake-a i Olliego . Ale oczywiście Richard mnie najbardziej na tym plakacie z ciążą spożywczą zachwyca.  Czasem brzuszek u faceta niewiele przeszkadza jak widać i nie liczą się w moim mniemaniu tylko muzycy postury Serge Pizzorno czy Dominica Howarda ;)

Także dzisiejszy powrót z pracy bardzo miło mi minął mimo że przystojniak był nieco zmieszany i raczej humoru nie miał.



Zapomniałam życzyć Schneiderowi pięknego baby gdyż wg ostatnich doniesień zostanie ojcem ! :)

A jeżeli lecę już tak z Ramsztajnowymi ogłoszeniami to:
Koncert w Rosji (Samara ) - Rock in Wolga był najbardziej licznym koncert w historii zespołu - ponad 60 tysięcy ludzi!
A o to zdjęcia z tej..turystycznej strony < brak Richarda tak bardzo mnie boli >  http://news.progorodsamara.ru/news/view/153394

A tu strefa vip-owska z Impact Fest 2013!
https://www.facebook.com/media/set/?set=a.670647892961608.1073741834.607360985956966&type=1


Na dzisiaj oczywiście mały mix Chrisa z Live Aus Berlin -Du Hast.
 Ps. gdyby było bez tych czarno białych przeróbek i spowolnień- byłoby znacznie lepsze video!

Enjoy :)

xoxo